<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><?xml-stylesheet href="http://www.blogger.com/styles/atom.css" type="text/css"?><feed xmlns='http://www.w3.org/2005/Atom' xmlns:openSearch='http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/' xmlns:georss='http://www.georss.org/georss' xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'><id>tag:blogger.com,1999:blog-2194136314729607673</id><updated>2012-02-18T14:39:07.599+01:00</updated><category term='Ciaran Hinds'/><category term='Aaron Sorkin'/><category term='Josh Brolin'/><category term='Jane Austen'/><category term='Szwecja'/><category term='Johnny Depp'/><category term='Kanada'/><category term='Izrael'/><category term='Azja'/><category term='Jeff Bridges'/><category term='psychologia'/><category term='wojenny'/><category term='wspomnienia'/><category term='Mackiewicz'/><category term='ludzie'/><category term='Sandor Marai'/><category term='Pratchett'/><category term='Paul Bettany'/><category term='horror'/><category term='Mayoral'/><category term='Australia'/><category term='western'/><category term='Tom Cruise'/><category term='Rutger Hauer'/><category term='polowanie'/><category term='Marylin Monroe'/><category term='Indie'/><category term='Węgry'/><category term='fantasy'/><category term='zwiastun'/><category term='sensacja'/><category term='porównania'/><category term='autobiografia'/><category term='Cartier-Bresson'/><category term='Kirsten Dunst'/><category term='Niemcy.'/><category term='zdjęcia'/><category term='Jennifer Aniston'/><category term='Rosja'/><category term='Gary Oldman'/><category term='Norwegia'/><category term='serial'/><category term='muzyka'/><category term='groteska'/><category term='Jon Hamm'/><category term='Szwajcaria'/><category term='książka'/><category term='Japonia'/><category term='Michael Douglas'/><category term='sci-fi'/><category term='felietony'/><category term='Peter O&apos;Toole'/><category term='Polska'/><category term='Patricia Clarkson'/><category term='kryminał'/><category term='dla dzieci'/><category term='Kathleen Turner'/><category term='powieść'/><category term='Matt Damon'/><category term='Chiny'/><category term='gangsterski'/><category term='Belgia'/><category term='prywatny cyrk'/><category term='Cameron Diaz'/><category term='Mads Mikkelsen'/><category term='Czechy'/><category term='obyczajowy'/><category term='lotnictwo'/><category term='Oscar'/><category term='Szkocja'/><category term='Zimbabwe'/><category term='Audrey Hepburn'/><category term='Peru'/><category term='blogi'/><category term='Holandia'/><category term='Wielka Brytania'/><category term='George Clooney'/><category term='ekranizacja'/><category term='Stanley Tucci'/><category term='Dania'/><category term='Vargas Llosa'/><category term='Muller'/><category term='John Malkovich'/><category term='wyzwanie'/><category term='eseje o literaturze'/><category term='Paryż'/><category term='USA'/><category term='dramat'/><category term='fotografia'/><category term='Hiszpania'/><category term='opowiadania'/><category term='Ukraina'/><category term='Colin Firth'/><category term='Somoza'/><category term='Julia Roberts'/><category term='romans'/><category term='Kuba'/><category term='polityczny'/><category term='Irlandia'/><category term='malarstwo'/><category term='Oscar Wilde'/><category term='Gwyneth Paltrow'/><category term='Rose Byrne'/><category term='animacja'/><category term='Philip K. Dick'/><category term='Mark Strong'/><category term='Lauren Bacall'/><category term='cytat'/><category term='szpiegowska'/><category term='musical'/><category term='Nobel'/><category term='Peter Sarsgaard'/><category term='Bruce Willis'/><category term='reportaż'/><category term='Francja'/><category term='nagroda Bookera'/><category term='thriller'/><category term='filozofia'/><category term='Schmitt'/><category term='Amos Oz'/><category term='Noel Coward'/><category term='moje cuda'/><category term='historyczna'/><category term='komedia'/><category term='Humphrey Bogart'/><category term='biografia'/><category term='Maggie Gyllenhaal'/><category term='kostiumowy'/><category term='Angelina Jolie'/><category term='film'/><category term='przygodowy'/><category term='David Fincher'/><category term='Włochy'/><category term='Morgan Freeman'/><title type='text'>Kalejdoskop</title><subtitle type='html'>Subiektywny przegląd książki, filmu i reszty cyrku. Cyrkiem może być wszystko.</subtitle><link rel='http://schemas.google.com/g/2005#feed' type='application/atom+xml' href='http://liritio.blogspot.com/feeds/posts/default'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2194136314729607673/posts/default?max-results=100'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://liritio.blogspot.com/'/><link rel='hub' href='http://pubsubhubbub.appspot.com/'/><link rel='next' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2194136314729607673/posts/default?start-index=101&amp;max-results=100'/><author><name>liritio</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10844189400380246041</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_QtooNre0Gg4/TVBD187_ciI/AAAAAAAAAG8/gL6fbSAx7ZU/s1600/72_389.jpg'/></author><generator version='7.00' uri='http://www.blogger.com'>Blogger</generator><openSearch:totalResults>210</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>100</openSearch:itemsPerPage><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2194136314729607673.post-1327608085118726977</id><published>2012-02-08T17:55:00.001+01:00</published><updated>2012-02-08T17:57:49.852+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='moje cuda'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='serial'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Wielka Brytania'/><title type='text'>I am Sherlocked.</title><content type='html'>&lt;a href="http://papierowa.blogspot.com/2012/01/tag-nasze-ulubione-seriale.html"&gt;Papierowa latarnia&lt;/a&gt;, wybierając między innymi Liritio do serialowego łańcuszka zwierzeń (wybacz poślizg), stała się bezpośrednią przyczyną wyznania, do którego zbieram się od mniej więcej roku. Ale po kolei - chociaż tytuł już mówi wszystko.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jestem do serialowych rozrywek przywiązana niczym kogucik do kokoszki. Kocham je, ale troszkę. Przebieram wybrednie, zakochuję się w banalnym szczególe i już zostaję. Na chwilę. Albo na dłużej. Tak czy inaczej, moje upodobania serialowe zmieniają się niczym w kalejdoskopie (ha, żarcik jak ta lala), jak tu wybrać te ulubione?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Prosto, takie są dwa: &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;"Seks w wielkim mieście"&lt;/span&gt; i &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;"Przyjaciele"&lt;/span&gt;. &lt;br /&gt;Tyle. Oryginalnością nie powaliłam, wybaczcie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oba już zdjęte z anten, owiane każdy własną legendą, wszyscy je znają, nawet jak ich nie znają, pewnego rodzaju ikony swoich czasów. Nie mam więc do dodania wiele, a na pewno nie dziś. O rzeczach ukochanych mogę dużo albo wcale, dzisiaj będzie wcale.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale! Jest jedno cudeńko antenowe (już wiecie, już wiecie które...?). Serial idealny, naprawdę, nie mam ani jednej uwagi krytycznej. No dobra, jakąś tam mam, nieistotną, nieważną, tycią, nawet nie wspomnę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kiedy pierwszy raz usłyszałam, że BBC wypuściło serial oparty na motywie Sherlocka Holmesa i przeniosło go do współczesnego Londynu... Nie sądziłam, że to może się udać. A że w tak spektakularnie dobrym stylu, od zera do bohatera, jestem pod wrażeniem od dłuższego czasu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://www.google.pl/url?source=imglanding&amp;ct=img&amp;q=http://doktoragon.pl/wp-content/uploads/2012/01/sherlock.jpg&amp;sa=X&amp;ei=0CAoT9roG4rCswbq9rypAQ&amp;ved=0CAwQ8wc4Dw&amp;usg=AFQjCNFhl67DrEo5bGXct5tu9K8wZY1Qew"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 443px; height: 250px;" src="http://www.google.pl/url?source=imglanding&amp;ct=img&amp;q=http://doktoragon.pl/wp-content/uploads/2012/01/sherlock.jpg&amp;sa=X&amp;ei=0CAoT9roG4rCswbq9rypAQ&amp;ved=0CAwQ8wc4Dw&amp;usg=AFQjCNFhl67DrEo5bGXct5tu9K8wZY1Qew" border="0" alt="" /&gt;&lt;/a&gt;Perfekcyjna obsada, pochwały i nagrody leją się zewsząd, ja też jestem zafascynowana, też czekam na kolejny sezon z utęsknieniem.  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oczywiście najbardziej kocha się Benedicta Cumberbatcha i Martina Freemana, Sherlock i Watson, panowie dograli się idealnie, fani zapewne wariują w wymyślaniu historii łączących tę dwójkę innego rodzaju więzią, niż przyjaźń. Jednak cała obsada serialu to strzały w dziesiątkę, z moim ulubieńcem Moriartym. Zastanawiałam się, jak go sportretują, i udało się brawurowo. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zaadaptowane opowiadania A. Conan Doyle'a tworzą półtoragodzinne odcinki pełne znakomitych dialogów (niestety na razie jest ich tylko sześć), a wiążąca je opowieść o specyficznych panach (i epizodycznych paniach) nie pozwalała mi spokojnie zasnąć kilka razy. Emocje obudziły się nawet w Liritio, o to w rzeczywistości jest znacznie trudniej, niż mogłoby się wydawać. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oddzielne zagadki każdego odcinka, oddzielna historia przewodnia, i te wszystkie piękne szczegóły! Co łączy ze sobą Sherlocka Holmesa i Bee Gees? Odpowiedź na to pytanie czeka. A ja usychając z tęsknoty mogę klikać replay przy "Staying Alive" i uśmiechać się pod nosem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie oglądacie seriali. I nie lubicie Sherlocka Holmesa. Nawet jeśli w ogóle nie przepadacie za wizją i fonią, oglądajcie Sherlocka BBC, jest to twór perfekcyjny, porywający i szkoda przegapić, a przynajmniej nie spróbować. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Hm... Tak, wydaje mi się, że już nie pozostawiłam żadnych wątpliwości, jaki jest mój ulubiony serial.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://www.google.pl/url?source=imglanding&amp;ct=img&amp;q=http://2.bp.blogspot.com/--lF1QsNrZ0k/Tt4qjzrWy0I/AAAAAAAABZE/1ZaigzycgVU/s1600/Sherlock%2Bs2%2BCast%2B001.jpg&amp;sa=X&amp;ei=PKYyT6zxE8iQswbw48icBA&amp;ved=0CAwQ8wc4XA&amp;usg=AFQjCNF_dOaDcmqbd_X1gAeuPKuU9a0BIQ"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 444px; height: 250px;" src="http://www.google.pl/url?source=imglanding&amp;ct=img&amp;q=http://2.bp.blogspot.com/--lF1QsNrZ0k/Tt4qjzrWy0I/AAAAAAAABZE/1ZaigzycgVU/s1600/Sherlock%2Bs2%2BCast%2B001.jpg&amp;sa=X&amp;ei=PKYyT6zxE8iQswbw48icBA&amp;ved=0CAwQ8wc4XA&amp;usg=AFQjCNF_dOaDcmqbd_X1gAeuPKuU9a0BIQ" border="0" alt="" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2194136314729607673-1327608085118726977?l=liritio.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://liritio.blogspot.com/feeds/1327608085118726977/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://liritio.blogspot.com/2012/02/i-am-sherlocked.html#comment-form' title='Komentarze (14)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2194136314729607673/posts/default/1327608085118726977'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2194136314729607673/posts/default/1327608085118726977'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://liritio.blogspot.com/2012/02/i-am-sherlocked.html' title='I am Sherlocked.'/><author><name>liritio</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10844189400380246041</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_QtooNre0Gg4/TVBD187_ciI/AAAAAAAAAG8/gL6fbSAx7ZU/s1600/72_389.jpg'/></author><thr:total>14</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2194136314729607673.post-312232240192785506</id><published>2012-01-27T00:13:00.002+01:00</published><updated>2012-01-29T18:30:38.490+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Oscar'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='muzyka'/><title type='text'>And the Oscar goes... A nieważne.</title><content type='html'>Na ekranach kin króluje "Rzeź". Nie wiem, nie widziałam, aczkolwiek już naczytałam się co niemiara na temat. Może już nie zobaczę? W którym momencie czytanie na temat nieznanego nam filmu staje się niezdrowe? Ciężko ustawić granicę, każda zależy od każdego filmu z osobna. Ale bywa, że w pewnej chwili zainteresowanie przeradza się w przesyt, a "hopka" pomiędzy nam umyka. &lt;br /&gt;Więc dam "Rzezi" odetchnąć, obejrzę Kevina, Lisbeth i... Kiedy "Artysta"? W Polsce jeszcze trochę musimy na Valentina poczekać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale oscarowe nominacje już! I co ja mogę, skoro żadnego (prawie) z nominowanych nie widziałam... Dobrze, troszkę mogę. Wzdychania, prychania, płonne nadzieje - oto czym są Oscary i Liritio. &lt;br /&gt;Trudno, minęły czasy, kiedy nagrody mnie ekscytowały i bardzo nad tym boleję. Nie oszukujmy się, zawsze to jeden powód mniej do radosnego oczekiwania... Najpierw odpada Gwiazdka, potem urodziny, na koniec Oscary?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://www.google.pl/url?source=imglanding&amp;ct=img&amp;q=http://www.blogacine.com/wp-content/uploads/2012/01/oscar-2012.jpg&amp;sa=X&amp;ei=BIIlT-jUJY3IsgbWq-zFDg&amp;ved=0CAwQ8wc&amp;usg=AFQjCNGWuTmtKpPIgiA0Olausf0SGReQ6w"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 399px; height: 250px;" src="http://www.google.pl/url?source=imglanding&amp;ct=img&amp;q=http://www.blogacine.com/wp-content/uploads/2012/01/oscar-2012.jpg&amp;sa=X&amp;ei=BIIlT-jUJY3IsgbWq-zFDg&amp;ved=0CAwQ8wc&amp;usg=AFQjCNGWuTmtKpPIgiA0Olausf0SGReQ6w" border="0" alt="" /&gt;&lt;/a&gt;Szybki rzut oka na niektóre kategorie. Typowania zwycięzców i tak nie będzie, a Wy z góry wybaczcie mi krytykę w ciemno, to tylko zbiór luźnych uwag.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ogółem, nuda. Powrót Billy'ego Crystala... Nie, nadal nuda.&lt;br /&gt;Ale prawdą jest, że ostatni raz Oscary mnie wzruszyły w 2008 roku, czyli trochę wody od tego czasu upłynęło. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Film? Nie jest dobrze. Na dziewięć nominacji skreśliłabym cztery, tak bezczelnie, nawet bez oglądania. "Czas wojny"? Serio? &lt;br /&gt;I dlaczego "Hugo i jego wynalazek" jest nominowany w jedenastu kategoriach? Wyler się w grobie przewraca. Obudzili się nagle z nominacjami dla Scorsese, w sumie mógłby teraz pokazać Akademii środkowy palec, ja bym się uśmiechnęła.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://www.google.pl/url?source=imglanding&amp;ct=img&amp;q=http://www.bestweekever.tv/bwe/images/2008/08/Pitt%20Clooney.jpg&amp;sa=X&amp;ei=sNwhT5rMGMae-wa48ZzYCA&amp;ved=0CAsQ8wc4Eg&amp;usg=AFQjCNHFOssb89nD2eOyi2m9s0kp_TGOtw"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 304px; height: 200px;" src="http://www.google.pl/url?source=imglanding&amp;ct=img&amp;q=http://www.bestweekever.tv/bwe/images/2008/08/Pitt%20Clooney.jpg&amp;sa=X&amp;ei=sNwhT5rMGMae-wa48ZzYCA&amp;ved=0CAsQ8wc4Eg&amp;usg=AFQjCNHFOssb89nD2eOyi2m9s0kp_TGOtw" border="0" alt="" /&gt;&lt;/a&gt;Jest Gary Oldman, dobrze, oby wygrał. Pitt i Clooney... Przynajmniej żarty będą śmieszne? Coraz bardziej czekam na "Artystę", nominowany w dziesięciu kategoriach. Tłumnie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Najlepsza aktorka? Liritio kocha Glenn Close, ale nie za Alberta Nobbsa. Jak się nie dostaje, za co się należy, to dostaje się i tak? Raczej nie ma szans.&lt;br /&gt;Jak długo nie będzie to Michelle Williams, będę zadowolona. O, Meryl Streep już dawno nie dostała Oscara, przyda się nowa, błyszcząca figurka. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://www.google.pl/url?source=imglanding&amp;ct=img&amp;q=http://29.media.tumblr.com/tumblr_lmyigd7iy71qi5fmpo1_500.jpg&amp;sa=X&amp;ei=wN0hT7InxJ77Bq6dlNII&amp;ved=0CAsQ8wc4MQ&amp;usg=AFQjCNHafVZBfJPCrdfORa53NxndsX-mTA"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 301px;" src="http://www.google.pl/url?source=imglanding&amp;ct=img&amp;q=http://29.media.tumblr.com/tumblr_lmyigd7iy71qi5fmpo1_500.jpg&amp;sa=X&amp;ei=wN0hT7InxJ77Bq6dlNII&amp;ved=0CAsQ8wc4MQ&amp;usg=AFQjCNHafVZBfJPCrdfORa53NxndsX-mTA" border="0" alt="" /&gt;&lt;/a&gt;Muzyka... Chociaż tu prosiłabym o statuetkę dla "Szpiega", który nominacji nachapał się AŻ trzech i pewnie nie wygra w żadnej kategorii. John Williams dwa razy, nazwisk im zabrakło? Gdzie Desplat? Liritio chce Oscara dla Alexandre Desplata, należy mu się od dawien dawna.&lt;br /&gt;Tak swoją drogą, co to się stało, że tylko dwie piosenki są nominowane do Oscara, i w dodatku obie kiepskie?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Najwyraźniej Akademia coraz bardziej "chce, a nie może". Z jednej strony otwiera się na tych strasznych stranieri, (Francuzi! Mon Dieu...) żeby zaraz potem wyciągać ze strychów i piwnic wszystkich "swoich" zasłużonych, którzy już od lat na statuetkę (nie)czekają.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wrócę więc do tego miłego roku 2008, Glen Hansard i Marketa Irglova, nawet piosenek dobrych nie nominowano, odkąd oni zeszli ze sceny Kodak Theatre. &lt;br /&gt;Co prawda nie "Falling Slowly", i tak już wszyscy to znacie, ale również "Once" się kłania. Ładny film, dobry film. Podobnych mi brak. To tak całkiem na marginesie. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;iframe width="420" height="315" src="http://www.youtube.com/embed/VBLDP0Etp3Y" frameborder="0" allowfullscreen&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2194136314729607673-312232240192785506?l=liritio.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://liritio.blogspot.com/feeds/312232240192785506/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://liritio.blogspot.com/2012/01/and-oscar-goes-niewazne.html#comment-form' title='Komentarze (15)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2194136314729607673/posts/default/312232240192785506'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2194136314729607673/posts/default/312232240192785506'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://liritio.blogspot.com/2012/01/and-oscar-goes-niewazne.html' title='And the Oscar goes... A nieważne.'/><author><name>liritio</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10844189400380246041</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_QtooNre0Gg4/TVBD187_ciI/AAAAAAAAAG8/gL6fbSAx7ZU/s1600/72_389.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://img.youtube.com/vi/VBLDP0Etp3Y/default.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>15</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2194136314729607673.post-2529410910121590726</id><published>2012-01-19T17:57:00.002+01:00</published><updated>2012-01-19T18:12:25.307+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='wspomnienia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Polska'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książka'/><title type='text'>"Szpetni czterdziestoletni", A. Osiecka.</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://www.okularnicy.org.pl/news_foto/134.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 250px; height: 349px;" src="http://www.okularnicy.org.pl/news_foto/134.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;"Odczuwamy trochę zgagi po tym życiu - po tym życiu, po przepiciu i te pe. Odczuwamy trochę kaca, że co było, to nie wraca, jak ten kochaś, który zginął w sinej mgle."&lt;/span&gt;&lt;/blockquote&gt;Na Osieckiej się odrobinę wychowałam. Jej piosenki grają w mojej głowie, kiedy myślę o dawniejszych latach. Oczywiście nie tylko jej, Osiecka była między innymi, ale później wybiła się na pierwszy plan złachmanionym już trochę albumem "Pięć Oceanów". Dzisiaj jest zasłuchany na amen i te piosenki kocham, znam je wzdłuż i wszerz i na okrętkę, i są mi bardzo drogie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale za Osiecką, którą poznaję czytając jej książki, raczej nie przepadam. Ten charakterystyczny, słodko-gorzki nastrój mogłabym chłonąć nieustannie, ale ją nie bardzo lubię i "Szpetni czterdziestoletni" nie zmienili tego ani o jotę. Chociaż mam wrażenie, że jest to książka raczej niefortunnie ułożona, ni pies ni wydra. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Alfabetyczne, prywatne hasła autorki, słowa-klucze do wspomnień z lat głównie pięćdziesiątych, odwilży gomułkowskiej, takie "przed i po" października. Pomysł niby niezły, szkoda tylko, że niektóre z tych haseł mają objaśnienie złożone z dwóch, trzech zdań, mało interesujące, po którym przychodzi pytanie "i co z tego?".&lt;br /&gt;Brakowało mi też wyraźnego zamysłu Osieckiej, która najwyraźniej sama nie wiedziała, o czym chce napisać. O zmianach w kulturze? Zmianach społecznych, ogólnych? Może wolała wspominać sławnych (później) znajomych z młodości?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Szpetni czterdziestoletni" tylko miejscami przykuwali uwagę mocniej. Zwykle w momentach, kiedy Osiecka nie pisała o sobie czy w odniesieniu do siebie i jednocześnie skupiała się na znajomych z branży. Nie mogę jej odmówić wielu ładnych spostrzeżeń o ludziach tamtych lat, Doboszu, Słonimskim, o Kalinie Jędrusik, Cybulskim, Adamie Pawlikowskim... I tak mi się wydaje, że o ówczesnej Łodzi napisała z dużym wdziękiem.&lt;br /&gt;Drugie, czego nie mogę jej odmówić, to szczęśliwy brak sentymentalnych głupot. Cała ta książka jest z sentymentu napisana, ale bez rzewności, bez rozwlekłego romantyzmu "dawnych lat". Dobrze, takie coś do słodko-gorzkiej Osieckiej by nie pasowało. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Werdykt ogólny? Prosty. "Szpetni czterdziestoletni" jedną stroną wpadają, drugą wypadają, jako przerywnik, poprawiacz humoru czy lektura pociągowa będą fantastyczni.&lt;br /&gt;Ale jeżeli chodzi o układ alfabetyczny, wolę Słonimskiego "Alfabet wspomnień".&lt;br /&gt;Jeżeli chodzi o anegdoty wzięte z życia, pisania i estrady, to "Wspomnienia chałturzystki" Stefanii Grodzieńskiej równych sobie nie mają. Ale dotyczą też okresu trochę wcześniejszego, prawda.&lt;br /&gt;Natomiast Osiecka znacznie bardziej zainteresowała mnie w "Galerii potworów". Toteż "Galerię..." na start zalecam, a czterdziestoletnich na potem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na koniec uśmiechnąć się trzeba nad tym oczywistym. Osiecka cofa się myślami do lat najpiękniejszych, do swojej młodości wśród tych artystów, z którymi zapewne nudzić się było trudno. I to w czasach, którym charakteru nie brakowało. Jakby więc ta książka jej wyszła, czy nie, "Szpetni czterdziestoletni" są pełni słodkich myśli, o tym co za jej młodości było cenne. Czyli czytać bez uśmiechu nie sposób.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2194136314729607673-2529410910121590726?l=liritio.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://liritio.blogspot.com/feeds/2529410910121590726/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://liritio.blogspot.com/2012/01/szpetni-czterdziestoletni-osiecka.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2194136314729607673/posts/default/2529410910121590726'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2194136314729607673/posts/default/2529410910121590726'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://liritio.blogspot.com/2012/01/szpetni-czterdziestoletni-osiecka.html' title='&quot;Szpetni czterdziestoletni&quot;, A. Osiecka.'/><author><name>liritio</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10844189400380246041</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_QtooNre0Gg4/TVBD187_ciI/AAAAAAAAAG8/gL6fbSAx7ZU/s1600/72_389.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2194136314729607673.post-3715302906861959401</id><published>2012-01-13T00:39:00.000+01:00</published><updated>2012-01-13T00:52:03.428+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='dramat'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='szpiegowska'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Gary Oldman'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='ekranizacja'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Ciaran Hinds'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Mark Strong'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='thriller'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='film'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Wielka Brytania'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Colin Firth'/><title type='text'>"Szpieg", reż. Tomas Alfredson.</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://blog.80millionmoviesfree.com/wp-content/uploads/2011/08/tinker-tailor-soldier-spy-poster.jpg"&gt;&lt;img style="display: block; margin: 0px auto 10px; text-align: center; cursor: pointer; width: 338px; height: 250px;" src="http://blog.80millionmoviesfree.com/wp-content/uploads/2011/08/tinker-tailor-soldier-spy-poster.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Oto piękny przykład świetnie zrealizowanego filmu, który opiera się na mówieniu i milczeniu, na spojrzeniu. Tempo i pauza, i wzbudzony w widzu nastrój. Trochę niepokoju, trochę zdziwienia, trochę tęsknoty?&lt;br /&gt;Kontrastując z moim dziecinnym zapatrzeniem w kinowy ekran, nowy film Alfredsona jest idealny, ale jest w tej idealności spokojny, dojrzały, stonowany... Bije po oczach profesjonalizmem, dyskretnie przemyca wdzięk i styl. Jestem tak zadowolona z tego filmu, jakby był mój własny.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wyjątkowo ciężko mi nie napisać: "idźcie, cieszcie oczy!", nie piać z zachwytu nad tym, co w "Szpiegu" jest dopracowane w stu procentach, dopięte na ostatni guzik i elegancko podane, bez mała wstążeczką przewiązane. Ale wtedy musiałabym po prostu kolejno wychwalić każdy element składowy filmu, od obsady zaczynając.&lt;br /&gt;Spróbuję więc inaczej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://cinemaundressed.files.wordpress.com/2011/11/tinker11.jpg"&gt;&lt;img style="display: block; margin: 0px auto 10px; text-align: center; cursor: pointer; width: 372px; height: 250px;" src="http://cinemaundressed.files.wordpress.com/2011/11/tinker11.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Dramatyzm. Tego w książce nie było. A dokładniej, zostało przygniecione szczegółami, wspomnieniami, nazwiskami, datami, miejscami... Stos akt wytłumił wydźwięk historii i &lt;a href="http://liritio.blogspot.com/2011/09/druciarz-krawiec-zonierz-szpieg-john-le.html"&gt;"Druciarz, krawiec..." czytało się z zainteresowaniem, ale bez większego wzruszenia.&lt;/a&gt; Może poza Prideaux, ale trzeba być skałą, żeby nie wzruszyć się Jimem Prideaux, nawet przysypanym aktami zamierzchłych spraw.&lt;br /&gt;Film Alfredsona, przez uproszczenie historii, pozbawiony zalewu osób i miejsc, okazuje się dramatem w pełnej krasie. "Szpieg" stał się historią smutnego zdrajcy i smutnego myśliwego, którzy powoli odnajdują się w świecie, który już nie jest ogarnięty "prawdziwą" wojną, w którym zaczyna brakować miejsca dla gwardii odchodzącej w zmierzch.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Charaktery. Byłam pod wrażeniem uszczegółowienia każdej postaci. Nawet najdrobniejszej. John Le Carre zadbał o szczegółowość, kiedy malował swoich chłopców i dziewczynki w Cyrku. Alfredsonowi i obsadzie udało się tę szczegółowość na ekran przenieść, z tego jestem zadowolona. Moimi faworytami byli Oldman, Hinds, Hurt, Cumberbatch i najlepszy (a mnie dotychczas nieznany) David Dencik jako Toby Esterhase. Ale w tym filmie nie ma złej roli.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://i.dailymail.co.uk/i/pix/2011/07/13/article-2011951-0CE792F400000578-300_634x420.jpg"&gt;&lt;img style="display: block; margin: 0px auto 10px; text-align: center; cursor: pointer; width: 377px; height: 250px;" src="http://i.dailymail.co.uk/i/pix/2011/07/13/article-2011951-0CE792F400000578-300_634x420.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Modyfikacje. Udane, za co należą się skromne brawa. Ekranizacje ogółem, a na pewno książek o tak szczegółowej i pogmatwanej akcji prowadzonej głównie retrospekcjami, obfitują w zmiany, uproszczenia i pominięcia. Z różnym skutkiem. Wersja Alfredsona mnie przekonała, byłam pod szczególnym wrażeniem pomysłu z przyjęciem gwiazdkowym, które posłużyło jako narzędzie komentarza dla historii właściwej. A z czasem kolejne sceny z przyjęcia wzbudzały więcej uczuć, niż tocząca się akcja. Były podsumowaniem, wspomnieniem zarówno dobrym i złym, zapowiedzią przyszłych wydarzeń, mapą relacji. Naprawdę pomysłowy zabieg w scenariuszu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://livingincinema.com/wp-content/uploads/2011/12/mark-strong-interview-570x378.jpg"&gt;&lt;img style="display: block; margin: 0px auto 10px; text-align: center; cursor: pointer; width: 377px; height: 250px;" src="http://livingincinema.com/wp-content/uploads/2011/12/mark-strong-interview-570x378.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Towarzyszy nam atmosfera trochę duszna, przyczajona. Wiemy, że coś nadchodzi, coś chowa się w ciemności, przemyka tuż pod nosem, skrada za plecami.&lt;br /&gt;I w jednej chwili żałujemy Smileya, uśmiechamy się do Haydona czy Tarra, krzywimy z niecierpliwym grymasem nad Allelinem. W kolejnej już zastanawiamy się, czy naprawdę można czuć do nich sympatię, do któregokolwiek. Wszyscy "wspaniali chłopcy" Cyrku, których chciałoby się zapamiętać szlachetnymi.&lt;br /&gt;Rąbek "starych dobrych czasów" jest odchylony specjalnie dla nas. Ale i te przestają wydawać się dobre i warte ciepłych wspomnień, kiedy do głosu dochodzą szmery z samotności ciasnych biur i nocnych dyżurów, tajemnice owiewające spotkania po godzinach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://0.tqn.com/d/movies/1/0/Q/7/Y/tinker-tailer-colin-firth.jpg"&gt;&lt;img style="display: block; margin: 0px auto 10px; text-align: center; cursor: pointer; width: 377px; height: 250px;" src="http://0.tqn.com/d/movies/1/0/Q/7/Y/tinker-tailer-colin-firth.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Nie mam wątpliwości, że w przypadku nominacji ewentualnych, oscarowych (mam nadzieję), "Szpieg" przegra wszystko ze wszystkimi, tak jak przegrało "Social Network" z "Jak zostać królem", jak przegrał "Frost/Nixon" ze "Slumdogiem", jak lata wcześniej przegrał "Michael Clayton", "Capote", "Rzeka tajemnic"... Te filmy ciągle przegrywają, a ja rok w rok mam malutką nadzieję. Absurdalną.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://cdn.wearemoviegeeks.com/wp-content/uploads/TTSS-C27-04108-R-560x372.jpg"&gt;&lt;img style="display: block; margin: 0px auto 10px; text-align: center; cursor: pointer; width: 376px; height: 250px;" src="http://cdn.wearemoviegeeks.com/wp-content/uploads/TTSS-C27-04108-R-560x372.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;I muzyka. Ach, muzyka! (autor: Alberto Iglesias, często pisze muzykę dla Almodovara) Muzyka jest całkiem osobną, niepokojącą, stonowaną rewelacją w tle.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;iframe src="http://www.youtube.com/embed/DNhkUG8kMwQ" allowfullscreen="" frameborder="0" height="315" width="420"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2194136314729607673-3715302906861959401?l=liritio.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://liritio.blogspot.com/feeds/3715302906861959401/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://liritio.blogspot.com/2011/12/szpieg-rez-tomas-alfredson.html#comment-form' title='Komentarze (9)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2194136314729607673/posts/default/3715302906861959401'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2194136314729607673/posts/default/3715302906861959401'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://liritio.blogspot.com/2011/12/szpieg-rez-tomas-alfredson.html' title='&quot;Szpieg&quot;, reż. Tomas Alfredson.'/><author><name>liritio</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10844189400380246041</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_QtooNre0Gg4/TVBD187_ciI/AAAAAAAAAG8/gL6fbSAx7ZU/s1600/72_389.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://img.youtube.com/vi/DNhkUG8kMwQ/default.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>9</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2194136314729607673.post-2489198681149596348</id><published>2012-01-08T19:23:00.003+01:00</published><updated>2012-01-08T19:31:44.960+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='moje cuda'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Rutger Hauer'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='porównania'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='film'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='sci-fi'/><title type='text'>"Łowca androidów", reż. Ridley Scott.</title><content type='html'>&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Część druga, mocno spóźniona. &lt;a href="http://liritio.blogspot.com/2011/09/czy-androidy-marza-o-elektrycznych.html"&gt;Pierwsza tutaj.&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://www.wikinoticia.com/images2//s2.extracine.com/files/2011/08/blade_runner_poster.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 250px; height: 375px;" src="http://www.wikinoticia.com/images2//s2.extracine.com/files/2011/08/blade_runner_poster.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;/a&gt;"Blade Runner" to jeden z tych sławnych filmów, z którymi mamy bezbłędne skojarzenia. Deszczowy, gęsty klimat futurystycznego miasta, powolna (w dzisiejszych czasach) akcja i piękne zdjęcia. Vangelis w tle... W porównaniu z książką, film Ridleya Scotta jest raczej senny i zakurzony, niż smutny. Rick Deckard (Harrison Ford) według Scotta jest trochę przyjemniejszy, nieżonaty, a postać Rachael (Sean Young) ma zupełnie inne znaczenie, niż w książce. A tak naprawdę całą uwagę Scott skupił na androidach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I jest to największa, najpiękniejsza różnica między filmem a książką. P.K. Dick stworzył przytłaczająco depresyjną wizję gnicia świata, a Scott zaadaptował ją na opowieść o przywiązaniu do życia. &lt;br /&gt;Ostatecznie w wersji Scotta maszyny się nie poddają, a przynajmniej nie te, które zdołały zbiec z kolonii i trafić na Ziemię. Najwyraźniej w równym stopniu kochają swoje sztuczne życie, co go nienawidzą, a są równie ludzcy, co sami ludzie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://www.omega-level.net/wp-content/uploads/2011/08/Blade-Runner-Not-Before-2014..png"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 375px; height: 250px;" src="http://www.omega-level.net/wp-content/uploads/2011/08/Blade-Runner-Not-Before-2014..png" border="0" alt="" /&gt;&lt;/a&gt;Ale nie uprzedzajmy wypadków. &lt;br /&gt;Jako dziecko w czepku urodzone (powiedzmy...), nigdy nie widziałam żadnej innej wersji "Blade Runnera", niż reżyserska. Nigdy nie widziałam przesłodzonego zakończenia wersji kinowej z 1982 roku, nigdy nie widziałam wersji z komentarzem Forda zza kadru...    I dobrze, dla tak zżytej z "Blade Runnerem" osóbki, jak ja, byłby to strzał w stopę (co najmniej) i przeżycie prawie traumatyczne. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Siłą "Łowcy androidów" jest enigmatyczna atmosfera, nie ma prostych rozwiązań i szybkich odpowiedzi. Kim na przykład jest Gaff? Milczący policjant, który zdaje się jedynie ze znudzeniem obserwować działania Deckarda i ma w zwyczaju składanie maleńkich origami. Co dokładnie o czekającym Deckarda zadaniu wie jego szef, Bryant? I ile dokładnie wie o samym sobie Deckard?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_jWGu50-htgE/TUbKOOc-ivI/AAAAAAAATcY/FrG56xlGIy4/s1600/blade-runner-20-rutger-hauer-sean-young-roy-batty.jpg"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 376px; height: 250px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_jWGu50-htgE/TUbKOOc-ivI/AAAAAAAATcY/FrG56xlGIy4/s1600/blade-runner-20-rutger-hauer-sean-young-roy-batty.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;/a&gt;I ta jedyna w swoim rodzaju dwójka, Rutger Hauer i Daryl Hannah. &lt;br /&gt;Pris (Hannah), model maszyny zaprojektowany "dla rozrywki". Twór obrazujący marzenia mężczyzn o istocie doskonale pięknej, będącej trochę dziewczyną i trochę kobietą, która zaspokoi ich pragnienia. Ale Pris jest androidem szukającym przetrwania. Jest więc również okrutna, bezwzględna i podstępna. Śmiercionośna kobieta-dziecko, kilkuletni robot przerażony zbliżającą się "datą ważności".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Najpiękniejszy z nich wszystkich, Roy Batty (Rutger Hauer), samiec alfa, agresywny przywódca, przebiegły, złośliwy, szuka nadziei dla siebie i kilkorga replikantów, którzy uciekli razem z nim. Szuka swojego stwórcy i ojca, szuka sposobu na przedłużenie swojej egzystencji. Oczywiście jego raczej znane ostatnie słowa "All those moments will be lost in time, like tears in rain." są jedną z tych rzeczy, nad którymi w "Łowcy androidów" można płakać, ale tak naprawdę wszystkie dialogi Roya Batty są jednym wielkim podsumowaniem gatunku ludzkiego. A nie wychodzimy w tych zdaniach najpiękniej. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://www.tenthplanetevents.co.uk/ekmps/shops/happyhenhomes/images/sean-young-in-blade-runner-4168-p.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 376px; height: 250px;" src="http://www.tenthplanetevents.co.uk/ekmps/shops/happyhenhomes/images/sean-young-in-blade-runner-4168-p.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;/a&gt;Niewiele filmów ma taką siłę oddziaływania na mnie, co "Łowca androidów". Tragizm sztucznych istnień, skazanych z góry na względnie szybkie unicestwienie. Replikanci są bezwzględni, są smutni, tylko czasem dobrze się bawią, ale w deszczowym, sennym mieście są kwintesencją życia równie dobrą, co prawdziwi ludzie. A mnie to strasznie smuci. Może to nawet banalne, że ostatnia scena z Royem Batty rozkłada mnie niezmiennie na łopatki, trudno, mogę być taka banalna. Zresztą nie tylko ta scena, ale przykład jest sztandarowy. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jakby urwane zakończenie "Łowcy androidów" jest dopełnieniem powściągliwości całego filmu, a do tego mocnym zamknięciem długich, idealnie dopracowanych scen, z których składa się polowanie na androidy w zanieczyszczonym mieście przyszłości. &lt;br /&gt;I kto mi powie, że w filmie o sztucznych tworach i ich łowcy czegoś brak? Jest miłość, jest piękno życia, jest zachód słońca, jest sztuczna sowa... Właściwie więc, co zabawne, "Łowca androidów" jest peanem na cześć życia, nawet w tym smutniejszym ze światów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://www.brmovie.com/Images/Locations/brsm_tyrell_office.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 456px; height: 250px;" src="http://www.brmovie.com/Images/Locations/brsm_tyrell_office.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2194136314729607673-2489198681149596348?l=liritio.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://liritio.blogspot.com/feeds/2489198681149596348/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://liritio.blogspot.com/2012/01/owca-androidow-rez-ridley-scott.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2194136314729607673/posts/default/2489198681149596348'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2194136314729607673/posts/default/2489198681149596348'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://liritio.blogspot.com/2012/01/owca-androidow-rez-ridley-scott.html' title='&quot;Łowca androidów&quot;, reż. Ridley Scott.'/><author><name>liritio</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10844189400380246041</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_QtooNre0Gg4/TVBD187_ciI/AAAAAAAAAG8/gL6fbSAx7ZU/s1600/72_389.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_jWGu50-htgE/TUbKOOc-ivI/AAAAAAAATcY/FrG56xlGIy4/s72-c/blade-runner-20-rutger-hauer-sean-young-roy-batty.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2194136314729607673.post-5813210339877729086</id><published>2012-01-04T21:00:00.001+01:00</published><updated>2012-01-04T21:01:12.870+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kryminał'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='USA'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='film'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='sci-fi'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='prywatny cyrk'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='horror'/><title type='text'>Niekoniecznie noworocznie.</title><content type='html'>Nowy Rok, pocałunki o północy, podsumowania i postanowienia... To już za nami. Tegoroczne przemiany skromnie ograniczyłam do stwierdzenia "nowy rok, nowy lakier do paznokci". Oczywiście żartuję. Chyba.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://esensja.pl/obrazki/okladkiks/40869_spiaca-laleczka_400.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 250px; height: 356px;" src="http://esensja.pl/obrazki/okladkiks/40869_spiaca-laleczka_400.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;/a&gt;Ostatnią książką, którą przeczytałam w 2011tym roku była "Śpiąca laleczka" Deavera.&lt;br /&gt;Kathryn Dance, możliwe, że części z Was znana z innych jego książek agentka CBI, mnie nie, przewodzi obławą na zbiegłego Daniela Pella, który kilka(naście?) lat temu zamordował rodzinę Craytonów, pozostawiając przy życiu jedynie małą Theresę. &lt;br /&gt;Pell, złodziej, założyciel Rodziny (taka prawie sekta, ale nie do końca, czyli on, jeden młody chłopak i trzy kobiety, Rebecka, Linda i Samantha... bez głupich skojarzeń, proszę). Pell, okrutny manipulator i morderca na wolności. Dzielna i wnikliwa Kathryn, w towarzystwie przysłanego z Waszyngtonu Winstona Kellogga stara się wyprzedzić jego zamiary chociaż o pół kroku.&lt;br /&gt;"Śpiąca laleczka" trzymała mnie w napięciu, naprawdę. Do strony którejśtam... Pell ponownie się wymknął, pojawia się mały romans, Kathryn stara się przekonać byłe członkinie Rodziny Pella do współpracy... A ja orientuję się poniewczasie, że czytałam już tę książkę. I co teraz? (bębnienie w stół i toczenie wkoło spojrzeniem zagubionej owcy)&lt;br /&gt;Lincoln Rhyme i Amelia Sachs to świetne zestawienie, dobry pomysł sam w sobie, "Kolekcjoner kości" czy "Tańczący trumniarz" na pewno zasługują na przeczytanie. Dalsze książki Deavera? Cóż, o tych najwyraźniej zapominam, oto jak wielkie wrażenie robią.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://blogs.coventrytelegraph.net/thegeekfiles/The%20Thing%202011%20movie%20poster.jpg"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 250px; height: 369px;" src="http://blogs.coventrytelegraph.net/thegeekfiles/The%20Thing%202011%20movie%20poster.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;/a&gt;Natomiast filmem, którym pożegnałam Stary Rok zrobię jeszcze większą furorę. &lt;br /&gt;Przerażający "Coś", prequel do przerażającego "Cosia" sprzed prawie trzydziestu lat - mam nadzieję, że tamten stary Coś był straszniejszy od Cosia nowego. Albo przynajmniej mądrzejszy.&lt;br /&gt;Antarktyda, tajemnicze znalezisko, pierwszy ginie pies - już w tym miejscu pomyślałam, że film będzie równią pochyłą. I co? Miałam rację. &lt;br /&gt;W filmie Johna Carpentera z 1982ego roku główną rolę grał Kurt Russell (kochamy go, nawet kiedy gra stereotypowych i wnerwiających tatuśków z "Posejdona", nie ma innej opcji). Dzisiaj możemy jedynie westchnąć nad śliczną (dość) kobietką, która wyrusza na mroźne pustkowie, i na podbój świata zapewne również, gdyby tylko dać jej szansę. Oj, proszę państwa, co tam twardy mężczyzna, mamy równouprawnienie.&lt;br /&gt;Akcja "Cosia" toczy się naprzód błyskawicznie, Norwegowie mają brody (szkoda, że rogatych hełmów zabrakło), jedyny czarnoskóry trzyma się dzielnie, trup ściele się gęsto, a Coś cosiuje po kątach. I dużo śniegu pokazują.&lt;br /&gt;Witamy w dwudziestym pierwszym wieku: panna do obrony przed Cosiem dostała miotacz ognia, jej dzielny i męski towarzysz latarkę oraz kijek. Powodzenia i miłego seansu życzy Universal.&lt;br /&gt;Nawytrząsałam się, ale może fanom gatunku (ewentualnie fanom oryginału Carpentera?) spodoba się wznowienie tematu Cosia. Ja byłam pod wrażeniem, ale chyba nie do końca trafiłam w oczekiwania twórców. Niemniej jednak tego filmu raczej nie zapomnę, ogromna mrówka(?) na Antarktydzie robi niezatarte wrażenie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ewentualne postanowienia, porady, po...cokolwiek? Pocokolwiek. Jakieś są, każdy ma swoje. Niekoniecznie noworoczne.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2194136314729607673-5813210339877729086?l=liritio.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://liritio.blogspot.com/feeds/5813210339877729086/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://liritio.blogspot.com/2012/01/niekoniecznie-noworocznie.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2194136314729607673/posts/default/5813210339877729086'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2194136314729607673/posts/default/5813210339877729086'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://liritio.blogspot.com/2012/01/niekoniecznie-noworocznie.html' title='Niekoniecznie noworocznie.'/><author><name>liritio</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10844189400380246041</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_QtooNre0Gg4/TVBD187_ciI/AAAAAAAAAG8/gL6fbSAx7ZU/s1600/72_389.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2194136314729607673.post-1114354115443987663</id><published>2011-12-19T23:13:00.002+01:00</published><updated>2011-12-19T23:24:34.783+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kryminał'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Szwecja'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='blogi'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książka'/><title type='text'>Jedna ofiara (adekwatna: w środku zimy w końcu). Jedna perła (blogowa).</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://merlin.pl/Ofiara-w-Srodku-Zimy_Kallentoft-Mons,images_big,19,978-83-7510-451-6.jpg"&gt;&lt;img style="float: left; margin: 0pt 10px 10px 0pt; cursor: pointer; width: 200px; height: 310px;" src="http://merlin.pl/Ofiara-w-Srodku-Zimy_Kallentoft-Mons,images_big,19,978-83-7510-451-6.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Jakby to ująć najprościej... "Ofiary w środku zimy" nie pokochałam, ponieważ jest to książka zawierająca masę niepotrzebnych słów. Przede wszystkim, co to za idiotyczny pomysł z kwestiami zamordowanego (kursywą! cudne), które nie dość, że są całkowicie niepotrzebne, ponieważ nic nie wniosły do tematu, to jeszcze naprawdę głupie... (proszę, unoszące się, hm, co właściwie, dusza? gadająca dusza zamordowanego, pięknie). Do tego koszmarnie przegadane rozważania bohaterów nad istotą uczuć wielkich i życia codziennego (sąsiadująco, najpierw wzruszamy się nad iście powalającym komentarzem na temat miłości rodzicielskiej, a chwilę potem nad równie powalającym komentarzem na temat mroźnej zimy, słodkie).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dobrze, to teraz przyznam się, że powyższa krytyka jest napisana raczej ze względu na zły charakter autorki bloga, który czasem musi znaleźć ujście, niż z faktycznej niemożności tolerowania owych niefortunnych wstawek. I "Ofiara w środku zimy" nie jest zła, chociaż wbrew buńczucznym zapowiedziom z okładki, "Millennium" Larssona (pierwszej części mej ukochanej) do pięt nawet nie zaczyna dorastać. W sumie wciągnęła mnie całkiem mocno, ponieważ kiedy ominąć wstawki filozoficzno - kulturowe, zostaje dobry kryminał.&lt;br /&gt;Zaczyna się interesująco, powieszone na drzewie, okaleczone zwłoki mężczyzny, najzimniejsza zima od wielu lat, krąg podejrzanych obejmujący nastolatków z problemami, wyznawców pewnego kultu, pewną specyficzną rodzinę... A może to ktoś jeszcze inny jest sprawcą?  &lt;br /&gt;Jeżeli tak jak ja, zawsze macie ochotę na kryminał, a tych niezłych i dotychczas nieprzeczytanych jest w otoczeniu mniej, niż więcej, "Ofiara w środku zimy" jest dobrym pomysłem. Mimo, że chwilami wybitnie niecierpliwiła mnie pełna irytujących problemów Malin (główna pani detektyw, taka śliczna, oczywiście), z chęcią przeczytam część kolejną, "Ofiarę w środku lata". Tylko niech tam proszę już żadne dusze nad akcją doczesną nie dyndają. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Natomiast pokochałam pewną panią, która pisze. Urzekła mnie &lt;a href="http://irie212.wordpress.com/2010/04/22/movie-chick-flick-its-complicated-streep-adult-love-affair/#more-1237"&gt;swoją opinią o filmie "It's Complicated" z Meryl Streep&lt;/a&gt;. Również tą o &lt;a href="http://irie212.wordpress.com/2010/03/05/julia-child-julie-movie/"&gt;"Julie and Julia"&lt;/a&gt; - najwyraźniej trafne komentowanie filmografii Meryl Streep to jeden z jej licznych talentów. Parskałam przy &lt;a href="http://irie212.wordpress.com/2010/11/20/love-affair-to-remember-sleepless-in-seattle/"&gt;"Anatomii chick-flicku&lt;/a&gt;", na tym właśnie blogu dostrzegłam obejrzany niedawno "Brief Encounter" (czy niewspomniany tutaj "Summertime") i zostało mi zaszczepione zainteresowanie Davidem Leanem. &lt;br /&gt;Biorąc pod uwagę fakt, że omijam Blog Day i inne tego typu cudeńka, mogę raz na ruski rok opowiedzieć nie o sobie samej i tym co się plącze w mojej eleganckiej główce, ale potoczyć wzrokiem wkoło, uśmiechnąć się (okej, to czynię też na co dzień) i dokładniej pokazać Wam, kto rozbawił mnie niedawno do łez. &lt;a href="http://irie212.wordpress.com/"&gt;Voila! Game of Consequences.&lt;/a&gt; Zadziwia mnie, ile tam jest wiedzy o filmach licznych, znanych, nieznanych, o ludziach kina, dużo o starym kinie, podane wdzięcznie, przemyślanie, luźno... Może nawet nieco chaotycznie (w rozumieniu, że gromadnie). Nie zawsze się zgadzam, ale zawsze polecam.&lt;br /&gt;Problemem jedynym może być fakt, że blog jest w języku angielskim. Smutno również, że ostatni wpis pojawił się w lipcu tego roku.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2194136314729607673-1114354115443987663?l=liritio.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://liritio.blogspot.com/feeds/1114354115443987663/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://liritio.blogspot.com/2011/12/jedna-ofiara-adekwatna-w-srodku-zimy-w.html#comment-form' title='Komentarze (8)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2194136314729607673/posts/default/1114354115443987663'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2194136314729607673/posts/default/1114354115443987663'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://liritio.blogspot.com/2011/12/jedna-ofiara-adekwatna-w-srodku-zimy-w.html' title='Jedna ofiara (adekwatna: w środku zimy w końcu). Jedna perła (blogowa).'/><author><name>liritio</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10844189400380246041</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_QtooNre0Gg4/TVBD187_ciI/AAAAAAAAAG8/gL6fbSAx7ZU/s1600/72_389.jpg'/></author><thr:total>8</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2194136314729607673.post-1779342364631982555</id><published>2011-12-15T17:20:00.000+01:00</published><updated>2011-12-15T17:21:29.562+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='USA'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='romans'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='komedia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='wspomnienia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='film'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Polska'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książka'/><title type='text'>Już wiem, kim jest Toster.</title><content type='html'>Jak to powiedział pewien filozoficzny pirat, świat nie staje się mniejszy, tylko jest w nim mniej. Ostatnie moje przygody kulturalno-jakiekolwiek sprawiały, że codziennie budziłam się z owym zdaniem bardziej i bardziej wyrytym w głowie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W jednej z książek wyczytałam opowieść o psychopatycznym mordercy, któremu autorka wymyśliła pseudonim Toster, ponieważ dusi ofiary kablem owego sprzętu kuchennego. I mogę Wam palcem pokazać stronę, na której prowadzący śledztwo zastanawiają się, czy morderca przynosi tostery ze sobą na miejsce zbrodni. Czy przynosi toster ze sobą...&lt;br /&gt;Tak, moment, w którym doczytałam tę książkę do końca był moim prywatnym sięgnięciem dna.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Obejrzałam też chwalony polski wytwór kinematografii, "Listy do M." Cóż za nieciekawy film.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://www.radiozet.pl/var/ezflow_site/storage/images/kultura/filmy/recenzje-filmow/listy-do-m/4224547-1-pol-PL/Listy-do-M_lightbox_full.jpg"&gt;&lt;img style="float: left; margin: 0pt 10px 10px 0pt; cursor: pointer; width: 250px; height: 357px;" src="http://www.radiozet.pl/var/ezflow_site/storage/images/kultura/filmy/recenzje-filmow/listy-do-m/4224547-1-pol-PL/Listy-do-M_lightbox_full.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Poza tym, że "Listy do M." są naprawdę nieszczególnym przykładem świątecznie banalnej wersji sztuki filmowej, są na dodatek tworem tak nienaturalnym, że aż zęby bolą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Opiszmy trapiący mnie problem na przykładzie pomocniczym, już zdjęcia same w sobie oddają jego istotę: Warszawa w "Listach do M." jest przepięknym miastem, zimowy śnieżek, domki, ogródki, widoczki majestatycznego kościoła... Ale to nie jest Warszawa, w której ja mieszkam. To jest pocztówka spreparowana na potrzeby filmu, który teoretycznie ma być prostym i sympatycznym obrazkiem świątecznym. W praktyce okazuje się sztuczny jak choinka ze sklepowej wystawy - bombki wiszą równiutko i nie gryzą się kolorystycznie, łańcuch jakaś biedna istota drapowała na plastikowych gałązkach godzinami, a całość jest równie ładna, co nieinteresująca. W ogóle. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Najlepszą sceną "Listów do M." jest kłótnia Agnieszki Dygant z Pawłem Adamczykiem, kiedy przewracając się w śniegu, w ciemnościach, w środku jakiegoś lasu, drą się na siebie pełnymi głosami, wyzywając, bijąc, wygląda to wszystko mało elokwentnie, niezgrabnie, świetnie. Ale tylko chwilkę tak jest, potem następuje cud wigilijny (oczywiście) i zabawa się kończy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jak to jest, że gdzie się ostatnio nie obrócę zalewa mnie pustostan stosowany? Nawet moje kochane seriale, po których nie spodziewam się zbyt wiele, zawiodły moje skromne wymagania.&lt;br /&gt;I przygodowa książka o Bezdusznej damie oraz jej wilkołaku okazała się postępowym harlequinem dla nastolatek. Oczywiście też przeczytałam do końca i macie rację, czegóż innego się spodziewałam?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zapytacie, po co się męczysz komercyjnymi produkcjami i książkami dla nastolatek, skoro znasz efekty?&lt;br /&gt;Sama nie wiem. Od dwóch miesięcy jestem całkiem nie taka. Chyba straciłam zainteresowanie, przez co automatycznie stałam się nieinteresująca. I trochę żal oddawać warte czegokolwiek więcej książki czy filmy na pożarcie mojego potworka obojętności.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://30.media.tumblr.com/tumblr_ls9puidIM81r3guo9o1_400.jpg"&gt;&lt;img style="float: right; margin: 0pt 0pt 10px 10px; cursor: pointer; width: 250px; height: 383px;" src="http://30.media.tumblr.com/tumblr_ls9puidIM81r3guo9o1_400.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Teraz na przykład czytam książkę niezłą, właściwie kończę już, "Przerwana lekcja muzyki". Wolałam "Lot nad kukułczym gniazdem" i "Szklany klosz" (aha, sztandarowe przykłady są najlepsze), ale "Przerwana lekcja..." też jest ciekawa. Randle i Bromden Keseya są szaleni i drapieżni. Sylvia jest bardziej refleksyjna, depresyjna. A Susanna Kaysen jest rzeczowa i mnie to chwilowo pasuje.&lt;blockquote&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;"Myślałam o tym przez cały weekend. Miałam świra, czy miałam rację? W tysiąc dziewięćset sześćdziesiątym siódmym roku trudno było znaleźć na to pytanie właściwą odpowiedź. Zresztą trudno znaleźć ją także teraz, ponad ćwierć wieku później."&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;font-size:85%;" &gt;"Przerwana lekcja muzyki", Susanna Kaysen, Wyd. Zysk i S-ka, Poznań 1996r., str. 120.&lt;/span&gt;&lt;/blockquote&gt;Piszę, że jestem niezainteresowana, a może tak naprawdę codzienność mnie dopadła, pożera mój czas i wypluwa nędzne resztki? Tak może być. Mam nadzieję, że spotkanie z oddziałem szpitala McLean jakoś mnie otrzeźwi, ale na razie nie zanosi się na aż takie cuda.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale przynajmniej dosłyszałam dziś pierwsze drgnienie głosu, który stwierdza, że powinnam się bardziej starać i nie zaniedbywać bloga. No to od dziś nie zaniedbuję. Może.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2194136314729607673-1779342364631982555?l=liritio.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://liritio.blogspot.com/feeds/1779342364631982555/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://liritio.blogspot.com/2011/12/juz-wiem-kim-jest-toster.html#comment-form' title='Komentarze (7)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2194136314729607673/posts/default/1779342364631982555'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2194136314729607673/posts/default/1779342364631982555'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://liritio.blogspot.com/2011/12/juz-wiem-kim-jest-toster.html' title='Już wiem, kim jest Toster.'/><author><name>liritio</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10844189400380246041</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_QtooNre0Gg4/TVBD187_ciI/AAAAAAAAAG8/gL6fbSAx7ZU/s1600/72_389.jpg'/></author><thr:total>7</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2194136314729607673.post-2834070530553177045</id><published>2011-11-21T20:39:00.001+01:00</published><updated>2011-11-21T20:41:42.884+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='USA'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='wspomnienia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książka'/><title type='text'>"Bar dobrych ludzi", J.R. Moehringer.</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://stylio.pl/members/forum_posts/0/395_xl.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 250px; height: 393px;" src="http://stylio.pl/members/forum_posts/0/395_xl.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;/a&gt;Najwyraźniej lubię się bronić przed dobrymi książkami. Czterema łapami. &lt;br /&gt;Taki wniosek wysnułam po chwili dumania nad czasem, który musiał minąć, nim dotarłam do momentu, w którym bezboleśnie spotkałam się z Moehringerem. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wspomnieć wystarczy "Perswazje" Austen, które czekały na mnie kilka lat. Albo "Opowieść o miłości i mroku" Oza, do której zabierałam się mozolnie, niechętnie, miesiącami przekładając na nieokreślone "później" lekturę, która okazała się genialną. &lt;br /&gt;Najbezczelniej olewałam "Wichrowe Wzgórza" i "Pożegnanie z Afryką" - Wy jeszcze nie wiecie, że to są moje "naj" książki, zaczytane okrutnie (chyba nie wiecie). Teraz tylko półgębkiem, wstydliwie przyznaję, że lata temu matka mi je wtykała w ręce, ale nie, nie mogłam, nie chciałam. Niby ho, ho, ile już lat Blixen i Emily Brontë uwielbiam, nic z tego, nie skłamię, raptem trzy (wielkość przybliżona).  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przechodząc do rzeczy, "Baru dobrych ludzi" nie ustawiłabym w jednym rzędzie z wyżej wymienionymi tytułami, ale w czytelniczej bryndzy, którą ostatnimi czasy uskuteczniam przy pomocy lepszych i gorszych kryminałów, Moehringer zaświecił blaskiem właściwym książkom sensowniejszym.&lt;br /&gt;Czyli tak, "Bar dobrych ludzi" dobrze jest czytać. A przynajmniej pierwszą połowę, ale kiedy połknie Was pierwsza, przeczytacie również drugą, Moehringer ma talent do pisania i jego wspomnienia można by czytać jednym tchem, a potem jeszcze doczytywać drugie tyle.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W czym rzecz? J.R. Moehringer, chłopiec wychowywany w domu dziadka zatłoczonym dwoma rozbitymi rodzinami i wujkiem Charliem. Chłopiec wychowany przez wiecznie zmęczoną matkę, która ciągle od nowa stara się wyprostować swoje życie, walcząc z kalkulatorem, który bezlitośnie podlicza cyfry kolejnych bilansów. Chłopiec opuszczony przez ojca i jego Głos.&lt;br /&gt;Wreszcie najważniejsze, chłopiec wychowany przez bar, więcej, wychowywany przez bar długo po tym, jak już wcale chłopcem nie był. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Bar dobrych ludzi" to wyznanie miłości, bardzo piękne, szczere wyznanie. Miłości do wszystkich mężczyzn, którzy zmieniali życie dzieciaka, młodego chłopaka, prawie mężczyzny, którzy prostowali go, opiekowali się nim, wspierali w miejscu, które w teorii wydaje się nieodpowiednie, które w teorii nie pasuje do dzieciństwa.  &lt;br /&gt;Bar Publicans i jego założyciel Steve. Goście Publicansa, który najwyraźniej był miejscem specyficznym, rodzinnym bez mała, w którym zbierali się owi "dobrzy ludzie". Wujek Charlie, Gliniarz Bob, Colt, Joey D... I wielu innych.   &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Moehringera można polubić albo nie. Jest raczej szczerym, raczej zrozumiałym człowiekiem, nie postacią wziętą z wyobraźni czy kalki. Ale chociaż pisze głównie o sobie, zapisuje swoje wspomnienia z dzieciństwa i wczesnej dorosłości, nie on jest tu bohaterem. &lt;br /&gt;Matka i Publicans, jego dzieciństwo, jego dorosłość jest kierunkowana przez te dwa słowa.&lt;br /&gt;Człowieka kształtuje wiele czynników, tym Ameryki nie odkrywam. We wspomnieniach Moehringera jest fragment, który zapomniałam przepisać, o tym, ilu odpowiednich ludzi potrzeba, żeby z chłopca wyrósł dobry mężczyzna.&lt;br /&gt;Nie ma tak, że ktoś rodzi się spokojny i mocny, tak się nie dzieje. &lt;br /&gt;I każdy ma swojego Publicansa, niejednego, który robi z nas lepszego albo gorszego człowieka, zależnie od szczęścia i wyboru.   &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Trochę zakochałam się w tej książce i w Publicansie, w jego gościach. Trochę się zakochałam i z uśmiechem wspomniałam swoje bary dobrych ludzi.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2194136314729607673-2834070530553177045?l=liritio.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://liritio.blogspot.com/feeds/2834070530553177045/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://liritio.blogspot.com/2011/11/bar-dobrych-ludzi-jr-moehringer_21.html#comment-form' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2194136314729607673/posts/default/2834070530553177045'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2194136314729607673/posts/default/2834070530553177045'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://liritio.blogspot.com/2011/11/bar-dobrych-ludzi-jr-moehringer_21.html' title='&quot;Bar dobrych ludzi&quot;, J.R. Moehringer.'/><author><name>liritio</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10844189400380246041</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_QtooNre0Gg4/TVBD187_ciI/AAAAAAAAAG8/gL6fbSAx7ZU/s1600/72_389.jpg'/></author><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2194136314729607673.post-3216074950553126971</id><published>2011-11-09T18:41:00.000+01:00</published><updated>2011-11-09T18:41:48.322+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='USA'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='cytat'/><title type='text'>Nieczytanie Moehringera jest bez sensu.</title><content type='html'>&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;blockquote&gt;"- Każda książka to cud - mówił Bill. - Każda książka jest odbiciem chwili, kiedy ktoś siedział cicho, a cisza to, bez wątpienia, część owego cudu. Ten ktoś próbował opowiedzieć nam jakąś historię."&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:78%;"&gt;J.R. Moehringer, "Bar dobrych ludzi", Wydawnictwo Sonia Draga, 2009r., str. 179.&lt;/span&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;/span&gt;Nie mam pojęcia, jakaż to idiotyczna myśl trzymała mnie tak długo z daleka od wspomnień Moehringera, o którym przecież już wieki temu przeczytałam pełną pochwał opinię na którymś blogu. &lt;br /&gt;Szczęśliwie, w końcu i ja zaczęłam je czytać, teraz jestem pełna zachwytów na temat, chociaż nie dotarłam jeszcze nawet do połowy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wracam więc, posiedzę cicho z "Barem dobrych ludzi".&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2194136314729607673-3216074950553126971?l=liritio.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://liritio.blogspot.com/feeds/3216074950553126971/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://liritio.blogspot.com/2011/11/nieczytanie-moehringera-jest-bez-sensu.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2194136314729607673/posts/default/3216074950553126971'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2194136314729607673/posts/default/3216074950553126971'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://liritio.blogspot.com/2011/11/nieczytanie-moehringera-jest-bez-sensu.html' title='Nieczytanie Moehringera jest bez sensu.'/><author><name>liritio</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10844189400380246041</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_QtooNre0Gg4/TVBD187_ciI/AAAAAAAAAG8/gL6fbSAx7ZU/s1600/72_389.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2194136314729607673.post-1698106685169293958</id><published>2011-11-02T20:17:00.000+01:00</published><updated>2011-11-02T20:18:24.913+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='USA'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='serial'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Wielka Brytania'/><title type='text'>Maratończyk(czka)... Maratonka? Serialowa czkawka.</title><content type='html'>&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Długość tasiemcowa. Adekwatnie do tematu. Anty-zwolenników gatunku przepraszam, tematyka inna w najbliższym czasie.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wraz z końcem września rozpoczął się sezon tracenia czasu na seriale. Ja również, jak zwykle (chociaż w tym roku jakoś mniej radośnie) zasiadłam do kontemplowania nowych losów moich serialowych mordeczek.&lt;br /&gt;Niestety nic nie ukryje faktu, że sezon n-ty, jak rewelacyjny by nie był (a rewelacyjnych nie ma, to mogę stwierdzić od razu), nie przeskoczy poziomu początkowego. Dlatego Liritio kontynuuje praktykę sezonu ogórkowego i nadal zapuszcza się na nieznane sobie serialowe wody, szukając NOWEGO, które będzie ciekawe. I nawet coś, czasem znajduje.&lt;br /&gt;Czy upodobanie do seriali to rzeczywiście oznaka braku życia prywatnego (jak to kiedyś skomentował nasz kochany Joey)? Trudno, zdarza się najlepszym.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W najbliższym czasie (jest nadzieja) napisałabym Wam o tym, dlaczego&lt;br /&gt;&lt;a href="http://www.filmweb.pl/serial/Studio+60-2006-298002"&gt;"Studio 60 on the Sunset Strip"&lt;/a&gt; to chyba jeden z moich ukochań wszech czasów. I o tym, o ile lepsze od moich oczekiwań (głównie obaw) okazało się &lt;a href="http://www.filmweb.pl/Miasteczko.Twin.Peaks"&gt;"Miasteczko Twin Peaks" &lt;/a&gt; - że kocham agenta Coopera domyślicie się zapewne i bez mojej pisaniny. I jeszcze o tym, dlaczego zdecydowanie przekładam rewelacyjne &lt;a href="http://www.filmweb.pl/serial/Uk%C5%82ady-2007-432002"&gt;"Układy" (vel "Damages")&lt;/a&gt; nad bardzo sympatyczne, ale zdecydowanie mniej rewelacyjne &lt;a href="http://www.filmweb.pl/serial/Suits-2011-585726"&gt;"Suits"&lt;/a&gt;. I nawet opowiem Wam historyjkę, jak to z dość miernych książek niejakiej Lindy La Plante powstał całkiem dobry (w sumie z każdym sezonem lepszy) &lt;a href="http://www.filmweb.pl/serial/Poza+podejrzeniem-2009-492840"&gt;serial "Above Suspicion"&lt;/a&gt;&lt;a href="http:///"&gt;&lt;/a&gt;, dzięki któremu mogę swobodnie ślinić się nad Ciaranem Hindsem i wmawiać C., że tak naprawdę cieszy mnie dobre, mroczne, angielskie kino kryminalne.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="https://lh4.googleusercontent.com/-J2SRa17ttx4/TqA4lKpf6qI/AAAAAAAAAL4/vWXe0xZsJQs/s905/pp1.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 603px; height: 167px;" src="https://lh4.googleusercontent.com/-J2SRa17ttx4/TqA4lKpf6qI/AAAAAAAAAL4/vWXe0xZsJQs/s905/pp1.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;/a&gt;Ale to tylko zapowiedź świetlanej przyszłości w internetowej bazgraninie Liritio, dzisiaj zajmę się szybkimi (hm, no prawie) niusami z wizji.&lt;br /&gt;Polecimy więc prawem starszeństwa i na pierwszy ogień moich srogich (ha, ha, jasne...) i wnikliwych (dobra, niech ktokolwiek spróbuje się tu zaśmiać) komentarzy trafi House.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pamiętacie go jeszcze? Ja słabo.&lt;br /&gt;A jednak poczułam ukłucie zainteresowania osobą House'a w więziennym otoczeniu, w odcinku otwierającym ósmy sezon. I teraz, po obejrzeniu trzech odcinków mogę wydać werdykt: powoli, z mozołem, niczym ta lokomotywa, House dźwiga się w górę, wraca na stare tory i mam wrażenie, że z każdym kolejnym odcinkiem będzie w nim coraz więcej "starego, dobrego House'a" (tutaj można kiwać głową z nostalgiczną miną). &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://images5.fanpop.com/image/photos/25600000/8x02-Transplant-Promotional-Photo-HQ-house-md-25629701-2560-1923.jpg"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 333px; height: 250px;" src="http://images5.fanpop.com/image/photos/25600000/8x02-Transplant-Promotional-Photo-HQ-house-md-25629701-2560-1923.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;/a&gt;Prawdą jest (moją prawdą), że sezon siódmy pogrzebał House'a (nie oglądałam prawie żadnego odcinka, wystarczyła ta nędza, na którą trafiłam), chociaż szósty też przysługi serialowi nie czynił. I dlatego cieszę się, że mój ulubiony doktor wraca w lepszej formie, ponownie w komitywie z Wilsonem (koniec drugiego odcinka mnie rozbroił i kupił), ponownie z problemem na głowie (skąd wziąć kasę, jak odzyskać stary team i dlaczego właściwie z jego biurem sąsiaduje teraz klinika...), z nowym szefem aka starym podwładnym... &lt;br /&gt;Tak, nic nowego w ósmym sezonie na razie nie zobaczyłam (ale skoro to ósmy sezon, nie spodziewam się nowego), ale za to radośnie przyklaskuję każdemu pomysłowi, który zbliża House'a do klimatu pierwszych kilku sezonów (które kocham bardzo) i prostuje te wszystkie nonsensy i żałości naprodukowane później.&lt;br /&gt;Powrót House'a uważam za oficjalny i mam nadzieję na przyszłość oraz finisz w wielkim stylu. Może mnie nie zawiodą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Idąc dalej, siódmy sezon "How I Met Your Mother" na razie kontynuuje poziom szóstego... Dalej czekamy na Mother, teraz czekamy jeszcze na domniemaną żonę Barneya. Robin znowu chce od życia czegoś, co już miała i zostawiła. Ted nadal szuka miłości, a Lily i Marshall są w ciąży. Niby nic ciekawego, ale ogląda się tak samo przyjemnie, chociaż może już sporo dowcipów się osłuchało. Tak czy inaczej, ja HIMYM nie zostawię, szczególnie, że "New Girl", na którą miałam wielkie nadzieje, okazała się nudna i bezcelowa, a dla uśmiechu jeden sitcom zawsze miło podejrzeć. A ile razy można powtarzać "Friendsów"? (sporo, ale nie na okrągło)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://www.daemonstv.com/wp-content/uploads/2011/09/GOSSIP-GIRL-Yes-Then-Zero-Season-5-Premiere-2-550x366.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 356px; height: 250px;" src="http://www.daemonstv.com/wp-content/uploads/2011/09/GOSSIP-GIRL-Yes-Then-Zero-Season-5-Premiere-2-550x366.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;/a&gt;Natomiast zdziwiona jestem niezłym początkiem piątego sezonu "Plotkary". Wszyscy są nadal tak ładnie ubrani... Cztery odcinki nowego sezonu pozytywnie mnie zaskakują, chociaż tutaj (odwrotnie do "House MD") spodziewam się wkrótce spadku formy i pogrążenia się bohaterów w tym samym bagienku gry "każdy z każdym", którą zostawili rozgrzebaną (jak zwykle) sezonem czwartym. Ale na razie cicho sza, mogę odpukać, jest interesująco. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czwarty sezon "Castle" na razie mnie wkurza, ale ciągle również trzyma przy sobie wdzięczną obsadą - tego brak "Mentaliście", obsady, w której wdzięczny jest ktokolwiek poza Simonem Bakerem. &lt;br /&gt;Po tak zaskakującym finale trójki byłam pewna, że "Castle" w końcu zmieni trochę kierunek i nie powtórzy błędu "White Collar" oraz "Mentalisty", w których poważniejsze i ciekawsze historie z życia bohaterów są całkowicie olewane na rzecz kolejnych zagadek do rozwiązania. &lt;br /&gt;Rozumiem, serial proceduralny itd., ale jednak! Niestety scenarzyści "Castle" pokazowo dają ciała. Przełomowy moment z finału trzeciego sezonu został skrzętnie zamieciony pod dywan i początki czwartego (poza pierwszym odcinkiem) są po prostu nudne. &lt;br /&gt;Nic to, może będzie lepiej... Albo bye bye Castle.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/-1Kzu-N6wGzc/TeQZRDBfmWI/AAAAAAAACKg/kaqokFe7lYk/s1600/B4.jpg"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 325px; height: 250px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-1Kzu-N6wGzc/TeQZRDBfmWI/AAAAAAAACKg/kaqokFe7lYk/s1600/B4.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;/a&gt;Szczególnie, że odkryłam inny serial detektywistyczny, "Body of Proof", którego drugi sezon rozpoczął się we wrześniu. Kanwa podobna do "Bones" (tego serialu nie trawię), a więc genialna pani patolog i dzielny policjant. Co mnie w "Body of Proof" pociąga, to naturalność postaci, wśród których nie ma wielkich geniuszy, przystojnych twardzieli czy "aspołecznych acz zabawnych" kobiet. Megan Hunt jest rozwiedzioną uciekinierką ze świata, w którym była bogatą żoną prawnika i odnoszącą sukcesy panią neurochirurg. Ma nieznośną matkę, trochę mniej nieznośną córkę, a jej szefowa umawia się z eks mężem. Jest irytująco pewna siebie i bezkompromisowa, ale nie w sposób, który powoduje u mnie tiki nerwowe. Co w telewizji szokujące, Megan nawet wygląda na matkę nastolatki. Miła odmiana. &lt;br /&gt;Partnerujący jej detektyw, Peter, zawsze służy dobrą radą, odrobinę przypomina niegroźnego misia i ładnie ciągnięty jest wątek ich wzajemnej sympatii. &lt;br /&gt;Tak, w "Body of Proof" wdzięk obsady połączony jest z zaskakująco ciekawymi tajemnicami do rozwiązania, chociaż oczywiście zdarzają się lepsze i gorsze odcinki. Jak na razie to właśnie ten mało popularny serial staje się moim numerem jeden. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="https://lh4.googleusercontent.com/-EiGch7ISezs/Tp70tX3ICnI/AAAAAAAAAK0/2aWc_K20Jak/s718/pp6.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 603px; height: 168px;" src="https://lh4.googleusercontent.com/-EiGch7ISezs/Tp70tX3ICnI/AAAAAAAAAK0/2aWc_K20Jak/s718/pp6.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Czego nie oglądam i na co czekam?&lt;br /&gt;Najsmutniejsze: "Glee". Nie mogę, zobaczyłam pierwsze dwa odcinki i poczułam wyraźnie, że się przesyciłam. Nawet fenomenalnie wdzięczny i potwornie utalentowany Darren Criss nie jest w stanie przyciągnąć mnie do kolejnych odcinków. A pierwsze dwa były słabiutkie, co najgorsze, Sue, fantastyczna Sue oszalała (nie dosłownie) i już nie jest fantastyczna, ale wkurzająca.&lt;br /&gt;Will i Emma są razem, a ja nie wiem, co przeoczyłam, w ogóle nie wiem jak do tego doszło.&lt;br /&gt;Dzieciaki z New Directions jakoś mnie nie porwały, piosenki też nie... Aj, albo się zestarzałam (ale oglądanie "Plotkary" temu przeczy), albo nasyciłam radosną atmosferą "Glee" z dwóch sezonów i trzeci doprowadzi do przesytu oraz mdłości.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie oglądam też "New Girl", chociaż chciałam. Bo jak tu nie czuć sympatii do Zooey Deschanel? Temat podobny do "Przyjaciół" czy "How I Met Your Mother", czarująca aktorka, zapowiadało się nieźle. I chociaż nie ma tragedii, to jest ten typ serialu, którego zwyczajnie nie chce się oglądać. Jedno wzruszenie ramion i możemy przejść do czego innego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://www.daemonstv.com/wp-content/uploads/2010/08/NUP_139896_0042.jpg-550x364.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 378px; height: 250px;" src="http://www.daemonstv.com/wp-content/uploads/2010/08/NUP_139896_0042.jpg-550x364.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;/a&gt;Mianowicie do mojego prywatnego zdziwienia, że z umiarkowaną niecierpliwością czekałam na wznowienie &lt;a href="http://liritio.blogspot.com/2011/06/opowiesci-z-odchani-lekkich-tresci.html"&gt;"Covert Affairs", które oglądałam w wakacje&lt;/a&gt;. To głupie, ale brakowało mi wyszczekanej, wiecznie uśmiechniętej blond agentki i jej ślepego technika. Nie da się ukryć, oboje są słodcy niczym tęczowe misie. A ja przecież najbardziej kocham właśnie takie misie...&lt;br /&gt;A że w nowych odcinkach ma się pojawić ponownie &lt;a href="http://www.filmweb.pl/person/Oded+Fehr-5992"&gt;Oded Fehr&lt;/a&gt;, na którego widok robi mi się zdecydowanie cieplej, mam nadzieję, że twórcy w końcu porzucą idiotyczny, aktualny wątek miłosny i zajmą się nowym, hipotetycznym, ale znacznie fajniejszym.  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://img.poptower.com/pic-53910/jim-caviezel.jpg?d=600"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 285px; height: 250px;" src="http://img.poptower.com/pic-53910/jim-caviezel.jpg?d=600" border="0" alt="" /&gt;&lt;/a&gt;Z nowości kolejnych, "Person of Interest" to rzecz zastanawiająca. Niby proceduralna nuda, ale nie do końca. Przede wszystkim świetnie (na razie) prowadzą głównych bohaterów, Pana Reesa (Caviezel) i Pana Fincha (Michael Emerson). Były agent CIA, były... w sumie nie wiadomo na razie kim był Mr. Finch. Obaj w teorii nie żyją, obaj są słodko złośliwi i mało się przejmują życiem jako takim. &lt;br /&gt;Chociaż temat brzmi absurdalnie - genialna maszyna wykrywa nadchodzące przestępstwa i wypluwa coraz to nowe nazwiska, którymi trzeba się zająć i powstrzymać nadchodzące nie wiadomo co... Jasne. &lt;br /&gt;Ale realizacja jest nadzwyczaj sprawna, o ile nie pogrążą się w nudzie kolejnych zagadek stricte, będzie co oglądać. Jim Caviezel w głównej roli to coś nowego, świetny aktor, w serialu bym się jego akurat nie spodziewała. I jeszcze jego John Reese wjeżdżający ogromną ciężarówką w limuzynę "tego złego"... Nie da się ukryć, że mają panowie rozmach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na koniec zagadka, "Grimm", ciągle w sferze "nadchodzi" (niby już nadeszło, ale przegapiłam pierwszy odcinek...). Współczesna interpretacja baśni Braci Grimm, na początek poszedł chyba "Czerwony Kapturek". Jakiś magiczny ród Grimmów i straszne bestie kryjące się pod maską zwykłych, szarych obywateli. Detektywi i mordercy. Będzie dobre? Nie będzie dobre? Niby miało być, tematem się ucieszyłam, ale zapowiedź pilota osadziła w miejscu moje ewentualne nadzieje, a tym bardziej głosy na temat odcinka rozpoczynającego serię. Teraz już sama nie wiem. Niech to będzie dobre...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="https://lh5.googleusercontent.com/-E7lMEFpVLKI/Tp71z57bAiI/AAAAAAAAALM/5QJ19BF2bR4/s603/ppp3%252520copy.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 603px; height: 168px;" src="https://lh5.googleusercontent.com/-E7lMEFpVLKI/Tp71z57bAiI/AAAAAAAAALM/5QJ19BF2bR4/s603/ppp3%252520copy.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2194136314729607673-1698106685169293958?l=liritio.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://liritio.blogspot.com/feeds/1698106685169293958/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://liritio.blogspot.com/2011/11/maratonczykczka-maratonka-serialowa.html#comment-form' title='Komentarze (14)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2194136314729607673/posts/default/1698106685169293958'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2194136314729607673/posts/default/1698106685169293958'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://liritio.blogspot.com/2011/11/maratonczykczka-maratonka-serialowa.html' title='Maratończyk(czka)... Maratonka? Serialowa czkawka.'/><author><name>liritio</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10844189400380246041</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_QtooNre0Gg4/TVBD187_ciI/AAAAAAAAAG8/gL6fbSAx7ZU/s1600/72_389.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='https://lh4.googleusercontent.com/-J2SRa17ttx4/TqA4lKpf6qI/AAAAAAAAAL4/vWXe0xZsJQs/s72-c/pp1.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>14</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2194136314729607673.post-3570032856676433029</id><published>2011-10-24T22:54:00.001+02:00</published><updated>2011-11-03T20:39:52.657+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Noel Coward'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='dramat'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='romans'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='ekranizacja'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='film'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Wielka Brytania'/><title type='text'>"Spotkanie", reż. David Lean.</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-JxqGKcGC2Mo/TqSHrQQfNrI/AAAAAAAAAMI/rzSqMLb6Ysw/s1600/be.jpg"&gt;&lt;img style="float: left; margin: 0pt 10px 10px 0pt; cursor: pointer; width: 355px; height: 250px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-JxqGKcGC2Mo/TqSHrQQfNrI/AAAAAAAAAMI/rzSqMLb6Ysw/s400/be.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5666803408307173042" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Chociaż zarzekam się, że nie przepadam za starymi filmami, cóż... Troszkę kłamię. A dokładniej, mocno uogólniam.&lt;br /&gt;Jest bowiem jedna rzecz, której bardzo mi brakuje w dzisiejszym kinie, elegancja. Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie? Zaginęła gdzieś po drodze, mniej więcej w latach 90tych, z tego co się orientuję, ale i tak już wtedy ledwo zipała. &lt;br /&gt;Tak naprawdę podejrzewam, że spakowała się i uciekła, razem z amantami, szeryfami i damami kina, razem z Carym Grantem i Deborah Kerr, Avą Gardner i Sinatrą. Trochę tą uciekinierkę rozumiem, któż by chciał zostać, kiedy Sinatry już nie ma?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Najwyraźniej w 1945 roku nawet zdrady były eleganckie. Alec i Laura spotykają się w sposób jak najbardziej zwyczajny, w dworcowej kawiarni. Potem po raz kolejny, na rogu ulicy, potem w zatłoczonej restauracji... Ile trzeba aby z przypadkowej znajomości zrodziło się uczucie? "Spotkanie" przekonuje mnie, że niewiele, rozmowa, dwie, nagle ktoś kogoś kocha. I tak oto w każdy czwartek o 12.30 Laura czeka na Aleca pod szpitalem, kradną kilka godzin dla siebie, żeby potem wracać do domów, do w miarę satysfakcjonującego życia, które nagle przestało wystarczać. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://i.telegraph.co.uk/multimedia/archive/01879/rus_1879943b.jpg"&gt;&lt;img style="float: right; margin: 0pt 0pt 10px 10px; cursor: pointer; width: 399px; height: 250px;" src="http://i.telegraph.co.uk/multimedia/archive/01879/rus_1879943b.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;"Spotkanie" jest historią niespełnionego romansu dwojga ludzi, którzy poznają się zdecydowanie zbyt późno, kiedy wszystkie dotychczasowe zobowiązania uniemożliwiają im wspólne życie. Prostota ich znajomości staje się smutna, gdy dodać do obrazka rodzącą się miłość, która musi zadowolić się spotkaniami raz w tygodniu na obiad, film i spacer. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I te wyrzuty sumienia, które psują radość, czynią ją niepełną. I kontrast, jakim jest inna para tego filmu, hałaśliwy zwiadowca stacji i jego wieczne flirty z prawie groźną właścicielką dworcowej kawiarni. Oni nie boją się przyłapania na gorącym uczynku, nie rzucają czasem trwożliwych spojrzeń wkoło, nie okłamują męża i żony, kiedy spóźniają się na pociąg.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Film jest złożony ze scen w powtarzających się sceneriach dworca, kina, podmiejskiego krajobrazu z rzeczką i mostem, a Laura i Alec szybko dochodzą do wniosku, że ich znajomość zasługuje na tylko jedno zakończenie. Gdzież tu elegancja, poza faktem, że w każdej scenie noszą kapelusze? W powściągliwości, w spokojnym uśmiechu, w braku wulgarności.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://www.topfoto.co.uk/gallery/loveisintheair/images/prevs/0154023.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 321px; height: 250px;" src="http://www.topfoto.co.uk/gallery/loveisintheair/images/prevs/0154023.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;/a&gt;"Spotkanie" zostało nakręcone na podstawie sztuki Noela Cowarda, a jeżeli jest coś, co łączy wszystkie jego sztuki ze sobą, to ostry dowcip dialogów. Również "Spotkaniu" ciętych linijek nie brakuje, ale wymagają one wsłuchania się w tekst, wymagają odkopania spod nastroju rezygnacji. Chociażby moment, który mnie zbił z nóg, czyli scena, w której mąż Laury rozwiązuje krzyżówkę, kiedy "romans" zgadza mu się z "delirium". To tylko jeden z wielu żartów równie słodko-gorzkich, co romans Aleca i Laury i jeden z wielu dialogów, który mocno zapada w pamięć.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oczywiście rok 1945ty, kiedy wojenne wyrzeczenia były świeżo pamiętane, a "Spotkanie" miało swoją premierę, nie sprzyjał historiom o łapczywych kochankach, którzy wszystko mają za nic i dają się ponieść namiętności. "Spotkanie" to może też trochę nachalny triumf moralności, która przeżywa w tej historii króciutki upadek, ale przecież finalnie otrzepuje zakurzone ciałko i wraca, niech żyje moralność.&lt;br /&gt;Ale czy na pewno? Czy ostatnie sceny, to rzeczywiście triumf moralności? To już będziecie musieli zdecydować sami. &lt;br /&gt;Na pewno "Spotkanie" jest jednym z wielu spojrzeń na temat zdrady jako takiej, spojrzeniem krótkim i szczerym, które mnie chwilowo pasuje.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://cinemanation.files.wordpress.com/2011/07/briefencounter_w-1.jpg?w=448&amp;h=252"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 448px; height: 252px;" src="http://cinemanation.files.wordpress.com/2011/07/briefencounter_w-1.jpg?w=448&amp;h=252" border="0" alt="" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2194136314729607673-3570032856676433029?l=liritio.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://liritio.blogspot.com/feeds/3570032856676433029/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://liritio.blogspot.com/2011/10/spotkanie-rez-david-lean.html#comment-form' title='Komentarze (7)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2194136314729607673/posts/default/3570032856676433029'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2194136314729607673/posts/default/3570032856676433029'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://liritio.blogspot.com/2011/10/spotkanie-rez-david-lean.html' title='&quot;Spotkanie&quot;, reż. David Lean.'/><author><name>liritio</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10844189400380246041</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_QtooNre0Gg4/TVBD187_ciI/AAAAAAAAAG8/gL6fbSAx7ZU/s1600/72_389.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-JxqGKcGC2Mo/TqSHrQQfNrI/AAAAAAAAAMI/rzSqMLb6Ysw/s72-c/be.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>7</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2194136314729607673.post-3807323612331403957</id><published>2011-10-24T14:02:00.002+02:00</published><updated>2011-10-24T14:06:02.047+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='cytat'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='muzyka'/><title type='text'>Except for Lola.</title><content type='html'>&lt;span style="font-style:italic;"&gt;&lt;blockquote&gt;"(...)przede wszystkim chciałbym zaapelować, byście obłożyli książkę i zakryli potworną, ohydną, odrażającą, zbrodniczą, plugawą, podłą, deprawującą młodocianych obwolutę, którą nazwałbym raczej kaftanem bezpieczeństwa."&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;V. Nabokov, "Wykłady o literaturze", Muza SA, 2000r., str.246&lt;/span&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;/span&gt;Nabokov pisał akurat o okładce "Dr. Jekyll'a i Pana Hyde'a", ale czytając to zdanie poczułam, że idealnie opisuje moje odczucia na widok okładek będących przedrukiem z plakatów ekranizacji. &lt;br /&gt;A jest ich mrowie a mrowie, patrzę w twarze aktorów i zastanawiam się, dlaczego wydawnictwa mi to robią. Oczywiście rozumiem, dlaczego to robią, ale nie pochwalam. Wręcz nie znoszę.&lt;br /&gt;Czy można by zaprzestać tego, zbrodniczego bez mała, procederu? Czy ja mogę spokojnie wejść do księgarni i nie widzieć Juliette Binoche na okładce mojego ukochania? Ładnie proszę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak, wiem, to się nie zdarzy. Podobnie jak nie zdarzy się, żeby ktoś nie zatarasował całej lewej strony schodów ruchomych. Najwyraźniej świat zacząłby się wtenczas kręcić w drugą stronę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Poniedziałki mają do siebie to, że ich nie lubię, naturalna sprawa u istot powyżej trzeciego roku życia. Tak więc, żeby nie wyszło ponuro i marudnie, będzie Lola :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Poniższa wersja jest genialna, ulubiona i naprawdę nie mogę przestać klikać "jeszcze raz". I jeszcze, i jeszcze, jeszcze raz...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Lola", Ray Davies. Jest wesoło.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;iframe src="http://www.youtube.com/embed/C4uLG_bGsLU" allowfullscreen="" frameborder="0" height="315" width="420"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2194136314729607673-3807323612331403957?l=liritio.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://liritio.blogspot.com/feeds/3807323612331403957/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://liritio.blogspot.com/2011/10/except-for-lola.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2194136314729607673/posts/default/3807323612331403957'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2194136314729607673/posts/default/3807323612331403957'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://liritio.blogspot.com/2011/10/except-for-lola.html' title='Except for Lola.'/><author><name>liritio</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10844189400380246041</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_QtooNre0Gg4/TVBD187_ciI/AAAAAAAAAG8/gL6fbSAx7ZU/s1600/72_389.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://img.youtube.com/vi/C4uLG_bGsLU/default.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2194136314729607673.post-2808975682018773374</id><published>2011-10-19T16:28:00.005+02:00</published><updated>2011-11-15T23:58:41.931+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='powieść'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='romans'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='ekranizacja'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Ciaran Hinds'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='porównania'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='film'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Wielka Brytania'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Jane Austen'/><title type='text'>"Perswazje". Jane Austen, Roger Michell i inni.</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://ebooks-imgs.connect.com/product/400/000/000/000/000/033/129/400000000000000033129_s4.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width:250px; height: 332px;" src="http://ebooks-imgs.connect.com/product/400/000/000/000/000/033/129/400000000000000033129_s4.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;/a&gt;Poniekąd zaczęłam produkować się serialowo, ale że podczytuję sobie ukradkiem wykłady Nabokova o literaturze (najbardziej ten o Stevensonie), przypomniałam sobie o kolejnej książce, o której dotąd nie napisałam. &lt;br /&gt;"Perswazje", tak.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jeżeli chodzi o Jane Austen, naprawdę nie mam pojęcia, dlaczego po przeczytaniu prawie każdej z jej książek, tak stanowczo sama sobie odmawiałam lektury tej ostatniej, "Perswazji". Zacięłam się po prostu, nie chciałam tego czytać, miałam złe skojarzenia albo co... Do czasu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mam wrażenie, że "Perswazje" najbardziej odbiegają od utartych ścieżek Austen, mniej lub bardziej innymi jej książkami wydeptanych. Historia poprowadzona jest zdecydowanie inaczej, odwrotnie i z pętelką :)&lt;br /&gt;Anna i kapitan Wentworth już zdążyli się pokochać, zdążyli również rozstać się i po latach spotkać ponownie. To są inni bohaterowie, dojrzalsi, niekoniecznie mądrzejsi, ale na pewno spokojniejsi, jakby ich charaktery zostały ujarzmione przez czas.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przyjemnie śledziło się owo powolne "odżywanie" Anny, kiedy stara miłość zjawiła się na progu. Nieśmiałe marzenia, stopniowo przeradzające się w nadzieję. I kapitan Wentworth, podobnie jak Anna ułomny, kiedy przychodzi do sięgania po swoje. Ona zahukana, on już zbyt dumny. &lt;br /&gt;Polubiłam tę dwójkę i ich niezgrabne dążenie do realizacji swoich pragnień. Powinni gasnąć przy całej tej znamienitej galerii z powieści Austen, tej porażająco bystrej Elżbiecie i tak fantastycznie wyniosłym, pociągającym panu Darcy. Przy tej do bólu poświęcającej się Elinor, na którą i tak czeka wielka miłość, przy Emmie obdarzonej wszelkimi zaletami, przy Knightleyu, który zawsze ma rację...&lt;br /&gt;Ale nie, dzisiaj to Anna i Wentworth stają mi się najbliźsi, ona niespecjalnie piękna, niespecjalnie elokwentna, niespecjalnie odważna... I Wentworth, w teorii wspaniały, dzielny kapitan, a w praktyce obrażony na zadrę w sercu sprzed wielu lat, niezbyt szczęśliwy, odrobinę oschły mężczyzna, który budzi zachwyty prowincjonalnych gąsek. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rozkochałam się też w drobnych smaczkach "Perswazji", w ojcu Anny, panu Elliot, mocno ograniczonym, zakochanym w sobie człowieczku. W jej starszej siostrze, Elżbiecie, jeszcze pięknej, ale już skwaszonej nieuchronnie nadchodzącym staropanieństwem. I w młodszej siostrze, hipochondryczce, równie egocentrycznej co wszyscy Elliotowie. Poza Anną.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Należałoby teraz dać kolejną szansę "Mansfield Park", może to, co kiedyś wydało mi się nudne, dzisiaj stałoby się rozkoszne? &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_AmzdJU5CyWE/TIZDAjOmxWI/AAAAAAAAByw/jl39TMkmCKw/s1600/Persuasion+-+BBC+1995.jpg"&gt;&lt;img style="float: right; margin: 0pt 0pt 10px 10px; cursor: pointer; width: 250px; height: 371px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_AmzdJU5CyWE/TIZDAjOmxWI/AAAAAAAAByw/jl39TMkmCKw/s1600/Persuasion+-+BBC+1995.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Roger Michell, którego pierwszym filmem były "Perswazje" (1995y rok), przepięknie podołał zadaniu i mogę bez wahania stwierdzić, że jest to moja ulubiona ekranizacja spośród wszystkich filmów stworzonych na podstawie Austen. Ma zdecydowanie większy rozmach, niż &lt;a href="http://liritio.blogspot.com/2011/05/emma-versus-emma-wstep-przydugi.html"&gt;telewizyjna "Emma"&lt;/a&gt; emitowana rok później, przy jednoczesnym braku hollywoodzkich zagrywek, czego o wielu z tych ekranizacji powiedzieć niestety nie można. I obsada jak marzenie, moje serce podbiła Sophie Thompson w roli wiecznie jojczącej Mary...&lt;br /&gt;Ale uczciwie przyznam, że Amanda Root w roli Anny pobiła resztę na głowę. Idealna jako zawsze spychana na margines kobieta, która po latach napotyka szansę na naprawę błędu młodości i postawienie na swoim. Ona rzeczywiście z każdą sceną rozkwita. A partnerujący jej Ciaran Hinds dotrzymuje kroku rolą Wentwortha, który w jego wykonaniu jest skryty, czasem gwałtowny i na pewno nie ma charakteru niczym kryształ.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Do czego bym się mogła przyczepić? Odrobinę nieładnie sportretowano pana Elliota, aż karykaturalnie. I nie trafiono z Lady Russel, jakby przez cały film odtwórczyni roli nie mogła się zdecydować, czy woli zagrać omylną, ale oddaną przyjaciółkę, czy zaślepioną konwenansami mentorkę Anny. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale ekranizacja Michella ma ogromne zalety. &lt;br /&gt;Zdjęcia, bardzo malownicze, spokojne kadry, zręcznie połączone z równie spokojną, subtelną, piękną ścieżką dźwiękową. Taka oprawa podkreśla delikatny charakter, cichej, wygniecionej czasem historii miłosnej, która toczy się bez słów, w tle. Pasuje do tego uwaga, z jaką potraktowane zostało pokazanie drobnych gestów znaczących tak wiele. Ale to też jest przeprowadzone oszczędnie i z wdziękiem, bez szafowania "ukrywanymi" emocjami, które bohaterowie mają pokazywać bez słów. A tak właśnie przeszarżowano nieszczęśliwie w innym filmie. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-TQMOFmJrOm8/TfBOn2XJM0I/AAAAAAAAAbc/NOrXi1Yo9vo/s1600/Persuasion-1995-persuasion-5175286-1024-576.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 444px; height: 250px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-TQMOFmJrOm8/TfBOn2XJM0I/AAAAAAAAAbc/NOrXi1Yo9vo/s1600/Persuasion-1995-persuasion-5175286-1024-576.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;/a&gt;Ekranizacje "Perswazji" widziałam dwie, najpierw tę z 2007 roku (reż. Adrian Shergold), którą uważam za straszną i zdania nie zmienię. Za dużo gapienia się w ściany, za słaba Sally Hawkins, kapitan Wentworth sportretowany przez blond niebożę, ciągle jakby się dziwił, że jest w każdej swojej scenie. &lt;br /&gt;I naprawdę zbyt dużo gapienia się...&lt;br /&gt;Może jest o kwestia złego scenariusza, może kiepskich zdjęć, ale uświadomiłam sobie jak strasznie pokazane jest "przeżywanie" owej pary Hawkins/Penry-Jones, kiedy znacznie później obejrzałam wersję Michella. Ani jednego taniego dramatyzmu! Tam gapienie się jest majstersztykiem. I żadnych biegów po Bath - solą w mym oku stanęło owo miotanie się Anny/Sally Hawkins, już całkiem psując jakiekolwiek pozytywne wrażenia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ewentualny zarzut, że jestem stronnicza ponieważ szczerze nie znoszę i dostaję agresji na widok Sally Hawkins, natomiast uwielbiam Ciarana Hindsa, cóż... Przyjmę z pokorą, nie wyprę się, ale ewentualną stronniczość własną mam w nosie. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://www.tumblr.com/photo/1280/1044349291/1/tumblr_l7udjn8VcM1qzu6rf"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 443px; height: 250px;" src="http://www.tumblr.com/photo/1280/1044349291/1/tumblr_l7udjn8VcM1qzu6rf" border="0" alt="" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2194136314729607673-2808975682018773374?l=liritio.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://liritio.blogspot.com/feeds/2808975682018773374/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://liritio.blogspot.com/2011/10/perswazje-jane-austen-roger-michell-i.html#comment-form' title='Komentarze (18)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2194136314729607673/posts/default/2808975682018773374'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2194136314729607673/posts/default/2808975682018773374'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://liritio.blogspot.com/2011/10/perswazje-jane-austen-roger-michell-i.html' title='&quot;Perswazje&quot;. Jane Austen, Roger Michell i inni.'/><author><name>liritio</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10844189400380246041</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_QtooNre0Gg4/TVBD187_ciI/AAAAAAAAAG8/gL6fbSAx7ZU/s1600/72_389.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_AmzdJU5CyWE/TIZDAjOmxWI/AAAAAAAAByw/jl39TMkmCKw/s72-c/Persuasion+-+BBC+1995.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>18</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2194136314729607673.post-7432269586484247827</id><published>2011-10-10T14:18:00.000+02:00</published><updated>2011-10-10T14:20:26.429+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='muzyka'/><title type='text'>Mała Marie.</title><content type='html'>Chcecie poznać jedną z moich ulubionych piosenek? Poniedziałkowe popołudnie, w moim przypadku chwilowo spędzane przy (zimniej już niestety) kawie, wydaje się dobrą okazją. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Francis Cabrel, "Petite Marie". W poniższej wersji najbardziej. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;iframe width="420" height="315" src="http://www.youtube.com/embed/bsjR3xsZfeI" frameborder="0" allowfullscreen&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I chciałabym, żeby znowu było lato, a przynajmniej wczesna jesień. Miesiąc wstecz, czy to tak dużo? A liście nadal byłyby zielone i złote... &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z wieści kinowych, planuję obejrzeć &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=wjz-iuaKjRQ&amp;feature=related"&gt;"Baby są jakieś inne" Koterskiego&lt;/a&gt;, znajomy po premierze cieszył się bardzo, wszem i wobec polecał, a więc po wstępnej chęci delikatnej, zwiastunowej, przeszłam w stan chęci większej. &lt;br /&gt;Tak czy inaczej, tekst "ale ona widać aż tak bardzo mnie nie kocha aż tak bardzo" podbił moje serce. I to mruganie. &lt;br /&gt;Zobaczymy, czy chęć szczera zaprowadzi mnie za tydzień do kina i zostanie usatysfakcjonowana dobrym filmem. &lt;br /&gt;Jak sądzicie?&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2194136314729607673-7432269586484247827?l=liritio.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://liritio.blogspot.com/feeds/7432269586484247827/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://liritio.blogspot.com/2011/10/maa-marie.html#comment-form' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2194136314729607673/posts/default/7432269586484247827'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2194136314729607673/posts/default/7432269586484247827'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://liritio.blogspot.com/2011/10/maa-marie.html' title='Mała Marie.'/><author><name>liritio</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10844189400380246041</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_QtooNre0Gg4/TVBD187_ciI/AAAAAAAAAG8/gL6fbSAx7ZU/s1600/72_389.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://img.youtube.com/vi/bsjR3xsZfeI/default.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2194136314729607673.post-4937060937740422592</id><published>2011-10-07T18:14:00.000+02:00</published><updated>2011-10-07T18:16:18.182+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kryminał'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='USA'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Amos Oz'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Izrael'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='opowiadania'/><title type='text'>Zupa z gwoździa.</title><content type='html'>Cóż to ja czytałam ostatnimi czasy, kiedy pilnie udawałam zbyt zajętą na łączenie formy, treści i czasu, określane również pisaniem bloga? &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://beatrix73.files.wordpress.com/2011/09/amagansett.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 219px; height: 310px;" src="http://beatrix73.files.wordpress.com/2011/09/amagansett.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;/a&gt;"Amagansett" Marka Millsa, które w pierwszej połowie podobało mi się znacznie bardziej, niż w drugiej... Niektóre książki absolutnie nie zasługują na miano "genialnych", a nawet nie na to skromniejsze "bardzo dobrych", ale mimo wszystko czyta się je z dużą przyjemnością, bez znudzenia. I "Amagansett" może być idealnym przykładem takiej książki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wyłowione z oceanu zwłoki młodej dziewczyny, której bogata rodzina posiada dom na plaży. Rodzina ma swoje sekrety, dziewczyna miała jeszcze inne, a Conrad Labarde, który wyłowił ją z wody - główny bohater książki - również sporo tajemnic skrzętnie skrywa przed światem. I ma swoją silną teorię na to, co naprawdę spotkało przygarniętą przez ocean kobietę.&lt;br /&gt;To też trochę powieść obyczajowa o życiu w rybackiej miejscowości Amagansett, tuż po drugiej wojnie światowej, zmieszanie życia rybaków i bogatych wczasowiczów, których domy wyrastały na okolicznych plażach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Amagansett" czytało się rewelacyjnie... Do czasu. W drugiej połowie książki poczułam lekki zawód, że po oryginalnym początku i ciekawym poprowadzeniu Conrada, który z każdą stroną okazuje się kimś coraz to innym, Mills oddaje się pisaniu o detektywie Hollisie, który jest dość nudnym zlepkiem wielu znanych nam wszystkim postaci policjantów po przejściach.&lt;br /&gt;Ale koniec końców "Amagansett" daje radę, finiszuje w dobrym stylu i jest znacznie lepszą książką, niż kolejne dokonanie Millsa, "Ogród tajemnic" (który też da się przeczytać, ale to już niższy poziom dopracowania).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://www.poczytaj.pl/okl/168000/168733.jpg"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 219px; height: 336px;" src="http://www.poczytaj.pl/okl/168000/168733.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;/a&gt;Dorwałam też następną książkę Oza, "Sceny z życia wiejskiego" i trochę się przejechałam... Najwyraźniej mam ostatnio pecha do opowiadań, najpierw słabiutkie "Nokturny", teraz niewiele lepsze "Sceny..."&lt;br /&gt;Albo może jednak ja jestem głupia i nie umiem docenić formy krótkiej w jej pełnym rozkwicie? Nieeee, "Sceny..." nie są najlepsze. Podobnie jak w przypadku "Nokturnów", czytałam opowiadanie za opowiadaniem i z opóźnieniem przyszła refleksja, że czytam trochę o niczym.&lt;br /&gt;Sporo w tych opowiadaniach motywów przewijających się również w innych książkach Oza, też w jego fantastycznej "Opowieści o miłości i mroku", ale jak Amosa Oza cenię bardzo, tutaj zachwytów brak.&lt;br /&gt;Oczywiście zawsze istnieje ta tak szybko odrzucona przeze mnie możliwość głupoty własnej - może jednak "Sceny z życia wiejskiego" wymagają znacznie głębszej interpretacji i skupienia, o które się nie pokusiłam? &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://merlin.pl/Pod-Zawianym-Kaczorem_Martha-Grimes,images_big,21,978-83-7414-762-0.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 219px; height: 344px;" src="http://merlin.pl/Pod-Zawianym-Kaczorem_Martha-Grimes,images_big,21,978-83-7414-762-0.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;/a&gt;Zaskoczył mnie natomiast kryminał Marthy Grimes, "Pod Zawianym Kaczorem", który zaczęłam czytać pod wpływem wtorkowej pogoni za czymś całkowicie relaksującym. I proszę, choć raz trafiłam w dziesiątkę. Seria Grimes z małą Emmą nigdy mnie do siebie nie przekonała, a po kryminały jej autorstwa z inspektorem Jurym nigdy nie sięgnęłam. Aż do tego wtorku, kiedy bez przekonania kartkując "Małą księgę" Brandysa uznałam, że na razie innej lektury mi trzeba. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Akcja "Pod Zawianym Kaczorem" kręci się wokół morderstw dokonywanych na amerykańskich turystkach jednej z wycieczek w Stratford. Ginie też mały chłopiec, którego może porwali, a może sam się gdzieś zawieruszył... A jeden ze wspomnianych wycieczkowiczów ma obsesję przedstawiania "prawdziwej" historii śmierci Christophera Marlowe, którego według teorii własnej owego pana zlecił zamordować sam Szekspir. &lt;br /&gt;Inspektor Jury wzbudził moją sympatię, to już plus, a całkowicie zauroczył mnie jego kolega, Melrose Plant, panowie wykazują zaiste czarujące podejście do swojego otoczenia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Możliwe, że w "Pod Zawianym Kaczorem" trochę brakowało mi silniejszego skoncentrowania na śledztwie, które niby jest prowadzone, ale jakoś tak delikatnie... Martha Grimes tą książką skojarzyła mi się z Caroline Graham (cykl o inspektorze Barnaby, zaadaptowany na serial "Morderstwa w Midsomer"). Czytając te kryminały aż prosi się o herbatkę i pierniczka, może fotel przed kominkiem? Zapewne można je czytać również popijając campari z limonką siedząc na wywiewanym w każdą stronę kominie (jak kto lubi... :), ale jednak herbatkowo-pierniczkowy nastrój u mnie wygrał. Szkoda, ze nie miałam pierniczków...&lt;br /&gt;Podobnie jak książki Graham, kryminał Marthy Grimes był trochę zbyt "miły", poczciwa atmosferka zieje z każdej strony i żaden charakter nie jest tak naprawdę nieprzyjemny, nawet non stop zrzędzący szef inspektora Jury. &lt;br /&gt;Ale mroki jesiennego popołudnia Martha Grimes rozświetla bezbłędnie i możliwe, że niedługo sięgnę po pierwszą z wydanych w Polsce części cyklu, czyli "Pod Huncwotem". Zobaczymy.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2194136314729607673-4937060937740422592?l=liritio.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://liritio.blogspot.com/feeds/4937060937740422592/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://liritio.blogspot.com/2011/10/zupa-z-gwozdzia.html#comment-form' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2194136314729607673/posts/default/4937060937740422592'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2194136314729607673/posts/default/4937060937740422592'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://liritio.blogspot.com/2011/10/zupa-z-gwozdzia.html' title='Zupa z gwoździa.'/><author><name>liritio</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10844189400380246041</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_QtooNre0Gg4/TVBD187_ciI/AAAAAAAAAG8/gL6fbSAx7ZU/s1600/72_389.jpg'/></author><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2194136314729607673.post-3258995938759696434</id><published>2011-09-26T19:03:00.000+02:00</published><updated>2011-09-26T19:09:02.763+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='powieść'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='szpiegowska'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Wielka Brytania'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książka'/><title type='text'>"Druciarz, krawiec, żołnierz, szpieg", John Le Carre.</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://empikmedia.pl/c/druciarz-krawiec-zolnierz-szpieg-bprod57867554.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 250px; height: 398px;" src="http://empikmedia.pl/c/druciarz-krawiec-zolnierz-szpieg-bprod57867554.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;/a&gt;Wiele ekranizacji poznałam już po lekturze książki. Równie wiele przed, co niezmiennie mnie denerwuje, kiedy już nie mogę całkowicie na własną modłę ułożyć w głowie świata, kiedy wtrynia się wizja reżysera...&lt;br /&gt;Ale to mi się jeszcze nie zdarzyło, żebym sięgała po książkę zachęcona zwiastunem filmu nakręconego na jej podstawie, starając się uprzedzić premierę.&lt;br /&gt;Zwiastunem cieszyłam się &lt;a href="http://liritio.blogspot.com/2011/09/czekam-niezmiennie-pokatnie-czekam.html"&gt;nie tak znowu dawno&lt;/a&gt;, książkę połknęłam w tempie szybkim i już mogę wszem i wobec głosić radość z poznania Johna Le Carre i jego Smileya.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oto on, George Simley, emerytowany (niezbyt dobrowolnie) agent wywiadu brytyjskiego. Starszy, grubszy, bardziej ponury i na pewno mniej czarujący, niż każdy porządny 007. Ale czytając Le Carre'a schowajcie 007 w piwnicy, tutaj szpiedzy są brzydcy, zrzędliwi, przemarznięci od sterczenia przed cudzym domem i zaplątani w polityczno-podwórkowe rozgrywki, w których stawka jest... no cóż, większa, niż życie (wybaczcie, musiałam :) &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Smiley kaszląc nad kawą i papierosem wertuje stosy makulatury - tak albo inaczej zdobytych akt - szukając "kreta", szukając człowieka stojącego wysoko w hierarchii Cyrku (jak uroczo, "cyrkiem" nazwać wywiad...), który od lat sprzedaje się moskiewskim przeciwnikom, i którego znalezienia jest bliżej, niż kiedykolwiek wcześniej. "Druciaż, krawiec, żołnierz, szpieg" to przede wszystkim świetnie napisana powieść szpiegowska. Naprawdę świetnie. Skonstruowana niby prosto, ale wspomnienia i domysły poszczególnych bohaterów tworzą pętlę w czasie, która na końcu musi się zacisnąć na czyjejś szyi. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale nie szukajcie w niej sensacyjnej akcji, tego brak. Są jedynie podziurawione czasem powroty do przeszłości, która w niczym nie przypomina brawurowych wyczynów oddziałów specjalnych, raczej improwizowane urywki z życia przemytnika. &lt;br /&gt;Do mnie trafili przede wszystkim bohaterowie, tak już główka pracuje, że Liritio zawsze się skoncentruje na ludziach. A ich ilość jest skomplikowana, te wszystkie nazwiska, pseudonimy, gra w "kto jest kim", początkowo owo nagromadzenie nazwisk nawet utrudniało mi czytanie, kiedy jednak zapominałam kim był kto. &lt;br /&gt;Byli agenci, aktualni agenci, nieżyjący agenci... Każdemu z nich Le Carre dorobił historię, osobowość i twarz, ja się w owej szczegółowości zakochałam, chociaż opisywane czasy ziemnej wojny nie napawają czytelnika optymizmem, podobnie jak średnio radosne są postaci wokół Smileya, jak i sam Smiley.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Smiley przedziera się przez siatkę faktów i kłamstw, pomaga mu niejaki Peter Guillam, dawno temu zwerbowany przez Smileya do Cyrku. Pomaga mu niejaki Mendel, pomaga mu kilku innych ponurych panów i jedna oszalała kobieta. We wspomnieniach plącze się geniusz i paranoik - Kontrola, poprzedni szef Cyrku, a przed Smileyem murem bronią sekretów Cyrku panowie Druciaż, Krawiec...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I jeszcze mój faworyt, Jim Prideaux, początkowo osobliwy nauczyciel na angielskiej prowincji. Potem kto? Dowiedzcie się sami. Smiley jest bardzo interesującą postacią, podobnie jak kilku innych panów powołanych do życia przez Le Carre'a, ale Jima w moich oczach nikt nie pobije. Samotniczy, pijany, niegroźny... Prideaux udał się najpiękniej, chociaż C. twierdzi, że tutaj dochodzi do głosu mój poplątany romantyzm. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na premierę ekranizacji czekam teraz z jeszcze większą niecierpliwością, cóż z tak dobrej książki stworzyli? I jeszcze bardziej radosna czytam obsadę, kiedy już wiem, kto i co i gdzie i jak. I Mark Strong w roli Jima Prideaux cieszy mnie niezmiernie. Ale dobrze, nie tylko Mark Strong, nazwiska Oldman, Firth, Hardy, Hurt, Hinds... To będzie dobry film.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2194136314729607673-3258995938759696434?l=liritio.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://liritio.blogspot.com/feeds/3258995938759696434/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://liritio.blogspot.com/2011/09/druciarz-krawiec-zonierz-szpieg-john-le.html#comment-form' title='Komentarze (8)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2194136314729607673/posts/default/3258995938759696434'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2194136314729607673/posts/default/3258995938759696434'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://liritio.blogspot.com/2011/09/druciarz-krawiec-zonierz-szpieg-john-le.html' title='&quot;Druciarz, krawiec, żołnierz, szpieg&quot;, John Le Carre.'/><author><name>liritio</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10844189400380246041</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_QtooNre0Gg4/TVBD187_ciI/AAAAAAAAAG8/gL6fbSAx7ZU/s1600/72_389.jpg'/></author><thr:total>8</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2194136314729607673.post-464234270632594303</id><published>2011-09-16T00:17:00.001+02:00</published><updated>2012-01-08T19:28:38.781+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='powieść'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='sci-fi'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Philip K. Dick'/><title type='text'>"Czy androidy marzą o elektrycznych owcach?", Philip K. Dick.</title><content type='html'>&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Wynurzeń na temat część pierwsza.&lt;/span&gt; &lt;br /&gt;Druga pojawiła się &lt;a href="http://liritio.blogspot.com/2012/01/owca-androidow-rez-ridley-scott.html"&gt;znacznie później&lt;/a&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://www.pegra.pl/images/tmp/3/b/1/a/blade-runner-czy-androidy-marza-o-elektrycznych-owcach.640x480.jpg"&gt;&lt;img style="float: left; margin: 0pt 10px 10px 0pt; cursor: pointer; width: 250px; height: 375px;" src="http://www.pegra.pl/images/tmp/3/b/1/a/blade-runner-czy-androidy-marza-o-elektrycznych-owcach.640x480.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;"Tak łatwo się poddajecie!", tak krzyczy książkowy Deckard, kiedy piękna kobieta prawie bez walki godzi się pochylić głowę i przyjąć kulkę z pistoletu. On jest łowcą, ona maszyną. On jeszcze nie wie, że jest to test, którego wynik ona już zna.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czytam od czasu do czasu kolejną książkę P.K. Dicka i chociaż nie jestem jego wielką zwolenniczką, nie zaprzeczę, że miał zadziwiające pomysły, dobrze pisał i warto cokolwiek jego przeczytać. Na zasadzie spróbowania, poznania czegoś innego i może zadziwiającego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Czy androidy marzą o elektrycznych owcach?" będąca podstawą sławnego "Blade Runnera" w reżyserii Ridleya Scotta, ma z nim mały związek. Zaskakujące.&lt;br /&gt;Zawiera w sobie znacznie więcej wątków, niż film, powiedziałabym również, że jest znacznie bardziej przytłaczająca, bez szczęśliwego zakończenia, bez czegokolwiek szczęśliwego. Świat, w którym Rick Deckard poluje na androidy i pragnie prawdziwego, żywego zwierzątka, wpędza w depresję najtwardszych.&lt;br /&gt;Najpierw, w wyniku powojennych zanieczyszczeń radioaktywnych i wszechobecnego pyłu, wyginęły zwierzęta. Teraz ofiarami radioaktywnego pyłu padają ludzie, kiedy degradują się ich mózgi i kolejne osoby otrzymują kategorię "specjala". Jest ich coraz więcej, a świat nieubłaganie zamienia się w wielki, zakurzony i zgniły śmietnik, w którym ludzie walczą o przetrwanie kolonizując Marsa. I, z tego co opowiadają androidy, są na tym Marsie bardzo samotni.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Androidy służą Dickowi do pobudzenia rozmyślań łowcy - Deckarda nad jego życiowymi celami, nad sensem dalszego działania. Jest opętany marzeniem o prawdziwych zwierzętach, może pomogłyby mu być człowiekiem?&lt;br /&gt;Dla kontrastu Isidore - Specjal - również zestawiony z androidami odczuwa podobieństwo w odrzuceniu przez społeczeństwo "normalne", ale nie rozumie ich nieludzkiej postaci. Nie rozumie, czym jest robot, który prawie jest człowiekiem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://www.american-buddha.com/doandroidsdreamdick.jpg"&gt;&lt;img style="float: right; margin: 0pt 0pt 10px 10px; cursor: pointer; width: 250px; height: 388px;" src="http://www.american-buddha.com/doandroidsdreamdick.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;"Czy androidy marzą o elektrycznych owcach?" jest przerażająco smutna. Tak, wszystkie książki Dicka są smutne, zapewne smutny był sam autor. Ale w "Czy androidy..." smutek dominuje, nie jest zagłuszany poplątanymi wyobrażeniami świata, tutaj nasz świat jest prosty i znacznie spokojniej przedstawiony.&lt;br /&gt;Filozofia istnienia na każdej stronie. Smutek elektrycznych zwierząt, smutek kolonizacji Marsa, smutek androidów, smutek skrzynek empatycznych, smutek Przyjacielskiego Bustera, smutek, smutek, smutek. I chłam.&lt;br /&gt;Jesteśmy skazani na samotność i stopniowe obrócenie się w niebyt, tak widzi to Dick. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I cóż, czy androidy marzą o elektrycznych owcach? Raczej nie.&lt;br /&gt;Ale marzą o wolności, przetrwaniu, aczkolwiek głównie jednostkowym, jako że nie potrafią wykrzesać z siebie uczucia empatii. Kilku innych uczuć również. Androidy w wersji P.K. Dicka nadal są maszynami, mimo, że granica między nami, a naszymi skonstruowanymi replikami jest coraz cieńsza. A prace trwają i rodzą się obietnice, że w przyszłości powstanie model androida niemożliwy do odróżnienia od człowieka. Czy to faktycznie możliwe, żeby maszyna posiadła nasze wszystkie, te tragiczne i te piękne uczucia?&lt;br /&gt;Na to pytanie, jak i na kilka innych, Dick nie daje odpowiedzi. Zostawia Deckarda w kurzu i ciszy zniszczonej planety Ziemi, żeby marząc o prawdziwej owcy, ropusze czy innej kozie zrozumiał, z czego wynika jego człowieczeństwo. I jak blisko tej cienkiej granicy człowieczeństwa są androidy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dobrze. "Blade Runner" to jeden z filmów, które niezmiennie umieszczam w czołówce ruchomej i czysto hipotetycznej listy "naj". A porównując film i książkę zaczęłam się porażająco rozpisywać, po czym uznałam, że na jeden raz to za dużo.&lt;br /&gt;Będzie część druga.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2194136314729607673-464234270632594303?l=liritio.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://liritio.blogspot.com/feeds/464234270632594303/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://liritio.blogspot.com/2011/09/czy-androidy-marza-o-elektrycznych.html#comment-form' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2194136314729607673/posts/default/464234270632594303'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2194136314729607673/posts/default/464234270632594303'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://liritio.blogspot.com/2011/09/czy-androidy-marza-o-elektrycznych.html' title='&quot;Czy androidy marzą o elektrycznych owcach?&quot;, Philip K. Dick.'/><author><name>liritio</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10844189400380246041</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_QtooNre0Gg4/TVBD187_ciI/AAAAAAAAAG8/gL6fbSAx7ZU/s1600/72_389.jpg'/></author><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2194136314729607673.post-9156998064002239781</id><published>2011-09-04T21:43:00.001+02:00</published><updated>2011-09-04T21:46:56.898+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='zwiastun'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='George Clooney'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Johnny Depp'/><title type='text'>Czekam, niezmiennie, pokątnie czekam.</title><content type='html'>Koniec wakacji = powrót do kina. I pięknie, zwiastuny nęcą, obiecują, co się z nich wykluje?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na początek niezmienny Depp. Przytył. Powtórka z "Las Vegas Parano"? Możliwe. Ale i tak czekam.&lt;br /&gt;Na Deppa zawsze czekam, chociaż może wcześniej przeczytam książkę? Premiera światowa w październiku.&lt;br /&gt;A zwiastun za długi. &lt;br /&gt;"The Rum Diary".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;iframe width="560" height="345" src="http://www.youtube.com/embed/0YUx36yLLug" frameborder="0" allowfullscreen&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kolejny, na którego zawsze czekam (od czasów "Michaela Clytona"), George Clooney oczywiście. Ryan Gosling, Marisa Tomei, Phillip Seymour Hoffman, piękna obsada. &lt;br /&gt;Sierpień minął, świat się ucieszył, a polskiej daty premiery brak. Na razie.&lt;br /&gt;"Idy marcowe" (i jak, będą nominacje?)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;iframe width="560" height="345" src="http://www.youtube.com/embed/McCt-_yYLpo" frameborder="0" allowfullscreen&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Raczej ciekawostka, niż wyczekiwany tytuł. Daniel Radcliffe w pogoni za zerwaniem z Chłopcem z Blizną. Zwiastun ładny, Radcliffe zupełnie do Pottera niepodobny, premiera w 2012 roku. Jestem ciekawa, co z tego filmu wyjdzie.&lt;br /&gt;"Kobieta w czerni", remake angielskiego filmu z 1989roku.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;iframe width="560" height="345" src="http://www.youtube.com/embed/7lReemWmO5o" frameborder="0" allowfullscreen&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I wisienka na torcie, faworyt zestawienia, naprawdę nie mogę się doczekać. &lt;br /&gt;Obsada - zaśliniłam się. Świetny zwiastun (jedyny nie za długi, co to za nowa nieudolność? "w trzy minuty opowiemy Wam film", po co?).&lt;br /&gt;"Tinker, Tailor, Soldier, Spy", 25 listopada w Polsce, oficjalna premiera we wrześniu.&lt;br /&gt;Ja chcę już! ...a może wcześniej przeczytam książkę? :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;iframe width="560" height="345" src="http://www.youtube.com/embed/Aco15ScXCwA" frameborder="0" allowfullscreen&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2194136314729607673-9156998064002239781?l=liritio.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://liritio.blogspot.com/feeds/9156998064002239781/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://liritio.blogspot.com/2011/09/czekam-niezmiennie-pokatnie-czekam.html#comment-form' title='Komentarze (15)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2194136314729607673/posts/default/9156998064002239781'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2194136314729607673/posts/default/9156998064002239781'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://liritio.blogspot.com/2011/09/czekam-niezmiennie-pokatnie-czekam.html' title='Czekam, niezmiennie, pokątnie czekam.'/><author><name>liritio</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10844189400380246041</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_QtooNre0Gg4/TVBD187_ciI/AAAAAAAAAG8/gL6fbSAx7ZU/s1600/72_389.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://img.youtube.com/vi/0YUx36yLLug/default.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>15</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2194136314729607673.post-1921080631355627233</id><published>2011-09-03T16:29:00.001+02:00</published><updated>2011-09-03T16:38:24.049+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='prywatny cyrk'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='muzyka'/><title type='text'>W sobotnie popołudnie chcę wejść na dach.</title><content type='html'>Lubię poniektóre covery znanych (czasem mniej) i kochanych (czasem mniej) piosenek. &lt;br /&gt;Mistrzami są &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=CpWAl8C0H0A&amp;feature=relmfu"&gt;The Baseballs&lt;/a&gt;. &lt;br /&gt;Albo &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=5TLWMYmBqZc"&gt;ta pani&lt;/a&gt;. Niektóre piosenki Room Eleven bardzo wpadają w ucho (ale tylko niektóre), jednak najlepiej udał im się ów zdecydowanie cudowny cover zdecydowanie irytującej w oryginale piosenki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale na dzisiejsze popołudnie jest "Use Somebody" Laury Jensen.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;iframe width="560" height="345" src="http://www.youtube.com/embed/x9hjY6XW9j8" frameborder="0" allowfullscreen&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A ja? Kaszlę, trochę żyję, ale w sumie dzisiaj trochę nie. Od rana panowie za oknem ustawiają rusztowanie... Chociaż miło jest wyjść na balkon zapalić, snuć małe plany nocnej drogi po rusztowaniu na dach, uprzejmie wykręcać się z proponowania herbatki. Tylko za jakie grzechy w sobotę o ósmej rano? &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Piszę niejako na kolanie zaczątki wrażeń na temat książek, które ostatnio przeczytałam. &lt;br /&gt;Jedna była rozkoszna i pełna uśmiechu, chociaż ktoś mógłby powiedzieć, że niewesoła. &lt;br /&gt;Druga zdradziecko wciągająca, chociaż wtórna. Może miejscami przegadana, a w międzyczasie chciało się krzyknąć "o święta naiwności!"... &lt;br /&gt;Jak się z tych zaczątków co wykluje, będzie radość.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2194136314729607673-1921080631355627233?l=liritio.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://liritio.blogspot.com/feeds/1921080631355627233/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://liritio.blogspot.com/2011/09/w-sobotnie-popoudnie-chce-wejsc-na-dach.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2194136314729607673/posts/default/1921080631355627233'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2194136314729607673/posts/default/1921080631355627233'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://liritio.blogspot.com/2011/09/w-sobotnie-popoudnie-chce-wejsc-na-dach.html' title='W sobotnie popołudnie chcę wejść na dach.'/><author><name>liritio</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10844189400380246041</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_QtooNre0Gg4/TVBD187_ciI/AAAAAAAAAG8/gL6fbSAx7ZU/s1600/72_389.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://img.youtube.com/vi/x9hjY6XW9j8/default.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2194136314729607673.post-8744126108224392771</id><published>2011-08-22T15:02:00.001+02:00</published><updated>2011-08-22T15:12:36.468+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Wielka Brytania'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='opowiadania'/><title type='text'>"Nokturny", Kazuo Ishiguro.</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://empikmedia.pl/c/nokturny-bprod58834097.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 250px; height: 352px;" src="http://empikmedia.pl/c/nokturny-bprod58834097.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;/a&gt;Całe życie nie trafiam w Ishiguro.&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;To pierwsze spotkanie, "Nie opuszczaj mnie". Dawno temu, nie tyle za wcześnie, co w momencie zdecydowanej zapaści czytelniczej - jedynie romanse niuanse z tej książki wyniosłam. A ponowne podejście z tego roku zakończyło się sromotną klęską, bo i jak ze świeżym spojrzeniem czytać, kiedy to już było i wiem, co się kolejno dzieje, a tak naprawdę już mnie to nie interesuje?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Drugie, to "Okruchy dnia", które próbowałam czytać podczas pierwszych w życiu świątecznych odwiedzin u C. Nieprzytomna ze zdenerwowania w samolocie, i potem również, kiedy okazało się, że słusznie byłam zdenerwowana. Latające przed oczami literki, ledwo skupiona na książce uwaga, oderwana przez byle szelest... Nie był to dobry stan do rozczytywania "Okruchów dnia". Może i bardzo by mi się spodobały, ale nigdy ich nie skończyłam.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Trzecie, to wakacje przed laty i "Malarz świata ułudy", zgłupiałam chyba sądząc, że Ishiguro przeczytam nad morzem. Znajomi, chłopak, alkohol, muzyka, wakacje, słońce, plaża, "Malarz świata ułudy" - który element nie pasuje? &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I teraz, niedawno, "Nokturny". Środowisko po raz pierwszy sprzyjające, to książka zawiodła. Pięć opowiadań (4:5 dla Ishiguro, ostatniego już nie zmogłam), na okładce dopisano "o muzyce i zmierzchu". &lt;br /&gt;Raczej o niczym. Ale nie mogę odmówić Ishiguro talentu, bardzo pięknie pisze, nawet o niczym. &lt;br /&gt;Po pierwszym myślałam, że nie rozumiem. W drugim zaczęłam mieć podejrzenia, że jednak nie w tym rzecz. Powoli więc do mnie dochodziło, że czytam kolejne zdania, których równie dobrze w ogóle nie muszę czytać, bo nie poruszają we mnie absolutnie niczego.&lt;br /&gt;Gorzej, tam nie ma ani konkretnej treści, ani końca, ani puenty. Słów jest sporo, tylko o czym?&lt;br /&gt;Ponownie przegrałam z Ishiguro. &lt;br /&gt;I chyba się poddaję, niech będzie i tak. Do Salmana Rushdie i Orhana Pamuka dołącza Kazuo Ishiguro jako trzeci już pan, w którego nie trafiam i kończę przygodę. &lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2194136314729607673-8744126108224392771?l=liritio.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://liritio.blogspot.com/feeds/8744126108224392771/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://liritio.blogspot.com/2011/08/nokturny-kazuo-ishiguro.html#comment-form' title='Komentarze (12)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2194136314729607673/posts/default/8744126108224392771'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2194136314729607673/posts/default/8744126108224392771'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://liritio.blogspot.com/2011/08/nokturny-kazuo-ishiguro.html' title='&quot;Nokturny&quot;, Kazuo Ishiguro.'/><author><name>liritio</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10844189400380246041</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_QtooNre0Gg4/TVBD187_ciI/AAAAAAAAAG8/gL6fbSAx7ZU/s1600/72_389.jpg'/></author><thr:total>12</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2194136314729607673.post-6956323535568320741</id><published>2011-08-18T21:18:00.006+02:00</published><updated>2011-09-11T22:02:52.395+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Rose Byrne'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='USA'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='romans'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Jon Hamm'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Jennifer Aniston'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='komedia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='porównania'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='film'/><title type='text'>Ślub i druhny rozwodowi (na niby) nierówne. Przepraszam za rym.</title><content type='html'>Obejrzałam ostatnio dwa filmy, jeden w kinie, drugi już w domu. Oba głupie.&lt;br /&gt;A potem usiadłam i zadumałam się nad zaskoczeniami wszechświata.&lt;br /&gt;Jakże to, film recenzowany jako rewelacyjny i błyskotliwy uznałam za nieznośny, a ten tępy i powielający schemat, za przyjemny, wart zobaczenia? Czy to początek końca, staczam się i niedługo zostanie mi w życiu tylko "Moda na sukces" i prenumerata Harlequina?&lt;br /&gt;Czy jednak "Druhny" to nie jest rewelacyjny, błyskotliwy...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://www.kinomaniak.pl/film/bridesmaids/plakat3.jpg"&gt;&lt;img style="float: left; margin: 0pt 10px 10px 0pt; cursor: pointer; width: 250px; height: 370px;" src="http://www.kinomaniak.pl/film/bridesmaids/plakat3.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Teraz zastanwiam się, jak by to napisać, żeby nie wyszło na to, że "Druhny" to gniot. O nie, "Druhny" mają swoje genialne momenty. Nawet kilkanaście takich momentów, które rzeczywiście są rewelacyjne, błyskotliwe i można przy nich płakać ze śmiechu.&lt;br /&gt;Szkoda tylko, że pomiędzy owymi momentami leci jakiś zupełnie inny, przerażający film będący zlepkiem tego, co w amerykańskim kinie rozrywkowym w ogóle mnie nie pociąga.&lt;br /&gt;Tak oto, oglądając "Druhny", śmiałam się do łez, a chwilę później przybierałam minę rozbawieniem bliską marmurowemu nagrobkowi. Albo troszeczkę ziewałam z nudów - to jest dłuuugi film.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oglądanie kobiet, które wymiotują sobie na głowy... Odmawiam, składam protest i nie przyjmuję tego do wiadomości. Wybaczcie panowie, w wersji męskiej takie sceny znacznie mniej mnie mierżą, a i tak bolą. W "Druhnach" niestety takie cuda się przewijają, niekoniecznie stale posunięte do ekstremum, ale równie niesmaczne i niepotrzebne. Właśnie to psuje film najbardziej. A było co psuć, pierwszy kwadrans filmu jest genialny. Potem "Druhny" płyną sinusoidalnie, między całkowitym dnem a wyżynami inteligentnej komedii. Aż do przekłutego balonika końcówki, w której jednak miłość zwycięża i wszyscy rzucają się sobie w ramiona.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://img171.imageshack.us/img171/4971/bridesmaidskristenwiigs.jpg"&gt;&lt;img style="float: right; margin: 0pt 0pt 10px 10px; cursor: pointer; width: 375px; height: 250px;" src="http://img171.imageshack.us/img171/4971/bridesmaidskristenwiigs.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Annie, główna bohaterka, zachowuje się jak pijana histeryczka. A potem "pstryk", nagle staje się normalną osobą, która budzi sympatię. I "puff", pijana histeryczka wróciła... I tak w kółko. Co było nie tak ze scenarzystami? Reszta żeńskich postaci jest jedynie tekturowym odzwierciedleniem pełnowymiarowych charakterów. Jedynie Helen (Rose Byrne) jest prawdziwa, perfekcyjna pani domu, idealnie wkurzająca zołza, samotna i smutna kobietka.&lt;br /&gt;Zabawne jest więc to, że bardzo dobre są dwie role męskie obecne w filmie na większą skalę. "Silny i twardy" funkcjonariusz Rhodes kontra przerysowany playboy-palant Ted (Jon Hamm). Każda jedna scena z Tedem była znacznie więcej warta, niż spora część pozostałej reszty bez Teda.&lt;br /&gt;"Druhny" to film oryginalny, ale dwubiegunowy i przed oglądaniem ostrzegam.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://lulzimg.com/i18/215bcc.jpg"&gt;&lt;img style="float: left; margin: 0pt 10px 10px 0pt; cursor: pointer; width: 250px; height: 370px;" src="http://lulzimg.com/i18/215bcc.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;"Żona na niby" to zupełnie co innego :) Zabiłam Was teraz? We wstępie ostrzegałam, "oba głupie"! Wiem, że to nie najgorszy film, a zarazem wyraz mojej pokrętnej sympatii do komercyjnej tandety, ale byłam zdziwiona, jak bardzo "Żona na niby" uprzyjemniła mi wczorajszy wieczór.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Żona na niby" leci według utartego schematu hollywoodzkiego romansu, w odrobinę niepoważny sposób. Chirurg plastyczny, Daniel Maccabee (Adam Sandler), podrywa kobiety na trik z obrączką, co obraca się przeciwko niemu po spotkaniu Palmer, która z żonatym mężczyzną nie ma zamiaru się umawiać. Trzeba więc wziąć rozwód z wirtualną żoną, a do gry wchodzi Katherine (Jennifer Aniston), asystentka i przyjaciółka, udając - wkrótce byłą - panią Maccabee. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Lubię Jennifer Aniston. Nie jest może aktorką najwyższej klasy, ale przynajmniej potrafi śmiać się z siebie, a w "Żonie na niby" ma ku temu kilka okazji. Żarty z różnic, nie tylko wieku, między Katherine/Devlin a dwudziestotrzyletnią Palmer mnożą się scena za sceną. Ale dostaje się nie tylko obu paniom, do tego dochodzą żarty z chirurgii plastycznej, z licealnych animozji sprzed lat, z każdego pokolenia ogółem i z N'Sync również. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://0.tqn.com/d/movies/1/0/n/x/W/just-go-with-photo-jennifer-aniston.jpg"&gt;&lt;img style="float: right; margin: 0pt 0pt 10px 10px; cursor: pointer; width: 250px; height: 375px;" src="http://0.tqn.com/d/movies/1/0/n/x/W/just-go-with-photo-jennifer-aniston.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;"Just Go with It" ma tę piękną cechę, której brakuje mi w wielu komediach romantycznych amerykańskiej produkcji. Jest zwyczajnie, spokojnie miłym, nieprzekombinowanym filmem. Pozytywnym. Jak &lt;a href="http://www.filmweb.pl/film/Narzeczony+mimo+woli-2009-437710"&gt;"The Proposal"&lt;/a&gt; z Sandrą Bullock i Ryanem Reynoldsem. Jak &lt;a href="http://www.filmweb.pl/film/O%C5%9Bwiadczyny+po+irlandzku-2010-493235"&gt;"Leap Year"&lt;/a&gt; z Amy Adams i Matthew Goodem. Jak &lt;a href="http://www.filmweb.pl/Zycie.Od.Kuchni"&gt;"No Reservations&lt;/a&gt;" z Catherine Zeta-Jones i Aaronem Eckhartem. To wszystko są filmy, których scenariusz, jakkolwiek mniej lub bardziej prawdopodobny i konsekwentny, nie serwuje tych przekombinowanych, wymęczonych scen, których patos powala na ziemię. Po niektórych komediach romantycznych jestem taka zmęczona wymuszonymi problemami bohaterów, ich równie wymuszonymi kłótniami i wielkimi scenami pojednania, "Just Go with It" to świetne remedium na takie bóle istnienia. I niezła odtrutka po "Druhnach". A chociaż widoczki z Hawajów i nie do końca sensowna opowieść nie tworzą głębokiego filmu, cóż, przynajmniej nikt nikomu nie zwracał obiadu na głowę.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2194136314729607673-6956323535568320741?l=liritio.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://liritio.blogspot.com/feeds/6956323535568320741/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://liritio.blogspot.com/2011/08/slub-i-druhny-rozwodowi-na-niby.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2194136314729607673/posts/default/6956323535568320741'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2194136314729607673/posts/default/6956323535568320741'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://liritio.blogspot.com/2011/08/slub-i-druhny-rozwodowi-na-niby.html' title='Ślub i druhny rozwodowi (na niby) nierówne. Przepraszam za rym.'/><author><name>liritio</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10844189400380246041</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_QtooNre0Gg4/TVBD187_ciI/AAAAAAAAAG8/gL6fbSAx7ZU/s1600/72_389.jpg'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2194136314729607673.post-3059106589596967487</id><published>2011-08-16T15:33:00.001+02:00</published><updated>2011-08-16T15:37:21.730+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='musical'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='zwiastun'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='USA'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='porównania'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='film'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='muzyka'/><title type='text'>Muł, dno, kolejny remake...</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: left;"&gt;Fabryka Snów kiedyś mnie zabije. Litości, co to niby jest?&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;iframe src="http://www.youtube.com/embed/79DcKuxmXMs" allowfullscreen="" frameborder="0" height="349" width="560"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Czy to żart? Dzieci pójdą na to coś do kina i będą uważały, że tak właśnie "Footloose" w prawdziwym świecie wygląda. Pora umierać.&lt;br /&gt;I jakim cudem Dennis Quaid znalazł się w tym filmie?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Footloose" z roku 1984... To było coś pięknego. Długonoga Lori Singer, młody Kevin Bacon, może mało piękny, ale za to z jaką energią! I jak on wyglądał w dżinsach! Ekhm, tak... Nieżyjący już Chris Penn, Sarah Jessica Parker, jeszcze bez swojej klasycznej miny nabytej w "Seksie w wielkim mieście", za to chwilami w kowbojskim kapeluszu. A z pokolenia wyżej Dianne Wiest do pary z Johnem Lithgow.&lt;br /&gt;Czerwone kowbojki Ariel, scena z traktorami i Bonnie Tyler w tle, taniec Rena w magazynie, drewniany Willard uczący się kocich ruchów...&lt;br /&gt;I to był film, a nie jakieś marne popłuczyny przekalkowanego scenariusza, pomieszanego z kadrami słabego tańca w rytmie R&amp;amp;B. Wszyscy synchronicznie kręcimy biodrami! Bo kto w Hollywood jeszcze pamięta, czym jest rock'n'roll.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;iframe src="http://www.youtube.com/embed/z4wyQAbinXA" allowfullscreen="" frameborder="0" height="349" width="425"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Załamałam się, pewnie da się to zauważyć. Złoszczą mnie bardzo tego typu produkcje, zamiast przypominać stare, genialne filmy, to nie. Wezmą i przerobią, a widzowie nabiorą się na tandetną wersję po liftingu...&lt;br /&gt;Nie mam przecież nic przeciwko R&amp;amp;B czy hip hopowi, w sumie niekoniecznie mam też coś przeciwko wznowieniom, ale czy nie mogliby tego zrobić porządnie, albo chociaż z pomysłem? Żeby zęby nie zgrzytały na wspomnienie cudownego oryginału. Przecież to boli.&lt;br /&gt;Nie wiem, może kogoś zmotywuje ten nowy "Footloose" do zobaczenia oryginału, ale nie jestem taka pewna.&lt;br /&gt;Czekam na równie żenujący remake "Grease" i świat stanie się smutny.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A tymczasem, zanim na ekrany kin wejdzie ten koszmarek, małe przypomnienie lepszych czasów.&lt;br /&gt;Sammy Hagar, "The Girl Gets Around".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;iframe src="http://www.youtube.com/embed/A68yT5qpUD8" allowfullscreen="" frameborder="0" height="349" width="425"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2194136314729607673-3059106589596967487?l=liritio.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://liritio.blogspot.com/feeds/3059106589596967487/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://liritio.blogspot.com/2011/08/mu-dno-kolejny-remake.html#comment-form' title='Komentarze (7)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2194136314729607673/posts/default/3059106589596967487'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2194136314729607673/posts/default/3059106589596967487'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://liritio.blogspot.com/2011/08/mu-dno-kolejny-remake.html' title='Muł, dno, kolejny remake...'/><author><name>liritio</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10844189400380246041</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_QtooNre0Gg4/TVBD187_ciI/AAAAAAAAAG8/gL6fbSAx7ZU/s1600/72_389.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://img.youtube.com/vi/79DcKuxmXMs/default.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>7</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2194136314729607673.post-7172591572454822991</id><published>2011-08-12T15:32:00.001+02:00</published><updated>2011-08-12T15:46:37.719+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='USA'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='komedia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='serial'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='groteska'/><title type='text'>"Pushing Daisies" aka "Gdzie pachną stokrotki".</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-Rmd2Ubnl4f4/Ti-1pa1VqQI/AAAAAAAABa4/q1xCHOusqu4/s1600/zz70ed7841.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 446px; height: 250px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-Rmd2Ubnl4f4/Ti-1pa1VqQI/AAAAAAAABa4/q1xCHOusqu4/s1600/zz70ed7841.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;/a&gt;Lato trwa! - Tak, tak, uznałam, że ze względu na warszawską szarość w powietrzu muszę o tym przypomnieć, przynajmniej nieszczęśliwcom zgromadzonym w tej samej strefie wpływów atmosferycznych, co ja. Chociaż dzisiaj jeszcze nie ma tragedii, ale jak spojrzę wstecz na mijający tydzień...&lt;br /&gt;A wystarczy odwiedzić Pie Hole i lato wraca, o ile nie do miasta, to przynajmniej na chwilę do Was.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oficjalnie ogłaszam "Pushing Daisies" najbardziej pachnącą słońcem produkcją, jaką w ramach seriali widziałam. Na ile serial może pachnieć czymkolwiek :) Chociaż "Pushing Daisies" ma wiele wspólnego również z wąchaniem kwiatków od spodu. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://30.media.tumblr.com/tumblr_lop6abVhIs1qecbaxo1_500.png"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 446px; height: 250px;" src="http://30.media.tumblr.com/tumblr_lop6abVhIs1qecbaxo1_500.png" border="0" alt="" /&gt;&lt;/a&gt;Ned, The Pie Maker - nieskończenie uroczy &lt;a href="http://www.filmweb.pl/person/Lee+Pace-140792"&gt;Lee Pace&lt;/a&gt; - otrzymał od losu specyficzny dar, który pozwala mu ożywiać zmarłych jednym dotknięciem. Drugim posyła ich z powrotem na drugą stronę... Chyba, że nigdy nie dotknie ich po raz drugi.&lt;br /&gt;Tak do Neda dołącza Chuck - śliczna, zupełnie mi nieznana &lt;a href="http://www.filmweb.pl/person/Anna+Friel-7210"&gt;Anna Friel&lt;/a&gt; - jego pierwsza, młodzieńcza (bardzo) miłość. Kim byłby zakochany mężczyzna, z własnej woli posyłając ukochaną z powrotem do grobu? Ale skoro Chuck ożyła, ktoś inny musiał umrzeć, w przyrodzie najważniejsza jest równowaga!&lt;br /&gt;Chodzące zwłoki, zombie, ponownie żyjący... Z semantyką problemy ma Emerson, biznesowy partner Neda. W efekcie określa Chuck prosto, jako "The Dead Girl". &lt;br /&gt;Chociaż w robienie ciast Ned wkłada sporo serca, głównie ożywiając zgniłe owocki, nie jest to wybitnie intratne zajęcie. Co innego łowienie nagród oferowanych za znalezienie zabójcy... Tak oto Ned i Emerson pracują razem, a Emerson oddając się robieniu na drutach pokonuje stres związany z żywą/martwą/ponownie żywą Chuck. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://26.media.tumblr.com/tumblr_lop6rvmS4j1qecbaxo1_500.png"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 446px; height: 250px;" src="http://26.media.tumblr.com/tumblr_lop6rvmS4j1qecbaxo1_500.png" border="0" alt="" /&gt;&lt;/a&gt;Kolorowe "Pushing Daisies", trochę przerysowane, stylizowane na coś pomiędzy groteskowymi światami Tima Burtona a pełną barw i dziwacznych min "Ugly Betty", jest istną wylęgarnią surrealistycznych charakterów.&lt;br /&gt;Poza fantastyczną trójką z kostnicy - chłopak od ciast, chodzące zwłoki i czarująco dobierający koszule detektyw - wkoło Pie Hole kręci się grupka postaci pobocznych. &lt;br /&gt;Olive, mała kelnereczka zakochana w Nedzie (w tej roli &lt;a href="http://www.filmweb.pl/person/Kristin+Chenoweth-58292"&gt;Kristin Chenoweth&lt;/a&gt;, uwielbiam ją :) złośliwy skrzacik z wielkim głosem.&lt;br /&gt;Dwie ciotki Chuck, czyli pełne ograniczających je fobii Darling Mermaid Darlings na emeryturze. &lt;br /&gt;Mój faworyt, pracownik miejscowej kostnicy, obsesyjnie dba o miękkość dłoni. I pieniądze na czynsz.&lt;br /&gt;Objazdowy sprzedawca antydepresantów, który nigdzie nie jeździ (przez pewien czas).&lt;br /&gt;I wiecznie żywy pies, który nigdy nie dotyka swojego pana.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://25.media.tumblr.com/tumblr_liy6ygSyeM1qecbaxo1_500.png"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 446px; height: 250px;" src="http://25.media.tumblr.com/tumblr_liy6ygSyeM1qecbaxo1_500.png" border="0" alt="" /&gt;&lt;/a&gt;Zabawne podejście do rzeczywistości i niezłe dialogi, absurdy, śmiesznostki, kolory, muzyczka w tle i zimne trupy na każdym kroku... Cyrk przyjechał!&lt;br /&gt;Każdy odcinek to całkiem nowe morderstwo do rozwikłania, a niecodzienna umiejętność Neda zwykle pomaga w zdobyciu jedynie pierwszej wskazówki. Serial prawie że proceduralny :) &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Pushing Daisies" ma tylko dwa sezony, a szkoda. Dwadzieścia dwa odcinki to tak mało, chciałabym móc oglądać dalej, ale "Pushing Daisies" niestety nie jest serialem, do którego prędko można wrócić ze świeżym spojrzeniem. Feeria barw i specyficzne dialogi mocno zapadają w pamięć. &lt;br /&gt;A było pięknie... Morderstwo hodowcy psów - bigamisty. Albo bałwan z trupem ukrytym pod śniegiem, każdego dnia nowy. Bliźniaczy właściciele domu pogrzebowego aka hieny cmentarne ze sporą nadwagą. I związek zawodowy klaunów, i tajemnicza śmierć truflowej zakonnicy, i morderstwo wśród producentów miodu... Jest nawet odcinek z jeźdźcem, z głową co prawda, ale i tak jest fajnie.  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://27.media.tumblr.com/tumblr_lphfxiv9FA1qecbaxo1_500.png"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 446px; height: 250px;" src="http://27.media.tumblr.com/tumblr_lphfxiv9FA1qecbaxo1_500.png" border="0" alt="" /&gt;&lt;/a&gt;Odcinek pilotowy jest genialny, a tak wysoko zawieszoną poprzeczkę ciężko przeskakiwać za każdym razem. Ale nawet biorąc pod uwagę ten prawie niemożliwy do prześcignięcia początek, "Pushing Daisies" trzyma poziom... Do czasu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie zrozumcie mnie źle, sama jestem oczarowana tym serialem, pierwszym sezonem dosłownie się zachłysnęłam, oglądałam codziennie nowy odcinek, czasem dwa. Wciągnęłam w szaleństwo też C., który po pytaniu "co to za szalona kobieta bez oka?", tak samo jak ja dał się zahipnotyzować i oglądał już do końca ze mną.&lt;br /&gt;Ale dostrzegam pewien problem serialu: kiedy minął pierwszy zachwyt i oszołomienie czymś tak... innym, stało się oczywiste, że im dalej w las, tym mniej twórcy mają pomysłów na zwroty akcji. W drugim sezonie brak jakiegoś haczyka, na który łapałby się widz, który zmuszałby go do powrotu, do oczekiwania, do wykrzykiwania "i co dalej?!"&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://28.media.tumblr.com/tumblr_lllnuodElY1qecbaxo1_500.png"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 446px; height: 250px;" src="http://28.media.tumblr.com/tumblr_lllnuodElY1qecbaxo1_500.png" border="0" alt="" /&gt;&lt;/a&gt;"Pushing Daisies" czaruje niecodziennym klimatem, oryginalnością, niczym ogromna, trzepocząca się wkoło, egzotyczna ważka. I chętnie wracałam do Pie Hole żeby zakosztować jeszcze trochę atmosfery, zobaczyć te kolory, rozbawić się dialogami. I C. znacznie prędzej zaczął się jęczeć o braku zaskoczeń fabułą. Mnie za to znacznie prędzej zaczęły irytować naleciałości rodem z "Amelii", które nie da się ukryć, w "Pushing Daisies" są częste. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale nic nie jest doskonałe, a powyższe wady są prawie nieistotne, kiedy okazuje się, że niektóre z odcinków zaczynają się wierszowanymi retrospekcjami do dzieciństwa Neda. Wierszowanymi! &lt;br /&gt;"Pushing Daisies" może chwilami znużyć, ale szkoda to całkiem ominąć, bo była to świetna zabawa. I na chwilę powracało lato.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://27.media.tumblr.com/tumblr_locrevZwDJ1qecbaxo1_500.png"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 446px; height: 250px;" src="http://27.media.tumblr.com/tumblr_locrevZwDJ1qecbaxo1_500.png" border="0" alt="" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2194136314729607673-7172591572454822991?l=liritio.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://liritio.blogspot.com/feeds/7172591572454822991/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://liritio.blogspot.com/2011/08/pushing-daisies-aka-gdzie-pachna.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2194136314729607673/posts/default/7172591572454822991'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2194136314729607673/posts/default/7172591572454822991'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://liritio.blogspot.com/2011/08/pushing-daisies-aka-gdzie-pachna.html' title='&quot;Pushing Daisies&quot; aka &quot;Gdzie pachną stokrotki&quot;.'/><author><name>liritio</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10844189400380246041</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_QtooNre0Gg4/TVBD187_ciI/AAAAAAAAAG8/gL6fbSAx7ZU/s1600/72_389.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-Rmd2Ubnl4f4/Ti-1pa1VqQI/AAAAAAAABa4/q1xCHOusqu4/s72-c/zz70ed7841.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2194136314729607673.post-6177604636324323225</id><published>2011-08-07T23:28:00.002+02:00</published><updated>2011-08-07T23:41:58.978+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='powieść'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Norwegia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='groteska'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książka'/><title type='text'>"Doppler", Erlend Loe.</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://p.alejka.pl/i2/p_new/40/42/doppler-erlend-loe_0_b.jpg"&gt;&lt;img style="float: left; margin: 0pt 10px 10px 0pt; cursor: pointer; width: 250px; height: 369px;" src="http://p.alejka.pl/i2/p_new/40/42/doppler-erlend-loe_0_b.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;"Mój ojciec nie żyje.&lt;br /&gt;A wczoraj zabiłem łosia.&lt;br /&gt;Co tu dużo gadać."&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;Erlend Loe, "Doppler", wyd. słowo/obraz terytoria, Gdańsk, 2006r., str.7&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/blockquote&gt;Tak właśnie zaczyna się "Doppler" Erlenda Loe. I jeśli nawet miałam minimalne wątpliwości przed zabraniem tej książki z biblioteki, przeczytanie pierwszych trzech zdań zmieniło je w niebyłe - uśmiechnęłam się, zamknęłam książkę i grzecznie poszłam wypożyczyć. A wszystko dzięki &lt;a href="http://zkafknadmorzem.blogspot.com/2011/06/o-radosci-smiercio-radosci-zycia.html"&gt;Marpil&lt;/a&gt;, wdzięczna będę po grób.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kim więc jest Doppler? Norwegiem w wieku średnim. Żona, dwójka dzieci, praca, niedawno zmarł jego ojciec...&lt;br /&gt;Doppler mieszka w lesie, w namiocie. Hoduje małego łosia o imieniu Bongo. Bongo nawiązuje romans z psem.&lt;br /&gt;Doppler stara się alienować od społeczeństwa, stara się usilnie, z różnym skutkiem, jak okazuje się z czasem.&lt;br /&gt;Doppler wymienia mięso łosia na odtłuszczone mleko, buduje niskobudżetowy totem ku czci ojca, uczy syna bycia mało ambitnym i w potrzebie kradnie słodycze od pana Düsseldorfa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kim jest Düsseldorf? W chwili, gdy go poznajemy, zajmuje się budowaniem ogromnej makiety ofensywy w Ardenach z grudnia 1944ego roku. A Doppler leży związany w jego kuchni. Ale to dopiero początek ich znajomości. A spędzają razem nawet Sylwestra. Poniekąd.&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;"(...) A co u pana?&lt;br /&gt;- Dziękuję. Wszystko w porządku. Mieszkam w lesie z łosiem. Niedaleko stąd. Mam namiot - Düsseldorf przygląda mi się.&lt;br /&gt;- Można wiedzieć, dlaczego mieszka pan w lesie?&lt;br /&gt;- Nie lubię ludzi.&lt;br /&gt;Kiwa głową.&lt;br /&gt;- Nic dodać, nic ująć - mówi, odkłada pędzel i wyciąga do mnie rękę.&lt;br /&gt;- Düsseldorf.&lt;br /&gt;- Doppler."&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;font-size:85%;" &gt;Erlend Loe, "Doppler", wyd. słowo/obraz terytoria, Gdańsk, 2006r., str. 51&lt;/span&gt;&lt;/blockquote&gt;W lesie Dopplera pojawia się też jego syn, Gregus (ambitne imię). I Żelazny Roger. Prawicowiec Bosse. Jeszcze jego szwagier... A potem następuje festiwal braterstwa, który przyprawia Dopplera o mdłości, miała być samotnia, a wyszło... Jak wyszło. Jest nawet drugi totem. Czyli szał ciał w norweskim lesie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Doppler" trafia gdzieś pomiędzy "Fight Clubem" Palahniuka (raczej odległe skojarzenie) a czarną, duńską komedią. Tak to widzę.&lt;br /&gt;Owszem, książka jest groteskowa, w całości absurdalna, ale... Ale z drugiej strony, facet mieszkający w namiocie z łosiem to cóż, nie mogłoby się zdarzyć? :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie pomylicie się w przewidywaniu, że "Doppler" to krytyka życia współczesnego społeczeństwa, nie tylko norweskiego. Pogoń za nieokreślonym celem, za dobrobytem. Życie, w którym nie ma miejsca na cokolwiek "innego", żadnych dziwactw, wzrok wbity w jasny horyzont samorealizacji i sporego konta. Ale o ile krytyki konsumpcjonizmu odbieram różnie, niektóre wywołują we mnie agresję, takie cuda jak "Doppler" mogę czytać codziennie.&lt;blockquote&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;"To jest samonakręcająca się spirala, która nigdy się nie kończy(...) właściwie nie ma rzeczy, której nie można by zrobić w bardziej ambitny sposób niż inni. Można ambitnie się zestarzeć i ambitnie zachorować, i można ambitnie umrzeć, co bezsprzecznie stałoby się moim udziałem, gdybym nie spadł z roweru i nie uderzył się w głowę."&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;Erlend Loe, "Doppler", wyd. słowo/obraz terytoria, Gdańsk, 2006r., str.35&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/blockquote&gt;Szkoda, że to taka krótka książka, chciałabym dłużej przebywać z Dopplerem. Tam nie ma zbędnych słów, a właściwie co drugą stronę chętnie bym zacytowała. Doppler, który tłumaczy prawicowcowi ideę lasu. Doppler w pogawędce z włamywaczem w jego własnym, dopplerowym domu. Doppler jako wielki fan tłumaczenia różnych spraw. Również łosiowi. &lt;br /&gt;Jest to książka, w której trzech facetów w sile wieku siedzi w lesie, z takich czy innych przyczyn, i czasem, ku nieszczęściu Dopplera, gra w gry obrazkowe. &lt;br /&gt;Aż szkoda nie przeczytać.  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Główne przesłanie? Samotność jest fundamentalna. Tak, moi państwo, jest "belką nośną". Oczywiście jest to książka smutna. Dość. Groteska nie bywa całkiem radosna.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2194136314729607673-6177604636324323225?l=liritio.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://liritio.blogspot.com/feeds/6177604636324323225/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://liritio.blogspot.com/2011/08/doppler-erlend-loe.html#comment-form' title='Komentarze (11)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2194136314729607673/posts/default/6177604636324323225'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2194136314729607673/posts/default/6177604636324323225'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://liritio.blogspot.com/2011/08/doppler-erlend-loe.html' title='&quot;Doppler&quot;, Erlend Loe.'/><author><name>liritio</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10844189400380246041</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_QtooNre0Gg4/TVBD187_ciI/AAAAAAAAAG8/gL6fbSAx7ZU/s1600/72_389.jpg'/></author><thr:total>11</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2194136314729607673.post-5635166526998350829</id><published>2011-07-31T22:54:00.000+02:00</published><updated>2011-07-31T22:55:49.965+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='eseje o literaturze'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Polska'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Mackiewicz'/><title type='text'>"Odeszli w zmierzch", Stanisław Cat Mackiewicz.</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://www.atticus.pl/okladki/8000/7332d.jpg"&gt;&lt;img style="float: left; margin: 0pt 10px 10px 0pt; cursor: pointer; width: 250px; height: 386px;" src="http://www.atticus.pl/okladki/8000/7332d.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Lubię wracać do różnych tekstów Cata Mackiewicza, tych o historii, jak i literaturze... Do politycznych trochę mniej, ale to wyłącznie kwestia innych zainteresowań. Czuję taką sympatię do tego twardo stojącego na ziemi Mackiewicza, jakiej nawet fantazyjny Łysiak we mnie nie wzbudza.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czasem bawi mnie wrażenie (możliwe, że mylne), które wyciągam z jego tekstów, że chociaż Mackiewicz z radością uszanuje opinię cudzą, jego własna i tak jest "bardziej mojsza niż twojsza". Ale to nic, Mackiewicz może niektóre sądy wydawać skrajne, silnie trzymać się swoich przekonań i to tylko lepiej, tym ciekawiej się jego eseje czyta.&lt;br /&gt;Przynajmniej nie pluje jadem, jak z pewnym zdziwieniem zauważyłam ostatnio taką nieprzyjemność w "Uciekinierze z Utopii" Barańczaka. Jakaś taka nieładna agresja, szczególnie we fragmentach wgniatających całkiem niepotrzebnie i błędnie Sandauera w ziemię. Ale może to wypadek przy pracy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Cat Mackiewicz przekonał mnie w esejach ze zbioru "Odeszli w zmierzch" do czytania Tołstoja - tylko dlatego, że chcę teraz tę opisywaną wielkość "Wojny i pokoju" odkryć, jako że nie znalazłam jej swego czasu w "Annie Kareninie". Ale to może jakaś ułomność własna. &lt;br /&gt;Również o Żeromskim Mackiewicz napisał pięknie, chociaż może ze zbyt wielkim patosem, ale i tak... Aż pożałowałam własnego podejścia do Żeromskiego, którego naprawdę czytać ciężko. Chociaż nie oszczędził mu również krytyki, najwyraźniej uczciwie wydaje opinie, kolejna zaleta.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I ta jego stonowana, zamaskowana złośliwość... Lubi wbijać małe szpileczki tu i tam, ale czyni to z gracją, nie zniesmacza. Jego podsumowanie Boya Żeleńskiego w eseju "Boy - pisarz jednoręki" i dalszych z Boyem związanych, sama przyjemność przeczytać, przewrotna, pyszna sprawa. Boy uwielbiany, Boy małoduszny, Boy najlepszy, ale faktycznie jednoręki...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Świetnie się czyta też eseje o rosyjskiej literaturze, szczególnie kiedy zna się ową tak mało jak ja. Ani Czechowa, ani Tołstoja (ależ on pięknie jego żonę osądził, pełnoprawny proces przeprowadził i nawet świadków oskarżenia znalazł), ani Gogola, o Puszkinie nie wspomnę... Każdego raptem namiastkę uszczknęłam, więc ewentualne osądy własne, których brak, nie kłócą mi się z mackiewiczowymi. Co innego jego książka od Dostojewskim, ale to temat na całkiem osobne rozważania.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Malutka wisienka na torcie, krótki tekst z 1928 roku o śmierci Guya de Maupassanta, napisany w sumie ledwo ponad trzydzieści lat od jego śmierci. Maupassanta czytuję od niedawna, ale już niczym sroka błyskotek wypatruję wzmianek o nim w esejach, tak samo jak od lat wypatruję tych o Wildzie i Stendhalu. A propos, o Wildzie również Mackiewicz napomyka, pół strony raptem, jednak tyle mu wystarcza, żeby całkiem zgrabnie Oscara Wilde'a opisać.  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mackiewicz w "Odeszli w zmierzch" pisze o Reymoncie, wspomina o Mickiewiczu, o Czesławie Jankowskim w kontekście Boya (elegancką szpileczkę Boyowi wbija), o Wańkowiczu, o Aleksandrze Fredro... Dobrze było dla odmiany o polskich autorach poczytać, kiedy większość wynurzeń na temat literatury, które wpadają mi w ręce, dotyczy głównie zagranicznych pisarzy. Trochę wstyd zbyt mało o "własnym" wiedzieć, szczególnie kiedy naprawdę jest się czym pochwalić. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale najpiękniej, najlepiej pisze w "Odeszli w zmierzch" o Sienkiewiczu.&lt;br /&gt;Akurat Sienkiewicza lubię, cenię, trochę to w genach po matce odziedziczyłam, a trochę sama tak już mam, że miło o Sienkiewiczu myślę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A co o Sienkiewiczu pisze Mackiewicz? Oj, pomnik by mu postawił zapewne, ale się nie przyznaje. Jego też krytykuje, jak pisałam, raczej uczciwie ocenia, ale stara się negatywy przekuć w plusy, stara się. Te kilkadziesiąt stron o Sienkiewiczu to też trochę tęsknota Mackiewicza równa tęsknocie Sienkiewicza, im obu, mam wrażenie, imperializm polski się marzył.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rzućmy okiem:&lt;blockquote&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;"Aspiracje polityczne, umieszczone pomiędzy stójkowym z jednego rogu a stójkowym z rogu przeciwnego. Wspomnienia patriotyczne(...) pochowane głęboko, bardzo głęboko i nawet naftaliną posypane - a na zewnątrz hasło "hodujmy drób i króliki"(...) W takich to czasach pisał Sienkiewicz o wielkich naszych zwycięstwach i klęskach(...) Stepy ukraińskie i bory litewskie to tło, na którym rozpiął Sienkiewicz upoetyzowanie naszej historii.&lt;br /&gt;I jak on je kochał. Dlatego też nazywam Sienkiewicza poetą imperializmu polskiego. Azja Tuhajbejowicz - kniaziowski syn, muzułmanin posępny, Bohun pijany i świetny mołojec. Kmicic szlachcic kresowy, orszański - infamis, banita-wywołaniec i jego banda, a potem dalej i dalej(...) Dla Sienkiewicza Rzeczpospolita Polska to barwny i świetny krąg, w którym zamyka się zarówno obóz spod Ujścia, jak spod Kamieńca Podolskiego. Chorągwie husarskie, pancerne i petyhorskie czy oddziały Kozaków, Tatarów czy nawet pułki obcego autoramentu."&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;font-size:85%;" &gt;&lt;br /&gt;Stanisław Cat Mackiewicz, "Odeszli w zmierzch", Instytut Wydawniczy PAX, 1968r., str. 50&lt;/span&gt;&lt;/blockquote&gt;Tak dobrze się mackiewiczowe podsumowania Sienkiewicza czytało, że ponownie wezbrała we mnie chęć odwiedzenia tych romantycznych stepów ukraińskich, chęć literacka oczywiście, czytelnicza.&lt;br /&gt;Akurat w dziką głuszę na kilka dni uciekam (deszcz, komary, będzie świetnie), w kierunku nawet mocno wschodnim :) A ze mną Azja Tuhajbejowicz - "muzułmanin posępny" i Basieńka postrzelona, Krzysia piękna, pan Michał, mały pułkownik Wołodyjowski... Zobaczymy, czy ponownie będę przy Kamieńcu płakać, dobre wspomnienia sprzed lat odkurzać.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2194136314729607673-5635166526998350829?l=liritio.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://liritio.blogspot.com/feeds/5635166526998350829/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://liritio.blogspot.com/2011/07/odeszli-w-zmierzch-stanisaw-cat.html#comment-form' title='Komentarze (8)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2194136314729607673/posts/default/5635166526998350829'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2194136314729607673/posts/default/5635166526998350829'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://liritio.blogspot.com/2011/07/odeszli-w-zmierzch-stanisaw-cat.html' title='&quot;Odeszli w zmierzch&quot;, Stanisław Cat Mackiewicz.'/><author><name>liritio</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10844189400380246041</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_QtooNre0Gg4/TVBD187_ciI/AAAAAAAAAG8/gL6fbSAx7ZU/s1600/72_389.jpg'/></author><thr:total>8</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2194136314729607673.post-5380673501889624110</id><published>2011-07-27T20:58:00.006+02:00</published><updated>2011-07-27T21:24:40.439+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='wspomnienia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Polska'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książka'/><title type='text'>"Książka", Mikołaj Łoziński.</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://www.wydawnictwoliterackie.pl/okladki/2202.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 250px; height: 400px;" src="http://www.wydawnictwoliterackie.pl/okladki/2202.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;/a&gt;Jak to dobrze, że taka rzecz została porządnie, przemyślanie, ładnie wydana. Okładka robi pozytywne wrażenie (nie to, co np. najnowsze wznowienia Nabokova w MUZIE, jakież to szkaradne...), typografia, układ strony, tak wydaną książkę "Książkę" można czytać. Dlaczego zaczynam od estetyki wydania, a nie przechodzę prosto do wrażeń? Cóż, "Książka" jest oszczędnie napisanym wspomnieniem o rodzinie autora, mało słów przypada na każdy rozdział. I gdyby się uprzeć, można by skryptem to wydać na siedmiu stronach B5, czcionką skromną i na przeźroczystym papierze... A wtedy ciężko by się czytało te kilka zdań na krzyż, które są oczywiście najzupełniej wystarczające - styl Łozińskiego to zwięzłość i plastyka używanych słów, przeciągnięć i przynudzań brak. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rodzina jakich wiele, ale skojarzenia autora z opowieściami bliskich i własnymi wspomnieniami są rzeczą prywatną, ładnie, że zechciał się podzielić. Tak to właśnie wygląda, z jednej strony nie chce się, żeby pamięć o własnej rodzinie zaginęła, chciałoby się każdemu opowiedzieć. Ale trzeba też wiedzieć jak - Łozińskiemu udało się świetnie, nieprędko zapomnę o jego rodzicach i dziadkach, o ich telefonach, fifkach i znakach. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niby nie ma w tych rozdziałach, które wspominać umiem jedynie skojarzeniami z przedmiotem tytułowym (szuflada - rozdział pierwszy, fifka - ostatni, nadal pamiętam), nic nadzwyczajnego. Rodzina inteligencka, w połowie partyjna, w drugiej właśnie nie. Rodzina nie za duża, nie za mała, jak moja, jak Wasze. Ale Łoziński tak potrafił napisać, że aż w pewnych momentach żal mi było niektórych jego krewnych, na innych mogłam być zła... Jakby znajomy mi o swojej babci opowiadał, tak czytało się wspomnienia Łozińskiego. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Muszę docenić również pomysł, ustawienie każdego wspomnienia oddzielnie, ułożenie w związku z danym przedmiotem, niby nic wymyślnego, ale dało zgrabny efekt. I nie da się ukryć, jest sztuką napisać oszczędnie, bez rozwleczeń, a jednocześnie przekazać wszystko, nie zostawić dziur, luk w wyobrażeniu czytelnika - obraz rodziny wyłania się z "Książki" pełen, braków brak.&lt;br /&gt;I może ktoś od Łozińskiego młodszy napisze kiedyś ciąg dalszy? Wtedy jeden z rozdziałów powinien być zatytułowany "Książka", którą np. dziadek napisał. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kojarzenie historii rodzinnych z przedmiotami z jednej strony wydało mi się ograniczające - jak wybrać ten jeden - z drugiej strony niby daje wolność zbyt dużą, przedmiotów w naszym życiu jest od groma. Ale po zastanowieniu widzę, że jeżeli opisywani bliscy mają charakter interesujący na tyle, żeby o nich pisać, przedmioty odpowiednie też się znajdują migiem. &lt;br /&gt;Zabawne jest to, że po ostatniej stronie "Książki" zaczęłam własną rodzinę podsumowywać i faktycznie da się każdemu jakieś atrybuty przypisać, skromny portret człowieka zacząć w rzeczy martwej jako punkcie wyjścia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Cieszę się, że "Książka" w ręce mi wpadła, chociaż głupich skojarzeń z Dehnelem nie mogłam się pozbyć w trakcie czytania. Może to zdjęcie autora, tacy podobni... A może po prostu podobni. Ale kojarzyć Dehnela z Łozińskim czy Łozińskiego z Dehnelem to przecież dla żadnego z panów ujmą nie jest. &lt;br /&gt;"Reisefieber" Łozińskiego wylądował na celowniku, w najbliższej przyszłości w moje ręce trafi.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2194136314729607673-5380673501889624110?l=liritio.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://liritio.blogspot.com/feeds/5380673501889624110/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://liritio.blogspot.com/2011/07/ksiazka-mikoaj-ozinski.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2194136314729607673/posts/default/5380673501889624110'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2194136314729607673/posts/default/5380673501889624110'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://liritio.blogspot.com/2011/07/ksiazka-mikoaj-ozinski.html' title='&quot;Książka&quot;, Mikołaj Łoziński.'/><author><name>liritio</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10844189400380246041</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_QtooNre0Gg4/TVBD187_ciI/AAAAAAAAAG8/gL6fbSAx7ZU/s1600/72_389.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2194136314729607673.post-3388104234475730259</id><published>2011-07-22T17:15:00.000+02:00</published><updated>2011-07-22T17:16:46.727+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='zdjęcia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Paryż'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='prywatny cyrk'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Francja'/><title type='text'>Kręcąc się wkoło - obrazki robione w biegu.</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;iframe src="http://www.youtube.com/embed/pVd0vHoMCqM" allowfullscreen="" frameborder="0" height="349" width="560"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Wróciłam z białego miasta świateł, w którym fruwające po ulicach papierki, papierosy i miejscami urocze, a miejscami ziejące tandetą kawiarnie, są nieodłącznym fragmentem panoramy. Nie byle jakiej panoramy, możliwej do obejrzenia z najsłynniejszej wieży świata.&lt;br /&gt;Paryż, oczywiście.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Miasto równie piękne w całkowicie nienudny sposób w części starej, co brzydkie jak każde inne blokowisko w części nowej. Miasto, które mnie cieszy lepiej ubranymi ludźmi, bezstresowo palącymi na ulicach, cieszy zielenią, cieszy uczuciem niefrasobliwości. A z drugiej strony męczy swoją upartą francuskością.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-UXA9gCDS7TU/Til_FCgHbfI/AAAAAAAAAIs/t19-FTaLiVg/s1600/paris113.JPG"&gt;&lt;img style="display: block; margin: 0px auto 10px; text-align: center; cursor: pointer; width: 450px; height: 338px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-UXA9gCDS7TU/Til_FCgHbfI/AAAAAAAAAIs/t19-FTaLiVg/s400/paris113.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5632172533551164914" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Ale tak naprawdę Paryż znam bardzo słabo, dwie krótkie wizyty w przeciągu wielu lat, to nie jest dobra baza do "znania" miasta. Raczej do uzyskania pierwszego wrażenia.&lt;br /&gt;Ponad siedem lat temu zakochałam się w mostach, w łuku triumfalnym i w sztucznie romantycznych kawiarenkach na skraju turystycznego deptaka.&lt;br /&gt;W tym roku uznałam Pola Elizejskie za wybitnie irytujące, okolice katedry Notre Dame za bezosobowe, chociaż nadal bardzo malownicze, a serce oddałam osiemnastej dzielnicy Montmartre.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/-4wkWnD9596A/Til_7xJZ4vI/AAAAAAAAAI0/LW8OjhcbB9A/s1600/paris025.JPG"&gt;&lt;img style="display: block; margin: 0px auto 10px; text-align: center; cursor: pointer; width: 450px; height: 338px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-4wkWnD9596A/Til_7xJZ4vI/AAAAAAAAAI0/LW8OjhcbB9A/s400/paris025.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5632173473785307890" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Górka, z której, na stopniach słynnej bazyliki Sacre-Coeur, nieźle oglądało się w dzikim tłumie fajerwerki z 14stego lipca. Młody chłopak zarabiający na gromadzących się tam codziennie turystach. Co z tego, że brzmi to tandetnie, kiedy śpiewał naprawdę dobrze.&lt;br /&gt;Wszechobecne stragany z owocami, cmentarz z grobem Stendhala, który obeszliśmy dokładnie wkoło w poszukiwaniu wejścia. I ulice dalsze od hoteli, zatłoczone ludźmi o każdym kolorze skóry i wszystkim, co tylko.&lt;br /&gt;Ta trochę mniej turystyczna Montmartre bardzo przypominała mi warszawską Pragę. Nic nie poradzę, tydzień w osiemnastej dzielnicy Paryża, a ja już w zapomnieniu oglądałam się za kościołem św. Floriana i ZOO.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/-6Pd16X_R3JE/TiSLz1vsCzI/AAAAAAAAAIY/PCpL05_wJxI/s1600/paris008.JPG"&gt;&lt;img style="display: block; margin: 0px auto 10px; text-align: center; cursor: pointer; width: 450px; height: 338px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-6Pd16X_R3JE/TiSLz1vsCzI/AAAAAAAAAIY/PCpL05_wJxI/s400/paris008.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5630779156836649778" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Cóż więc teraz wywołuje uśmiech w związku z Paryżem? &lt;br /&gt;Zadziwiający skład wszystkiego, który mijałam codziennie i pod koniec pobytu naprawdę miałam ochotę kupić dzbanek pełen plastikowych żołnierzyków albo bardzo zaśniedziałą papierośnicę. &lt;br /&gt;Pan karmiący łabędzie z okna łódki. &lt;br /&gt;Różnorodność kolorów, ubiorów, twarzy... Jakakolwiek różnorodność, o którą w Warszawie trochę trudno.&lt;br /&gt;Plac Vendome - wszystkie filmy z Audrey Hepburn nabrały koloru. &lt;br /&gt;Ogród Luksemburski, zabawnie przywodził mi na myśl Kasyno Monte Carlo, ale nie zmienia to faktu, że spędziłabym tam pół życia, wygrzewając się na słońcu niczym jaszczurka.&lt;br /&gt;Pan z piekarni, który śmiał się z każdego mojego słowa. &lt;br /&gt;Dziwna knajpa, której właściciele przywodzili na myśl rodzinę Soprano i traktowali mnie jak okaz dziwacznej ważki, kiedy niezmiennie prosiłam rano o herbatę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/-pFYt0ZAvyHk/TimIo1IPl-I/AAAAAAAAAI8/CTZDgSe-DUs/s1600/paris282.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 338px; height: 450px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-pFYt0ZAvyHk/TimIo1IPl-I/AAAAAAAAAI8/CTZDgSe-DUs/s400/paris282.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5632183044041316322" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Znane prawo zadziałało ponownie, jak bym się nie starała, prawdziwy odpoczynek znajduję tylko w oderwaniu od wszystkiego. Dopiero po niedawnym powrocie z tego miasta, w którym nic nie przypominało mi o codzienności, poczułam, że w końcu wróciłam do żywych z tej okropnie zamulającej krainy zmęczenia wypełnionej pulpą płytkich książek i powtórek seriali. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Chociaż wakacje to faktycznie sezon ogórkowy, w kinach nędza, książki filozoficzne jakoś same na kolana nie wskakują... Ale jest to dobry moment na rozmowy o tym, co Liritio lubi najbardziej, do czego wraca, a do czego nie. Na razie wróciłam do Paryża, szkoda, że tak bardzo turystycznie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-JzujM92falM/TimMmAl7AKI/AAAAAAAAAJE/i_w_6qedG_g/s1600/paris290.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 450px; height: 338px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-JzujM92falM/TimMmAl7AKI/AAAAAAAAAJE/i_w_6qedG_g/s400/paris290.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5632187393625489570" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/-Yx3ZM-v7zBg/TimRVWut-_I/AAAAAAAAAJk/2RZH3bgXBhI/s1600/paris237.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 450px; height: 335px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-Yx3ZM-v7zBg/TimRVWut-_I/AAAAAAAAAJk/2RZH3bgXBhI/s400/paris237.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5632192605068327922" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-Ha4aACNX10U/TimOYQ7qRYI/AAAAAAAAAJU/aHpmYPGMXbY/s1600/paris292.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 338px; height: 450px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-Ha4aACNX10U/TimOYQ7qRYI/AAAAAAAAAJU/aHpmYPGMXbY/s400/paris292.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5632189356516722050" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-_nHvfUSQbgg/TimR5fcKTfI/AAAAAAAAAJ8/p6ZxNWK4VMI/s1600/paris176.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 338px; height: 450px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-_nHvfUSQbgg/TimR5fcKTfI/AAAAAAAAAJ8/p6ZxNWK4VMI/s400/paris176.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5632193225881701874" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-PnO0FP18aMQ/TimRzWWWQuI/AAAAAAAAAJ0/HgElctAvnNU/s1600/paris100.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 338px; height: 450px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-PnO0FP18aMQ/TimRzWWWQuI/AAAAAAAAAJ0/HgElctAvnNU/s400/paris100.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5632193120362185442" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-MS_Sk4mPSQ4/TimRNztMjDI/AAAAAAAAAJc/lTIjQhdWWBo/s1600/paris130.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 450px; height: 338px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-MS_Sk4mPSQ4/TimRNztMjDI/AAAAAAAAAJc/lTIjQhdWWBo/s400/paris130.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5632192475407617074" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2194136314729607673-3388104234475730259?l=liritio.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://liritio.blogspot.com/feeds/3388104234475730259/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://liritio.blogspot.com/2011/07/krecac-sie-wkoo-obrazki-robione-w-biegu.html#comment-form' title='Komentarze (15)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2194136314729607673/posts/default/3388104234475730259'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2194136314729607673/posts/default/3388104234475730259'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://liritio.blogspot.com/2011/07/krecac-sie-wkoo-obrazki-robione-w-biegu.html' title='Kręcąc się wkoło - obrazki robione w biegu.'/><author><name>liritio</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10844189400380246041</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_QtooNre0Gg4/TVBD187_ciI/AAAAAAAAAG8/gL6fbSAx7ZU/s1600/72_389.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://img.youtube.com/vi/pVd0vHoMCqM/default.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>15</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2194136314729607673.post-4540701885104980963</id><published>2011-07-07T14:48:00.003+02:00</published><updated>2011-07-07T15:12:06.398+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kryminał'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Japonia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='psychologia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='thriller'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książka'/><title type='text'>"Prawdziwy świat", Natsuo Kirino.</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://merlin.pl/Prawdziwy-swiat_Natsuo-Kirino,images_big,25,978-83-7508-236-4.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 250px; height: 396px;" src="http://merlin.pl/Prawdziwy-swiat_Natsuo-Kirino,images_big,25,978-83-7508-236-4.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;/a&gt;Na ile książka drapieżna może być nudna, ta taka jest. Smutna, ponura i odrobinę męcząca. Duszna. Nie ma w niej ani tej akcji, od której nie sposób się oderwać, ani płynności, kiedy przez książkę się frunie, a nie tylko przewraca strony. "Prawdziwy świat" znacznie odbiega więc od poziomu &lt;a href="http://liritio.blogspot.com/2010/01/ostateczne-wyjscie-natsuo-kirino.html"&gt;"Ostatecznego wyjścia"&lt;/a&gt;, które było strzałem w dziesiątkę zeszłej zimy.&lt;br /&gt;Co nie zmienia faktu, że również "Prawdziwy świat" przedstawia przykry obraz japońskiego społeczeństwa, w którym najwyraźniej samotność doskwiera tak samo dorosłym, jak również ich dzieciom. Obce na silne rodzinne więzy, co samo w sobie nie jest jakoś potwornie zadziwiające, bywa i tak. Ale z "Prawdziwego światu" wysuwa się obraz młodych Japończyków, którzy w całej swojej masie są zobojętniali na bliskość w rodzinie, nie sądzę w sumie, żeby była to prawda. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W "Prawdziwym świecie" Kirino skupiła się na przedstawieniu z każdej strony tragicznej sytuacji, w którą wplątała się piątka dzieciaków. I jest to zabieg interesujący o tyle, że całkowicie abstrakcyjne dla mnie zachowania bohaterów znajdują uzasadnienie w ich charakterach, dotychczasowych doświadczeniach (a raczej ich braku). &lt;br /&gt;Z tym że nie do końca potrafiłam się przekonać od tematu, wszystkich bohaterów było mi zwyczajnie szkoda. Nie czułam jednak większego zainteresowania psychiką młodzieży znieczulonej na rzeczywistość do tego stopnia, że kiedy Glista, sąsiad jednej z czwórki dziewcząt zabija swoją matkę i ucieka, panienki wydają się traktować to wydarzenie jako odmianę od szarej rzeczywistości.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Prawdziwy świat" jest książką podstępną. Z jednej strony grupa nastolatków jest na tyle od tego "prawdziwego świata" oderwana, że nie potrafi dostrzec wagi i nadchodzących konsekwencji swoich decyzji. Z drugiej strony zabicie matki i ucieczka, pomoc Gliście było właśnie jakby przebudzeniem z otępienia towarzyszącego młodym bohaterom każdego dnia. I Glista, i towarzysząca mu jedna z dziewcząt, oboje mam wrażenie uznali swoją szaloną eskapadę za podbój jakiegoś wykreowanego w ich głowach "prawdziwego świata", który okazał się wirtualną pułapką bez wyjścia. A ten prawdziwy świat był tam już od początku, w każdym kolejnym, dusznym i monotonnym dniu japońskiego lata.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2194136314729607673-4540701885104980963?l=liritio.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://liritio.blogspot.com/feeds/4540701885104980963/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://liritio.blogspot.com/2011/07/prawdziwy-swiat-natsuo-kirino.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2194136314729607673/posts/default/4540701885104980963'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2194136314729607673/posts/default/4540701885104980963'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://liritio.blogspot.com/2011/07/prawdziwy-swiat-natsuo-kirino.html' title='&quot;Prawdziwy świat&quot;, Natsuo Kirino.'/><author><name>liritio</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10844189400380246041</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_QtooNre0Gg4/TVBD187_ciI/AAAAAAAAAG8/gL6fbSAx7ZU/s1600/72_389.jpg'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2194136314729607673.post-7886324299013818470</id><published>2011-07-06T19:02:00.004+02:00</published><updated>2011-07-06T19:09:31.269+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='lotnictwo'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='wojenny'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Chiny'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='wspomnienia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Polska'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książka'/><title type='text'>"Latające Tygrysy", Witold Urbanowicz.</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-u8mU1GumTQc/ThSD0jpiDCI/AAAAAAAAAIA/X0Pw0BfiHk4/s1600/tygrysy5.JPG"&gt;&lt;img style="float: left; margin: 0pt 10px 10px 0pt; cursor: pointer; width: 333px; height: 250px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-u8mU1GumTQc/ThSD0jpiDCI/AAAAAAAAAIA/X0Pw0BfiHk4/s320/tygrysy5.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5626266773438467106" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;„Sampan – okazuje się – przestrzelony w kilkunastu miejscach. Coraz bardziej mokro, a do brzegu jeszcze kawałek. Staruszek łowi ryby jak szatan, a ja wiosłuję tą przeklętą szczapą i jeszcze wodę muszę wylewać, depcząc po rybach.”&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Witold Urbanowicz, "Latające Tygrysy", Wydawnictwo Lubelskie, 1963r., str. 183 – 184.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/blockquote&gt;Wielokrotnie, właściwie można by powiedzieć, że codziennie przez naście lat mijałam się z tą książką na półce, a sięgnęłam po nią lata po tym, jak mijać się przestałyśmy.&lt;br /&gt;Z nudów.&lt;br /&gt;I w najśmielszych przewidywaniach nie odgadłabym, że "Latające Tygrysy" (aka "Ogień nad Chinami") odkryją przede mną nie tylko mały wycinek Chin, których już nie ma, ale do tego pokażą mi jeszcze bardzo interesującego człowieka, którego również już nie ma. Dobrze, że książki zostały.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z "Latających Tygrysów" wyłonił się obraz polskiego lotnika z dokonaniami oraz życiorysem Jamesa Bonda. Tak można by wnioskować również z przedmowy redakcji (i z prywatnych, krótkich przeszukiwań wieści internetowych), ale przecież podobnymi przeżyciami mogłoby się pochwalić wielu żyjących w czasach II wojny światowej. Nie w tym rzecz.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Co umykało mi w trakcie lektury i dotarło do mnie już przy jej końcu, wrażenie, że Urbanowicz był bez wątpienia przedstawicielem grupy, którą dzisiaj określamy często "dawną inteligencją polską".&lt;br /&gt;Nieśpieszny w osądach pilot z otwartym, chłonnym umysłem, zapewne ostrym jak brzytwa, inteligentny... Nie piszę tego w ramach peanu młodej mnie na rzecz takiego mężczyzny - kwestią istotną jest to, że rzadko spotykam świadectwa takich charakterów, takich ludzi, gdziekolwiek poza sławnymi i już z góry inteligencją obklejonymi nazwiskami.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/-oNetKFTXqkU/ThSITnTLbmI/AAAAAAAAAII/jONKqOCliSM/s1600/tygrysy3.JPG"&gt;&lt;img style="float: right; margin: 0pt 0pt 10px 10px; cursor: pointer; width: 333px; height: 250px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-oNetKFTXqkU/ThSITnTLbmI/AAAAAAAAAII/jONKqOCliSM/s400/tygrysy3.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5626271705040907874" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;A tu proszę, lotnik, autor skromnych książeczek napisanych skromnym językiem i taka mądrość się przemyka między wierszami. "Latające Tygrysy" są więc lekturą przyjemną, wciągającą, jak rozmowa z interesującym człowiekiem, który nie zarzuca nas opiniami z kalki i błahymi opowiastkami, a przy tym ceni wagę słów, oszczędza je.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Urbanowicz w konkretnych zdaniach ujmuje opowieści z misji lotniczych, również sporo historii dotyczących ówczesnych Chin, tak też sporadycznie wtrąca między wersy swoje poważniejsze przemyślenia.&lt;br /&gt;I choć jest to książka o tematyce wojennej, rozważań militarnych czy politycznych w "Latających Tygrysach" brak. I nie jest to powtórka z pełnego cennych, acz przegadanych filozofii "Nocnego lotu", Urbanowicz był żołnierzem, nie poetą.&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;„Wszystko to wyglądało wręcz niesamowicie. Sceneria prawie idylliczna: góry, zaróżowione niebo pokryte puszystymi chmurami – i to mrowie ludzi o żelaznej pracowitości, mruczących gardłowo i monotonie stare pieśni, jakby wiatr zawodził w skałach.  Kiedy się na to patrzało dłużej, człowieka ogarniał strach, odczucie przytłoczenia tym fizycznie wyczuwalnym, olbrzymim potencjałem ludzkim. Dla mnie osobiście nie ulegało wątpliwości, że potencjał ów, wciąż jeszcze drzemiący, zbyt już napęczniał, aby mógł się utrzymać nadal w stanie nieruchomości. I że to nie Zachód go obudzi. Zachód nie rozumiał Chin – albo nie chciał rozumieć.”&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;Witold Urbanowicz, "Latające Tygrysy", Wydawnictwo Lubelskie, 1963r., str. 155&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;/span&gt;Dyplomację, polityczne rozgrywki Urbanowicz określił "sceną, do której zupełnie nie ma powołania", natomiast sporo pisał o ludziach zakotwiczonych w codzienności Chin, w których kultura z czasów cesarstwa zderzała z nową, wykluwającą się, komunistyczną.&lt;br /&gt;O malarzu i o poecie, którzy rikszami podjechali na wojskowe lotnisko. O rybaku człapiącym długim linowym mostem, który trzeba zamykać przed niedźwiedziami. O papugach i polowaniu na tygrysy. O wojnie z Japończykami...&lt;br /&gt;Do "Latających Tygrysów" na pewno będę wracała, do takich ludzi, jak Urbanowicz chętnie się wraca. I przeczytam coś więcej jego autorstwa, jak tylko wykombinuję, skąd owo "coś więcej" wziąć.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://www.elknet.pl/acestory/foto/urbano6.jpg"&gt;&lt;img style="display: block; margin: 0px auto 10px; text-align: center; cursor: pointer; width: 397px; height: 250px;" src="http://www.elknet.pl/acestory/foto/urbano6.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;(zdjęcie &lt;a href="http://www.elknet.pl/acestory/urbano/urbano_.htm"&gt;stąd&lt;/a&gt;)&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2194136314729607673-7886324299013818470?l=liritio.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://liritio.blogspot.com/feeds/7886324299013818470/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://liritio.blogspot.com/2011/07/latajace-tygrysy-witold-urbanowicz.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2194136314729607673/posts/default/7886324299013818470'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2194136314729607673/posts/default/7886324299013818470'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://liritio.blogspot.com/2011/07/latajace-tygrysy-witold-urbanowicz.html' title='&quot;Latające Tygrysy&quot;, Witold Urbanowicz.'/><author><name>liritio</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10844189400380246041</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_QtooNre0Gg4/TVBD187_ciI/AAAAAAAAAG8/gL6fbSAx7ZU/s1600/72_389.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-u8mU1GumTQc/ThSD0jpiDCI/AAAAAAAAAIA/X0Pw0BfiHk4/s72-c/tygrysy5.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2194136314729607673.post-9041784237916447300</id><published>2011-07-04T23:51:00.003+02:00</published><updated>2011-09-11T22:04:58.267+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='dramat'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='USA'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='romans'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Maggie Gyllenhaal'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='film'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='obyczajowy'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Kirsten Dunst'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Julia Roberts'/><title type='text'>"Uśmiech Mony Lisy", reż. Mike Newell</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://www.lauraallen.net/Monalisa2sht.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 250px; height: 380px;" src="http://www.lauraallen.net/Monalisa2sht.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;/a&gt;Ale to już było... Julia Roberts w roli charyzmatycznej nauczycielki, postaci pierwszoplanowe jak wycięte z tekturek figurki ludzkich rozmiarów, angielska szkoła z zasadami. Brzmi znajomo? Oczywiście.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Moje wielkie upodobanie do filmów stylizowanych na którykolwiek okres XX wieku do lat mniej więcej 60tych, jest jedną z przyczyn, dla których znoszę oglądanie poniektórych gorszych filmów, dla samej przyjemności patrzenia.&lt;br /&gt;Jak np. &lt;a href="http://www.filmweb.pl/film/Edge+of+Love%2C+The-2008-345700"&gt;"The Edge of Love"&lt;/a&gt;, całkiem nudny i miejscami absurdalny film, a jednak wytrzymałam do końca. Chociaż przy "The Edge of Love" silnie utrzymała mnie również część obsady, Keira Knightley i Cillian Murphy, trudno się oderwać od tej dwójki. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wracając do Wellesley College i roku 1953, "Uśmiech Mony Lisy" okazał się dobry tam, gdzie wcale się tego nie spodziewałam i raczej średni w podjęciu tematu przewodniego. &lt;br /&gt;Zabrakło pomysłu innego, niż ten wykorzystany już w znacznie lepszych filmach motyw nauczyciela wskazującego uczniom światło. Zabrakło głębszego potraktowania tego wielokrotnie interpretowanego tematu i wnikliwszej kreacji psychologicznej bohaterów. Również raptowne pasmo zmian w ostatnich dziesięciu minutach filmu nie podnosi ogólnej oceny filmu. &lt;br /&gt;Czyli co, pozostaje westchnąć, że przynajmniej dobrze się ogląda stylizację na lata 50te i uśmiechnąć pod adresem występu Tori Amos w jednej ze scen?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-lyBbWF5TJik/TZniuJQ6hkI/AAAAAAAAABg/y5fK776Wt3M/s1600/jordanb_monalisa.jpg"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 375px; height: 250px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-lyBbWF5TJik/TZniuJQ6hkI/AAAAAAAAABg/y5fK776Wt3M/s1600/jordanb_monalisa.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;/a&gt;Niekoniecznie.&lt;br /&gt;Zasłonę dymną tworzą szerokie uśmiechy Julii Roberts i stereotypowo poprowadzony scenariusz o pełnej nowatorskich pomysłów nauczycielce w zmurszałym od staroświeckich zasad środowisku. O jej wiernej uczennicy, która stoi przed wyborem, przepraszam, Wyborem. I rzecz jasna o antagonistce, która nie stoi przed wyborem, ale wybór stanie przed nią. Nuda.&lt;br /&gt;Ale to tylko zasłona, za którą ukrywa się pokaźny tłumek drugoplanowych postaci i ich drugoplanowych historii. &lt;br /&gt;Przede wszystkim rewelacyjna Marcia Gay Harden w roli opłakującej straconą miłość panny Abbey. Niezamężna i już niemłoda nauczycielka etykiety, wynajmująca pokoje w domku z tapetami w kwiatki, od pierwszej sceny poraziła mnie swoją osobą. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/-uvGYH29Xp_k/TaABPjhobWI/AAAAAAAAGR8/HoZHdZrEX7A/s1600/mls21.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 238px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-uvGYH29Xp_k/TaABPjhobWI/AAAAAAAAGR8/HoZHdZrEX7A/s1600/mls21.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;/a&gt;Ulubionymi teleturniejami, chichotami, skłonnością do zachwytów... I podejrzewanym od początku sekrecikiem, zwodem, sztuczką. Panna Abbey stworzyła sobie historię, która czyni ją szczęśliwą, zamknęła się na rzeczywistość w domku z kwiatkami i zdobyła moje serce całością postaci/roli, która z czasem wychyla się zza ufryzowanych loczków i uśmiechów.&lt;br /&gt;Nie ona jedna wymyśliła historię... Kiedy teraz to piszę, dociera do mnie, że prawie każdy trzyma się w "Uśmiechu Mony Lisy" swojej specjalnej historii, która czyni ich życia lepszymi. A prawdziwą przyjemnością jest stopniowe odkrywanie ich drugiej strony, kiedy maska spada.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jaki jest sekret przystojnego nauczyciela włoskiego (Dominic West), a jaki kryje niepokorna Giselle (Maggie Gyllenhaal), jedna z sypiających z nim studentek? Jaka jest historia panny Armstrong, szkolnej pielęgniarki, a jaki epizod gościa z Kaliforni, który odwiedza Katherine (Julia Roberts)... Są to tajemnice mniejsze i większe, mniej lub bardziej przewidywalne, ale dodające słodko-gorzkiego smaczku dość topornej historyjce z pierwszego planu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://img.movieberry.com/static/photos/1894/12_midi.jpg"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 375px; height: 250px;" src="http://img.movieberry.com/static/photos/1894/12_midi.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;/a&gt;Sama Katherine, niezłomna w "byciu sobą", w popychaniu swoich gąsek naprzód, jest dość męcząca w upartej szczerości. Podobnie jak uparcie przeciwna jej Elisabeth (Kristen Dunst). Plus, że obie aktorki prezentują silne charaktery, które nawet przez szablonowe do bólu role potrafią przedrzeć się do widza, stanowić jakąkolwiek podporę dla stereotypowych scenek.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Również zakończenie "Uśmiechu Mony Lisy", nie będące typowym happy endem pełnym sztywnych uścisków, wskazuje, że twórcy filmu choć trochę zdawali sobie sprawę z faktu, że nieładnie byłoby pójść całkiem na łatwiznę. Do cudnie przeprowadzonych wątków drugoplanowych dołożyli więc niezłą końcówkę, Katherine Niezłomna pozostaje niezłomna a widzowi oszczędzono hollywoodzkich cmoknięć. Czyli warto. Jeden raz, ale warto, chociażby dla panny Abbey.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2194136314729607673-9041784237916447300?l=liritio.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://liritio.blogspot.com/feeds/9041784237916447300/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://liritio.blogspot.com/2011/07/usmiech-mony-lisy-rez-mike-newell.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2194136314729607673/posts/default/9041784237916447300'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2194136314729607673/posts/default/9041784237916447300'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://liritio.blogspot.com/2011/07/usmiech-mony-lisy-rez-mike-newell.html' title='&quot;Uśmiech Mony Lisy&quot;, reż. Mike Newell'/><author><name>liritio</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10844189400380246041</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_QtooNre0Gg4/TVBD187_ciI/AAAAAAAAAG8/gL6fbSAx7ZU/s1600/72_389.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-lyBbWF5TJik/TZniuJQ6hkI/AAAAAAAAABg/y5fK776Wt3M/s72-c/jordanb_monalisa.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2194136314729607673.post-146854951358571396</id><published>2011-06-30T01:03:00.003+02:00</published><updated>2011-06-30T18:13:10.663+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='powieść'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='USA'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='sensacja'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Szkocja'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Japonia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='serial'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książka'/><title type='text'>Opowieści z otchłani lekkich treści. Znowu rym, najwyraźniej bywa to silniejsze ode mnie.</title><content type='html'>Dwadzieścia (policzyłam) dwadzieścia roboczych postów tylko z ostatnich trzech miesięcy! Carramba, zakrzyknęłabym niczym tajemniczy szpieg Don Pedro, gdyby nie to, że pora jest raczej późna i tego typu okrzyków wydawać nie przystoi.&lt;br /&gt;Tyle pozaczynanych, pierwszych, drugich i czasem środkowych zdań, a finiszu ani jednego, mimo &lt;a href="http://liritio.blogspot.com/2011/06/juz-prawie-wracam-juz-prawie-sie-bojcie.html"&gt;obiecywanego&lt;/a&gt; zalewu pisaniny. Te moje obietnice, wszystkie tyle samo warte...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zauważam ostatnimi czasy problem z wykazywaniem zainteresowania czymkolwiek poza - hipotetyczny przykład - durnym amerykańskim serialem. I chociaż świetnie zdaję sobie sprawę z faktu, że zainteresowanie durnym serialem wykazywałam zawsze, zwykle owemu serialowi towarzyszy jednak jakaś lektura cięższego kalibru, niż - nadal hipotetyczny przykład - przygody blond panienki w szeregach CIA.&lt;br /&gt;A teraz?! Strach podsumowywać, bo łapki mijają mi się z kolanami, kiedy załamuję je w żałości nad własną osobą i nie wiem czy stan obecny to oznaka wychodzącego ze mnie stresu i zmęczenia, czy jednak postępującego cofania się w rozwoju.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://upload.wikimedia.org/wikipedia/en/7/71/Alistair_Maclean_-_Ice_Station_Zebra_book_cover.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 239px; height: 400px;" src="http://upload.wikimedia.org/wikipedia/en/7/71/Alistair_Maclean_-_Ice_Station_Zebra_book_cover.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;/a&gt;Wiecie co ostatnio czytam? Wszystkie książki Alistaira MacLeana, które pamiętam, że są niezłe. A dlaczego pamiętam? Oczywiście ponieważ kilka lat temu przeczytałam te wszystkie, które moja matka miała na półce. Mogę Wam zdradzić ów MacLeanowy sekret: "Stacja arktyczna Zebra" bije inne na głowę, "Złote rendez-vous", "Siła strachu", "Noc bez brzasku" i "Przełęcz złamanego serca" pozostają niedaleko w tyle, innych nie pamiętam, ale wiem jeszcze, że "Działa Nawarony" uśpiły mnie skutecznie. &lt;br /&gt;Alistair MacLean (coś mam wrażenie, że pisarzy o nazwisku MacLean jest sporo i każdy z innej mańki... A może to tych o nazwisku MacDonald jest dużo...?) daje radę w momencie, kiedy umysł spragniony jest relaksu. Gorzej, kiedy lektury z nazwiskiem MacLeana na okładce kończą się i pozostają nam - ciągle czysto hipotetycznie - seriale o młodej agentce CIA, w których &lt;a href="http://www.filmweb.pl/person/Christopher+Gorham-100016"&gt;Henry z "Ugly Betty"&lt;/a&gt; gra ślepego mistrza technicznych nowinek...&lt;br /&gt;Przy okazji, kto by pomyślał, że facet piszący książki sensacyjne z najtwardszymi z twardych w rolach głównych, okaże się Szkotem! Wikipedia mi powiedziała, że MacLean był Szkotem. Kojarzenie wszystkich bohaterów jego książek, którzy buty wiążą i usuwają ciążę, na dodatek niezmiennie w tragicznych warunkach atmosferycznych, ze szkockim kiltem jakoś... Nie pasuje. Pomówmy o stereotypach :)  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dobrze, czyli czytam MacLeana i oglądam... W tym akapicie jeszcze nie oglądam. Czego więc nie czytam? Chociażby "Po zmierzchu" Murakamiego, które już przeczytałam... Prawie. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://merlin.pl/Po-zmierzchu_Haruki-Murakami,images_big,25,978-83-7495-163-0.jpg"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 250px; height: 357px;" src="http://merlin.pl/Po-zmierzchu_Haruki-Murakami,images_big,25,978-83-7495-163-0.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;/a&gt;Szczerze mówiąc nie chciało mi się czytać tego do końca. Niby Murakami, ale nuda straszna, niby ten sam styl, ale w okolicach strony... No, nie pamiętam której strony, w każdym razie w jej okolicach odechciało mi się czytać kolejną stronę. A to dziwne, bo przecież to Murakami, którego w sumie lubię, jeszcze temat jakby ilustrujący „Nighthawks at the Diner” Hoppera, i jazzowe zaśpiewy w tle, powinnam się radować. Ale najwyraźniej coś między mną a historią z „Po zmierzchu” nie zaskoczyło i do listy trzech książek tego japońskiego pisarza, które naprawdę uważam za świetne, nie dołączy czwarta. Dla przypomnienia, te świetne to: „Przygoda z owcą”, „Tańcz, tańcz, tańcz” i „Wszystkie boże dzieci tańczą”.&lt;br /&gt;Główna luka w przyjemności z lektury „Po zmierzchu”? Męczące wrażenie, że nie widzę, co też Murakami chciał w tej książce napisać i czytam zdania może i ładne, ale bez większej treści.&lt;br /&gt;A kiedy nie chcę większej treści, co robię? Nadal hipotetycznie: oglądam serial, w którym Peter Gallagher gra szefa jakiegoś bliżej niesprecyzowanego oddziału CIA. Ale na pewno nie sięgam po Murakamiego w poszukiwaniu braku treści. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na domiar złego nie czytam również "Koniec jest moim początkiem" Terzaniego. Po pierwszych stronach poczułam, że nie w porządku jest czytanie książki będącej podsumowaniem życia autora i prywatnym dialogiem z jego synem zarazem, kiedy nie mogę się skupić, a myśli ulatują w eter.&lt;br /&gt;I nie czytam też "Terra Nullius" Svena Lindqvista, chociaż w torebce noszę - więc na blogu nie kłamię :) - ale w komunikacji miejskiej, nie mogąc się skoncentrować na opowieściach z Australii, słucham ostatnimi czasy muzyki. Niemniej "Terra Nullis" już spory kawałek Warszawy objechała/obejrzała, samochodem też ze mną jeździ, więc przynajmniej kawałek świata zobaczy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bi.gazeta.pl/im/3/9568/z9568203X,Covert-Affairs---USA-Network.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 250px; height: 356px;" src="http://bi.gazeta.pl/im/3/9568/z9568203X,Covert-Affairs---USA-Network.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;/a&gt;Czyli co, przyznam się w zakończeniu, oglądam seriale. Dwa. Mam na to czas, jako że rok akademicki dobiegł końca i z zajęć obligatoryjnych pozostała jedynie praca, praca, praca... I chwilowo pada. Poza tym, nie oszukujmy się, na dwa seriale znajdę czas zawsze! To część mojego uroku...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tydzień temu złamałam się pod naciskiem grupy rówieśników i rozpoczęłam przygodę z "How I Met Your Mother". Haaaave you met Ted? Barney jest moim idolem, a gdybym nie zapytała natychmiast znajomych, co się dzieje w sezonie szóstym (jestem w połowie pierwszego), miałabym trochę więcej zabawy licząc na szybkie i szczęśliwe zakończenia. Ha, ha, w serialu?&lt;br /&gt;Ponadto, czyniąc hipotetyczne założenia prawdą, serial o blond agentce CIA z C. Grahamem i Gallagherem partnerującym niejakiej Piper Perabo (z jej filmografii wynika tyle, że nie zdołała dotąd zagrać w czymś wartym uwagi), czyli "Kamuflaż" ("Covert Affairs" to lepszy pomysł), uświetnił mi kilka chwil. A przynajmniej zajął, chociaż nie jest to cudowna produkcja, w wakacyjnym sezonie ogórkowym mnie na razie wystarcza. Jestem co prawda w trzecim odcinku sezonu pierwszego, a mam wrażenie, że w niedalekiej przyszłości rozpocznie się transmisja drugiego, ale te trzy pierwsze odcinki zachęciły mnie do obejrzenia kolejnych trzech. Czyli jest nieźle. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dobiegł więc końca nieco przydługi post z serii "zacznę pisać i zobaczymy co dalej", mam nadzieję, że w najbliższym czasie oszczędzę Wam powtórki z tego typu wpisów. Może na rzecz tekstów głębszych w określoną zawartość tematyczną i mniej moich wtrąceń zza krzaka? Jest nadzieja.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2194136314729607673-146854951358571396?l=liritio.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://liritio.blogspot.com/feeds/146854951358571396/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://liritio.blogspot.com/2011/06/opowiesci-z-odchani-lekkich-tresci.html#comment-form' title='Komentarze (8)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2194136314729607673/posts/default/146854951358571396'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2194136314729607673/posts/default/146854951358571396'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://liritio.blogspot.com/2011/06/opowiesci-z-odchani-lekkich-tresci.html' title='Opowieści z otchłani lekkich treści. Znowu rym, najwyraźniej bywa to silniejsze ode mnie.'/><author><name>liritio</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10844189400380246041</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_QtooNre0Gg4/TVBD187_ciI/AAAAAAAAAG8/gL6fbSAx7ZU/s1600/72_389.jpg'/></author><thr:total>8</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2194136314729607673.post-6879210848732271811</id><published>2011-06-22T20:05:00.000+02:00</published><updated>2011-06-22T20:06:33.238+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kryminał'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Włochy'/><title type='text'>Gianrico Carofiglio.</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://beatrix73.files.wordpress.com/2010/04/swiadek-mimo-woli_gianrico-carofiglioimages_big23978-83-7414-494-0.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 250px; height: 397px;" src="http://beatrix73.files.wordpress.com/2010/04/swiadek-mimo-woli_gianrico-carofiglioimages_big23978-83-7414-494-0.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;/a&gt;Guido Guerrieri jest bohaterem cyklu kryminałów prawniczych, a właściwie czegoś pomiędzy kryminałami a książkami o procesach sądowych. Guido jest cudowny, do czego może przejdziemy potem, a książki Carofiglio... Hmm, czytanie ich sprawia mi przyjemność dużą, ale nie zaprzeczę, że odpowiada mi po prostu klimat niewielkiego włoskiego miasta, odpowiada mi charakter głównego bohatera (przynajmniej dopóki Carofiglio nie robi z niego ostatniego sprawiedliwego, jakby John Wayne urwał się z "W samo południe" i trafił do Bari), odpowiada mi powolny rytm tych książek i lecące w tle muzyczki (tak, Guido jest muzycznie zbliżony do mnie, a Carofiglio skrzętnie wplata w akcję ścieżkę dźwiękową).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W serii "Lato z kryminałem" z 2009 roku Polityka oferowała część pierwszą cyklu, w tym roku jest druga, "Z zamkniętymi oczami". I o ile jakiekolwiek krzewienie nawyku czytelnictwa jest piękne i zacne, irytują mnie te projekty Polityki niebotycznie. Rok w rok, a przecież to już co najmniej cztery lata, ci sami autorzy, Krajewski, Marinina, Mankell, Grimes, Konatkowski i ktoś tam jeszcze znany i lubiany. Po prostu szkoda, że Polityka mając pewną siłę sprawczą w świadomości nabywców, nie proponuje jakichkolwiek autorów poza kilkoma ze stałego kółeczka. W ogóle nie pojmuję, dlaczego z roku na rok te nazwiska się powtarzają, o ile piękniej byłoby rokrocznie wynajdywać coraz to nowych autorów, a nie trzy czy cztery lata pod rząd tłuką kryminały Marininej. Dziękuję, jakby mi się spodobało, nie czekałabym rok na kolejny tom, tylko poszła do biblioteki czy księgarni i przeczytała wszystkie oddzielnie od projektu Polityki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wracając do Carofiglio, z pewną niechęcią przyznam, że bardzo podobał mi się jedynie pierwszy tom, właśnie "Świadek mimo woli". A najbardziej-bardzo jego pierwsza część, kiedy to Guido jeszcze daleko jest od właściwego wątku książki, czyli pewnego pana oskarżonego o morderstwo małego chłopca. Najlepszy jest fragment, w którym Guido rozwodzi się z żoną i dostaje depresji, tam wyraźnie widać jego naprawdę ciekawy charakter, jego upodobania, jego postać w pełnej krasie. Ponieważ im dalej w kolejne książki, tym bardziej niezniszczalny Guido się staje, tylko w "Świadku mimo woli" tego pierwszego uciśnionego pan adwokat broni jeszcze całkiem ludzko, upadając po drodze nie raz.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Natomiast "Z zamkniętymi oczami" uznałabym, że ma najciekawszą, najlepiej skonstruowaną akcję, prawie przewrotną, zaskakującą. A zapewne gdyby nie moje szczere przywiązanie do głównego bohatera, nie raziłaby mnie aż tak bardzo jego przemiana w prawniczego McGyvera. &lt;br /&gt;I znowu to robię, piszę o autorze, którego polubiłam i na którego kolejne książki czekam, piszę o jego pierwszych trzech opublikowanych kryminałach, i prawie wyłącznie marudzę. &lt;br /&gt;I jeszcze domarudzę więcej, na część trzecią ("Ponad wszelką wątpliwość"). Przeczytałam z irytacją i tylko tę irytację pamiętam z lektury ponad rok temu. Oraz jakąś piękną panią kręcącą się koło głównego bohatera.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Chciałam zachwalić, a wyszło jak zwykle. Ale gdyby uważnie marudzenie przesortować, pierwszy tom cyklu, "Świadek mimo woli" jest świetny i bez marudzących komentarzy. I ten Guido interesujący. Cudny wręcz. &lt;br /&gt;Tak czy inaczej przeczytam kolejne części, o ile zostaną kiedyś przetłumaczone, chociażby po to, żeby sprawdzić, czy Guido przestanie być Supermanem. Mam mgliste wrażenie, że koniec trzeciej części kładzie kres jego aurze superbohatera, wraca na najlepsze tory z pierwszych stron, na których dopiero go poznawałam.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2194136314729607673-6879210848732271811?l=liritio.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://liritio.blogspot.com/feeds/6879210848732271811/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://liritio.blogspot.com/2011/06/gianrico-carofiglio.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2194136314729607673/posts/default/6879210848732271811'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2194136314729607673/posts/default/6879210848732271811'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://liritio.blogspot.com/2011/06/gianrico-carofiglio.html' title='Gianrico Carofiglio.'/><author><name>liritio</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10844189400380246041</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_QtooNre0Gg4/TVBD187_ciI/AAAAAAAAAG8/gL6fbSAx7ZU/s1600/72_389.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2194136314729607673.post-7257678790920957714</id><published>2011-06-18T19:21:00.001+02:00</published><updated>2011-06-18T19:33:26.602+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='dramat'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kryminał'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='zwiastun'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='USA'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Szwecja'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='ekranizacja'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='thriller'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='film'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Dania'/><title type='text'>Fincher vs. Oplev nadejdzie zimą.</title><content type='html'>&lt;iframe width="560" height="349" src="http://www.youtube.com/embed/6yUwXwrR35U?rel=0" frameborder="0" allowfullscreen&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Kozak zwiastun", tak uroczo podsumował zapowiedź najnowszego filmu Finchera mój znajomy. I jak się z nim nie zgodzić, skoro zwiastun faktycznie... jest kozak. &lt;br /&gt;Odkładając na bok chwilową wątpliwość odnośnie zastosowania słowa "kozak" w tym kontekście, wyrażam obawę, uwaga:&lt;br /&gt;Czy Fincher stworzył kolejny film, po którym można szczęki podnosić z poziomu kolan, czy zaserwuje nam kopię wersji pierwszej - do której przejdę za moment - zatrudniając znanych aktorów z Fabryki Snów i odrobinę przyspieszając tempo akcji, a nam pozostanie pokiwać smutno głową nad nieudolnością wszelakich remake'ów? Wzdychając "czas pokaże" krzyżuję palce, żeby wersja Finchera mnie poraziła i zostawiła oniemiałą. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://goregirl.files.wordpress.com/2010/04/the-girl-with-the-dragon-tattoo.jpg"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 250px; height: 357px;" src="http://goregirl.files.wordpress.com/2010/04/the-girl-with-the-dragon-tattoo.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;/a&gt;Książka Larssona, a przynajmniej pierwsza część trylogii Millennium, jest rewelacyjna. Ekranizacji Opleva z 2009 roku też niewiele można zarzucić. W tempie ekspresowym nakręcili trzy części, co prawda do kolejnych dwóch zatrudniono innego reżysera, ale nie wiem jak wpłynęło to na poziom ekranizacji Millennium, jako że widziałam jedynie tę pierwszą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oplev zrobił bardzo dobrą robotę, jakby chirurgicznie precyzyjny, o ile można tak określać filmy. Wszystko spokojnie zapięte na ostatni guzik, bez wpadek. Żadnych. Gdybym miała skrótowo (ha ha, żarcik, Liritio taka dowcipna po przerwie) opisać wrażenia, przyrównałabym całość do odtwórcy głównej roli Michaela Blomkvista, Michaela Nyqvista - że im się nie poplątały te nazwiska. &lt;br /&gt;Nyqvist jest na pierwszy rzut oka brzydki i toporny, obcy (mnie, nie widziałam go nigdy w innych filmach), wywołuje grymas zniechęcenia. Ale! Dajcie mu trzy minuty, a już jest charyzmatycznym, interesującym aktorem w dobrej roli, który bezbłędnie udźwignął ciężar rozsławionej na wszystkie strony świata książki. I tyle, film jest taki sam jak jego pierwszoplanowa rola. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://film-book.com/wp-content/uploads/2011/06/the-girl-with-the-dragon-tattoo-2011-rooney-mara-nude-topless-poster-01.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 250px; height: 378px;" src="http://film-book.com/wp-content/uploads/2011/06/the-girl-with-the-dragon-tattoo-2011-rooney-mara-nude-topless-poster-01.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;/a&gt;Niedługo - grudzień? styczeń? - nadejdzie premiera wersji Finchera, "Girl with the Dragon Tattoo". Polskim tytułem roboczym jest "Dziewczyna z tatuażem", miejcie litość, zmieńcie... W każdym razie, obsada pierwszej klasy, aczkolwiek podobna do tej szwedzkiej sprzed dwóch lat. Z wyglądu, tak, jak zinterpretują postaci dopiero się okaże. &lt;br /&gt;Może wyjdzie z tego cudo równe zwiastunowi, plakat też jest interesujący, też nazwisko Finchera coś znaczy. &lt;br /&gt;A chociaż mam nadzieję na najlepsze, traktuję ten nadchodzący film odrobinę podejrzliwie. Stwierdzenia, że to nie remake, ale całkiem nowa wersja według "wielkiego" Finchera, jakoś mnie nie przekonują, patrząc chociażby na przekalkowany image aktorów. Może to zbieg okoliczności. Może inaczej się nie da, jak by nie patrzeć oni są w książce bardzo dokładnie opisani i wyglądają właśnie jakoś tak... &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jakby co, kolejnym projektem Finchera jest (między innymi) ekranizacja "20.000 mil podmorskiej żeglugi". Tego bym się rzeczywiście nie mogła doczekać. Tylko mimochodem zobaczyłam, że chodzą słuchy jakoby Kapitana Nemo miał grać Sam Worthington. Proszę, nie.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2194136314729607673-7257678790920957714?l=liritio.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://liritio.blogspot.com/feeds/7257678790920957714/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://liritio.blogspot.com/2011/06/fincher-vs-oplev-nadejdzie-zima.html#comment-form' title='Komentarze (9)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2194136314729607673/posts/default/7257678790920957714'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2194136314729607673/posts/default/7257678790920957714'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://liritio.blogspot.com/2011/06/fincher-vs-oplev-nadejdzie-zima.html' title='Fincher vs. Oplev nadejdzie zimą.'/><author><name>liritio</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10844189400380246041</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_QtooNre0Gg4/TVBD187_ciI/AAAAAAAAAG8/gL6fbSAx7ZU/s1600/72_389.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://img.youtube.com/vi/6yUwXwrR35U/default.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>9</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2194136314729607673.post-8391965190934780160</id><published>2011-06-09T12:18:00.004+02:00</published><updated>2011-06-09T12:50:51.745+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='prywatny cyrk'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='muzyka'/><title type='text'>Już prawie wracam, już prawie się bójcie.</title><content type='html'>Się porobiło. Tak, jak czasem bywa, kiedy w zawrotnym tempie mijają dni, a potem delikwent budzi się pewnego dnia i dostaje po twarzy nagłym olśnieniem, że po drodze wszystko dało radę wywrócić się bezczelnie do góry nogami. Wtedy pozostaje tylko stwierdzić "ale jak to...?".&lt;br /&gt;W przypadku delikwentki Liritio komentarze były znacznie dosadniejsze, jednak nie przytoczę ich na forum publicznym, nie wypada.&lt;br /&gt;Ale już wracam, znaczy zbieram się do wracania, już prawie mam czas i już prawie mam ochotę ruszyć palcem. Obstawiam, że w przyszłym tygodniu nastąpi zalew najnowszych wrażeń z książek, filmów i wszystkiego, co tylko...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A tymczasem oddalę się kontynuować dosadniejsze komentowanie poza siecią.&lt;br /&gt;Tylko jeszcze korzystając z wpisu dotyczącego prywaty, dzisiaj Eva Cassidy, piękny głos w moim ulubionym coverze jej wykonania. Na oryginał mam alergię.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;iframe width="425" height="349" src="http://www.youtube.com/embed/7hLLSsSC1tI?rel=0" frameborder="0" allowfullscreen&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2194136314729607673-8391965190934780160?l=liritio.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://liritio.blogspot.com/feeds/8391965190934780160/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://liritio.blogspot.com/2011/06/juz-prawie-wracam-juz-prawie-sie-bojcie.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2194136314729607673/posts/default/8391965190934780160'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2194136314729607673/posts/default/8391965190934780160'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://liritio.blogspot.com/2011/06/juz-prawie-wracam-juz-prawie-sie-bojcie.html' title='Już prawie wracam, już prawie się bójcie.'/><author><name>liritio</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10844189400380246041</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_QtooNre0Gg4/TVBD187_ciI/AAAAAAAAAG8/gL6fbSAx7ZU/s1600/72_389.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://img.youtube.com/vi/7hLLSsSC1tI/default.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2194136314729607673.post-6486265645930536323</id><published>2011-05-30T22:39:00.000+02:00</published><updated>2011-05-30T22:42:13.617+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='przygodowy'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='zwiastun'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='sensacja'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Mads Mikkelsen'/><title type='text'>Trzej bohaterowie płaszcza i szpady nadchodzą jesienią.</title><content type='html'>Mads Mikkelsen, nazwisko klucz. Śledzę jego filmografię dość uważnie, chociaż nie znam jej na wyrywki. O trzech muszkieterach z nim w roli Rocheofrta usłyszałam już dawno temu, ale dopiero ostatnio zobaczyłam zwiastun. &lt;br /&gt;I jestem w kropce. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czy facet, którego sztandarowym osiągnięciem jest "Resident Evil" - film w swoim gatunku całkiem dobry, nawet więcej, niż całkiem, ale hm... drugiego dna raczej nie posiada - jest dobrym kandydatem na stworzenie adaptacji "Trzech muszkieterów" Dumasa? &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;iframe width="560" height="349" src="http://www.youtube.com/embed/mQd3MwT2fAM?rel=0" frameborder="0" allowfullscreen&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zwiastun wyraźnie zapowiada wielkie widowisko, raczej luźno oparte na pierwowzorze, raczej luźno utrzymane w rzeczywistym świecie (latający statek?), raczej zapowiada się interesująco, ale cienkiego humoru i przewrotnej akcji bym się nie spodziewała. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z drugiej strony obsada jest zacna, Mikkelsen akurat ma chyba małą rolę, zapowiedź wyraźnie wysuwa na pierwszy plan Atosa (Mtthew Macfadyen, ciekawe czy fanki pana Darcy przełkną taką odmianę). Do Atosa książkowego zawsze miałam sentyment, jako że "Trzej muszkieterowie" to opowieść, która sama w sobie mnie mocno denerwuje i jej fanką bym się nie nazwała, ale Atos, Milady oraz Rochefort zdobywali moją sympatię. Prawdopodobnie dlatego, że jako nieliczne postaci z całego tłumu wykreowanego przez Dumasa, mieli naturę choć trochę bardziej złożoną niż budowa cepa.  &lt;br /&gt;Poza Atosem, w roli Aramisa Luke Evans, Milady de Winter zagra Milla Jovovich (ją lubię, może aktorka z niej średnia, ale przynajmniej nie irytuje na ekranie, a poza tym wdzięczna jest bardzo).&lt;br /&gt;W kardynała Richelieu wciela się Christoph Waltz, mam nadzieję, że powtórzy fenomenalny poziom z "Bękartów wojny", jednocześnie unikając kalki Hansa Landy przebranego w kardynalską czerwień.&lt;br /&gt;I Orlando Bloom w roli księcia Buckingham z zaczesanymi włoskami i kolczykami w uszach. &lt;br /&gt;Może więc mimo pewnych zaskoczeń, efekt końcowy będzie zaskakująco dobry? Jak np. zaskakująco dobra jest czwarta część "Piratów z Karaibów" - byłam, wrażenia innym razem. Albo "X-men: Pierwsza klasa"... Więc jak sądzicie, będzie to jeden z tych widowiskowych filmów, które wbijają w fotel i są rozrywką w czystej postaci, ale na wysokim poziomie? Czy jednak chała?&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2194136314729607673-6486265645930536323?l=liritio.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://liritio.blogspot.com/feeds/6486265645930536323/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://liritio.blogspot.com/2011/05/trzej-bohaterowie-paszcza-i-szpady.html#comment-form' title='Komentarze (11)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2194136314729607673/posts/default/6486265645930536323'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2194136314729607673/posts/default/6486265645930536323'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://liritio.blogspot.com/2011/05/trzej-bohaterowie-paszcza-i-szpady.html' title='Trzej bohaterowie płaszcza i szpady nadchodzą jesienią.'/><author><name>liritio</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10844189400380246041</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_QtooNre0Gg4/TVBD187_ciI/AAAAAAAAAG8/gL6fbSAx7ZU/s1600/72_389.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://img.youtube.com/vi/mQd3MwT2fAM/default.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>11</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2194136314729607673.post-1075428757157194635</id><published>2011-05-24T18:17:00.001+02:00</published><updated>2011-05-24T18:19:36.841+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Pratchett'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='fantasy'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Wielka Brytania'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='cytat'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książka'/><title type='text'>Teoria czasu wg trolli.</title><content type='html'>Słoneczko jest, pora się uśmiechać. Z natury to ja średnio uśmiechnięta bywam, więc wspomagam się jak mogę... Między innymi Pratchettem.&lt;br /&gt;I proszę, już na 26tej stronie rozchichotałam się na dobre. &lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;"Jako jedyne spośród wszystkich stworzeń na świecie, trolle wierzą, że istoty żywe poruszają się w czasie do tyłu. Jeśli przeszłość jest widoczna, a przyszłość ukryta, tłumaczą, to znaczy, że musimy stać tyłem do przodu. Wszystko, co żyje, porusza się tyłem. To bardzo interesująca idea, szczególnie jeśli weźmiemy pod uwagę, że wymyśliła ją rasa, która większość czasu spędza na waleniu się nawzajem kamieniami po głowach."&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;T. Pratchett, "Kosiarz", Wyd. Prószyński i S-ka, Warszawa, s.26&lt;/span&gt;.&lt;/span&gt;&lt;/blockquote&gt;Nie wiem zbyt wiele o teoriach Einsteina, ale te trollowe nawet mają pewien sens, szczególnie przy całkiem prawdopodobnym założeniu, że świat działa na opak :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://static0.blip.pl/user_generated/update_pictures/1177742.jpg"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 250px; height: 350px;" src="http://static0.blip.pl/user_generated/update_pictures/1177742.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;/a&gt;Pratchett w większej masie może znużyć, ale dwie, trzy książeczki dla relaksu to dawka prawidłowa. I dobry wycinek recenzji przedrukowano na tylnej okładce, pozwolę sobie przepisać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;"Zaczynam wierzyć, że Terry Pratchett jest najlepszym humorystą, jakiego znał ten kraj od czasów P.G. Woodehouse'a - mniej szorstki niż Tom Sharpe, mniej cyniczny niż Douglas Adams; po prostu sama radość"&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak napisał David Pringle w The White Dwarf, czymkolwiek ów magazyn by nie był, napisał ładnie.&lt;br /&gt;Konfrontując z opinią własną: Woostera i Jeevesa Woodehouse'a rzeczywiście wielbię szczerze (w wersji Laurie &amp; Fry również), opowieści o Wiltcie nigdy mi do gustu nie przypadły, więc z powyższym prawie się zgodzę. &lt;br /&gt;Prawie, bo oczywiście według mnie Adamsa nic nie przebije, nawet Pratchett jako sama radość. Ale to są drobne różnice, jak konie o krótki pysk na mecie, tak powyżsi panowie wśród humorystów się na zmianę wyprzedzają. Wyprzedzali(?), skoro w połowie nie żyją, zastosowanie odpowiedniego czasu robi się podchwytliwe. Albo może właśnie wyprzedzają się tyłem.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2194136314729607673-1075428757157194635?l=liritio.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://liritio.blogspot.com/feeds/1075428757157194635/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://liritio.blogspot.com/2011/05/teoria-czasu-wg-trolli.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2194136314729607673/posts/default/1075428757157194635'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2194136314729607673/posts/default/1075428757157194635'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://liritio.blogspot.com/2011/05/teoria-czasu-wg-trolli.html' title='Teoria czasu wg trolli.'/><author><name>liritio</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10844189400380246041</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_QtooNre0Gg4/TVBD187_ciI/AAAAAAAAAG8/gL6fbSAx7ZU/s1600/72_389.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2194136314729607673.post-3731387124902347804</id><published>2011-05-22T22:31:00.001+02:00</published><updated>2011-05-22T22:33:02.304+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Węgry'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Sandor Marai'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='cytat'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książka'/><title type='text'>"Dziedzictwo Estery", Sandor Marai.</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://www.sklep-majsterek.pl/bimg/dziedzictwo-estery_70719.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 250px; height: 397px;" src="http://www.sklep-majsterek.pl/bimg/dziedzictwo-estery_70719.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;/a&gt;Nie wiem czy to moje zmęczenie, przesyt ogólny, a może faktycznie trafiłam na słabszą książkę Maraiego (przekonałam się jednak do tej odmiany nazwiska, chociaż nadal nie podoba mi się wcale), ale tak czy inaczej "Dziedzictwo Estery" zaburzyło niesłabnące pasmo podziwów dla tego węgierskiego pisarza. Primo, miałam wrażenie, że jest to kalka z "Żaru" (tzn. odwrotnie, "Żar" jest późniejszy trochę, ale ja czytałam w innej kolejności). Podobny temat, czyli powrót po wielu latach, wyjaśnianie tajemnic i trójkąt, tym razem pan i dwie panie. Właściwie to cały zestaw bohaterów jest podobny, nawet starsza opiekunka z "Żaru", tutaj ciotka jako milcząca ostoja i opoka w tle. &lt;br /&gt;Secundo, Estera mnie zdenerwowała nieprzytomnie swoją biernością. Tyle lat zakochana w zakłamanym, słabym człowieku, rozumiem, z uczuć ciężko wybrnąć. Ale w bólach nie ruszać dalej, tylko trwać... Oj nie, tego nie akceptuję, szkoda życia.&lt;br /&gt;Tertio, doszłam do wniosku, że forma ani krótka ani długa (te książki są prawie jak opowiadania, długie opowiadania) przeszkadza mi w czytaniu. Trochę wnikam w świat przedstawiony, trochę poznaję bohaterów, niby się wczuwam, a tu pac, koniec, zamykamy teatrzyk. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie byłby jednak Marai pisarzem wybitnym, gdyby te zarzuty miały duże znaczenie przy szerszym spojrzeniu. Ponownie jestem pod wrażeniem jego sposobu pisania, tego jak waży słowa, nie nadużywa ich. Tym sposobem zmusza mnie do czytania z uwagą, nie pozwala na przebieganie tylko wzrokiem przez strony, Marai wyciąga potężną rękę przez małe literki i łapie za twarz. &lt;br /&gt;Akurat w "Dzidzictwie Estery" najsilniej przykuł moją uwagę monolog o ludzkiej moralności, wygłoszony przez człowieka raczej określanego przez otoczenie jako żywe moralności zaprzeczenie. W krzywym skrócie, mówił, że człowieka moralność jest nabyta wtórnie, dzieci i zwierzęta takiego bonusu z natury nie posiadają. I Marai słowami jednego z bohaterów "Dziedzictwa Estery" krótko swoje myśli na temat przedstawił, jednocześnie ubierając w słowa część tego, co mnie się po głowie kołacze, i wiele więcej. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oczywiście "Dziedzictwo Estery" to nie tylko tekst o moralności i rozwiązanie tajemnicy po latach. Jak to najwyraźniej z tym pisarzem bywa, na niewielu stronach zawiera bardzo wiele przemyśleń wplecionych w słowa bohaterów, mniej lub bardziej ukryte. Maksymalne wykorzystanie znaczenia skromnej ilości słów Marai opanował perfekcyjnie. I chociaż zdecydowanie bardziej cieszyła mnie lektura "Żaru", nie jestem pewna czy książki Maraiego mają za zadanie akurat "cieszyć". &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I teraz leży na moim biurku gruba książka, fragmenty jego dzienników. Oj, nie lada wyzwanie, Tęczowym Misiem to on nie był. Na razie obejrzałam zdjęcia dołączone do pożyczonego wydania. Myślicie, że Marai obraziłby się na mnie za komentarz wstępny, że z twarzy wygląda zupełnie jak Wilde? Oczywiście rysy się różnią, ale jest to podobnie nieprzyjemna, obła, duża, nalana twarz. Aż dziw, że Wilde'a z taką twarzą uwielbiam szczerze. &lt;br /&gt;W przypadku Sandora Maraiego o szczerym uwielbieniu mówić ciężko, jakby nie przystoi, ale cichutka sympatia może we mnie pozostać.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2194136314729607673-3731387124902347804?l=liritio.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://liritio.blogspot.com/feeds/3731387124902347804/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://liritio.blogspot.com/2011/05/dziedzictwo-estery-sandor-marai_22.html#comment-form' title='Komentarze (8)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2194136314729607673/posts/default/3731387124902347804'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2194136314729607673/posts/default/3731387124902347804'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://liritio.blogspot.com/2011/05/dziedzictwo-estery-sandor-marai_22.html' title='&quot;Dziedzictwo Estery&quot;, Sandor Marai.'/><author><name>liritio</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10844189400380246041</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_QtooNre0Gg4/TVBD187_ciI/AAAAAAAAAG8/gL6fbSAx7ZU/s1600/72_389.jpg'/></author><thr:total>8</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2194136314729607673.post-8970459347505572833</id><published>2011-05-20T17:54:00.000+02:00</published><updated>2011-05-20T17:56:38.234+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='powieść'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='przygodowy'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='USA'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='fantasy'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='muzyka'/><title type='text'>O Niecnych Dżentelmenach kilka słów.</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bagofgames.com/wp-content/uploads/2010/07/Lies-of-Locke-Lamora.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 250px; height: 384px;" src="http://bagofgames.com/wp-content/uploads/2010/07/Lies-of-Locke-Lamora.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;/a&gt;Gorąco... Ale skoro obiecałam sobie zimą, że złego słowa na żarówiaste słońce nie rzeknę, to chociaż do połowy czerwca postaram się podołać :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przeczytałam w końcu również drugą część z serii Lyncha o Locku Lamorze. Z "Kłamstwami Locke'a Lamory" poradziłam sobie względnie szybko i było pięknie, chociaż to taka bajeczka. Ale naprawdę solidna, wciągająca diabelnie bajeczka z, hm, mało przyjemnymi bohaterami :) akurat więc bajeczka dla mnie. Część druga natomiast, "Na szkarłatnych morzach" była może równie wciągająca, ale jednak gorsza. Znacznie gorsza. Tempo akcji dorównywało poprzedniczce, niestety miałam wrażenie, że czytam nową wersję tej samej historii, trochę okrojonej i przeprawionej, nadal podobnej bardzo to tej z części pierwszej. I na dodatek podejrzanie pachniało mi trzecią częścią "Piratów z Karaibów" na tych Szkarłatnych Morzach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale, puknijcie mnie w czółko, "Kłamstwami Locke'a Lamory" mocno się podekscytowałam, nie mogłam się oderwać, a zaczynam jak zwykle od malkontenctwa i krytyki paskudnej.  &lt;br /&gt;Bo tak naprawdę sądzę, że gdyby, dajmy na to, A. Dumas powrócił jako literackie zombie, trafiłby w osobie Scotta Lyncha na godnego przeciwnika. &lt;br /&gt;"Kłamstwa Locke'a Lamory" rozpoczynające cykl książek o Niecnych Dżentelmenach (gangu złodziei) ma w sobie fantazję, jakiej brak mi w wielu książkach. Złośliwość, zmrużenie oka, inwencja, wyobraźnia, szalona przygoda, żadnego zbędnego patosu i naprawdę "czarujący" dżentelmeni, których nie sposób nie pokochać od pierwszego wejrzenia za styl i wdzięk. Również świat wykreowany przez Lyncha - w pierwszej części jest to akurat Camorra - nie ma dziur obecnych w wielu innych książkach fantasy. Jest to pełnowymiarowy świat, szczegółowy, bardzo zbliżony do naszego, to prawda, ale porządnie zmajstrowany. Profesjonalnie napisana książka, tak bym to ujęła, i z rozmachem, bez drażniącego obcyndalania się. Jak coś robić, to na całego, i Lynch swoją książkę tak właśnie na całego napisał. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ja natomiast oddalam się powoli w kierunku pracy, z melodiami Patricka Wolfa w główce, jakoś wlazły nieproszone i siedzą. Utalentowany chłopak, ma kilka nawet interesujących pomysłów muzycznych.&lt;br /&gt;A chociaż &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=3hBJIbSScBM"&gt;"City"&lt;/a&gt; jest zdecydowanie jego najlepszą piosenką i moją ulubioną, tutaj pokażę Wam "Time of My Life".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Radio Liritio poleca na wszelkie bolączki z aktualnymi, byłymi, przyszłymi i niedoszłymi miłościami, "I will Survive" może się schować :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;iframe width="560" height="349" src="http://www.youtube.com/embed/Boyl6Iaw2Y4?rel=0" frameborder="0" allowfullscreen&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Żartuję oczywiście, zasług hitu Glorii Gaynor dla złamanych serc nie umniejszam, absolutnie! Po prostu "Time of My Life" Wolfa jest znacznie zabawniejsze.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2194136314729607673-8970459347505572833?l=liritio.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://liritio.blogspot.com/feeds/8970459347505572833/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://liritio.blogspot.com/2011/05/o-niecnych-dzentelmenach-kilka-sow.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2194136314729607673/posts/default/8970459347505572833'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2194136314729607673/posts/default/8970459347505572833'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://liritio.blogspot.com/2011/05/o-niecnych-dzentelmenach-kilka-sow.html' title='O Niecnych Dżentelmenach kilka słów.'/><author><name>liritio</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10844189400380246041</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_QtooNre0Gg4/TVBD187_ciI/AAAAAAAAAG8/gL6fbSAx7ZU/s1600/72_389.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://img.youtube.com/vi/Boyl6Iaw2Y4/default.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2194136314729607673.post-5852964352108918316</id><published>2011-05-11T23:32:00.003+02:00</published><updated>2011-09-11T22:06:38.806+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='USA'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='romans'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='komedia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Audrey Hepburn'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='film'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Peter O&apos;Toole'/><title type='text'>"Jak ukraść milion dolarów", reż. William Wyler.</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://www.moviegoods.com/Assets/product_images/1020/315101.1020.A.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 370px; height: 250px;" src="http://www.moviegoods.com/Assets/product_images/1020/315101.1020.A.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;/a&gt;Wzięło mnie na Audrey, tak jak "bierze mnie" raz na jakiś czas, kiedy czuję potrzebę odwiedzenia starych znajomych. Wtenczas sięgam bez wahania do Lauren i Bogarta, przeplatam ich z Audrey, słucham Sinatry i czytam "Wieczór w Bizancjum". Na szczęście nie wszystko naraz :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zwykle, kiedy odczuwam pewne braki czaru Audrey Hepburn i lat 50tych/60tych we krwi, bez pudła ląduję przed ekranem przy "Śniadaniu u Tiffany'ego" i "Dwoje na drodze". Ale ileż można, szczególnie, że kilka innych jeszcze filmów Audrey nakręciła i niedawno dopiero oprzytomniałam, że kilku z nich nie dane mi było zobaczyć. Padło więc na "Szaradę" z Cary Grantem, zdecydowanie mądrzejszy z dwóch obejrzanych filmów (czy mądrzejszy tzn. lepszy?). Ale o "Szaradzie" nie dzisiaj. &lt;br /&gt;Padło bowiem również na "Jak ukraść milion". Gdybym posiadała wskaźnik wdzięku i uroku, ding!, mamy limit skali, jako że bardziej czarującego filmu już dawno nie widziałam. Od razu napiszę, że polecam absolutnie każdemu, kto chciałby przesiedzieć półtorej godziny z uśmiechem na twarzy i również potem tego uśmiechu nie stracić. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_qp8_aNp24Yg/SV6m3p5VvjI/AAAAAAAACPM/Ro7XQ0PAjVo/s400/Annex+-+Hepburn,+Audrey+%28How+to+Steal+a+Million%29_11.jpg"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 370px; height: 250px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_qp8_aNp24Yg/SV6m3p5VvjI/AAAAAAAACPM/Ro7XQ0PAjVo/s400/Annex+-+Hepburn,+Audrey+%28How+to+Steal+a+Million%29_11.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;/a&gt;Akcja opiera się na spotkaniu pewnej dwójki: &lt;br /&gt;Ona, Nicole (Audrey Hepburn), córka fałszerza dzieł sztuki, usilnie namawia ojca do porzucenia niefortunnego zajęcia na rzecz, dajmy na to, ogrodnictwa.&lt;br /&gt;On, tajemniczy Simon (Peter O'Toole), złodziej, przystojny, elegancki, niebieskie oczy... Okropny człowiek :)&lt;br /&gt;Kiedy fantastyczny ojciec Nicole wypożycza muzeum "cenną" figurkę Wenus, imitowaną jeszcze przez dziadka Nicole, a w niedalekiej przyszłości pojawia się widmo badań technicznych, Nicole chcąc nie chcąc postanawia ukraść figurkę z muzeum. Swoją figurkę, bo przecież cudzej by nie kradła :) Od pierwszych scen pokochałam dialogi tego filmu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Jak ukraść milion" to jeden z tych prostych, wdzięcznych filmów z dawnych lat, które w jakiś magiczny sposób są lekiem na całe zło. Zakończenie jest nam znane od początku, wszyscy ładnie wyglądają i nikt nie przeklina, Audrey i Peter przerzucają się złośliwymi, zabawnymi docinkami, a całość wypada tak sympatycznie, że po seansie aż chce się pójść i przytulić jakiegoś prosiaczka, albo inne niedoceniane na co dzień zwierzątko (krokodyla?), żeby świat stał się lepszy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nicole i Simon poznają się w okolicznościach raczej niecodziennych, on kradnie, ona strzela, a potem siedzą razem w kuchni (to taki skrót), i jak to bywa w fartownych produkcjach, między tą dwójką naprawdę można wyczuć sympatię. Zgrali się, dotarli na tyle, że opowiastka o ich znajomości jest samonapędzającym się kołowrotem wdzięcznych potyczek słownych i humoru sytuacyjnego. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_jbuYCFeKHIY/SnRVNoJgeRI/AAAAAAAAAFg/dFG2-A2yOUA/s400/How+to+steal+a+Million+-+Audrey+Hepburn+Peter+O%27Toole.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 250px; height: 333px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_jbuYCFeKHIY/SnRVNoJgeRI/AAAAAAAAAFg/dFG2-A2yOUA/s400/How+to+steal+a+Million+-+Audrey+Hepburn+Peter+O%27Toole.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;/a&gt;A tego drugiego też nie brakuje, strażnicy w muzeum i podstępna butelka, amerykański milioner-obsesjonista z kolekcjonerskimi zapędami, ojciec głównej bohaterki... Tak, ojciec Nicole (Hugh Griffith) to idealny przykład tego, że rola drugoplanowa z łatwością przyćmi pierwszy plan, kiedy trafi się artysta. Postać ojca-fałszerza sprawiała, że roniłam łzy (krokodyle bez mała) ze śmiechu oczywiście. Niepoprawny figlarz, oddany tatuś-aferzysta, cudo!&lt;br /&gt;Ale pierwszy plan też nie daje sobie w kaszę dmuchać, jak już napisałam, Audrey i Peter dopasowani zostali wybornie i tym sposobem "Jak ukraść milion" jakby samo płynie. Sam Peter O'Toole to dla mnie temat-rzeka, powściągliwy, wdzięczny, przystojny, świetny aktor... Można długo wymieniać, zostanę więc przy stwierdzeniu, że pasuje do pełnej zalet Audrey Hepburn.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Chociaż mam wrażenie, że w powyższym zachwyconym pianiu odrobinę się powtórzyłam i jeszcze wkradły się podejrzane krokodyle, morał z opowieści Liritio jest taki, że "Jak ukraść milion" to cudny film, który wylądował na zaszczytnym miejscu "jednego z moich ulubionych filmów z Audrey". Może ulubionego filmu Wylera w ogóle...? Chociaż jeszcze "Jezebel"... Tak czy inaczej, zachęcam, zaganiam, nakłaniam!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2194136314729607673-5852964352108918316?l=liritio.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://liritio.blogspot.com/feeds/5852964352108918316/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://liritio.blogspot.com/2011/05/jak-ukrasc-milion-dolarow-rez-william.html#comment-form' title='Komentarze (18)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2194136314729607673/posts/default/5852964352108918316'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2194136314729607673/posts/default/5852964352108918316'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://liritio.blogspot.com/2011/05/jak-ukrasc-milion-dolarow-rez-william.html' title='&quot;Jak ukraść milion dolarów&quot;, reż. William Wyler.'/><author><name>liritio</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10844189400380246041</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_QtooNre0Gg4/TVBD187_ciI/AAAAAAAAAG8/gL6fbSAx7ZU/s1600/72_389.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_qp8_aNp24Yg/SV6m3p5VvjI/AAAAAAAACPM/Ro7XQ0PAjVo/s72-c/Annex+-+Hepburn,+Audrey+%28How+to+Steal+a+Million%29_11.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>18</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2194136314729607673.post-581369688654669426</id><published>2011-05-03T23:37:00.006+02:00</published><updated>2011-10-19T16:41:55.760+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='USA'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='romans'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='ekranizacja'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='porównania'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Mark Strong'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kostiumowy'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='film'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Wielka Brytania'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Jane Austen'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Gwyneth Paltrow'/><title type='text'>Emma versus Emma. Wstęp przydługi.</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-yYIrZfj6ZkQ/Ta7UUN-m8TI/AAAAAAAAAAM/iHID0BPurKw/s1600/emma.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 250px; height: 409px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-yYIrZfj6ZkQ/Ta7UUN-m8TI/AAAAAAAAAAM/iHID0BPurKw/s1600/emma.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;/a&gt;Chociaż nad prozę Jane Austen zdecydowanie przekładam książki sióstr Brontë, te cztery panie nieodłącznie kojarzą się ze sobą i czytam je, że tak to ujmę, stadem. Tak też, kiedy przychodzi moment na "Dumę i uprzedzenie" każdy może się spodziewać, że po n-tym przewertowaniu ulubionych kawałków napisanych przez Jane Austen, niechybnie skieruję swój wzrok w następnej kolejności ku mroczniejszym, ale w moim przekonaniu bardziej interesującym siostrom Brontë. (Oczywiście w myśl zasady, że najlepsze zostawia się na deser.)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na temat ich książek napisano już wiele, a i tak chętnie dodałabym coś od siebie, ale może niekoniecznie w tej chwili. Przychodzi bowiem moment, w którym ma się dość nawet najukochańszych książek, wyczytanych w każdą stronę. A przecież pragnienie zatrzymania ich atmosfery pozostaje - jest to pora na liczne ekranizacje, których niestety spora część okazuje się przykrym przeżyciem. O ekranizacjach (wszystkich, które widziałam) chociażby "Wichrowych wzgórz" mam wiele do powiedzenia, ale nic dobrego. Tak, nawet słynny film z 1992 roku zawiódł mnie srodze, Fiennes i Binoche to para aktorów bardzo utalentowanych, ale do mojego wyobrażenia "Wichrowych wzgórz" pasują jak pięść do nosa.&lt;br /&gt;Albo nierozwiązywalna zagadka starego Hollywood, dlaczego to właśnie Laurence Olivier musiał grać zarówno pana Darcy jak i Rochestera (i na dodatek jeszcze &lt;a href="http://liritio.blogspot.com/2010/03/weekend-z-hitchcockiem-ekhm-ten.html"&gt;pana De Winter&lt;/a&gt;! zgroza!), skoro do tych ról nie nadaje się kompletnie?&lt;br /&gt;"Duma i uprzedzenie" radzi sobie na ekranie nieco lepiej, wersja z 2005 roku jest moją ulubioną (Macfadyen był strzałem w dziesiątkę, w ogóle, lepszej obsady ta adaptacja już raczej nie utrafi). &lt;br /&gt;A "Mansfield Park" jest znacznie lepszym filmem, niż książka powieścią, wynudziłam się w trakcie lektury niczym mops. O "Perswazjach", tak o wersji papierowej jak i filmowej mam sporo do powiedzenia, więc może również innym razem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://www.fundaciondoctordepando.com/CINE-ESTRENOS%20DE%20CINE%202009/ESTRENOS%20ESPANA%20DICIEMBRE%202009/Emma%20(1996).jpg"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 250px; height: 355px;" src="http://www.fundaciondoctordepando.com/CINE-ESTRENOS%20DE%20CINE%202009/ESTRENOS%20ESPANA%20DICIEMBRE%202009/Emma%20(1996).jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;/a&gt;I tym sposobem dochodzimy w końcu do pierwotnie zamierzonego tematu, "Emmy". Czyta się ciężko, nie przeczę, chociaż to ciągle ten pociągający styl Austen, chociaż to wciąż jej świat, "Emma" jest miejscami potwornie nudna, a główna bohaterka nazbyt często wydawała mi się zwyczajnie głupia. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale inaczej przedstawia się "Emma", kiedy sięgnąć po film, a dokładniej dwie ekranizacje "Emmy" z tego samego roku 1996, wersję telewizyjną i kinową. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Douglas McGrath zrobił wszystko tak, jak powinien, zebrał niezłą obsadę (Gwyneth Paltrow, Toni Colette, Alan Cumming, Jeremy Northam i podobni), wybrał z książki momenty istotne, zręcznie gubiąc nudne i żmudne fragmenty. Potem fajnie ich ubrano, ładnie nakręcono i poskładano w całość na tle malowniczych widoczków. I wyszedł z tego naprawdę niezły film, zabawny, złośliwy, dowcipny, wizualnie zachęcający do natychmiastowego kupienia działki w Anglii. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Najlepiej postać Emmy podsumowuje niewątpliwie pan Knightley, mówiąc (luźny cytat), że nie uważa ona żeby musiała się jeszcze czegoś uczyć, dokładnie. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_FDvtEExJBOU/Rrf3Q6DB5fI/AAAAAAAAAZE/jIjCO0O0-G8/s1600/EmmaKnightley.jpg"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 375px; height: 250px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_FDvtEExJBOU/Rrf3Q6DB5fI/AAAAAAAAAZE/jIjCO0O0-G8/s1600/EmmaKnightley.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;/a&gt;I Gwyneth Paltrow wydaje się stworzona do roli młodej panienki zbyt hojnie obdarzonej przez naturę, żeby mogła uniknąć wygórowanego mniemania o sobie i poczuć najmniejszą niepewność własnych osądów. Jeremy Northam w roli Knightleya sprawił się nieźle, chociaż może jego naturalny czar nie trafia w moje gusta, bowiem nie porwał mnie jakoś specjalnie. Ale Toni Colette w roli Hariett jest cudna, podobnie jak Cumming jako Mr. Elton. &lt;br /&gt;I tak bym sobie mogła żyć spokojnie, choć w niewiedzy, sądząc, że "Emma" w reżyserii McGratha to film dobry, a kiedy przyrównać go do innych ekranizacji powieści Austen, staje się jeszcze lepszy, choć może odrobinę cukierkowy. Śliczny taki. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale! Wczoraj wpadła mi w ręce wersja filmu telewizyjnego, produkcji oczywiście angielskiej, i mój świat się wywrócił. A przynajmniej kawałek świata dotyczący "Emmy", jako że ta wersja okazała się pod prawie każdym względem lepsza i zręczniejsza od kinowego odpowiednika. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://cdon.se/media-dynamic/images/product/001/238/1238215.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 250px; height: 353px;" src="http://cdon.se/media-dynamic/images/product/001/238/1238215.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;/a&gt;Chociaż z powątpiewaniem czytałam obsadę, o której nigdy bym nie pomyślała, ten zestaw aktorów oddał atmosferę książki znacznie lepiej. Mniej w nich było frywolności i dowcipu, więcej naturalnej dystynkcji i czaru. Inaczej mówiąc, amerykańska produkcja wydała się mi nagle ciut pajacowata. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mark Strong w roli pana Knightleya był zaskakująco trafnym wyborem, wspólnie z młodą Kate Beckinsale stworzyli duet bez wad. Spokojny charakter długoletniej znajomości Emmy i Knightleya, przetykany jego krytycznymi uwagami i jej uśmiechami "ja wiem lepiej", wypadł zdecydowanie naturalniej, bez hollywoodzkiego zadęcia na śliczność wszechobecną. W końcu też dotarła do mnie wymowa tej powoli uświadamianej miłości, Knightley był przecież znacznie starszy od swojej trzpiotowatej wybranki, a ich relacja zaprezentowała się w wersji Strong/Beckinsale znacznie ciekawiej, niż w alternatywnym wykonaniu. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oczywiście treści obu filmów są niemal bliźniacze, ale jednak nie potrafię odeprzeć wrażenia, że w wersję kinową wkradł się ten nieszczęsny hollywoodzki duszek, który wszystko czyni ładniejszym, łatwiejszym i słodszym. Trochę mniej inteligentnym i trochę bardziej zabawnym. &lt;br /&gt;Chociaż nie zaprzeczę, że jeżeli chodzi o scenografię, kostiumy, plenery, nawet zdjęcia i te wszystkie inne, mniejsze bajery składające się na wizualny odbiór filmu, wersja amerykańska bije produkcję telewizjyjną na głowę. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://costumedramas.files.wordpress.com/2009/11/emmabeck2.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 326px; height: 250px;" src="http://costumedramas.files.wordpress.com/2009/11/emmabeck2.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;/a&gt;W "Emmie" angielskiej wszystko wydaje się bardziej szare i jakby ciasne. Nawet aktorzy są brzydsi (w dużej części). Tyle, że nie zmienia to faktu, że wersję skromniejszą całkowicie przekładam teraz nad "Emmę" kinową. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zachwyty nad tą "Emmą" nie miałby by końca, nad subtelnością gry aktorskiej, nad doborową obsadą, która teraz wydaje mi się oczywista (któż lepszy, niż Samantha Morton jako Hariett? któż wdzięczniejszy, niż Olivia Williams w roli Jane?), nad powściągliwością scen, które w tej drugiej "Emmie" przypominają nagle wygłupy. Ale wpis skończyć się musi, i tak już nazbyt jest rozciągnięty.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pisaniną powyższą przekazałam mam nadzieję to, co chciałam: jedna "Emma" jest dobra, ale ta druga o tyle lepsza! I tak, przyznam się, że pan Knightley jest moim ulubionym bohaterem, ulubionym dżentelmenem z tej pokaźnej gromady wykreowanej przez Austen, więc podwójnie doceniam fakt, że Mark Stron całkowicie podbił mnie w tej roli, zaskoczył mnie zupełnie, bo znam go jedynie z filmów Ritchiego. A tu proszę, wdzięk, styl, głębokie spojrzenia... No, no :) &lt;br /&gt;I żeby nie było, Romola Garai i Jonny Le Miller w wersji z 2009 roku to ha, ha, nie sądzę. Widziałam i zdecydowanie odmawiam pozytywnych komentarzy.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2194136314729607673-581369688654669426?l=liritio.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://liritio.blogspot.com/feeds/581369688654669426/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://liritio.blogspot.com/2011/05/emma-versus-emma-wstep-przydugi.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2194136314729607673/posts/default/581369688654669426'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2194136314729607673/posts/default/581369688654669426'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://liritio.blogspot.com/2011/05/emma-versus-emma-wstep-przydugi.html' title='Emma versus Emma. Wstęp przydługi.'/><author><name>liritio</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10844189400380246041</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_QtooNre0Gg4/TVBD187_ciI/AAAAAAAAAG8/gL6fbSAx7ZU/s1600/72_389.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-yYIrZfj6ZkQ/Ta7UUN-m8TI/AAAAAAAAAAM/iHID0BPurKw/s72-c/emma.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2194136314729607673.post-3914767367987950103</id><published>2011-04-30T19:56:00.001+02:00</published><updated>2011-04-30T20:02:56.874+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='prywatny cyrk'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='muzyka'/><title type='text'>Zacytuję: cudnie.</title><content type='html'>Cytat z szefa, który najwyraźniej (do czego doszła po pewnym czasie) używa słowa "cudnie" niezależnie od tego czy chce wyrazić swój zachwyt czy szpetnie zakląć, zawsze słychać tylko "cudnie". &lt;br /&gt;I są takie dni, jak dzisiejszy, kiedy strach się bać, a z zaciśniętych zębów wydobywa się właśnie owo cudnie...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dzisiaj rozbiłam jajko kotu na głowę (niespecjalnie oczywista), obie dostałyśmy zawału, ona trochę mniejszego.&lt;br /&gt;Zalałam gripexem pół kuchni, starając się zamieszać płyn w kubeczku tak, żeby proszek z dna lepiej się rozpuścił.&lt;br /&gt;Zepsułam kilka par rajstop i wsadziłam sobie zalotkę do rzęs w oko. Bolało.&lt;br /&gt;Prawie wywaliłam całe pranie za balkon, potykając się na progu.&lt;br /&gt;Strzeliłam sobie pastą do zębów w oko.&lt;br /&gt;Schowałam chleb do lodówki, a potem szukałam go wytrwale wszędzie indziej. &lt;br /&gt;Zgasiłam papierosa na tyle sprytnie, że cały gorący popiół spadł mi na rękę. &lt;br /&gt;I zgubiłam gdzieś trzy awokado. &lt;br /&gt;Już nie wspomnę jak wyglądała próba wypastowania butów takim cudem, z którego samo leci kiedy się mocniej przyciśnie. &lt;br /&gt;Teraz siedzę i boję się ruszyć, a muszę iść do pracy. Ciekawe czy po drodze zabiję siebie albo kogokolwiek innego. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale za to pogoda jest przepiękna, w takie dni aż smutno nie zrobić czegoś głupiego (to ja dzisiaj zaorałam już na kilka miesięcy takiej pogody), odzyskałam humor ostatnimi czasy i niedługo lato. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;iframe width="425" height="349" src="http://www.youtube.com/embed/nXruvV7-dwU?rel=0" frameborder="0" allowfullscreen&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I uwielbiam muzykę z filmów Tarantino, chyba znacznie bardziej, niż same filmy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Takie posty, jak powyższy, sponsorowane są przez wenę na paplanie, wybaczcie wenie, że nie poradzi :) &lt;br /&gt;Ale niedługo powrócę z czymś sensowniejszym.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2194136314729607673-3914767367987950103?l=liritio.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://liritio.blogspot.com/feeds/3914767367987950103/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://liritio.blogspot.com/2011/04/zacytuje-cudnie.html#comment-form' title='Komentarze (15)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2194136314729607673/posts/default/3914767367987950103'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2194136314729607673/posts/default/3914767367987950103'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://liritio.blogspot.com/2011/04/zacytuje-cudnie.html' title='Zacytuję: cudnie.'/><author><name>liritio</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10844189400380246041</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_QtooNre0Gg4/TVBD187_ciI/AAAAAAAAAG8/gL6fbSAx7ZU/s1600/72_389.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://img.youtube.com/vi/nXruvV7-dwU/default.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>15</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2194136314729607673.post-4923198205144296463</id><published>2011-04-28T00:06:00.001+02:00</published><updated>2011-04-28T00:11:52.850+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='powieść'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Węgry'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Sandor Marai'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książka'/><title type='text'>"Żar", Sandor Marai.</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://merlin.pl/Zar_Sandor-Marai,images_big,21,978-83-07-03255-9.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 250px; height: 399px;" src="http://merlin.pl/Zar_Sandor-Marai,images_big,21,978-83-07-03255-9.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;/a&gt;Monolog starego wojskowego, dialog z przyjacielem, który przestał być przyjacielem 41 lat i 43 dni temu... A może ostatnia spowiedź?&lt;br /&gt;Marai w "Żarze" napisał bardzo wiele bardzo zwięźle - mimo że to krótka książka, kilka razy musiałam przerywać, nagromadzenie treści w jednym akapicie rzucało się na mnie i przestawałam rozumieć, co czytam. &lt;br /&gt;Ale powoli dotarłam do końca rozmowy, którą tak naprawdę jest "Żar", jest długą wypowiedzią starego generała, miejscami przetykaną krótkimi odpowiedziami starego (nie)przyjaciela. Dotarłam więc do końca historii starej jak świat, o dwóch panach i jednej pani, o ucieczce w tropiki, o straconych na wyczekiwaniu latach, o starości, zemście, zdradzie, miłości i wzajemnym niezrozumieniu, które między ludźmi jest równie powszechne, co źle dobrane koszule i poranne kawy. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Żar" jest książką pełną bardzo ładnych, trafnych przemyśleń, które zdają się zgrabnie podsumowywać strukturę świata. Fragmenty dotyczące starości, fragmenty dotyczące przekleństw namiętności, fragmenty będące wyłącznie podsumowaniem małżeństwa rodziców głównego bohatera. Wszystkie te zdania miały sens i siłę, które do mnie przemawiały. &lt;br /&gt;Również tytułowy żar, ostatni ślad uczuć, które czas zamienił w proch i pył.  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Trochę nie nadaję się do pisania o takiej opowieści, jak "Żar", moje zwyczajowe okrągłe zdanka z dowcipem, zwykle lekkie jak piórka, nie pasują do krótkiej historii człowieka, który ponad 40 lat czekał na innego człowieka, tylko po to, żeby zadać mu dwa pytania. Jakaś obłędna prostota jest w tym czekaniu zawarta, jakieś przytłaczające uczepienie się życia tylko dla tej jednej prawdy, której się nie zna. A czy prawda ma aż takie znaczenie po latach? Czy wspomnienia mogą być źródłem prawdy? Czy jednak odpowiedź na dwa pytania była niezbędna generałowi, który wrósł w ściany swojego domu i czekał.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pasuje mi styl autora, jego zwięzłość, jakby oschłość, absolutna trafność w doborze słów, pewne wyrafinowanie w pisaniu na tematy codziennie. A "Żar" wydaje się dobrym początkiem znajomości z jego fabularnymi dziełami. Sandor Marai może nie zafascynował mnie tak, jak swego czasu zdarzyło się z kilkoma innymi pisarzami, nie obudził rumieńców i palącej potrzeby wchłonięcia wszystkie co napisał, teraz, zaraz, natychmiast.&lt;br /&gt;Ale zainteresował wystarczająco, żeby "Żarem" się nie skończyło.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2194136314729607673-4923198205144296463?l=liritio.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://liritio.blogspot.com/feeds/4923198205144296463/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://liritio.blogspot.com/2011/04/zar-sandor-marai.html#comment-form' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2194136314729607673/posts/default/4923198205144296463'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2194136314729607673/posts/default/4923198205144296463'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://liritio.blogspot.com/2011/04/zar-sandor-marai.html' title='&quot;Żar&quot;, Sandor Marai.'/><author><name>liritio</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10844189400380246041</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_QtooNre0Gg4/TVBD187_ciI/AAAAAAAAAG8/gL6fbSAx7ZU/s1600/72_389.jpg'/></author><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2194136314729607673.post-4952137669992995881</id><published>2011-04-22T18:03:00.002+02:00</published><updated>2011-04-22T18:18:55.390+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Węgry'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Sandor Marai'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='cytat'/><title type='text'>O nikotynie.</title><content type='html'>&lt;blockquote&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;"Nikotyna jest największym podarunkiem współczesnego życia i najsilniejszym ciosem: wynalazł ją diabeł, i człowiek nie może nic przeciwko niej uczynić, dopóki na ziemi panuje nuda. &lt;span&gt;Nikotyna jest silną trucizną, nadto ogłupia&lt;/span&gt;(…) Dymek z papierosa okrywa świat miłosierną zasłoną z mgły; &lt;span&gt;owo gorzkie szczęście i zapomnienie – &lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span&gt;to tylko pospolite chwilowe upojenie&lt;/span&gt;; któż jest tak silny, by z niego zrezygnować &lt;/span&gt;&lt;span&gt;czy bodaj zrezygnować o chwilę wcześniej, niż to będzie bezwzględnie konieczne?&lt;/span&gt; Bo pewnego dnia będzie to konieczne(…) &lt;span&gt;Wtedy odrzucimy ten gorzki niedopałek, raptownie przybierzemy na wadze, &lt;span&gt;będziemy zdrowi, tędzy i nieszczęśliwi.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Ale do tej chwili! Jakbyśmy co dnia ssali gorzką pierś złej, a jednak uszczęśliwiającej pramatki! &lt;span&gt;Wszak jakiś rodzaj gry i trucizny też jest niezbędny do życia; w przeciwnym razie nie byłoby to życie, lecz tylko zdrowie i rutyna."&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;Sandor Marai, "Księga ziół", Czytelnik, Warszawa, 2006r., str.89-90&lt;/span&gt;&lt;/blockquote&gt;Wczorajsza dyskusja ze znajomym dotycząca papierosów (jak to najczęściej w temacie nikotyny bywa, dyskusja mocno jałowa, bo też o czym tu gadać?) przypomniała mi o kolejnym z fragmentów "Księgi ziół", który do mnie mocniej trafił.&lt;br /&gt;Wiem, że to trucizna, że to nałóg, "pospolite, chwilowe upojenie", dokładnie.&lt;br /&gt;Ale jest w papierosach przyjemność, jest pewna (wmówiona może) inspiracja, dymne wyciszenie.&lt;br /&gt;I trafia Marai w samo sedno, bez tych skazanych na potępienie ciągot jesteśmy zdrowi, tędzy i nieszczęśliwi.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2194136314729607673-4952137669992995881?l=liritio.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://liritio.blogspot.com/feeds/4952137669992995881/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://liritio.blogspot.com/2011/04/o-nikotynie.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2194136314729607673/posts/default/4952137669992995881'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2194136314729607673/posts/default/4952137669992995881'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://liritio.blogspot.com/2011/04/o-nikotynie.html' title='O nikotynie.'/><author><name>liritio</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10844189400380246041</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_QtooNre0Gg4/TVBD187_ciI/AAAAAAAAAG8/gL6fbSAx7ZU/s1600/72_389.jpg'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2194136314729607673.post-4039496860079710411</id><published>2011-04-17T15:50:00.002+02:00</published><updated>2011-09-11T21:56:07.180+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kryminał'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='USA'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Lauren Bacall'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='film'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Polska'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Humphrey Bogart'/><title type='text'>Niedziela jest dla nas.</title><content type='html'>Niewiele nowego teraz czytam, a co przeczytałam, czeka w kolejce do napisania. &lt;span&gt;Sador Marai&lt;/span&gt;, kolejna &lt;span&gt;Natsuo Kirino&lt;/span&gt;, i zadziwiająco dobry debiut pana Dolana, &lt;span&gt;"Złe rzeczy się zdarzają"&lt;/span&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I jeszcze wydumałam sobie, że jednak mam ochotę przeczytać "Balladyny i romanse" Ignacego Karpowicza, przekonać się osobiście czy to pies czy wydra.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nawał wszystkiego, co tylko mogło się nawalić jednocześnie sprawia, że dalej mam ochotę &lt;a href="http://liritio.blogspot.com/2011/03/prostuje-zwoje-miosc-szmaragd-i.html"&gt;prostować zwoje&lt;/a&gt;. Albo rzucić wszystko i wyjechać do Tajlandii, siedzieć na plaży pod chatą z trzciny i wyplatać koszyki z wikliny gapiąc się na wodę. I nic i nikogo nie musieć i nie chcieć, ale by było...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://znam.to/userfiles/R/041/R041-88c0215.jpg"&gt;&lt;img style="float: left; margin: 0pt 10px 10px 0pt; cursor: pointer; width: 250px; height: 374px;" src="http://znam.to/userfiles/R/041/R041-88c0215.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;A prostując zwoje wracam do książek znanych i kochanych, jak do starych przyjaciół. Żałowałam właśnie przed momentem, że &lt;span&gt;"Wszyscy jesteśmy podejrzani" Joanny Chmielewskiej&lt;/span&gt; znam na pamięć - odkąd przeczytałam tę książkę po raz pierwszy jakieś naście lat temu, wracam do niej i wracam, jak mały bumerang. Chciałam o niej nawet tu napisać, ale mam wrażenie, że wszyscy ją znają i bez mojego pisania. A może... "Wszyscy jesteśmy podejrzani" to najlepszy przykład tego cudownego humoru Chmielewskiej, kiedyś zaśmiewałam się do łez, teraz tylko uśmiecham się trochę, w końcu wszystkie te dowcipy znam na wyrywki.&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;"-Dlaczego on tak żre? - spytała mnie szeptem Danka, spoglądając nieufnie na Kazia, który, skończywszy swoją bułkę, natychmiast rozpoczął śniadanie Alicji.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;- Atawizm - odparłam bez zastanowienia - Miał przodków ludożerców. Zobaczył nieboszczyka i od razu mu się jeść zachciało."&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;Joanna Chmielewska, Wszyscy jesteśmy podejrzani, Polski Dom Wydawniczy, 1991r., Warszawa, str. 31. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/blockquote&gt;Książek Chmielewskiej przeczytałam mnóstwo, ale poza około dwudziestką początkowych reszta jakoś mnie nie pociąga. Miała okres pisania jakby rzutem na taśmę i chociaż nie zaprzeczę, że chociażby późniejsze "Harpie" czy "Wielki diament" można czytać z zainteresowaniem, to już nie ta sama Chmielewska, której książki znam na pamięć. Albo "Dzikie białko", jedna trzecia książki, w której bohaterowie z szałem w oczach przesuwają płot, jest dziełem sztuki. Spadłam z krzesła ze śmiechu. Ale potem... No właśnie. W sumie tak jakoś do lat 90tych Chmielewska pisała cudnie cudaczne książki, wszystkie polecam bez wyjątku.&lt;br /&gt;A ekranizację "Wszyscy jesteśmy podejrzani", "Randkę z diabłem" Teatru TV nawet chętnie bym zobaczyła, cóż to z tego okroili i wymodzili. Się zakręcę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Również po raz kolejny wciągnęłam w kilka wieczorów i podróży metrem &lt;a href="http://liritio.blogspot.com/2010/04/paragraf-22-joseph-heller-film-w-rez.html"&gt;"Paragraf 22"&lt;/a&gt;, niezmiennie porażająco dobry, niezmiennie słodko-gorzki, niezmiennie budzi radosne chichoty, niezmiennie jeży włos na głowie. O jedynej w swoim rodzaju książce Hellera już napisałam - link w tytule - powtarzać się nie będę. Ale czytajcie, kto nie czytał, są takie książki, których po prostu grzech nie znać, odmawiając sobie znakomitej lektury. Z tej książki nawet ciężko cytować, skoro zdania warte cudzysłowu na każdej stronie siedzą sobie na głowach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_NPwU_5nGQiI/TMRltq4O2EI/AAAAAAAADSw/ujGHmNi_RCw/s1600/Annex%2520-%2520Bogart,%2520Humphrey%2520(Big%2520Sleep,%2520The)_03.jpg"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 327px; height: 250px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_NPwU_5nGQiI/TMRltq4O2EI/AAAAAAAADSw/ujGHmNi_RCw/s1600/Annex%2520-%2520Bogart,%2520Humphrey%2520(Big%2520Sleep,%2520The)_03.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;/a&gt;Wracam również do filmów, cztery odsłony duetu Bogart i Bacall obejrzane ponownie, późną nocą, kiedy deszcz bębnił w szyby i nawet koty nie wystawiały nosa spod koca. Pierwszy "Władca Pierścieni" - jestem może dziwna, ale drugiej i trzeciej części trylogii Jacksona nie lubię wcale. No dobrze, drugą może jeszcze zniosę, z trudem. Ale "Drużynę pierścienia" mogę oglądać na okrągło.&lt;br /&gt;I ponownie odświeżyłam znajomość z małym Fingarem, ale nadal do napisania o "Dróżniku" weny nie mam, choć chęć szczera we mnie się tli. Przyjdzie na to czas, a wtedy wszystkim wytłumaczę dokładnie, dlaczego "Dróżnik" to film najlepszy na świecie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I kończąc ten niefortunnie długi biuletyn informacyjny, skoro w ramach otrzepywania z kurzu czarno-białych hitów, otrzepałam głównie Bogarta, po jego wspólnych filmach z Bacall lecąc przez niezmienną klasykę gatunku, czyli "Sokoła maltańskiego", "Afrykańską królową" - oglądałam ten film po raz trzeci i chyba się starzeję, bo graną przez Katharine Hepburn siostrę Rose miałam non stop ochotę palnąć w główkę, żeby przestała w końcu tyle mówić - odrobinę nudne "Sirocco" i żałuję, że nigdzie nie mogę znaleźć "Pobij diabła".&lt;br /&gt;A maraton z Bogartem zakończyłam oczywistym... Więc czym zakończę długaśny słowotok? Zagraj to jeszcze raz, Sam. &lt;br /&gt;Film może nużyć momentami, ale ta piosenka nigdy się nie znudzi. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;iframe title="YouTube video player" width="425" height="349" src="http://www.youtube.com/embed/d22CiKMPpaY?rel=0" frameborder="0" allowfullscreen&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2194136314729607673-4039496860079710411?l=liritio.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://liritio.blogspot.com/feeds/4039496860079710411/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://liritio.blogspot.com/2011/04/niedziela-jest-dla-nas.html#comment-form' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2194136314729607673/posts/default/4039496860079710411'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2194136314729607673/posts/default/4039496860079710411'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://liritio.blogspot.com/2011/04/niedziela-jest-dla-nas.html' title='Niedziela jest dla nas.'/><author><name>liritio</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10844189400380246041</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_QtooNre0Gg4/TVBD187_ciI/AAAAAAAAAG8/gL6fbSAx7ZU/s1600/72_389.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_NPwU_5nGQiI/TMRltq4O2EI/AAAAAAAADSw/ujGHmNi_RCw/s72-c/Annex%2520-%2520Bogart,%2520Humphrey%2520(Big%2520Sleep,%2520The)_03.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2194136314729607673.post-3001712375334982387</id><published>2011-04-10T18:13:00.000+02:00</published><updated>2011-04-10T18:17:48.000+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kryminał'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='USA'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='thriller'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książka'/><title type='text'>A. X. L. Pendergast.</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://empikmedia.pl/c/relikt-bprod1510337.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 250px; height: 373px;" src="http://empikmedia.pl/c/relikt-bprod1510337.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;/a&gt;Lucas Corso z "Klubu Dumas", Bohun z "Ogniem i mieczem", Pablo z "Najlepsze, co może przytrafić się rogalikowi"... Don Pedro z Krainy Deszczowców :) Jak ma mi wystarczyć uczuć na rzeczywistych panów, skoro fikcyjni są tacy wspaniali? Facebookowe grupy obwiniają bajki Disneya za przerost oczekiwań wobec mężczyzn, ja nie obwiniam nikogo i owego przerostu raczej nie mam, ale nie zmienia to faktu, że w filmach kocha się aktorów, a z książek wynosimy zauroczenie swoją własną wyobraźnią. W moim przypadku znacznie silniejsze, niż jakimkolwiek aktorem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Agent specjalny Pendergast, dołączył już lata temu do mojej "kolekcji". A że przy okazji jest bohaterem całkiem dobrych książek, kilka słów na zachętę nie zawadzi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Duet Preston i Child stworzył sporo książek wspólnie - panowie piszą również w wersji solo - spośród których czytałam tylko te z udziałem Pendergasta - wiadomo, kobieta zakochana pójdzie za swoją miłością na koniec świata. &lt;br /&gt;Przypadkiem trafiając w początek serii zaczęłam "Reliktem" w nowojorskim Muzeum Historii Naturalnej. Zmutowany morderca w podziemiach muzeum, brzmi idiotycznie, ale książka jest jak najbardziej warta polecenia, lepszej z gatunku thrillera o mutancie w podziemiach nie znajdziecie :) Rzutem na taśmę przeczytałam więc "Relikwiarz", gorszą, ale nadal w miarę dobrą kontynuację "Reliktu", której akcja przenosi się z muzeum w tunele nowojorskiego metra.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://empikmedia.pl/c/gabinet-osobliwosci-b312991.jpg"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 250px; height: 383px;" src="http://empikmedia.pl/c/gabinet-osobliwosci-b312991.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;/a&gt;Już znacznie później trafiłam do Kansas, dusznej dziury o nazwie Medicine Creek, w "Martwej naturze z krukami". I jest to zdecydowanie najlepsza część o Pendergaście, podejrzewam, że może to być ich najlepsza wspólna książka w ogóle.&lt;br /&gt;Powrót do Nowego Jorku z "Gabinetem osobliwości" nie był bolesny, ustawiłabym go na trzecim miejscu w kolejce jakości, ale jednak od "Reliktu" i "Martwej natury z krukami" dzieli go trochę. W "Gabinecie..." widać początki tego, co później mocno osłabiło poziom cyklu z Pendergastem, czyli przerost kreatywnej wizji autorów nad samą konstrukcją akcji.&lt;br /&gt;Napisana po "Martwej naturze z krukami" trylogia o zmaganiach Pendergasta z diabolicznym bratem, Diogenesem (jeszcze całkiem znośna "Siarka" i już ciężki "Taniec śmierci" oraz "Księga umarłych") mocno osłabiła mój zapał do czytania tworów tandemu Preston-Child. W sumie jestem w tyle o trzy ich książki z Pendergastem i nie umiem stwierdzić, czy panowie wracają do początkowego, prawie że ścinającego z nóg poziomu. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jednak książka dobra czy zła, agent Pendergast pozostaje mistrzem. Enigmatyczny, dziwaczny mężczyzna z niemożliwym do wypowiedzenia imieniem, posiadający rozległą wiedzę na zaskakujące tematy, zawsze na czarno, zawsze kulturalny, zawsze irytująco pewny siebie. Oczywiście najbardziej urzekają mnie jego uprzedzająco grzeczne, cięte riposty i niezmiennie kamienna twarz. I dziwactwo wrodzone, jak już podsumowano mnie wiele razy: "lubisz takich krzywych...". Pendergast to z jednej strony świetny detektyw, chłodny umysł i szybka ręka na kolbie pistoletu. Z drugiej jest kolejnym wykorzystaniem typu mężczyzny z przeszłością, samotnego jeźdźca z charyzmą, którego mało co zbija z tropu. Ale daleko mu do bohaterskich popisów, co raczej ciężko bym znosiła, bardziej przypomina stojącego z boku obserwatora z własną sprawą w myślach, czasem aż nieludzkiego w decyzjach. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://www.dobreksiazki.pl/okladki/duze/5414.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 250px; height: 365px;" src="http://www.dobreksiazki.pl/okladki/duze/5414.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;/a&gt;Wrócę więc do tej najlepszej, "Martwej natury z krukami", jakbyście chcieli zacząć przygodę z Pendergastem, jakbyście chcieli coś przeczytać, właściwie to jakbyście chcieli cokolwiek, i tak mogłabym Wam wskazać właśnie "Martwą naturę..."&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gorące miasteczko w Medicine Creek, którego życie zamiera, zaciera się w kurzu i upale Kansas. Wstrząsające morderstwo w polu kukurydzy (spokojnie, kosmitów nie ma) stawia na nogi opinię publiczną miasteczka (w postaci jednego niedzielnego dziennikarza, jednego szeryfa i tłumu plotkar). Dość makabrycznie upozowane zwłoki poszukiwaczki skarbów to jedno, ale leżąca na szali inwestycja w genetyczne modyfikacje kukurydzy, której realizacja zaczyna wymykać się Medicine Creek na rzecz konkurencyjnej dusznej dziury, to znacznie poważniejszy problem. Podejrzanych teoretycznie nie ma (kto mógłby coś tak makabrycznego zrobić?), w praktyce jest aż nadto.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I jeszcze ten tajemniczy facet w czerni, który przybył jakby znikąd, główny podejrzany czy odrobinę oryginalny wybawiciel? Agent FBI Pendergast, którego prośba o befsztyk tatarski jest najdziwniejszym, co od lat przytrafiło się w miejscowym barze. Pendergast, który mało mówi, a jak już, pozostaje wybitnie powściągliwym i ciut przemądrzałym rozmówcą. Razem z odrobinę mroczną i niespecjalnie szczęśliwą duszyczką, Corrie Swanson, miejscową outsiderką, którą zatrudnia w charakterze szofera i przewodnika, starają się wywrócić podszewką do góry uśpione Medicine Creek. A z czasem, z kolejnymi równie osobliwymi zbrodniami staje się jasne, że psychopata naprawdę jest wśród nich.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Lubię thrillery z napiętą atmosferą, a duszne, klaustrofobiczne miasteczko nawiedzane przez burze piaskowe, to sceneria idealna do mrocznej historii. "Martwa natura z krukami" to taka książka, przez którą zarywa się noc. I nie będzie przesadą napisać, że nie tylko ma świetnie przemyślaną akcję, ale jest do tego naprawdę wyjątkowo dobrze napisana i przetłumaczona. I oczywiście ma Pendergasta...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2194136314729607673-3001712375334982387?l=liritio.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://liritio.blogspot.com/feeds/3001712375334982387/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://liritio.blogspot.com/2011/04/x-l-pendergast.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2194136314729607673/posts/default/3001712375334982387'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2194136314729607673/posts/default/3001712375334982387'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://liritio.blogspot.com/2011/04/x-l-pendergast.html' title='A. X. L. Pendergast.'/><author><name>liritio</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10844189400380246041</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_QtooNre0Gg4/TVBD187_ciI/AAAAAAAAAG8/gL6fbSAx7ZU/s1600/72_389.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2194136314729607673.post-4588072427059747528</id><published>2011-04-08T19:16:00.001+02:00</published><updated>2011-04-22T17:55:20.742+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Węgry'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Sandor Marai'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='cytat'/><title type='text'>O wybredności.</title><content type='html'>&lt;blockquote&gt;"I ćwicz swoją duszę w nieubłaganym poczuciu wybredności(...) Świat coraz bardziej upodabnia się do domu towarowego Woolwortha, gdzie za szóstaka jest do nabycia, w marnym wykonaniu, wszystko, co może zadowolić - szybko, tanio i w lichym gatunku - powszechne marzenie tłumów skłonnych do rozkoszowania się byle czym(...) Wybieraj! Nie grymasząc i kręcąc nosem, ale surowo i bezlitośnie. Nigdy nie możesz być wystarczająco wybredny w kwestiach moralności i ducha. I nigdy nie możesz być wystarczająco konsekwentny, gdy mówisz: to jest szlachetne, a to fałszywe, to jest wartościowe, a to tandetne."&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;Sandor Marai, "Księga ziół", Czytelnik, Warszawa, 2006r., str.78-79.&lt;/span&gt;&lt;/blockquote&gt;Jak zapowiadałam, Marai cytatem powraca.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Różne myśli zapisane są w "Księdze ziół", z niektórymi się zupełnie nie zgadzam. Ale akurat powyższe w wersji skróconej mogłabym mieć na lustrze zanotowane: "wybieraj surowo i bezlitośnie".&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2194136314729607673-4588072427059747528?l=liritio.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://liritio.blogspot.com/feeds/4588072427059747528/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://liritio.blogspot.com/2011/04/o-wybrednosci.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2194136314729607673/posts/default/4588072427059747528'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2194136314729607673/posts/default/4588072427059747528'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://liritio.blogspot.com/2011/04/o-wybrednosci.html' title='O wybredności.'/><author><name>liritio</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10844189400380246041</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_QtooNre0Gg4/TVBD187_ciI/AAAAAAAAAG8/gL6fbSAx7ZU/s1600/72_389.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2194136314729607673.post-5479215032663379179</id><published>2011-04-05T18:35:00.000+02:00</published><updated>2011-04-05T18:35:32.086+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='musical'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='USA'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='moje cuda'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='komedia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='film'/><title type='text'>"The Blues Brothers", reż. John Landis.</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://img.stopklatka.pl/dat/img/f38d0e798d21309.jpg"&gt;&lt;img style="float: left; margin: 0pt 10px 10px 0pt; cursor: pointer; width: 250px; height: 334px;" src="http://img.stopklatka.pl/dat/img/f38d0e798d21309.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Sweet home, Chicago... Są takie filmy, które &lt;span style="font-style: italic;"&gt;trzeba&lt;/span&gt; znać. Problem jedynie w tym, że ile osób, tyle list zatytułowanych "must see". Filmy stare, filmy nowe, obcojęzyczne i polskie, dramaty, komedie, filmy dokumentalne, filmy licznie nagradzane, filmy niszowe i wreszcie te kultowe, o których niesamowitym wpływie na całe rzesze (głównie) młodych ludzi może zadecydować drobiazg.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Niestety nie ma jednego tytułu, który absolutnie wszystkim kojarzyłby się z tym, co w kinie najlepsze, ale owszem, istnieje kilka takich, które od zaszczytnego określenia "najlepszy w historii" dzieli cienka granica. I co? Na pewno "Blues Brothers" to nie jest jeden z tych filmów. Wady ma, jedną sporą. Tyle, że te wady w niczym nie umniejszają jego kultowego charakteru.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Cóż jest potrzebne, żeby stworzyć dzieło "kultowe"? Na zdrowy rozum nie tak wiele: dobry dialog, bohaterowie z jajami, luźne podejście do rzeczywistości i kamienna twarz to podstawa (w końcu owe "jaja" zobowiązują). Pomaga nikotyna i dobra muzyka w tle. Chyba, że mówimy o "Matrixie", ale nie do końca określiłabym sztandarowe dzieło braci Wachowskich filmem kultowym. Tutaj można by zawężać prywatne definicje, ale przecież nie chciałam wcale pisać o zawiłościach pojęcia "kultowy", tylko o niewątpliwie fantastycznych "Blues Brothers".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;iframe title="YouTube video player" src="http://www.youtube.com/embed/ru7M2dLkN4A?rel=0" allowfullscreen="" frameborder="0" height="349" width="425"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jake i Elwood na misji od Boga - to nie ściema, olśnienie w kościele było, wszystko jak trzeba: szczytny cel (5000 dolarów na sierociniec), napięty termin (kilka dni) i pomysł jedyny w swoim rodzaju (składają zespół do kupy i przywracają światu porządną muzykę).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dwóch facetów w czarnych garniturach, kapeluszach i okularach ray-banach, Dan Aykroyd i John Belushi w pełnej krasie. Panowie i ich charakterystyczny wygląd to już klasyka. Soul, blues, nawet country (&amp;amp; western :) leci w tle. Pojawia się Ray Charles, Aretha Franklin, Cab Calloway, John Lee Hooker, James Brown...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dialogi tego filmu przeszły już do legendy, podobnie jak niektóre sceny. Chociaż właśnie zaczęłam się zastanawiać, że aktualnie "Blues Brothers" nie jest filmem znanym wszystkim, połowa moich znajomych zapewne nie kojarzy go w całości, już nie mówiąc o kolejnym pokoleniu. Dużo traci, bo nie znam drugiego filmu, po którym aż tak chce się żyć. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;iframe title="YouTube video player" width="425" height="349" src="http://www.youtube.com/embed/HeD3TXeWa4I?rel=0" frameborder="0" allowfullscreen&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mnie najbardziej urzeka niezmącony spokój tytułowych braci Blues. Szczególnie w scenach, w których podążająca za nimi tajemnicza kobieta uparcie stara się wysłać ich na tamten świat przy użyciu głównie wybuchowych metod. Przy okazji może zaznaczę, że w "Blues Brothers" groteska czai się na każdym kroku, a zaraz za nią genialny czarny humor. Naziści z Illinois, Dobre Swojskie Chłopaki, Dodge Monaco aka nieśmiertelny Bluesmobile, podejrzane speluny i najwykwintniejsze restauracje, Chicago i wielki pościg. Naprawdę wielki. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zdecydowanie, akurat ten film naprawdę trzeba zobaczyć. Radość życia, kwintesencja zajebistości, rytmy do których noga sama przytupuje. I żal na koniec, że ja nie jestem muzykiem z Chicago tamtych lat. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Fajniejszy od The Blues Brothers jest chyba tylko Kermit. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;iframe title="YouTube video player" width="425" height="349" src="http://www.youtube.com/embed/rC6JUA8cjoY?rel=0" frameborder="0" allowfullscreen&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2194136314729607673-5479215032663379179?l=liritio.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://liritio.blogspot.com/feeds/5479215032663379179/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://liritio.blogspot.com/2011/04/blues-brothers-rez-john-landis.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2194136314729607673/posts/default/5479215032663379179'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2194136314729607673/posts/default/5479215032663379179'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://liritio.blogspot.com/2011/04/blues-brothers-rez-john-landis.html' title='&quot;The Blues Brothers&quot;, reż. John Landis.'/><author><name>liritio</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10844189400380246041</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_QtooNre0Gg4/TVBD187_ciI/AAAAAAAAAG8/gL6fbSAx7ZU/s1600/72_389.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://img.youtube.com/vi/ru7M2dLkN4A/default.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2194136314729607673.post-90821744654725531</id><published>2011-03-31T14:04:00.004+02:00</published><updated>2011-04-08T19:20:32.483+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='filozofia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Węgry'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Sandor Marai'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='cytat'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książka'/><title type='text'>Przedmowa.</title><content type='html'>"Księgę ziół" Sandora Marai czyta się specyficznie. Powoli. Na jeden raz nie warto, szkoda lecieć hurtem przez pół książeczki złotych myśli, a też po pół strony, raz dziennie... Już w przyszłym roku skończę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zbiór jego podsumowań życia, śmierci, wszystkiego co w trakcie się wydarza, od drobnostek po wielkie słowa. Szczególnie wyraźny rozdźwięk między mną a autorem to jego wiara, która przebija z wielu fragmentów, a kiedy mądry facet pisze o Bogu, czytanie jego książki robi się podwójnie interesujące.&lt;br /&gt;W pierwszym zdaniu Marai napisał "Czytelniku, ta książka chciałaby być szczera". I jest, a przynajmniej ja taką szczerość kupiłam, uwierzyłam w tę jego szczerość.&lt;br /&gt;Zaskoczyła mnie całkowita powaga, spodziewałam się jednak kilku przymrużeń oka. Nie ma, jest krótko, na temat, jakby statecznie i z namysłem. Rozsądnie i w jakiś sposób niepodważalnie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie sposób tak naprawdę zrecenzować "Księgi ziół", bo i jak. Ale pozwoliłabym sobie zacytować kilka fragmentów, które najbardziej utkwiły mi w pamięci. Nie wszystkie za jednym zamachem, po jednym, po jednym, z czasem zbierze się ich trochę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na początek pokazałabym Wam sam początek...  Lepszej dedykacji jeszcze w życiu nie widziałam. Właściwie ta dedykacja to może nawet najlepsza część "Księgi ziół"?&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;font-size:100%;" &gt;&lt;span&gt;Książkę tę dedykuję Senece, ponieważ uczył, że bez moralności nie ma człowieka.&lt;br /&gt;I Epiktetowi, ponieważ uczył o tym, co jest w naszej mocy. I Markowi Aureliuszowi, który nauczył się od Epikteta , czym jest to, co jest w naszej mocy – i był cierpliwy.&lt;br /&gt;I Montaigne’owi, ponieważ był pogodnego usposobienia i nie przejmował się tym, co stanie się z jego dziełem po śmierci. I w ogólności stoikom, którzy pocieszali, kiedy nie było pociechy na ziemi, i nauczali, aby nie bać się śmierci ani niewolnictwa, ani biedy, ani choroby. I dwóm-trzem mężczyznom, którzy byli moimi przyjaciółmi i prawdziwymi mężczyznami. I dwóm-trzem kobietom.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Sandor Marai, "Księga ziół", Czytelnik, Warszawa, 2006r., dedykacja na str.5&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2194136314729607673-90821744654725531?l=liritio.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://liritio.blogspot.com/feeds/90821744654725531/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://liritio.blogspot.com/2011/03/przedmowa.html#comment-form' title='Komentarze (8)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2194136314729607673/posts/default/90821744654725531'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2194136314729607673/posts/default/90821744654725531'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://liritio.blogspot.com/2011/03/przedmowa.html' title='Przedmowa.'/><author><name>liritio</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10844189400380246041</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_QtooNre0Gg4/TVBD187_ciI/AAAAAAAAAG8/gL6fbSAx7ZU/s1600/72_389.jpg'/></author><thr:total>8</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2194136314729607673.post-1797233863061589757</id><published>2011-03-29T23:51:00.002+02:00</published><updated>2011-09-11T22:08:50.708+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='przygodowy'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='USA'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='sensacja'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='romans'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Michael Douglas'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Kathleen Turner'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='film'/><title type='text'>Prostuję zwoje: "Miłość, szmaragd i krokodyl", reż. Robert Zemeckis.</title><content type='html'>Jak wyciszać otępiałe zwoje mózgowe? Jak je ugłaskiwać? Ja stawiam na prostowanie - podobno im bardziej pomarszczony móżdżek, tym mądrzejsza główka, ale trudno, moja będzie przynajmniej lekka z wyglansowanymi na równo półkulami.&lt;br /&gt;Inwestuję czas wolny w spokojne głupotki, właśnie tak. Najlepiej działa karmienie kaczek w słoneczne, ale ciągle jeszcze chłodne przedpołudnia. Kaczkom marzną kupry, mnie marznie nos, fajnie się wspólnie bawimy chlebem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://www.movieposter.com/posters/archive/main/66/MPW-33168"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 250px; height: 384px;" src="http://www.movieposter.com/posters/archive/main/66/MPW-33168" border="0" alt="" /&gt;&lt;/a&gt;Wczoraj np. obejrzałam "Miłość, szmaragd i krokodyl". I się wzruszyłam. Film z lat 80tych, kiedy jeszcze Douglas był niczym młody (względnie) bóg, a Kathleen Turner, jak na śliczną heroinę przystało, czarowała uśmiechem.&lt;br /&gt;I tak sobie planuję w najbliższych dniach dorwać sequel, "Klejnot Nilu", bo przy części pierwszej bawiłam się świetnie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Miłość, szmaragd i krokodyl" to jeden z tych filmów puszczanych lata temu, późnymi, wakacyjnymi nocami w TVP, w niezmiennej serii ze "Szczękami", "Rojem" i "Błękitną laguną". Przy atakach rekina ludojada niezmiennie zasypiałam, rozkwity młodości na tropikalnej wyspie wydawały mi się wtenczas tematem niezręcznym (jakieś 8, może 10 lat musiałam już mieć :), wściekłe pszczoły oglądałam z zapałem wiele razy (wakacje, kolejne wakacje, kolejne wakacje...), ale dziś już nic nie pamiętam, poza jedną sceną. A przy wczorajszym seansie uświadomiłam sobie, że "Miłość, szmaragd i krokodyl" zlewał mi się z innym filmem, chyba z "Kopalniami króla Salomona".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dobrze, reminiscencji dość - jeżeli nie znacie któregokolwiek z wspomnianych przeze mnie filmów, poraz to zmienić, kino lat 80tych ma ogromny urok. &lt;br /&gt;Zerknijcie chociażby na powyższy plakat, jakby krzyczał "Tarzan powraca!". I jak tu nie obejrzeć przygód tej czarującej pary, która spotyka się w gorącym środku kolumbijskiej dżungli.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://www.filmbuffonline.com/FBOLNewsreel/wordpress/wp-content/uploads/2008/12/romancingthestone.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 250px; height: 347px;" src="http://www.filmbuffonline.com/FBOLNewsreel/wordpress/wp-content/uploads/2008/12/romancingthestone.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;/a&gt;Ach, "Miłość, szmaragd i krokodyl" urzeka powolnym tempem, które kiedyś musiało być zawrotne. Urzeka prostotą scenariusza. Urzeka poczciwością złoczyńców, jak również ich oczywistym stopniowaniem: ten najgorszy ma wypielęgnowane (sztuczne?) wąsy i wojsko. Ten trochę mniej najgorszy też ma wąsy, ale już brzydsze, i hoduje krokodyle (wiecie, krata, rzuca im surowe mięsko z rozkosznym chichotem, takie cuda). Tym najmniej najgorszym jest Danny DeVito w białym garniturku. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zachowując powagę mogłabym napisać, że "Miłość, szmaragd i krokodyl" jest idealnym dowodem na to, że proste pomysły często są najlepsze, a zgranie Kathleen Turner i Michaela Douglasa przeniosło dość przeciętny film do czołówki klasyki filmów przygodowych.&lt;br /&gt;Ale powaga mało licuje z tak rozkosznym dziełem, w którym wzięta pisarka romansów i czarujący awanturnik uciekają przez dżunglę z maczetą w łapce. I oczywiście jest mapa skarbów! I duży, zielony kamień. I kolumbijskie pueblo, w którym można tańczyć do porywających rytmów, i zakochać się w sobie w samym środku wielkiej, kolumbijskiej przygody.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2194136314729607673-1797233863061589757?l=liritio.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://liritio.blogspot.com/feeds/1797233863061589757/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://liritio.blogspot.com/2011/03/prostuje-zwoje-miosc-szmaragd-i.html#comment-form' title='Komentarze (8)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2194136314729607673/posts/default/1797233863061589757'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2194136314729607673/posts/default/1797233863061589757'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://liritio.blogspot.com/2011/03/prostuje-zwoje-miosc-szmaragd-i.html' title='Prostuję zwoje: &quot;Miłość, szmaragd i krokodyl&quot;, reż. Robert Zemeckis.'/><author><name>liritio</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10844189400380246041</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_QtooNre0Gg4/TVBD187_ciI/AAAAAAAAAG8/gL6fbSAx7ZU/s1600/72_389.jpg'/></author><thr:total>8</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2194136314729607673.post-5934660188893715945</id><published>2011-03-23T23:22:00.001+01:00</published><updated>2011-09-11T22:08:57.385+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kryminał'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='USA'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Stanley Tucci'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='sensacja'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Bruce Willis'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Morgan Freeman'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='film'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='gangsterski'/><title type='text'>"Zabójczy numer"/"Lucky Number Slevin", reż. Paul McGuigan.</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://img.stopklatka.pl/dat/img/f1ba5f302a0d29f.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 250px; height: 370px;" src="http://img.stopklatka.pl/dat/img/f1ba5f302a0d29f.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;/a&gt;Dzwoniący telefon w pokoju z przeokropną tapetą, dwa trupy, chwilę potem trzeci oraz bardzo pechowy poranek w życiu Slevina - to tylko początek filmu zakręconego jak sprężyna, który umilał mi wczorajszy wieczór. "Lucky Number Slevin" rozbawił, wciągnął, nie znudził, nie zniesmaczył, wszystko grało. A zabawnym zrządzeniem losu jest to film o przekręcie, już sam w sobie będący przekrętem. Kiedy usatysfakcjonowany porządną rozrywką widz najmniej się tego spodziewa, w akcji następuje nagłe spięcie, wszystko nabiera powagi i w miarę komediowy film sensacyjny staje się czymś bardziej złożonym. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na pewno "Lucky Number Slevin" trafia gdzieś między kinem gangsterskim w stylu Ritchiego (najbardziej przypomina chyba "Revolver" - miało być całkiem beztrosko, a potem jednak nie do końca tak jest), a delikatnym pastiszem gatunku - czyli reżyser chciał się dobrze bawić, scenarzysta mu pomógł, a aktorzy wczuli się w atmosferę bezbłędnie. Sporo w tym wszytskim nawiązań, gier słownych i dowcipów z drugim dnem, czyli poza samą akcją mamy jeszcze łamigłówki "skąd ja znam tę scenę?", kiedy McGuigan czerpie inspiracje z kolejnych, znanych większości filmów. Wychodzi więc na to, że "Lucky Number Slevin" to taka zabaweczka w pudełku, które zapakowane jest w kolejne pudełko i (kto wie?) może w jeszcze kolejne pudełko...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://img.stopklatka.pl/film/20900/20947/g-17.jpg"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 375px; height: 250px;" src="http://img.stopklatka.pl/film/20900/20947/g-17.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;/a&gt;Film się jeszcze nie zaczął, a ja już przy napisach (bardzo ładnych, to swoją drogą) aż przysiadłam z radości, Morgan Freeman, Stanley Tucci, Bruce Willis, Ben Kingsley...! To było piękne :) Szczególnie Tucci, którego zawsze mi mało.&lt;br /&gt;Ale główni bohaterowi też zasługują na wzmiankę, Josh Hartnett i Lucy Liu, przeuroczy i całkiem fajni, a na pewno zabawni. W ogóle Hartnetta jakoś mało w kinie widuję, czy on w niczym nie gra, czy po prostu ja tego nie oglądam... Nie wiem, a trochę żałuję, bo ten facet jest dobrym aktorem, przewrotny się wydaje. "I Come with the Rain" w reżyserii Anh Hung Trana - nie potrafię wietnamskich nazwisk odmieniać - z Hartnettem w roli głównej, to podobno bardzo dobry film, nawet miałam się zainteresować bliżej.  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dobrze, wracam do filmu. O ile samej akcji nie warto streszczać, znacznie lepiej zostawić Wam wszystkie niespodzianki, mogę napisać, że "Lucky Number Slevin" to jeden z tych filmów, które zaczynają się scenami bez związku i przez prawie dwie godziny śledzimy z uwagą akcję, która nam ten związek uświadamia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://img.stopklatka.pl/film/20900/20947/g-4.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 375px; height: 250px;" src="http://img.stopklatka.pl/film/20900/20947/g-4.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;/a&gt;Ponieważ "Lucky Number Slevin" podobało się mnie, oczywiście możecie się spodziewać ciętego humoru i porażających dialogów, słowa, słowa, słowa... &lt;br /&gt;Ale, skoro na fabule się nie skupiam, mogę podkreślić że część wizualna tego filmu jest bardzo porządnie dopracowana, przede wszystkim scenografie, psychodeliczny korytarz, kontrasty w mieszkaniach Rabina i Szefa, ta koszmarna tapeta... A jeszcze zdjęcia, no nie wiem, takie niby nic, a właściwie kilka razy łapałam się na podziwianiu samego ujęcia - znaczy cacy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I jak, chcecie już oglądać? Chciałabym, żebyście chcieli, bowiem "Lucky Number Slevin" ma sporo zalet, a mało wad, które z dużym wdziękiem są maskowane. Niedociągnięcia scenariusza gubią się w pędzie akcji, która leci na łeb na szyję, tam aż nie ma czasu na zastanawianie się.&lt;br /&gt;Nagła, aż brutalna zmiana nastroju jest częściowo usprawiedliwiona odpowiednio stonowanym zakończeniem. A wszelkie inne przytyki zbyłabym wzruszeniem ramion i milcząco wskazała nazwisko Tucciego na plakacie - o, w ten sposób sprawiam, że ten film nie ma wad.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2194136314729607673-5934660188893715945?l=liritio.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://liritio.blogspot.com/feeds/5934660188893715945/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://liritio.blogspot.com/2011/03/zabojczy-numerlucky-number-slevin-rez.html#comment-form' title='Komentarze (8)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2194136314729607673/posts/default/5934660188893715945'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2194136314729607673/posts/default/5934660188893715945'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://liritio.blogspot.com/2011/03/zabojczy-numerlucky-number-slevin-rez.html' title='&quot;Zabójczy numer&quot;/&quot;Lucky Number Slevin&quot;, reż. Paul McGuigan.'/><author><name>liritio</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10844189400380246041</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_QtooNre0Gg4/TVBD187_ciI/AAAAAAAAAG8/gL6fbSAx7ZU/s1600/72_389.jpg'/></author><thr:total>8</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2194136314729607673.post-1570423737053065474</id><published>2011-03-23T12:20:00.000+01:00</published><updated>2011-03-23T12:21:41.828+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='prywatny cyrk'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='muzyka'/><title type='text'>Gapa.</title><content type='html'>No pewne, ja tak potrafię, przegapiłam pierwszy dzień wiosny. &lt;br /&gt;Wczoraj uświadomiłam sobie, że 21szy marca był przedwczoraj, jak tak można wiosnę przeoczyć? Wieczne roztargnienie i zaniki pamięci do grobu mnie kiedyś wpędzą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dobrze, zacznę więc oficjalną wiosnę od dnia trzeciego: na raz wstajemy, na dwa klaszczemy w łapki, a na trzy śpiewamy: "wiosna! znów nam ubyło lat".&lt;br /&gt;Przywlokła się w końcu ta utęskniona, wyjękiwana całą zimę wiosna :)&lt;br /&gt;I słońce za oknem się ze mną zgadza. I świergoty także. &lt;br /&gt;Nawet w niedzielę Pan Grajek na Chmielnej faktycznie "Wiosnę" Skaldów grał, z gitarą, organkami, ładnie dawał radę. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ja za to miałam wczoraj zdążyć, ale nie zdążyłam - napisać o "Dróżniku", kolejnym z filmów, które to "musicie zobaczyć i nie ma nie". Chociaż tak naprawdę jestem zapewne jedną z ostatnich osób, które go wcześniej nie widziały. Jak ten ostatni dinozaur.&lt;br /&gt;Ale może dzisiaj się uda? (no Klakier, tym razem na pewno nam się uda!)&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Zapamiętać podstawowe oznaki wiosny: Liritio cytuje Gargamela. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Idę już sobie, przerwa na kawę i papierosa się skończyła, szef zaraz zjawi się z zapytaniem o... (wstawić dowolnie głupie pytanie). A potem rzuci we mnie szklanką (czy to można podciągnąć pod przemoc w pracy?).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dobrze, czym by tu wiosnę przywitać? No tak, oczywiście, że Edith Piaf, jakże by inaczej.&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Jeszcze jedna oznaka wiosny: Liritio słucha francuskich piosenek.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;A Wy macie własne znaki tego, że wiosna przyszła? Może sny piękniejsze albo włosy bardziej się kręcą?&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;I wybaczcie mi te potoki całkiem bez związku wynurzeń z wiosny dnia trzeciego, tak mnie dzisiaj naszło. Do lata niezdrowe uzewnętrznianie się na pewno mi przejdzie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Padam, padam&lt;/span&gt;, niezrównana Edith Piaf.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;iframe title="YouTube video player" width="425" height="349" src="http://www.youtube.com/embed/P4b8985k-4Q?rel=0" frameborder="0" allowfullscreen&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tę piosenkę mi kilka lat temu C. tłumaczył, a ja udawałam, że wcześniej wcale jej nie rozumiałam. Podobno to romantyczne było, ale ja tam nie wiem.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2194136314729607673-1570423737053065474?l=liritio.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://liritio.blogspot.com/feeds/1570423737053065474/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://liritio.blogspot.com/2011/03/gapa.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2194136314729607673/posts/default/1570423737053065474'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2194136314729607673/posts/default/1570423737053065474'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://liritio.blogspot.com/2011/03/gapa.html' title='Gapa.'/><author><name>liritio</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10844189400380246041</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_QtooNre0Gg4/TVBD187_ciI/AAAAAAAAAG8/gL6fbSAx7ZU/s1600/72_389.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://img.youtube.com/vi/P4b8985k-4Q/default.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2194136314729607673.post-708574021832993406</id><published>2011-03-17T20:26:00.000+01:00</published><updated>2011-03-17T20:27:29.591+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Rosja'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kryminał'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książka'/><title type='text'>"Wszystko o czekoladzie", Tatiana Polakowa</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://images.gildia.pl/_n_/literatura/tworcy/tatiana-polakowa/wszystko-w-czekoladzie/okladka-450.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 250px; height: 396px;" src="http://images.gildia.pl/_n_/literatura/tworcy/tatiana-polakowa/wszystko-w-czekoladzie/okladka-450.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;/a&gt;Krzyczący pasek "Bestseller!", dziwna, prześwietlona Photoshopem twarzyczka, nie zachęcało, niespecjalnie.&lt;br /&gt;Ale że do odważnych..., i tak dalej, wzięłam do domu. Nie żałuję, książka Tatiany Polakowej, rozpoczynająca cykl o Oldze Riazancewej, jest podstępnym połykaczem czasu. Niby nic, ale w środku nocy kończyłam, kiedy C. z powątpiewaniem zerkał od czasu do czasu na okładkę (złe okładki, oj złe), która trzymała mnie na nogach w godzinach całkowicie ku temu nieodpowiednich.  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Miałam to szczęście, że "Wszystko o czekoladzie" jest pierwszą częścią - bardzo nie lubię zaczynać lektury od n-tej, zwykle kiepskiej już, kontynuacji. Zdecydowanie wolę zaprzyjaźnić się z bohaterką i jej otoczeniem, a potem jedynie z sentymentu doczytywać te nie wiadomo które części.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wcześniej miałam przyjemność zapoznania się z Aleksandrą Marininą i Darią Dońcową - trio pań pisze w sumie po tych samych pieniądzach, noworosyjskie towarzystwo, kobieta w roli detektywa - ale jednak wersja Polakowej najbardziej mi odpowiada. &lt;br /&gt;Marinina podobała mi się bardzo... Na jeden raz. Potem się zastanowiłam: super analityczny umysł w ciele młodej pani policjantki, której wygląd pozwala jej na wcielenie się w ogromną ilość innych aparycji? Eeee... Tak, jasne.&lt;br /&gt;Dońcową przeczytałam całą (w sensie: wszystko, co napisała do 2005 roku, potem miała dłuższą przerwę) pod koniec liceum i nie przeczę, wtedy mi się podobało, ale teraz mnie nudzi. To taki trochę zbyt uproszczony, miły świat. Jakbym czytała Monikę Szwaję w wersji rosyjskiej i kryminalnej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A w książce Polakowej polubiłam bardzo tę jej niepokorną, trochę niemądrą Olgę - niemądrą, bo prawie szlachetną w mocno przeciwnym otoczeniu, w którym się obraca. I Riazancewa wydaje się takim prawdziwym zlepkiem czystko ludzkich cech, bez udziwnień, których nie odmówiły sobie ani Dońcowa, ani Marinina.&lt;br /&gt;Nie jest jej świat ani zbytnio czarny, ani przesłodzony - może miejscami irytuje uparta gorycz przebijająca z każdej strony, ale to też składa się na wciągający nastrój tych książek. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Wszystko o czekoladzie" wciągnęło mnie niepostrzeżenie, ale trwale - skończyłam pierwszą i cudem zdążyłam dzisiaj do biblioteki po kolejne części. Już pomijam jęk C. na widok łupów, które wyciągałam z torby. Płaczę trochę, że nie było drugiej części, ale to oczywiście nie przeszkodziło mi zaryć się natychmiast w trzeciej, "Ekskluzywny macho" (i znowu, tytuł, okładka, oj... dobra, już się nie czepiam).&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2194136314729607673-708574021832993406?l=liritio.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://liritio.blogspot.com/feeds/708574021832993406/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://liritio.blogspot.com/2011/03/wszystko-o-czekoladzie-tatiana-polakowa.html#comment-form' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2194136314729607673/posts/default/708574021832993406'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2194136314729607673/posts/default/708574021832993406'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://liritio.blogspot.com/2011/03/wszystko-o-czekoladzie-tatiana-polakowa.html' title='&quot;Wszystko o czekoladzie&quot;, Tatiana Polakowa'/><author><name>liritio</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10844189400380246041</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_QtooNre0Gg4/TVBD187_ciI/AAAAAAAAAG8/gL6fbSAx7ZU/s1600/72_389.jpg'/></author><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2194136314729607673.post-5451718890317841688</id><published>2011-03-15T20:22:00.002+01:00</published><updated>2011-03-15T20:27:17.552+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='powieść'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Chiny'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książka'/><title type='text'>"Panda Sex", Mian Mian.</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://www.poczytaj.pl/okl/174000/174036.jpg"&gt;&lt;img style="float: left; margin: 0pt 10px 10px 0pt; cursor: pointer; width: 250px; height: 396px;" src="http://www.poczytaj.pl/okl/174000/174036.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;blockquote&gt;"Jiejie: Jak myślicie, co jest takiego szczególnego w rozmowie przez walkie-talkie?&lt;br /&gt;Mężczyzna 2: To, że zanim się odezwiesz, musisz zaczekać, aż druga strona skończy."&lt;/blockquote&gt;&lt;span style="font-style: italic;font-size:85%;" &gt;Mian Mian, Panda Sex, Wydawnictwo W.A.B, Warszawa, 2010r., s.138&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie jest to dobra książka - nie wiem, czy gorsza od "Cukiereczków", których już w ogóle nie pamiętam - ale jej "niedobrość" nie zmienia faktu, że "Panda Sex" to jednak rzecz interesująca.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Co jest problemem? Słowa będące jedynie dialogiem mają tę słabość, że zawieszają czytelnika w próżni. I nie wiadomo czy na przykład Aktor jest wysoki, niski, i czy stuka papierosem w kciuk, zanim zapali. I nie wiadomo, która z sióstr, Jiejie czy Meimei jest tą ładniejszą, a która mądrzejszą. I nie wiadomo czy na twarzy ABC odcina się zbyt wiele podkładu, a może czarna kreska na dolnej powiece od źle nałożonego tuszu?&lt;br /&gt;A kiedy ich słowa, z których składa się ta książka, zawierają same ważne myśli, nie sposób przeczytać tego wszystkiego w skupieniu. Całość czyta się na jednym wdechu i mam wrażenie, że sporo po drodze ucieka. Uciekło mnie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale "Panda Sex" ma też tę drugą stronę. Mnie rozmowy prowadzone przez grono szanghajskich znajomych przypomina to, co widzę na co dzień wkoło siebie. Gromada w miarę młodych ludzi i ich dylematy. Odrobina pretensjonalności, odrobina przeintelektualizowania, ale też sporo szczerości i całkowity brak pobłażliwości dla wznioślejszych tematów, przetykanych mocno cynicznymi komentarzami do rzeczywistości. Czy cynizm jest plagą dzisiejszego świata? Bo ostatnimi czasy wydaje się modny.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dużo wśród tych dialogów samotności miejskiego życia, smutnych ludzi. Dużo Szanghaju, który z "Panda Sex" wyłania się jako miasto duchów, miasto bez morza.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jak zaczęłam, same rozmowy odbierają książce konkretność. I teraz nie wiem, czy "Panda Sex" to jeden mężczyzna i jego liczne kochanki, a niewyjaśniona śmierć jednej z nich to centralny punkt książki? Czy równie dobrze mógłby to być zupełnie inny mężczyzna, a przemykająca w tle ciągłego dialogu historia jest jedynie pretekstem do napisania tych wszystkich słów?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Cienka wydaje się granica między pustym bełkotem a rozmową z sensem. I nie potrafię ocenić jaką dozą własnej nadinterpretacji wzbogaciłam treść "Pandy Sex", a ile faktycznej wartości w tej książce siedzi.&lt;blockquote&gt;"Aktorka rzucająca palenie: Pewnego dnia jednak wpadłam w jakiś dół. Odkryłam, że my wszyscy w gruncie rzeczy nie mamy nic sensownego do powiedzenia o życiu, sztuce, miłości. Od tamtej chwili nie znoszę Szanghaju, bo gdy wychodzę tu wieczorem z domu, nigdy nie udaje mi się spotkać nikogo, kto zdradzałby choć odrobinę talentu. Nasze środowisko ewidentnie ma jakiś problem."&lt;/blockquote&gt;&lt;span style="font-style: italic;font-size:85%;" &gt;Mian Mian, Panda Sex, Wydawnictwo W.A.B, Warszawa, 2010r., s.86-87.&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2194136314729607673-5451718890317841688?l=liritio.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://liritio.blogspot.com/feeds/5451718890317841688/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://liritio.blogspot.com/2011/03/panda-sex-mian-mian.html#comment-form' title='Komentarze (9)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2194136314729607673/posts/default/5451718890317841688'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2194136314729607673/posts/default/5451718890317841688'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://liritio.blogspot.com/2011/03/panda-sex-mian-mian.html' title='&quot;Panda Sex&quot;, Mian Mian.'/><author><name>liritio</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10844189400380246041</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_QtooNre0Gg4/TVBD187_ciI/AAAAAAAAAG8/gL6fbSAx7ZU/s1600/72_389.jpg'/></author><thr:total>9</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2194136314729607673.post-3119740093576594863</id><published>2011-03-13T15:23:00.004+01:00</published><updated>2011-03-13T15:36:55.705+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='muzyka'/><title type='text'>Tie me to the end of a kite.</title><content type='html'>Pisałam o Brandysie, ale w tekst wkradła się potężna sprzeczność moich wrażeń i chwilowo z małym zawirowaniem w głowie czekam, aż sprzeczności się nawzajem zjedzą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W międzyczasie mogłabym narzekać na chmury, które osłabiają słonko. I jeszcze, że dzisiejszy dzień wcale nie jest dobry.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Lubię prostą muzykę z prostym tekstem, podobnie jak lubię złożoność w piosenkach. Ale na wszystko trzeba mieć humor i dzisiaj wolę te pierwsze. Są dziesiątki takich zespołów, podobnych do siebie jak kraby, a tylko niektóre z nich włażą w uszy na dłużej. To pewnie zasługa głosu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rosie Thomas, &lt;span style="font-style: italic;"&gt;The Kite Song&lt;/span&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;iframe title="YouTube video player" src="http://www.youtube.com/embed/QUR1ah83wPY?rel=0" allowfullscreen="" frameborder="0" height="349" width="425"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I odfruwamy.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2194136314729607673-3119740093576594863?l=liritio.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://liritio.blogspot.com/feeds/3119740093576594863/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://liritio.blogspot.com/2011/03/tie-me-to-end-of-kite.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2194136314729607673/posts/default/3119740093576594863'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2194136314729607673/posts/default/3119740093576594863'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://liritio.blogspot.com/2011/03/tie-me-to-end-of-kite.html' title='Tie me to the end of a kite.'/><author><name>liritio</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10844189400380246041</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_QtooNre0Gg4/TVBD187_ciI/AAAAAAAAAG8/gL6fbSAx7ZU/s1600/72_389.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://img.youtube.com/vi/QUR1ah83wPY/default.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2194136314729607673.post-7235206826005401540</id><published>2011-03-08T12:22:00.005+01:00</published><updated>2011-03-08T12:38:08.769+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='powieść'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Chiny'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='muzyka'/><title type='text'>"20 odsłon zachłannej młodości", Xiaolu Guo.</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://merlin.pl/20-Odslon-zachlannej-mlodosci_Xiaolu-Guo,images_big,29,978-83-7659-140-7.jpg"&gt;&lt;img style="float: left; margin: 0pt 10px 10px 0pt; cursor: pointer; width: 250px; height: 358px;" src="http://merlin.pl/20-Odslon-zachlannej-mlodosci_Xiaolu-Guo,images_big,29,978-83-7659-140-7.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;"Ludzie mówią, że łatwiej jest uleczyć rany ciała, niż serca. Bzdura. Jest dokładnie na odwrót - to skaleczone ciało goi się dłużej. Zranione serce to nic innego jak popioły wspomnień(...) O ranach ciała możesz mówić wtedy, kiedy na przykład jesteś z kimś przez trzy lata, potem odchodzisz, ale w nocy, w łóżku, kładziesz się po jednej stronie, tak jakby po tej drugiej ktoś wciąż leżał. To jest właśnie rana ciała. Nawyk, który karze ci zostawiać miejsce dla kogoś, kogo tam nie ma."&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;Xiaolu Guo "20 odsłon zachłannej młodości", Wyd. Albatros A. Kuryłowicz, Warszawa 2010, str. 138.&lt;/span&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;/span&gt;Rzekłabym, że "20 odsłon zachłannej młodości" ma tytuł idealnie oddający istotę książki. Dwadzieścia krótkich opowiastek o kolejnych zdarzeniach w życiu Fenfang, która zwiała z rodzinnej wioski, podobnie jak inne małe wioski nawet nie oznaczanej na mapach Chin, i zainstalowała się w Pekinie. Dokładnie, kolejne odsłon z Fenfang w roli głównej, już same tytuły powinny oddawać atmosferę tych obrazków, np. "Fenfang idzie na basen, ale nie wchodzi do wody".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nigdy bym się nie spodziewała, że książka z taką okładką i tytułem, książka kobiety, która zajmuje się raczej pisaniem scenariuszy, ksiązka, która na pierwszy rzut oka kojarzy się wyłącznie z prozą Nory Ephron, aż tak przypadnie mi do gustu. A połknęłam "20 odsłon zachłannej młodości" w jeden dzień i uśmiechnęłam się przy zakończeniu. Xiaolu Guo nie poszła na ostatnich stronach na łatwiznę rozwiązania wszystkich nitek, w których plącze się Fenfang i nawinięcia ich na ładną szpulkę "szczęśliwego zakończenia".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A gdyby ktoś zapytał, "ale o czym to jest?" - nie lubię takich pytań - mogłabym odpowiedzieć np. o młodej dziewczynie w Chinach. Albo: o fragmentach dorastania do dorosłości. Albo: o samotności w wielkim mieście. Albo...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Xiaolu Guo pisze bardzo spokojnie, prostym językiem, w krótkich zdaniach potrafi zawrzeć naprawdę piękne fragmenty rzeczywistości. Może mogłabym ją porównać do Baricco? Chociaż Xiaolu Guo jest znacznie konkretniejsza w swoich zdaniach. Szybsza. Mniej poetycka. Określając "pięknymi" obrazki, które opisuje, mam na myśli najzwyklejsze pod słońcem codzienności. Ale ja krojenie ryb na targu o piątej rano, na mrozie, te precyzyjne ruchy noża, ciche szmery budzącego się dnia, to właśnie opisałabym jako "piękne". Chyba zbyt często rzucam tym "pięknem" na prawo i lewo.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oczywiście nie wątpię, że radość z lektury wynikała w dużej mierze z podobieństwa do Fenfang (tylko umownego) naszego wieku, naszego zagubienia. Chociaż chyba ani ja, ani Fenfang nie jesteśmy specjalnie zagubione, w naturalnym stopniu raczej, jak każdy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Została w głowie ta książka, została w obrazkach. Na pierwszym planie szuflada Mao, potłuczone szkło i duchota miasta. Dalej pies, Niebiański Drań, sos sojowy i długa podróż pociągiem. Dalej... Z takich haseł można by wszystkie epizody z życia Fenfang ułożyć. Jak puzzle.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A wraz z powrotem słońca do miasta, wróciło i muzyczne zacięcie.&lt;br /&gt;Rickie Lee Jones, &lt;span style="font-style: italic;"&gt;On Saturday Afternoons in 1963.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I proszę, na raz dwa trzy, cieszymy się światem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;iframe title="YouTube video player" src="http://www.youtube.com/embed/8UuChhzeuXo?rel=0" allowfullscreen="" frameborder="0" height="349" width="425"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2194136314729607673-7235206826005401540?l=liritio.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://liritio.blogspot.com/feeds/7235206826005401540/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://liritio.blogspot.com/2011/03/20-odson-zachannej-modosci-xiaolu-guo.html#comment-form' title='Komentarze (11)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2194136314729607673/posts/default/7235206826005401540'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2194136314729607673/posts/default/7235206826005401540'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://liritio.blogspot.com/2011/03/20-odson-zachannej-modosci-xiaolu-guo.html' title='&quot;20 odsłon zachłannej młodości&quot;, Xiaolu Guo.'/><author><name>liritio</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10844189400380246041</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_QtooNre0Gg4/TVBD187_ciI/AAAAAAAAAG8/gL6fbSAx7ZU/s1600/72_389.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://img.youtube.com/vi/8UuChhzeuXo/default.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>11</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2194136314729607673.post-2632644970693239437</id><published>2011-03-01T12:11:00.001+01:00</published><updated>2011-03-01T12:11:04.729+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='zwiastun'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='prywatny cyrk'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='muzyka'/><title type='text'>Mewy krzyczą.</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: left;"&gt;W nocy darły się mewy. Ale jak wytrwale :) Rano kontynuowały.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;Musiałam wyjść z domu o porze tak wczesnej, że nadal nie wierzę, że to się stało naprawdę. Kocham rozkłady lotów. A wrzaski mew mi towarzyszyły.&lt;br /&gt;Czy mewy w krzyczącym stadzie mogą być uznane za zwiastun wiosny? Proszę?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I słońce jest nadal piękne, a że nastrój mam muzykalny, &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Sunny Day in Hell&lt;/span&gt;, Argyle Johansen, adekwatnie do dnia.&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;iframe title="YouTube video player" src="http://www.youtube.com/embed/U-HhGvFhdaQ" allowfullscreen="" frameborder="0" height="349" width="425"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Czasem żałuję, że na gitarze umiem zagrać jedynie trzy akordy na krzyż.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I nabieram niezdrowej ochoty do zobaczenia w takim cudownie głośnym kinie &lt;a href="http://www.filmweb.pl/film/Piekielna+zemsta-2011-539302"&gt;"Drive Angry 3D"&lt;/a&gt; - czy to objaw choroby umysłowej? Ale &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=O2-hiHUh4UQ"&gt;zwiastun&lt;/a&gt; powalił mnie na łopatki inwencją twórców: uciekinier z piekła, wysłannik Diabła, jakiś dziwny kult, a do tego szybkie samochody, blond laska i tleniony Nicholas Cage, będzie ogień, już to czuję. &lt;br /&gt;No dobra, przyznam się, po prostu uwielbiam Williama Fichtnera.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2194136314729607673-2632644970693239437?l=liritio.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://liritio.blogspot.com/feeds/2632644970693239437/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://liritio.blogspot.com/2011/03/mewy-krzycza.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2194136314729607673/posts/default/2632644970693239437'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2194136314729607673/posts/default/2632644970693239437'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://liritio.blogspot.com/2011/03/mewy-krzycza.html' title='Mewy krzyczą.'/><author><name>liritio</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10844189400380246041</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_QtooNre0Gg4/TVBD187_ciI/AAAAAAAAAG8/gL6fbSAx7ZU/s1600/72_389.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://img.youtube.com/vi/U-HhGvFhdaQ/default.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2194136314729607673.post-2764009111393399639</id><published>2011-02-28T12:25:00.000+01:00</published><updated>2011-02-28T12:28:13.092+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='film'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Oscar'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='muzyka'/><title type='text'>Siedzą, gadają i nic się nie dzieje.</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://cdn.screenrant.com/wp-content/uploads/Oscars-2011-83rd-Academy-Awards.jpg"&gt;&lt;img style="display: block; margin: 0px auto 10px; text-align: center; cursor: pointer; width: 431px; height: 250px;" src="http://cdn.screenrant.com/wp-content/uploads/Oscars-2011-83rd-Academy-Awards.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;Obejrzałam część, części zdecydowanie nie, wolałam rozmowę ze znajomą w kuchni i zdrowy sen. Tak, było aż tak interesująco. Czerwonodywanowa impreza szanownej Akademii z roku na rok jest nudniejsza, czy to tylko moje wrażenie?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Prowadzący, Anne Hathaway i James Franco. Niespecjalnie tej dwójce szło, a kiedy w pewnym momencie na scenie pojawił się Billy Crystal, kontrast stał się bolesny. Zdecydowanie nie wychodzili dobrze w porównaniu z osobami wręczającymi nagrody.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wrażenia w obrazkach? Tylko trzy.&lt;br /&gt;Kirk Douglas, ledwo chodzi, ledwo mówi, nic dziwnego, że wszyscy stali. I współczułam odrobinkę hostowi, który miał go wprowadzić i sprowadzić - zdejmij z wizji Kirka Douglasa, który wcale nie spieszy się z wychodzeniem :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Chłopak odbierający Oscara za film krótkometrażowy - Luke Matheny za "God of Love". Świeżością powiało, szkoda że prowadzący duet nie starał się bardziej pójść w stronę tej właśnie pięknie odmiennej naturalności, wtedy może ich konferansjerka miałaby sens.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A wyciąganie całej ekipy filmu w formie małego stada na scenę nie robi dobrego wrażenia, nawet jeżeli wszyscy wyglądają znacznie schludniej, niż Drużyna Pierścienia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Same nagrody? Zaskoczeń nie było, poza jednym, bardzo nieprzyjemnym, kiedy Hooper sprzątnął Fincherowi nagrodę sprzed nosa. Nie, nie, nie.&lt;br /&gt;Oscar za najlepszy film dla "The King's Speech"? Ekhm, serio? Pozostaje mi tylko wywracać oczami.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale, świeci słońce i według moich przewidywań, pobożnych życzeń i abstrakcyjnych gróźb, będzie to ostatni tydzień zimy. A poniższa piosenka jest jednym z tych optymistycznych cudów, które zawsze poprawią mi humor. Oczywiście oscarowa - trzymam się tematu :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Burt Bacharach, &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Raindrops Keep Fallin' on My Head&lt;/span&gt;, piosenka, bez której życie byłoby gorsze.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;iframe title="YouTube video player" src="http://www.youtube.com/embed/VILWkqlQLWk" allowfullscreen="" frameborder="0" height="390" width="480"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2194136314729607673-2764009111393399639?l=liritio.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://liritio.blogspot.com/feeds/2764009111393399639/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://liritio.blogspot.com/2011/02/siedza-gadaja-i-nic-sie-nie-dzieje.html#comment-form' title='Komentarze (15)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2194136314729607673/posts/default/2764009111393399639'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2194136314729607673/posts/default/2764009111393399639'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://liritio.blogspot.com/2011/02/siedza-gadaja-i-nic-sie-nie-dzieje.html' title='Siedzą, gadają i nic się nie dzieje.'/><author><name>liritio</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10844189400380246041</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_QtooNre0Gg4/TVBD187_ciI/AAAAAAAAAG8/gL6fbSAx7ZU/s1600/72_389.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://img.youtube.com/vi/VILWkqlQLWk/default.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>15</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2194136314729607673.post-3917435585773970249</id><published>2011-02-23T13:01:00.001+01:00</published><updated>2011-09-11T22:09:43.127+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='USA'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='romans'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Marylin Monroe'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='komedia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Lauren Bacall'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='film'/><title type='text'>"Jak poślubić milionera", reż. Jean Negulesco. N-ty seans w moim wykonaniu - werdykt: nadal zabawne.</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://www.moviegoods.com/Assets/product_images/1020/459228.1020.A.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 250px; height: 388px;" src="http://www.moviegoods.com/Assets/product_images/1020/459228.1020.A.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;/a&gt;To jest notatka przypadkowa, sama się na mnie rzuciła kiedy robiłam zupełnie co innego. A właściwie miało jej nie być, chociaż film - nie po raz pierwszy - uprzyjemnił mi wczorajszy (późny, to jasne) wieczór.&lt;br /&gt;"Jak poślubić milionera". Oczywiście. Remedium najskuteczniej uśmierzające ból, na który zostałam skazana w momencie, kiedy promotor wyrzekł sakramentalne "niech Pani pisze!"&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A ja, ostatnimi czasy trochę słomiana wdowa, mogę jedynie na kota zwalać, że do klawiatury się nie rwę, znaczące trzy literki mgr przed nazwiskiem niespieszno mi zdobywać. &lt;br /&gt;Nigdy mi zbytnio nie zależało, a kiedy do końca tych wymęczonych studiów dzielą mnie już tylko miesiące, nie zależy mi nawet bardziej niż zwykle. Ale mniejsza o moje historyjki, "Jak poślubić milionera" po raz kolejny zdało egzamin i o tym chciałam napisać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Że Lauren Bacall jest jedną z moich ulubionych aktorek &lt;a href="http://liritio.blogspot.com/2010/06/lauren-bacall-i-kropka.html"&gt;już kiedyś napisałam&lt;/a&gt;. Coby się nie powtarzać, nie walnę teraz kolejnego eposu na jej cześć. Tylko króciutko, cichutko wystukam te małe powodziki, dla których "Jak poślubić milionera" jest fajne. Fajne, kocham to słowo, chociaż teoretycznie staram się go unikać w konstrukcji wypowiedzi. Ale nie oszukujmy się, "fajne" jest fajne!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Primo, nie ma ckliwych scen, wyznań, westchnień, rozrzewnień i całego tego sentymentalnego bełkotu, który zalewa sporą część nawet lubianych przeze mnie "komedii romantycznych". &lt;br /&gt;Secundo, ten film jest naprawdę śmieszny. Serio. &lt;br /&gt;Tertio, "Jak poślubić milionera" to jeden z tych filmów, który każda zainteresowana choć minimalnie modą istota powinna zobaczyć. Tyle stylu na jedną klatkę przebija chyba jedynie "Bonnie i Clyde" :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Chociaż C. - biedny, raz jeden zmuszony przeze mnie do obejrzenia radosnych przygód Schatze, Poli i Loco - w zemście stwierdził pół żartem pół serio, że "Jak poślubić milionera" to triumf seksistowskiej ideologii. Ale cóż, nie ma racji, może tylko tycią odrobinkę. A zresztą, seksizm seksizmem, a lekkie kino lat 50tych, lekkim kinem lat 50tych. Ważne, że jest zabawa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I chciałam zauważyć, że jest słońce. I że o godzinie czwartej nadal jest już jasno. I że mimo upiornie niskiej temperatury, tym razem wiosna na pewno przyjdzie już niedługo. Musi, inaczej popadnę w obłęd i będę gryzła ściany. A tego nie chcemy, szkoda zębów (i ścian).&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2194136314729607673-3917435585773970249?l=liritio.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://liritio.blogspot.com/feeds/3917435585773970249/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://liritio.blogspot.com/2011/02/jak-poslubic-milionera-rez-jean.html#comment-form' title='Komentarze (12)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2194136314729607673/posts/default/3917435585773970249'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2194136314729607673/posts/default/3917435585773970249'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://liritio.blogspot.com/2011/02/jak-poslubic-milionera-rez-jean.html' title='&quot;Jak poślubić milionera&quot;, reż. Jean Negulesco. N-ty seans w moim wykonaniu - werdykt: nadal zabawne.'/><author><name>liritio</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10844189400380246041</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_QtooNre0Gg4/TVBD187_ciI/AAAAAAAAAG8/gL6fbSAx7ZU/s1600/72_389.jpg'/></author><thr:total>12</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2194136314729607673.post-801625364657585190</id><published>2011-02-21T12:55:00.001+01:00</published><updated>2011-02-21T13:05:21.170+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Amos Oz'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Izrael'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='wspomnienia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='ludzie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='autobiografia'/><title type='text'>"Opowieść o miłości i mroku", Amos Oz.</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://www.powiat-piaseczynski.info/zdjecia-aktualnosci-2010/opowiesc-o-milosci-i-mroku_amos-oz.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 250px; height: 387px;" src="http://www.powiat-piaseczynski.info/zdjecia-aktualnosci-2010/opowiesc-o-milosci-i-mroku_amos-oz.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;/a&gt;Początkowo miałam zamiar napisać długo (oczywiście wnikliwie i z natchnieniem), tak, żeby każdego przekonać, każdego nakłonić. Ale jednak nie ma to sensu, złożoność samego Oza, jak i jego książki zdecydowanie przerasta moje możliwości wnikania. Powiedzieć o ogromie, który spada na nas z "Opowieści o miłości i mroku" to rozprawa na kilka godzin, wspomnienia Oza są... Niesamowite, z braku lepszego słowa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Liczne światy wyrastają na tych kilkuset stronach, części z nich już nie ma, części dopiero nie będzie. &lt;br /&gt;Izrael to jedno, historia drugie, Amos Oz i jego rodzina to zupełnie inne, trzecie. Zaimponowała mi szczegółowość. Również wytrwałość w zbieraniu informacji o minionych pokoleniach. I opowieści, opowieści... Z ilu opowieści składa się jedna "Opowieść o miłości i mroku", nie zliczę. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A czytałam wspomnienia Oza powoli, oj tak. Nie wiem, czy da się czytać "Opowieść o miłości i mroku" szybko, łapczywie, może się dać. Ale mnie wyszło czytanie powolne, kartka po kartce, opowieść za opowieścią. O babci, która dziadka za ucho ciągnęła i na okrągło czyściła wszystko, co tylko. O wspomnieniach z Równego, które stawało się miejscem tragicznych historii na długo przed rokiem 1941. O Ben Gurionie, który biegał po gabinecie. O arabskim chłopcu, któremu zepsuł stopę. O ojcu z obsesją etymologii i matce z niespełnionymi ambicjami. O wszystkim, co doprowadziło do powstania świata, w którym pierwsze kilkanaście lat życia spędził Oz, o wszystkim, co doprowadziło do powstania Oza.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Amos Oz jest jednym z tych pisarzy, których mądrość jest dla mnie faktem bezdyskusyjnym. Mądrość - słowo mało konkretne. Mądrość spokojna, śmiesznie mogłabym określić, stonowana. Wynikająca z doświadczenia, z przeżytych lat i obejrzanego świata, punkt widzenia naprawdę wart poznania. &lt;br /&gt;Lubię go też. Za dojrzałość. Nienachalny styl. Delikatność. Lubię obiektywizm Oza, który niczego nie potępia na siłę, raczej mimochodem. Lubię to, że nie idzie w zaparte.&lt;br /&gt;I chciałabym, żeby nie był tak bardzo smutny. &lt;br /&gt;Ale może on nie jest, może to tylko jego "Opowieść o miłości i mroku".&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2194136314729607673-801625364657585190?l=liritio.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://liritio.blogspot.com/feeds/801625364657585190/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://liritio.blogspot.com/2011/02/opowiesc-o-miosci-i-mroku-amos-oz.html#comment-form' title='Komentarze (9)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2194136314729607673/posts/default/801625364657585190'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2194136314729607673/posts/default/801625364657585190'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://liritio.blogspot.com/2011/02/opowiesc-o-miosci-i-mroku-amos-oz.html' title='&quot;Opowieść o miłości i mroku&quot;, Amos Oz.'/><author><name>liritio</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10844189400380246041</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_QtooNre0Gg4/TVBD187_ciI/AAAAAAAAAG8/gL6fbSAx7ZU/s1600/72_389.jpg'/></author><thr:total>9</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2194136314729607673.post-5881469794158501763</id><published>2011-02-16T23:57:00.005+01:00</published><updated>2011-09-11T22:10:24.106+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='USA'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Jeff Bridges'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Josh Brolin'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='film'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='western'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Oscar'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Matt Damon'/><title type='text'>"Prawdziwe męstwo", reż. Ethan i Joel Coen.</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://img.stopklatka.pl/dat/img/b764ef7f7954e0e.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 250px; height: 370px;" src="http://img.stopklatka.pl/dat/img/b764ef7f7954e0e.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;/a&gt;Od razu się przyznam: myślałam, że to wszystko będzie wyglądało zupełnie inaczej. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Uprzedzam, nie znam się zbytnio na filmach braci Coen, więc zarzuty typu "mało w tym filmie typowego dla braci Coen..." - w miejsce kropek wstawiacie to, czego akurat Wam typowego dla braci Coen brakowało - są dla mnie po prostu niezrozumiałe. Możliwe, że mało w tym filmie typowego dla braci Coen... czegoś. Ale ja nic o tym nie wiem i jakby co, wszystkiego się wyprę :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A jeszcze mniej znam się na westernach, ile ich w życiu widziałam, zapewne policzę na palcach u rąk... "W samo południe", Gary Cooper i Prawdziwy Amerykański Bohater to zdecydowanie nie mój styl. "Szybcy i martwi", "Kasia Ballou" (Lee Marvin, wiem, nic nie pamiętam), "Siedmiu wspaniałych", "Dobry, zły i brzydki"... Czy "Ned Kelly" to western? Widzicie, ubogo.&lt;br /&gt;Także przytyki odnośnie gatunku również nie przyjdą z mojej strony - dla mnie to jest czarna magia, dobry western, zły western, wtórności gatunku, itd., itp., a skąd ja mam wiedzieć?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oczywiście prawidłowym wnioskiem z powyższego wstępu będzie: "oho, Liritio się podobało" - owszem, podobało się.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://img.stopklatka.pl/film/43200/43260/g-14.jpg?29950715"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 375px; height: 250px;" src="http://img.stopklatka.pl/film/43200/43260/g-14.jpg?29950715" border="0" alt="" /&gt;&lt;/a&gt;Mimo tego, że faceci ganiający się wśród piachu z coltem u boku to nie moja bajka. Mimo tego, że ogólnie rzecz biorąc nie lubię braci Coen. I mimo tego, że szczerze i coraz bardziej nie znoszę Jeffa Bridgesa - jak pisałam komentując zwiastun - to niepojęte, ale "Prawdziwe męstwo" naprawdę obejrzałam z przyjemnością. Dużą.&lt;br /&gt;I teraz nieszczęśliwi fani westernów wracają do wersji oryginalnej, która według znawców gatunku była lepsza. Fani braci Coen nie wiem czy są nieszczęśliwi, mogą więc robić, co sobie życzą.&lt;br /&gt;A ja zaczynam krótkie podsumowanie bardzo długiego wstępu (dzisiejszy wpis składa się ze wstępu i zakończenia, środka brak).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dialogi! Poezja. Nieprzesadzone, stonowane, powściągliwe - jak na twardzieli z Dzikiego Zachodu przystało. Do tego trzymanie się rzeczywistości: stoimy twardo na ziemi, rzucamy cięte riposty, prosto komentujemy skomplikowany świat, to co lubię najbardziej.&lt;br /&gt;Hailee Steinfeld, faktycznie dobra. Świetna. Podobnie jak reszta obsady, Matt Damon mnie odrobinę zaszokował, ten człowiek ma talent! Sama bym na to nie wpadła... ale to dobrze, bo ostatnio wszędzie go widzę. &lt;br /&gt;Josha Brolina uwielbiam, jest czarujący nawet w roli jękliwego bandyty, który cierpi na małą paranoję. A Bridges... Ja wiem, że to jest aktor pierwszej klasy. I wiem, że Wy wiecie, i Wy wiecie, że ja wiem, że Wy wiecie... Tak, na tym skończmy.  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://img.stopklatka.pl/film/43200/43260/g-8.jpg?29950716"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 375px; height: 250px;" src="http://img.stopklatka.pl/film/43200/43260/g-8.jpg?29950716" border="0" alt="" /&gt;&lt;/a&gt;Ale, żeby nie było niedomówień, ja film pokochałam ze względu na dialogi. Uśmiałam się jak norka, a dzisiaj było mi to bardzo potrzebne. I chociaż nie wystawiłabym "Prawdziwemu męstwu" etykietki "komedia", walor wzbudzanego śmiechu był tym głównym.&lt;br /&gt;Nie zrozumcie mnie źle, zauważyłam część westernową, dramatyczną, wszystko wiem. Ale rozmowy złożone z tak idealnych zdań, ajajaj, chciałabym cytować, ale nie ma jak. Humor sytuacyjny (czarny głównie), nie do zacytowania. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Co do nominacji oscarowych... O tym kiedy indziej. Albo wcale.&lt;br /&gt;A "Prawdziwe męstwo" dołącza do "To nie jest kraj dla starych ludzi" i "Bracie, gdzie jesteś?", tworząc tym samym tercet egzotyczny: filmy Coenów, które Liritio będzie oglądała jeszcze wiele razy.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2194136314729607673-5881469794158501763?l=liritio.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://liritio.blogspot.com/feeds/5881469794158501763/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://liritio.blogspot.com/2011/02/prawdziwe-mestwo-rez-ethan-i-joel-cohen.html#comment-form' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2194136314729607673/posts/default/5881469794158501763'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2194136314729607673/posts/default/5881469794158501763'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://liritio.blogspot.com/2011/02/prawdziwe-mestwo-rez-ethan-i-joel-cohen.html' title='&quot;Prawdziwe męstwo&quot;, reż. Ethan i Joel Coen.'/><author><name>liritio</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10844189400380246041</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_QtooNre0Gg4/TVBD187_ciI/AAAAAAAAAG8/gL6fbSAx7ZU/s1600/72_389.jpg'/></author><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2194136314729607673.post-1684038382937273104</id><published>2011-02-10T21:07:00.000+01:00</published><updated>2011-02-10T21:07:00.471+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Japonia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='wspomnienia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='ludzie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='autobiografia'/><title type='text'>"O czym mówię, kiedy mówię o bieganiu", Haruki Murakami.</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://merlin.pl/O-czym-mowie-kiedy-mowie-o-bieganiu_Haruki-Murakami,images_big,3,978-83-7495-806-6.jpg"&gt;&lt;img style="float: left; margin: 0pt 10px 10px 0pt; cursor: pointer; width: 250px; height: 353px;" src="http://merlin.pl/O-czym-mowie-kiedy-mowie-o-bieganiu_Haruki-Murakami,images_big,3,978-83-7495-806-6.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Nigdy bym nie przypuściła, że autor książek tak poetyckich może mieć tak usystematyzowany charakter. Murakami, który pokazał się trakcie pisania o bieganiu jest jak mocno przykręcona śrubka - a jest to obrazek tak daleki od mężczyzny, którego widziałam podczas lektur jego książek. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gwoli wyjaśnień, Haruki Murakami ani mnie ziębi ani grzeje. Książki, które przeczytałam uważam za bardzo dobre, ale wynika to z tego, że nie doczytuję do końca książek rozrywkowych, które mnie męczą, które mi się nie podobają. Tak też pochłonęłam "Przygodę z owcą" i "Tańcz, tańcz, tańcz" z wielkim zainteresowaniem. I tak samo rzuciłam w kąt "Kronikę ptaka nakręcacza", krótka piłka.&lt;br /&gt;Kwestię Nobla dla Murakamiego uważam za raczej zabawne życzenie fanów, niż rzeczywistą przepowiednię, ale możliwe, że za mało znam jego twórczość i za mało się znam w ogóle. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"O czym mówię, kiedy mówię o bieganiu" ukazuje człowieka niezwykle skupionego na osiąganiu celów i w tym skupieniu obłędnie systematycznego. Na początku miał bar i nie wierzę, żeby prowadził ów bar z mniejszym zdyscyplinowaniem, niż to towarzyszące jego bieganiu i pisaniu. &lt;br /&gt;I tu pojawia się śmieszna sprawa, czy człowiek tak skoncentrowany może pisać swoje fantazyjne i pełne metafor książki lekko? Nie sądzę. Teraz mam obraz Murakamiego, który z zacięciem doszlifowuje każde zdanie, żeby wyglądało tak, jak powinno. Murakamiego, który żelazną ręką trzyma w ryzach swoją pozornie niewymuszoną w stylu "Przygodę z owcą". &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Charakter pisarza zaskoczył mnie, potem zirytował, żeby na koniec stać się obojętną, przyjętą do wiadomości rzeczywistością. A jego dziennik biegania, jak można by określić "O czym mówię, kiedy mówię o bieganiu", jest zapewne tak samo dopracowany jak każda inna czynność w jego uporządkowanym życiu. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Samo bieganie w oczach Murakamiego jest czymś zupełnie innym, niż bieganie widziane moimi oczami. Jego bieganie jest środkiem do celu. Zachowania formy, uspokajania myśli, a przede wszystkim kolejnym etapem w grze z samym sobą - stawia sobie kolejne poprzeczki, kolejne maratony, kolejne limity i pokonuje je z tą niezłomną skutecznością, która co prawda budzi pewien podziw (szczególnie dla jego konsekwencji w działaniu), ale nie uśmiech.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Najciekawsze w tej książce były chyba fragmenty dotyczące jego baru, życia poza pracą i bieganiem. Czyli tak naprawdę wszystkie uwagi marginalne. Ale to moja selekcja, jeżeli natknie się na tę książkę ktoś znacznie bardziej z Murakamim zaprzyjaźniony, zapewne wyniesie z lektury cieplejsze odczucia.&lt;br /&gt;Mnie Murakami zdziwił, odrobinę denerwował charakterem małego, zakamuflowanego megalomana, ale nie mogę powiedzieć, żebym go nie lubiła. W ogóle mało uczuć wzbudza jako osoba, znacznie więcej budzą jego książki.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2194136314729607673-1684038382937273104?l=liritio.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://liritio.blogspot.com/feeds/1684038382937273104/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://liritio.blogspot.com/2011/02/o-czym-mowie-kiedy-mowie-o-bieganiu.html#comment-form' title='Komentarze (7)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2194136314729607673/posts/default/1684038382937273104'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2194136314729607673/posts/default/1684038382937273104'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://liritio.blogspot.com/2011/02/o-czym-mowie-kiedy-mowie-o-bieganiu.html' title='&quot;O czym mówię, kiedy mówię o bieganiu&quot;, Haruki Murakami.'/><author><name>liritio</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10844189400380246041</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_QtooNre0Gg4/TVBD187_ciI/AAAAAAAAAG8/gL6fbSAx7ZU/s1600/72_389.jpg'/></author><thr:total>7</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2194136314729607673.post-3890652601495845086</id><published>2011-02-07T15:54:00.002+01:00</published><updated>2011-09-11T22:11:02.540+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='USA'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='sensacja'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='romans'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Johnny Depp'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Angelina Jolie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='porównania'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='thriller'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='film'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Francja'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Paul Bettany'/><title type='text'>"Turysta", reż. Florian Henckel von Donnersmarck</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://klient.stopklatka.pl/dat/img/0fbe74697b0c231.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 250px; height: 371px;" src="http://klient.stopklatka.pl/dat/img/0fbe74697b0c231.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;/a&gt;Nadrabiam zaległości i "Turysta" leci na pierwszy ogień. Wrażenia po filmie już przebrzmiały, ale zarys tego, co chciałam powiedzieć wtedy, jeszcze pozostał.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie będę zaprzeczała (chociaż chętnie bym to zrobiła), że "Turysta" jest filmem średnim. Ani porywającej akcji w nim nie uświadczycie, ani porażającej gry aktorskiej (chociaż obsada jest bardzo dobra, jednak "Turysta" nie był najwyraźniej produkcją, w której podsycano by ducha aktorskiej brawury, zadowolono się wypracowaną przez lata biegłością aktorów), wisi też nad nim cień pierwowzoru "Anthony Zimmer", o którym wspomnę za chwilę. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zdawałoby się więc, że jedynymi atutami "Turysty" są właśnie nazwiska obsady, bardzo estetyczna i miła oku oprawa scenariusza - przepiękne zdjęcia Wenecji, po prostu bajka. I możliwe, że tak jest, ale niekoniecznie dyskwalifikuje to film.&lt;br /&gt;Moim skromnym zdaniem "Turysta" po prostu pasowałby znacznie bardziej do kina "złotych lat" Hollywood, kiedy aktorów było chyba mniej, a krzyczące z plakatu "Cary Grant i Ingrid Bergman" przyciągało jak magnes. Albo "Fred Astaire i Audrey Hepburn" - a czy "Funny Face" to rzeczywiście rewelacja? Nie bardzo. Po prostu piękna Audrey w pięknej sukni i wdzięczny Astaire kręcący się wkoło.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://img.stopklatka.pl/film/44900/44957/g-1.jpg?24591891"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 375px; height: 250px;" src="http://img.stopklatka.pl/film/44900/44957/g-1.jpg?24591891" border="0" alt="" /&gt;&lt;/a&gt;I w "Turyście" mamy właśnie taki "wielki" duet naszych czasów. Tandem Jolie i Depp plącze się po ekranie, olśniewa aparycją, gra w połowie samych siebie - a tłem dla nich jest akcja wzięta z filmu kilka lat starszego "Anthony Zimmer". Równie przewidywalna i miejscami niedorzeczna, co w oryginale. &lt;br /&gt;Chociaż możliwe, że "Turysta" oferuje znacznie mniejsze napięcie i znacznie więcej hollywoodzkich pocałunków, wolę wersję amerykańską, przynajmniej oglądając "Turystę" nie czułam, że powinnam zachwycić się urodą Jolie - wersji amerykańskiej brak francuskiej subtelności, że Jolie miała być piękna zostało wywalone na środek bez zbędnego skrępowania. A tym samym przestało być irytujące. Niby zwykle takie zagrywki o delikatności młota kowalskiego mnie zniesmaczają, ale w "Turyście" jakimś cudem te obezwładniające widoki, obsada prawie że skrząca się złotem, tępa przewidywalność akcji, to wszystko zachowało jakimś cudem klasę i wdzięk. Jakby twórcy mrugali do nas z rozbawieniem, pytając "jest piękno? jest śmiech? jest wielka miłość i wielka tajemnica? to czego się czepiacie?"&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Turysta" jest filmem, w którym w biały dzień Johnny Depp, w białym smokingu zapala papierosa przed Pałacem Dożów, a w tle wzlatują gołębie. I jak tu nie uznać, że "Turysta" to po prostu sama klasyka? :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bt.eutorrents.com/imagehost/images/azimm.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 250px; height: 333px;" src="http://bt.eutorrents.com/imagehost/images/azimm.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;/a&gt;Dobrze, "Anthony Zimmer". Nikt mi nie wmówi, że był lepszy. Miał inny, spokojniejszy klimat, znacznie bardziej tajemniczy, zahaczający o thriller. Tylko żeby film tak przerażająco poważny jak francuski pierwowzór "Turysty" zdawał egzamin, musi być naprawdę dobry. Inaczej jest nudny i męczący w tej nieznośnej powadze. Jakby przez cały film starano się udowodnić, że scenariusz ma sens, a Francuzi robią solidne kino. &lt;br /&gt;A przecież, kiedy obedrze się "Anthony'ego Zimmera" z tej nieszczęsnej powagi, kiedy zabierze się "Turyście" całą tę przepyszną otoczkę pięknego rozmachu i sławy, zostanie dokładnie to samo - historia w stylu "zabili go i uciekł", która naprawdę ma mało sensu.&lt;br /&gt;A mając do wyboru śmiertelną powagę Sophie Marceau i przesadzoną świetność "Turysty", wybieram to drugie.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2194136314729607673-3890652601495845086?l=liritio.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://liritio.blogspot.com/feeds/3890652601495845086/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://liritio.blogspot.com/2011/01/turysta-rez-florian-henckel-von.html#comment-form' title='Komentarze (11)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2194136314729607673/posts/default/3890652601495845086'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2194136314729607673/posts/default/3890652601495845086'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://liritio.blogspot.com/2011/01/turysta-rez-florian-henckel-von.html' title='&quot;Turysta&quot;, reż. Florian Henckel von Donnersmarck'/><author><name>liritio</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10844189400380246041</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_QtooNre0Gg4/TVBD187_ciI/AAAAAAAAAG8/gL6fbSAx7ZU/s1600/72_389.jpg'/></author><thr:total>11</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2194136314729607673.post-1207255561301924137</id><published>2011-01-28T19:11:00.004+01:00</published><updated>2011-01-28T19:28:39.511+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='prywatny cyrk'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='muzyka'/><title type='text'>W biegu.</title><content type='html'>Sesja w połączeniu z pracą pożera mój czas, staram się rezygnować ze zbędnych czynności w myśl zasady, "sleep is for the weak", ale tak naprawdę już mnie to nie bawi. Zarywanie nocy miało sens w okolicach klasy maturalnej, nie na finiszu studiów - teraz pochłanianie red bulla mieszanego z kawą i papierosami przypomina mi jedynie, że trochę się przeliczyłam z siłami. &lt;br /&gt;Byle do kolejnego piątku. A potem do wiosny.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na miły wieczór proponuję Adele, "Rolling in the Deep". Dziewczyna ma głos! &lt;br /&gt;Tylko ostrzegam, ta piosenka łatwo uderza do głowy. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;iframe title="YouTube video player" class="youtube-player" type="text/html" width="500" height="305" src="http://www.youtube.com/embed/lazyDlfaptM?rel=0" frameborder="0" allowFullScreen&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No fajnie, to już mogę iść do pracy.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2194136314729607673-1207255561301924137?l=liritio.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://liritio.blogspot.com/feeds/1207255561301924137/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://liritio.blogspot.com/2011/01/w-biegu.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2194136314729607673/posts/default/1207255561301924137'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2194136314729607673/posts/default/1207255561301924137'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://liritio.blogspot.com/2011/01/w-biegu.html' title='W biegu.'/><author><name>liritio</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10844189400380246041</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_QtooNre0Gg4/TVBD187_ciI/AAAAAAAAAG8/gL6fbSAx7ZU/s1600/72_389.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://img.youtube.com/vi/lazyDlfaptM/default.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2194136314729607673.post-4605525488203364106</id><published>2011-01-27T00:44:00.000+01:00</published><updated>2011-01-27T00:44:59.450+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='powieść'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='filozofia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Szwajcaria'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Wielka Brytania'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książka'/><title type='text'>"Podchody miłosne", Alain de Botton.</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://lc-upload.s3-external-3.amazonaws.com/books/64000/64887/352x500.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 250px; height: 360px;" src="http://lc-upload.s3-external-3.amazonaws.com/books/64000/64887/352x500.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;/a&gt;Co prawda zamierzałam się na "Sztukę podróżowania", ale jak się nie ma, co się lubi... &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zadziwiającym dla mnie tworem jest ta książka, rozłożenie emocji i uczuć na wagi, na procesy elementarne. Rozłożenie skrupulatne na małe kawałeczki, każdy ładnie zatytułowany, powiązane ze sobą parą głównych bohaterów. &lt;br /&gt;Bohaterów określonych w szczegółach, Eryka i Alicję, każde z nich posiada pewną aparycję i własny charakter, ale nie mogłam się podczas lektury oprzeć wrażeniu, że tylko cienka linia dzieli Alicję i Eryka od prostego stwierdzenia w stylu "na potrzeby badania losujemy respondentkę X i respondenta Y".  &lt;br /&gt;Czytałam więc studium miłości, ale w rozumieniu emocji, procesu chemicznego, który często prowadzi do powstania kolejnej badanej zmiennej, "związku". &lt;br /&gt;Z "Podchodów miłosnych" można by wypisać zmienne, stworzyć model, przepuścić przez program i otrzymać elegancką ewaluację w liczbach. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Że autor nie napisał książki złożonej z analizy kolejnych wyników liczbowych należy się tylko cieszyć, ponieważ "Podchody miłosne" są lekturą na pewno interesującą. Po prostu musiałam pokonać pierwszy szok i dostosować się do konwencji. &lt;br /&gt;Przede wszystkim ogromna wiedza A. de Bottona wyłazi z tej książki na każdej stronie. Mrowie a mrowie odniesień do filozofii, teorii znanych i mniej znanych, odniesień absolutnie słusznych i pożądanych, z gatunku tych, które naprawdę wnoszą coś do treści, nie mają roli jedynie manifestacyjnej. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Spojrzenie na coś dla mnie tak niedefiniowalnego jak miłość w sposób całkowicie definicyjny było najpierw zaskakujące, następnie irytująco dziwaczne, żeby na koniec dotrzeć do mojego przekonania. Oczywiście de Botton nie koncentruje się jedynie na miłości, raczej rozważa ogólne prawidłowości rządzące związkiem, akurat w tym przypadku, Alicji i Eryka. &lt;br /&gt;Zamiast rozważań ogólnych, raczej niekonkretnych, może odrobinę poetyckich, dostałam porządną, prawie że psychologiczną analizę czynników, które sama w codziennym życiu odbieram jedynie intuicyjnie. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pozwólcie, że zacytuję całkowicie przypadkowy fragment:&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;&lt;blockquote&gt;"Każdy mężczyzna, zanim zdobędzie kochankę, ma matkę - i z tego punktu widzenia każdy mężczyzna doświadcza matczynej wszechmocy wobec bezradnego dziecka, zanim zaangażuje się w bardziej zrównoważony (albo wręcz przeciwnie) związek z kobietą. Matka Eryka była silną kobietą(...) Takie właśnie obrazy leżały u korzeni mizoginii Eryka: obawa przed wszechpotężną matką."&lt;br /&gt;A. de Botton, "Podchody miłosne", Prószyński i S-ka, Warszawa 2003, str. 180-181.&lt;/blockquote&gt;&lt;/span&gt;Ileż w tych zdaniach trafności, precyzji i zabawnej rzetelności! Takimi właśnie analizami przetykane są "z życia wzięte" zdarzenia, rozmowy między Alicją a Erykiem, z których każda ilustruje twierdzenia autora. Coś pięknego, aczkolwiek momentami ciężkiego do przeżucia. Bowiem kiedy, dla przykładu, na stronie 221 widzę zdanie "(...)krzywda zyskała miano raczej administracyjnej niż wstydliwie emocjonalnej.", najpierw chwilę zajmuje mi zrozumienie takiego tworu, a dopiero potem mogę ruszyć dalej z odniesieniem go do treści. &lt;br /&gt;Pomijam już głupi fakt, że powyższego zdania akurat nie rozumiem. Znaczy indywidualny sens owszem, ale w kontekście już nie. Mniejsza o większość.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Alain de Botton mnie zaintrygował "Podchodami miłosnymi", następnym razem jednak postaram się dopaść "Sztukę podróżowania" albo "Jak Proust może zmienić Twoje życie", mam wrażenie, że płodozmian tematu w przypadku książek de Bottona będzie wskazany dla uniknięcia niestrawności. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I odradzam czytanie tej książki w pośpiechu, nieuważnie, wtedy zapewne wyda się nudna.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2194136314729607673-4605525488203364106?l=liritio.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://liritio.blogspot.com/feeds/4605525488203364106/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://liritio.blogspot.com/2011/01/podchody-miosne-alain-de-botton.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2194136314729607673/posts/default/4605525488203364106'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2194136314729607673/posts/default/4605525488203364106'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://liritio.blogspot.com/2011/01/podchody-miosne-alain-de-botton.html' title='&quot;Podchody miłosne&quot;, Alain de Botton.'/><author><name>liritio</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10844189400380246041</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_QtooNre0Gg4/TVBD187_ciI/AAAAAAAAAG8/gL6fbSAx7ZU/s1600/72_389.jpg'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2194136314729607673.post-3866549791844246250</id><published>2011-01-23T13:45:00.005+01:00</published><updated>2011-02-28T22:27:55.416+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='zwiastun'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='USA'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='prywatny cyrk'/><title type='text'>Czekam...</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;iframe title="YouTube video player" class="youtube-player" type="text/html" src="http://www.youtube.com/embed/CUiCu-zuAgM?rel=0" allowfullscreen="" frameborder="0" height="274" width="450"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Bracia Coen są moją zagwozdką, nie przepadam za ich filmami tak naprawdę, ale kiedy staram się wskazać ten jeden, którego nie lubiłam, okazuje się, że wszystkie tak naprawdę były dobre i moja antypatia do nich istnieje jakoś obok całkiem oddzielnego uznania dla ich filmografii.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A od kiedy zobaczyłam zwiastun "True Grit", znalazłam się w miejscu, w którym mnie prawie skręca z przedłużanego oczekiwania - premiera w lutym, oczywiście... Ale cóż, lepiej późno, niż wcale.&lt;br /&gt;Żebym ja tak czekała na film Coenów! Niespotykane, świat się zmienia. Co zabawniejsze, film z Jeffem Bridgesem, którego średnio znoszę na ekranie (ale ma tyle dobrych ról na koncie, że nie mogę omijać jego filmów, podstępny :), a przecież westerny to niekoniecznie "mój" gatunek filmowy.&lt;br /&gt;Ale premiery nie mogę się już doczekać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Co do mojej skandalicznej nieaktywności blogowej, hmm, nie mam nic sensownego na swoje wytłumaczenie. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W kolejce przytupują nerwowo niewątpliwie światłe przemyślenia z "Turysty", z ciężkiej do opisania książki Amosa Oza, z drobnych przyjemnostek P. Delerma, z... Oh la la, ta kolejka staje się coraz dłuższa, a we mnie pustka. Może to przejdzie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ha, ale dzisiaj jest takie słońce, że się uśmiecham szeroko.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2194136314729607673-3866549791844246250?l=liritio.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://liritio.blogspot.com/feeds/3866549791844246250/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://liritio.blogspot.com/2011/01/czekam.html#comment-form' title='Komentarze (8)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2194136314729607673/posts/default/3866549791844246250'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2194136314729607673/posts/default/3866549791844246250'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://liritio.blogspot.com/2011/01/czekam.html' title='Czekam...'/><author><name>liritio</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10844189400380246041</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_QtooNre0Gg4/TVBD187_ciI/AAAAAAAAAG8/gL6fbSAx7ZU/s1600/72_389.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://img.youtube.com/vi/CUiCu-zuAgM/default.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>8</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2194136314729607673.post-6122160447286269887</id><published>2011-01-12T13:29:00.000+01:00</published><updated>2011-01-12T13:31:04.165+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='prywatny cyrk'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='muzyka'/><title type='text'>"La Soledad".</title><content type='html'>Dzień dobry, mokry, pochmurny... Jestem na nogach od szóstej, czego szczerze nienawidzę, i właśnie odreagowywałam przy kawie i papierosowych pogawędkach ze znajomym, kiedy doszliśmy do tematu pianina. Moje na przykład, jest aktualnie odrobinę rozstrojone, kolejna sprawa na liście "do zrobienia"... &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Chociaż niespecjalnie przepadam za graniem muzyki Chopina, "Andante Spianato" męczyłam tyle lat, że właściwie powinno na klawiaturze wygrywać się już samo z siebie, powietrzem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pink Martini jest zespołem wartym uwagi, a ich "La Soledad" to przepiękna muzyka. Delikatny, rozmarzony początek i gęsta, aksamitna wiolonczela. &lt;br /&gt;Ciekawa jestem, czy Fryderykowi by się spodobała taka rozwiązła aranżacja jego wstępu do Wielkiego Poloneza Es-dur. &lt;br /&gt;Czy siedziałby czasem tak jak ja, ponuro patrząc w siąpiący deszczyk, popijając zimną już kawę, przypadkiem sypiąc popiołem z papierosa na stos papierów i ukradkiem pokasłując w rękaw?&lt;br /&gt;Albo cichutko podśpiewując "viniste a mi, como poesia en la cancion...", myśląc, że chociaż instrumenty smyczkowe to nie jego bajka, śpiewne jęki strun potrafią ukoić niepokój, potrafią przywołać wspomnienie wiosny.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jak to przyjemnie z Chopina uczynić kogoś takiego jak ja czy Wy. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;object width="480" height="385"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/IdLAOnjPGMw?fs=1&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;rel=0"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/IdLAOnjPGMw?fs=1&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;rel=0" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="480" height="385"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2194136314729607673-6122160447286269887?l=liritio.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://liritio.blogspot.com/feeds/6122160447286269887/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://liritio.blogspot.com/2011/01/la-soledad.html#comment-form' title='Komentarze (12)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2194136314729607673/posts/default/6122160447286269887'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2194136314729607673/posts/default/6122160447286269887'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://liritio.blogspot.com/2011/01/la-soledad.html' title='&quot;La Soledad&quot;.'/><author><name>liritio</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10844189400380246041</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_QtooNre0Gg4/TVBD187_ciI/AAAAAAAAAG8/gL6fbSAx7ZU/s1600/72_389.jpg'/></author><thr:total>12</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2194136314729607673.post-4004766996403710512</id><published>2011-01-11T21:14:00.002+01:00</published><updated>2011-01-11T21:23:39.062+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='porównania'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Polska'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='felietony'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Australia'/><title type='text'>"W łóżku z Jokastą", Richard Glover.</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://merlin.pl/W-lozku-z-Jokasta_Richard-Glover,images_big,23,978-83-7515-063-6.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 250px; height: 377px;" src="http://merlin.pl/W-lozku-z-Jokasta_Richard-Glover,images_big,23,978-83-7515-063-6.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;/a&gt;Jak się powiedzie zamysł według planu, jest szansa na post krótki (czasu nie ma) i na temat (hmm... temat szeroki).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przede wszystkim wypadałoby zaznaczyć, że chociaż zbioru artykułów Richarda Glovera nie doczytałam do końca, wynikało to raczej ze zmęczenia materiału czytelniczki, niż z jakiejś jego nieudolności tworzenia. &lt;br /&gt;Nie poraził mnie ani oryginalnością, ani dowcipem, ale przy lekturze jego poglądów, które ewoluowały podczas życia z małżonką - Jokastą, nie męczyłam się, w kilku momentach nawet szeroko uśmiechnęłam. I właściwie w nierówności poziomu leży sedno problemu - felietony Glovera nie są specjalnie krótkie, w większości dotyczą ogólnego tematu życia w rodzinie, co gdzieś w połowie robi się nieznośnie monotonne.&lt;br /&gt;A za każdym razem, kiedy już miałam książką rzucać w kąt, pojawiał się fragment, przy którym parskałam śmiechem i pełna nowego zapału przewracałam kolejne strony. Tak przewracałam, aż w pewnym momencie dopadł mnie smok wiedzy akademickiej i wtrącił wszystkie dodatkowe rozrywki z rąk - a potem już do Jokasty i jej męża nie powróciłam.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jest to więc lektura przeciętna, ale w morzu książek zdecydowanie złych i przeciętność się sprzedaje. Do nieprzeciętności zabrakło albo znacznie bardziej odkrywczych spostrzeżeń, albo znacznie zabawniejszego, może bardziej ciętego dowcipu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://empikmedia.pl/c/talki-z-reszta-bprod58906731.jpg"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 250px; height: 400px;" src="http://empikmedia.pl/c/talki-z-reszta-bprod58906731.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;/a&gt;Jednakże, skoro jest okazja, chciałabym wspomnieć innego pana, również skupiającego się na formie krótkiej, którą komentuje życie rodzinne sielsko-anielskie i czyni to w sposób lepszy, niż pan Glover.&lt;br /&gt;Mam tu na myśli Leszka Talko, którego dwa zbiorki felietonów "Talki w wielkim mieście" i "Talki z resztą" uprzyjemniły mi kilka wieczorów. W przeciwieństwie bowiem do odrobinę nużących opowieści Glovera, Talko przedstawia siebie i Mżonkę z przymrużeniem oka, momentami wręcz groteskowo, biorąc pod lupę różnorakie zachowania swoje i znajomych. Więcej humoru, więcej zwięzłości, wniosek: więcej mojej radości. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Felietony humorystyczne to podstępne stworzenia, już prawie się autorowi udają i puenta się w ostatniej chwili wyślizguje. Już prawie się przy nich uśmiecham, a potem jednak nie. &lt;br /&gt;Kiedy byłam znacznie młodsza lubiłam czytać zbiorki autorstwa Joanny Szczepkowskiej - a teraz, po kilku latach chciałam wrócić do ulubionych fragmentów i co? Oczywiście niezmiernie irytowała mnie jej poetyckość i wszędzie podkreślana insza inszość. &lt;br /&gt;Dlatego też w takim gatunku, mimo ciągłych prób oswojenia się z nowymi autorami, warto mieć swoją krainę szczęśliwości, do której możemy zawsze wrócić jak do starego znajomego i na nowo uśmiechać się do znanych już motywów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oczywiście &lt;a href="http://liritio.blogspot.com/2010/01/zapiski-na-pudeku-od-zapaek-umberto-eco.html"&gt;Umberto Eco i "Zapiski na pudełku od zapałek"&lt;/a&gt; bym wymieniła w polecanych. &lt;br /&gt;Podrzuconego wyżej Leszka Talko...&lt;br /&gt;Ach, jeszcze mojego ulubieńca, &lt;a href="http://davidsedarisbooks.com/"&gt;Davida Sedarisa&lt;/a&gt;, którego jedynej przetłumaczonej na polski książki, &lt;a href="http://liritio.blox.pl/2009/02/Zjem-to-co-ma-na-sobie-czyli-jak-odkrylam-radosc.html"&gt;"Zjem to, co ma na sobie" (oryginał: "Me Talk Pretty One Day"&lt;/a&gt;), dotyczyła moja pierwsza (zdecydowanie nie najlepsza stylistycznie - "nie najlepsza" w rozumieniu, że zła) recenzja jeszcze na poprzednim blogu. Od tamtego czasu przeczytałam większość jego książek i towarzyszy mi teraz w pochmurniejszych momentach życia już od lat, a moja miłość do jego tekstów nie przemija, jedynie dojrzewa. Sam optymizm z tego faceta bije i ja również chciałabym się tego optymizmu nauczyć.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2194136314729607673-4004766996403710512?l=liritio.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://liritio.blogspot.com/feeds/4004766996403710512/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://liritio.blogspot.com/2011/01/w-ozku-z-jokasta-richard-glover-i.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2194136314729607673/posts/default/4004766996403710512'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2194136314729607673/posts/default/4004766996403710512'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://liritio.blogspot.com/2011/01/w-ozku-z-jokasta-richard-glover-i.html' title='&quot;W łóżku z Jokastą&quot;, Richard Glover.'/><author><name>liritio</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10844189400380246041</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_QtooNre0Gg4/TVBD187_ciI/AAAAAAAAAG8/gL6fbSAx7ZU/s1600/72_389.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2194136314729607673.post-4098473925659447083</id><published>2011-01-02T00:45:00.004+01:00</published><updated>2011-01-02T01:12:26.106+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='prywatny cyrk'/><title type='text'>2011</title><content type='html'>Jeżeli jaki Sylwester, taki cały rok, tzn. że 2011 przyniesie mi sporo czasu wśród cudzych pieniędzy, kwiaty we włosach (sztuczne), ból kolana i zdecydowanie zbyt trzeźwą trzeźwość umysłu, a na sam koniec kokosa. Czarujące perspektywy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A Was co czeka w tym nowym, ledwo raczkującym roku?&lt;br /&gt;Niezależnie od tego, czy sylwestrowa noc obiecała Wam miesiące pełne śmiechu i zabawy albo spokojne i relaksujące, czy może lekko rozmyte, spożytkowane zagłębianiem tajemnic armatur łazienkowych - to by była niezła prognoza dla hydraulików - ja chciałabym jeszcze od siebie dołożyć krótkie życzenia ze szczerego serca.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center; font-weight: bold;"&gt;Żeby wszystkie drogi prowadziły nie tylko do Rzymu, ale innych miejsc, w których chcecie się znaleźć.&lt;br /&gt;Żeby wszelkie lęki, jęki i nerwy pierzchały precz, porażone siłą i godnością Waszego spokoju, niczym jak u tego kwiatu lotosu na tafli jeziora.&lt;br /&gt;Żeby miłość nie bledła, przyjaźń nie uczyła kłamstw, a wrogowie emigrowali.&lt;br /&gt;A rok 2011 był tylko lepszy, niż poprzedni.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;I na zakończenie cytując mojego byłego wykładowcę, &lt;span style="font-style: italic;"&gt;"proszę państwa, przede wszystkim proszę zachować spokój, zdrowie jest najważniejsze"&lt;/span&gt;.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2194136314729607673-4098473925659447083?l=liritio.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://liritio.blogspot.com/feeds/4098473925659447083/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://liritio.blogspot.com/2011/01/2011.html#comment-form' title='Komentarze (7)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2194136314729607673/posts/default/4098473925659447083'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2194136314729607673/posts/default/4098473925659447083'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://liritio.blogspot.com/2011/01/2011.html' title='2011'/><author><name>liritio</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10844189400380246041</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_QtooNre0Gg4/TVBD187_ciI/AAAAAAAAAG8/gL6fbSAx7ZU/s1600/72_389.jpg'/></author><thr:total>7</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2194136314729607673.post-2398462167049270614</id><published>2010-12-30T13:23:00.004+01:00</published><updated>2011-10-23T21:08:25.061+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Tom Cruise'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='USA'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='sensacja'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Peter Sarsgaard'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Cameron Diaz'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='komedia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='film'/><title type='text'>"Knight and Day", reż. James Mangold</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_K4ncs0BvIRA/S7O2-r5WuPI/AAAAAAAAHzk/3yvVro2ulpE/s1600/knight_and_day-2.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 333px; height: 250px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_K4ncs0BvIRA/S7O2-r5WuPI/AAAAAAAAHzk/3yvVro2ulpE/s1600/knight_and_day-2.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;/a&gt;Ludzie są zbyt poważni, do tego wniosku nie sposób nie dojść po przeczytaniu niektórych recenzji i komentarzy filmu "Knight and Day".&lt;br /&gt;Dostają półtoragodzinne kino rozrywkowe, które nie pretenduje przecież do miana "Mission Impossible" w nowszej odsłonie, które nie stara się być następcą chociażby "Raportu mniejszości", a zarzutem padającym najczęściej w jego ocenie jest wymęczone zdanie "nierzeczywiste sceny akcji i za dużo humoru". Ekhm, tak, humor w filmie, o mój Boże.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oczywiście, że "Knight and Day" ma swoje wady, oczywiście, że nie jest to epokowe dzieło, które zmieni kinematografię, ale dajcie spokój "nierzeczywiste sceny akcji", serio? Czy nazwisko Toma Cruisa nic Wam nie mówi?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A zagotowałam się aż tak na wyraźne niedocenianie "Knight and Day", ponieważ oczywiście ja się w filmie zakochałam, nawet mimo mojej odwiecznej niechęci do Toma Cruisa.&lt;br /&gt;Ten film jest tak miły, tak bardzo poprawia humor, tak bardzo odbiega od niektórych przedstawicieli gatunku "komedia sensacyjna", którzy zmuszają nas do walenia czołem w najbliższy stół... Jego najlepszą rekomendacją może być to, że kiedy pokazały się napisy końcowe, ja już chciałam puścić "Knight and Day" od początku.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_vLAaEZFfAnI/S-gk2qhoG7I/AAAAAAAAABs/JpNqRnEvwXE/s1600/Knight+and+day+film.jpg"&gt;&lt;img style="float: right; margin: 0pt 0pt 10px 10px; cursor: pointer; width: 300px; height: 250px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_vLAaEZFfAnI/S-gk2qhoG7I/AAAAAAAAABs/JpNqRnEvwXE/s1600/Knight+and+day+film.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Polski tytuł, "Wybuchowa para" jest dokładnie tym, co zapoczątkowało latem moje uprzedzenie do seansu w kinie. I oczywiście Tom Cruise. Błąd! Muszę sobie w końcu wbić do głowy, że nieuzasadnione anse są właśnie tym, co odgradza mnie od dobrego kina.&lt;br /&gt;Bowiem "Knight and Day" jest filmem bardzo dobrym i naprawdę, zarzucanie mu wad, które mogłyby być wadami, ale w filmach innego gatunku, jest bez sensu.&lt;br /&gt;Dostajemy półnagiego Toma Cruisa w polu kukurydzy, któremu włosy rozwiewa podmuch eksplozji, a światło płonącego samolotu pada na twarz nieprzytomnej Cameron Diaz w jego ramionach. Koszmarne? Skąd, urocze, ponieważ zaserwowane z minimalnym zmrużeniem oka. Ale bez przesady w stronę wyśmiewania pułapek kina akcji, nie, "Knight and Day" to nie jest pastisz pod płaszczykiem komedii. To, podobnie jak wychwalone już przeze mnie &lt;a href="http://liritio.blogspot.com/2010/10/red-rez-robert-schwentke.html"&gt;"RED"&lt;/a&gt;, kino, w którym widz dobrze się bawi, bo jego twórcy także się dobrze bawili.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_vLAaEZFfAnI/S-gk1xw_BxI/AAAAAAAAABk/jjXId7iZrco/s1600/knightandday.jpg"&gt;&lt;img style="float: left; margin: 0pt 10px 10px 0pt; cursor: pointer; width: 378px; height: 250px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_vLAaEZFfAnI/S-gk1xw_BxI/AAAAAAAAABk/jjXId7iZrco/s1600/knightandday.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Z czystym sumieniem, ręką na sercu i słowem harcerza (mogłabym dodać również pieśń na ustach), polecam Wam "Knight and Day". Historia agenta Roya, który poznaje June w dość "gorącym" momencie swojej kariery jest dokładnie tym, co uczyni każdy smętny dzień lepszym. Jest w niej zawrotne tempo, nienarzucający się romansik i mnóstwo śmiechu. A że Tom Cruise naprawdę robi obie jaja ze swoich własnych ról, cóż, muszę z żalem przyznać, że aktor zdystansowany do własnej osoby (co niechętnie podejrzewałam już podczas oglądania "Tropic Thunder"), musi wzbudzić w mym sercu drgnienie sympatii. Ale małe, żeby nie było!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I najpiękniejsza zaleta "Knight and Day", w tym filmie nie ma zadęcia na cokolwiek. Zbytniego nacisku na sceny ucieczek czy akcji - oczywiście, że te sceny są, ale nie zdążycie w czasie ich trwania zrobić małego prania, jajecznicy i zagrać w Totolotka. W "Knight and Day" jest lekko i zabawnie, szybko, bez niepotrzebnego przedłużania, a na dokładkę także inteligentnie. Jest morderca zwisający na pęcie kiełbasy, jest blondynka, która panikuje w interesujący sposób, jest agent, który często się uśmiecha i czarne charaktery, które nie pozostawiają najmniejszych wątpliwości, że ich złe złe dusze są złe.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://www.filmjunk.com/images/weblog/2009/12/knightandday.jpg"&gt;&lt;img style="float: right; margin: 0pt 0pt 10px 10px; cursor: pointer; width: 414px; height: 250px;" src="http://www.filmjunk.com/images/weblog/2009/12/knightandday.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;A co najdziwniejsze, film akcji o agencie specjalnym z Cameron Diaz i Tomem Cruisem w rolach głównych, wedle wszelkich praw natury powinien być przewalony (witamy "Ostatniego samuraja"), boleśnie głupi ("Walkiria" jest odlotowa) i wyrywać westchnienia bólu w bardziej pompatycznych scenach (pamiętacie "Wojnę światów"?) - jak ja nie lubiłam Toma Cruisa... Niespodzianka! Wyszedł normalnie, prosto i bardzo zgrabnie. I w sumie mogłabym już obejrzeć "Knight and Day" po raz kolejny.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2194136314729607673-2398462167049270614?l=liritio.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://liritio.blogspot.com/feeds/2398462167049270614/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://liritio.blogspot.com/2010/12/knight-and-day-rez-james-mangold.html#comment-form' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2194136314729607673/posts/default/2398462167049270614'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2194136314729607673/posts/default/2398462167049270614'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://liritio.blogspot.com/2010/12/knight-and-day-rez-james-mangold.html' title='&quot;Knight and Day&quot;, reż. James Mangold'/><author><name>liritio</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10844189400380246041</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_QtooNre0Gg4/TVBD187_ciI/AAAAAAAAAG8/gL6fbSAx7ZU/s1600/72_389.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_K4ncs0BvIRA/S7O2-r5WuPI/AAAAAAAAHzk/3yvVro2ulpE/s72-c/knight_and_day-2.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2194136314729607673.post-3828524327289901818</id><published>2010-12-26T19:42:00.000+01:00</published><updated>2010-12-26T19:44:47.080+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='powieść'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Polska'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książka'/><title type='text'>"Piaskowa góra", Joanna Bator.</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://merlin.pl/Piaskowa-gora_Joanna-Bator,images_big,23,978-83-7414-553-4.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 250px; height: 392px;" src="http://merlin.pl/Piaskowa-gora_Joanna-Bator,images_big,23,978-83-7414-553-4.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;/a&gt;Książka, która chodziła wokół mnie (na ile książka może chodzić) już od dawna. Najpierw pojawiała się na wielu blogach, potem czytały ją moje koleżanki, potem potykałam się o nią w bibliotece... A jednak, mimo pozytywnych opinii i własnego zainteresowania głośną książką Joanny Bator, ciągle jakaś niesprecyzowana niechęć, możliwe, że poniekąd związana z niedokończoną lekturą "Kobiety" - nieciekawa książka - odpychała mnie od "Piaskowej góry". &lt;br /&gt;Potem nastąpiła cisza przed burzą, kiedy to "Piaskowa góra" zniknęła z mojego widnokręgu, żeby całkiem niedawno wyskoczyć znienacka w &lt;a href="http://tamaryszek.blox.pl/2010/11/Piasek-i-chmury.html"&gt;recenzji Tamaryszka&lt;/a&gt;, która znokautowała niechęć i ostatecznie wsadziła "Piaskową górę" w moje małe łapki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jednak jak się okazuje, początkowe uczucie nieokreślonej obawy przed tą książką było uzasadnione. Podobnie jak równie nieokreślone do "Piaskowej góry" przyciąganie, dawno już nie miałam tak sprzecznych odczuć w związku ze spokojną przecież książką.&lt;br /&gt;Wręcz wypadałoby oddzielić dwie strony jednego medalu i brutalnie rozedrzeć moją o "Piaskowej górze" opinię na dwoje. Bowiem z jednej strony zachwyt ciężkim stylem pani Bator, zachłyśnięcie się jej szczerością, ostrością widzenia i całkowitym powstrzymaniem się od upiększania rzeczywistości. I z drugiej, mierził mnie charakter smutnej rodziny Jadzi i Stefana Chmury, smutne osiedle w Wałbrzychu. Ponury i całkowicie obcy mi świat, którego nigdy nie chciałabym zaobserwować z bliska. A "Piaskowa Góra" to właśnie taka lupa przyłożona do tego wałbrzyskiego osiedla, do PRL-owskiej codzienności do rodziny, krewnych i znajomych Jadzi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na pewno czyta się "Piaskową Górę" mozolnie, jakby przedzierając się przez te sny, w których biegniemy, ale nie posuwamy się zbytnio naprzód i nogi ciążą jak ołów. Trzeba było długiej chwili, żebym przywykła do zabałaganionego, upstrzonego szczegółami stylu Joanny Bator. I chwila - błysk, w połowie książki nagle odkryłam, że mnie wciągnęło, mimo że twarz wyginała się w grymasach kolejno niechęci i przerażenia, brnęłam naprzód, coraz szybciej, aż ostatnie zdanie powitałam w środku nocy, jednocześnie zmartwiona, że się skończyło, ale też z ulgą, że więcej już nie muszę. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Chociaż wszystkie opowieści z wałbrzyskiego osiedla są ze sobą poplątane, namotane na jedną szpulę i pod tytułem "Piaskowa góra" wypuszczone w świat, chyba tylko historię Haliny, matki Stefana Chmury, i smutnego kelnera, jej męża, czytałam naprawdę spokojnie. Zawsze to chociaż jedna. Reszty się bałam. Jadzia mnie przerażała. Grażynka mnie przerażała. Dominika także mnie przerażała. W złą nauczycielkę prawie nie uwierzyłam, a Stefan Chmura wydawał się niegroźny, ale i tak budził we mnie niepokój. &lt;br /&gt;Ograniczona mentalność, klaustrofobiczne nagromadzenie charakterów i "Niewolnica Izaura", chciałam tę książkę wyrzucić za okno, a chwilę potem napływała nieśmiała fala podziwu dla przenikliwości, dla umiejętności autorki. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kolejnej części nie tknę, "Piaskową górą" prawie się udusiłam. Ale niewykluczone, że pewnego dnia żmudny proces czytania tej książki powtórzę. Dla tego rewelacyjnego stylu, żeby powrócić do aż nazbyt realistycznie złożonego świata Piaskowej Góry.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2194136314729607673-3828524327289901818?l=liritio.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://liritio.blogspot.com/feeds/3828524327289901818/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://liritio.blogspot.com/2010/12/piaskowa-gora-joanna-bator.html#comment-form' title='Komentarze (7)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2194136314729607673/posts/default/3828524327289901818'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2194136314729607673/posts/default/3828524327289901818'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://liritio.blogspot.com/2010/12/piaskowa-gora-joanna-bator.html' title='&quot;Piaskowa góra&quot;, Joanna Bator.'/><author><name>liritio</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10844189400380246041</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_QtooNre0Gg4/TVBD187_ciI/AAAAAAAAAG8/gL6fbSAx7ZU/s1600/72_389.jpg'/></author><thr:total>7</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2194136314729607673.post-2511813816430396058</id><published>2010-12-14T17:42:00.002+01:00</published><updated>2011-09-11T22:15:38.344+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='dramat'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='USA'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='David Fincher'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Aaron Sorkin'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='film'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Oscar'/><title type='text'>"Social Network", reż. David Fincher.</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://klient.stopklatka.pl/dat/img/ddd51bdc1bcf811.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 250px; height: 351px;" src="http://klient.stopklatka.pl/dat/img/ddd51bdc1bcf811.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;/a&gt;Coroczne Oscary - nagroda może bardziej kojarząca się z wielkim wydarzeniem, niż faktycznie nadal tak istotna, niemniej jednak ja po latach ciągle mam sentyment do owej przydługiej imprezy w Kodak Theatre. W tym roku, na szczęście, potencjalni zwycięzcy wydają się ciekawsi, niż rok temu - chociaż i tak nie spodziewam się fajerwerków. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Social Network", ostatni film Davida Finchera, wychwalony wszem i wobec, jest tegorocznym faworytem najważniejszych nagród - film i reżyseria. Z całego serca życzę Fincherowi tego Oscara, według mnie facet jest bezbłędny od samego początku, chociaż nie uważam wcale większości jego filmów za oscarowe dzieła. Ale tak czy inaczej, jego wygrana ucieszyłaby mnie (i nie tylko mnie, zapewne morze fanów już ostrzy sobie zęby na ewentualnego konkurenta). &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po nieudanym (chociaż nie napisałbym "złym", ale w mojej opinii zdecydowanie słabszym, niż inne jego filmy) "Ciekawym przypadku Benjamina Buttona", który ciągnął się jak długi i na dodatek rozgotowany makaron, "Social Network" to trochę jakby powrót do starej formy i winda na sam szczyt. W tym filmie po prostu nie ma się do czego przyczepić, a przecież czepliwa potrafię być okrutnie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://img.stopklatka.pl/film/42200/42233/g-47.jpg?22932383"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 376px; height: 250px;" src="http://img.stopklatka.pl/film/42200/42233/g-47.jpg?22932383" border="0" alt="" /&gt;&lt;/a&gt;Ale nie tym razem, quasi biograficzna opowieść o młodym twórcy Facebooka jest idealnie wyważona, dopracowana, żaden element nie zawodzi. A przecież chociażby stosunkowo młoda i nie do końca sprawdzona obsada mogłaby ukręcić główkę tej kurce, która zapewne przyniesie deszcz nagród.&lt;br /&gt;Szczególnie naprawdę brawurowy duet Eisenberg i Garfield zasługuje na owację na stojąco. Panowie raczej mi nieznani wcześniej, wcielili się w rolę najlepszych przyjaciół i największych wrogów, Zuckerberga i Saverina. Siedziałabym w kinie oniemiała, gdyby nie to, że wolałam skupić się na filmie i oniemieć trochę później.&lt;br /&gt;Kolejne zaskoczenie, Justin Timberlake. Nie spodziewałam się, że facet, który kojarzy mi się raczej z podskakiwaniem na scenie w rytmie "Sexy Back", odegra rolę Seana Parkera aż tak... dobrze. Dojrzale. Dobrze. Czy już wspominałam, że dobrze?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://img.stopklatka.pl/film/42200/42233/g-51.jpg?22932400"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 389px; height: 250px;" src="http://img.stopklatka.pl/film/42200/42233/g-51.jpg?22932400" border="0" alt="" /&gt;&lt;/a&gt;Chociaż wyszłam z kina raczej przygnębiona seansem, to tylko potwierdza kunszt "Social Network". Atmosfera balansuje pomiędzy filmem dokumentalnym a dramatem w najdramatyczniejszym tego słowa znaczeniu. Momenty, w których parskałam śmiechem tylko pogłębiały smutek na koniec, kiedy okazało się, że Fincher nawet nie spróbuje zrobić ze swojej złotej kury ckliwego dzieła o sile przyjaźni. Świetna decyzja - smutny film.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I tempo, rytm "Social Network" - wszystko współgra ze sobą i toczy się naprzód jakby w takt niesłyszalnego cykania, które zwalnia i przyspiesza, ale nie znika. Brakowało mi tego rytmu, tego napięcia w historyjce o Benjaminie Buttonie. A posłuchajcie chociażby stylu mówienia filmowego Zuckerberga, jakby każdym zdaniem coraz bardziej się rozpędzał, jakby słyszał nieubłagany takt w tle. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ile prawdy jest w "Social Network"? A co za różnica. Tak czy inaczej zadziwiające jest to, że taka wirtualna machina, jaką jest Facebook, takie ogromne pieniądze, to wszystko zaczęło się aż tak niewinnie... &lt;br /&gt;Jest dramatycznie, jak jazda cyrkową kolejką. Jest mrocznie, czasem jest zabawnie, a na sam koniec jest tak strasznie smutno. &lt;br /&gt;Czy to tylko ja aż tak przygnębiona byłam przez "Social Network"? Bo zachwycony jest cały tłum.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2194136314729607673-2511813816430396058?l=liritio.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://liritio.blogspot.com/feeds/2511813816430396058/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://liritio.blogspot.com/2010/12/social-network-re%C5%BC-david-fincher_14.html#comment-form' title='Komentarze (12)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2194136314729607673/posts/default/2511813816430396058'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2194136314729607673/posts/default/2511813816430396058'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://liritio.blogspot.com/2010/12/social-network-re%C5%BC-david-fincher_14.html' title='&quot;Social Network&quot;, reż. David Fincher.'/><author><name>liritio</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10844189400380246041</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_QtooNre0Gg4/TVBD187_ciI/AAAAAAAAAG8/gL6fbSAx7ZU/s1600/72_389.jpg'/></author><thr:total>12</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2194136314729607673.post-4377722769294600179</id><published>2010-12-07T00:11:00.001+01:00</published><updated>2010-12-07T00:18:47.535+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='prywatny cyrk'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='muzyka'/><title type='text'>"Run, Baby, Run"</title><content type='html'>Nie lubię, jak mnie tu zbyt długo nie ma - przypomina mi to za bardzo o fakcie, że o blogu można zbyt prędko zapomnieć i zaniedbać, w natłoku codzienności i niecodzienności. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A że znowu noc i ja znowu oddaję się zajęciom błahym, acz przyjemnym, nie mam natchnienia do pisania o książce czy filmie. Zostaniemy więc przy muzyce.&lt;br /&gt;Poza tym i tak ostatnio nic nie oglądam, poza losowymi odcinkami "Friendsów" - najlepsi, jak zawsze. I śmieję się po latach tak samo, jak za pierwszym razem. &lt;br /&gt;I nic poza książką Joanny Bator nie czytam, a "Piaskową górę" pochłaniam powoli i marszczą mi się od tego zwoje w główce, tyle przemyśleń naraz, tyle sprzecznych odczuć. Zapętlam się przerzucając strony. I dobrze, ale o "Piaskowej górze" potem. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To teraz krótka podróż down memory lane. Rok 2001 i pierwsza rozgrzewka w Wymarzonym Miejscu  Hipotetycznej Pracy (w skrócie: WMHP). Z hipotetycznej pracy wyszło sporo ale na krótko - los złośliwy, daje i odbiera, jednak wcale nie o tym miało być. Ważne, że wtedy po raz pierwszy usłyszałam piosenkę "tej kobiety, która tylko wanna have some fun". Dwa dni później trzymałam w łapkach "Tuesday Night Music Club" i byłam szczęśliwa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I teraz kroiłam pomidora - a lubię kroić - podśpiewując &lt;span style="font-style:italic;"&gt;so run baby run baby run baby run... baby loves to run&lt;/span&gt;, i pomyślałam, że dzisiaj również jestem szczęśliwa, z tym małym pomidorem w łapce i Sheryl Crow w tle. A stąd już prosta droga do ataku wylewności w sieci, czasem je mam, czasem się powstrzymuję. A dzisiaj nie, ha ha.&lt;br /&gt;Wracam do moich pomidorów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;"Run, Baby, Run", Sheryl Crow. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;object width="480" height="385"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/3CUr0bnDCfM?fs=1&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;rel=0"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/3CUr0bnDCfM?fs=1&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;rel=0" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="480" height="385"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2194136314729607673-4377722769294600179?l=liritio.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://liritio.blogspot.com/feeds/4377722769294600179/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://liritio.blogspot.com/2010/12/run-baby-run.html#comment-form' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2194136314729607673/posts/default/4377722769294600179'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2194136314729607673/posts/default/4377722769294600179'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://liritio.blogspot.com/2010/12/run-baby-run.html' title='&quot;Run, Baby, Run&quot;'/><author><name>liritio</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10844189400380246041</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_QtooNre0Gg4/TVBD187_ciI/AAAAAAAAAG8/gL6fbSAx7ZU/s1600/72_389.jpg'/></author><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2194136314729607673.post-6060681901362679303</id><published>2010-11-29T19:42:00.003+01:00</published><updated>2010-11-29T19:49:47.354+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='muzyka'/><title type='text'>Jakże by inaczej.</title><content type='html'>Tylko ze Stingiem mogłam rozpocząć zimę.&lt;br /&gt;To, co dzieje się za oknem jest śliczne, ale tylko odgrodzone szybą. Wlazłam w ten śnieg, zimno, sypie w oczy, ślizgam się i nadal sypie w oczy... A nawet grudnia jeszcze nie ma.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Et voila, przyszła zima, a z nią czas na powrót do "If on a Winter's Night" Stinga i ostatniej piosenki, "You Only Cross My Mind in Winter". Tej, która najbardziej we mnie wrosła.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;object height="385" width="480"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/tWUmtwofaaw?fs=1&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;rel=0"&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/tWUmtwofaaw?fs=1&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;rel=0" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" height="385" width="480"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;I jak ja dawno nie lepiłam bałwana...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2194136314729607673-6060681901362679303?l=liritio.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://liritio.blogspot.com/feeds/6060681901362679303/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://liritio.blogspot.com/2010/11/jakze-by-inaczej.html#comment-form' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2194136314729607673/posts/default/6060681901362679303'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2194136314729607673/posts/default/6060681901362679303'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://liritio.blogspot.com/2010/11/jakze-by-inaczej.html' title='Jakże by inaczej.'/><author><name>liritio</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10844189400380246041</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_QtooNre0Gg4/TVBD187_ciI/AAAAAAAAAG8/gL6fbSAx7ZU/s1600/72_389.jpg'/></author><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2194136314729607673.post-7831402037816888971</id><published>2010-11-28T18:14:00.001+01:00</published><updated>2010-11-28T18:20:01.712+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='powieść'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Polska'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książka'/><title type='text'>"Kobiety z Czerwonych Bagien", Grażyna Jeromin - Gałuszka.</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://www.female.pl/images/reklama/9492.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 250px; height: 356px;" src="http://www.female.pl/images/reklama/9492.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;/a&gt;Uwaga/Attention/Achtung/Attenzione: pociąg relacji Kalejdoskop - Czerwone Bagno nie zatrzymuje się na żadnej stacji. W razie nieodpartej chęci ucieczki przed nie mającym końca marudzeniem autorki niniejszego wpisu sugerowane jest skakanie przez okno. Miłej podróży życzy Kalejdoskopowa Kolej Literacka. Za utrudnienia przepraszamy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A teraz już bez żartów, para buch, koła w ruch, zniesmaczyłam się bagnami - co w tym dziwnego, bagna same w sobie już są mało przyjemnym zjawiskiem, a co dopiero, jak do takich bagien dodać jeszcze kiepską książkę.&lt;br /&gt;Możliwe, że nie powinnam dzisiaj pisać tej recenzji, jako że wyjątkowo zły humor nakręca mnie do rozjechania doszczętnie "Kobiet z Czerwonych Bagien", ale postaram się o hamulec bezpieczeństwa i może nie przesadzę (w końcu, co to za kolej bez hamulca bezpieczeństwa?).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Problem numer jeden na trasie - nic nowego. A co gorsza, nic ciekawego. Rodzina pełna "niezwykłych" kobiet, z których każda napotyka na swej drodze tego jedynego i niezmiennie wielka miłość się dzieje, ale niestety na Czerwonych Bagnach żaden mężczyzna nie zostanie, co jest obsesyjnie w dialogach powtarzane (nie zostanie, bo nie, klątwa taka może?). Tylko nie pojęłam w trakcie lektury, czy los każdej z pań miał być podobny do reszty, czy jednak nie - i to dręczące pytanie, dlaczego właściwie one są takie dziwne?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Problem numer dwa, główna bohaterka, Kornelia, ma depresję. Bywa - ale rozwiązanie wielkiej zaiste tajemnicy, dlaczego ma ową depresję jest tak... Bzdurne, nielogiczne i na siłę, że aż boli. Boli, ponieważ wbrew moim pełnym niechęci zdankom "Kobiety z Czerwonych Bagien" da się fragmentami przeczytać z zainteresowaniem. Dokładniej jednym fragmentem, całkiem długim - pewnie jedna trzecia książki z tego wyjdzie - na temat najpierwszych pań z Czerwonych Bagien, Julianny i Amelii - po nich wątek niezwykłości zaczął gonić za własnym ogonem i jak każda z pań miała być taka niezwykła, to w efekcie nie była żadna.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Trzeci, już kończę, przerysowywana siła i niezależność kobiet z Czerwonych Bagien. Tragiczne losy, dzielne niewiasty, wszystko fajnie, tylko nie mogłam się pozbyć wrażenia, że to wszystko trochę na siłę wychodziło. I drugiego wrażenia także się nie pozbyłam, że głębszego przemyślenia "Kobietom z Czerwonych Bagien" brak - już nawet pomijając to odrobinę śmieszne zakończenie. Historia jest na pierwszy rzut oka głębsza, jak to sagi rodzinne potrafią być, pełna ukrytych tajemnic i powiązań. A na drugi rzut oka okazuje się, że jednak nie, dość płytko jest na tych bagnach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak to to, tak to to, Kalejdoskopowa Kolej Literacka się wykoleiła i dalej nie jedzie. A przynajmniej nie na Czerwone Bagna, zmiana trasy na Piaskową Górę. Chociaż przyznam się z lekkim wstydem, że i Piaskową Górę na razie zostawiłam w kącie, na rzecz książki znanej i lubianej, wyczytanej kilka razy - ale kto tam by o to dbał. Do Piaskowej Góry wrócę w swoim czasie.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2194136314729607673-7831402037816888971?l=liritio.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://liritio.blogspot.com/feeds/7831402037816888971/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://liritio.blogspot.com/2010/11/kobiety-z-czerwonych-bagien-grazyna.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2194136314729607673/posts/default/7831402037816888971'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2194136314729607673/posts/default/7831402037816888971'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://liritio.blogspot.com/2010/11/kobiety-z-czerwonych-bagien-grazyna.html' title='&quot;Kobiety z Czerwonych Bagien&quot;, Grażyna Jeromin - Gałuszka.'/><author><name>liritio</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10844189400380246041</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_QtooNre0Gg4/TVBD187_ciI/AAAAAAAAAG8/gL6fbSAx7ZU/s1600/72_389.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2194136314729607673.post-6636445336258796252</id><published>2010-11-21T23:56:00.000+01:00</published><updated>2010-11-22T00:11:58.363+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='powieść'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Ukraina'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książka'/><title type='text'>"Kolekcja namiętności", Natalia Śniadanko.</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://merlin.pl/Kolekcja-namietnosci_Natalia-Sniadanko,images_big,17,83-87391-87-5.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 250px; height: 391px;" src="http://merlin.pl/Kolekcja-namietnosci_Natalia-Sniadanko,images_big,17,83-87391-87-5.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;/a&gt;Okładka straszna, ale najwyraźniej wszystkie okładki serii &lt;a href="http://www.czarne.com.pl/?q=s:^2"&gt;"Europejki"&lt;/a&gt; mają to do siebie, że są przerażające. A jednak, ta szczególnie. Jak to dobrze, że kiedy czytam książkę, okładkę widzi cały świat, ale ja się nie męczę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po niefortunnym początku z &lt;a href="http://liritio.blogspot.com/2010/01/cos-nowego-pozyczonego-starego-i.html"&gt;"Ahatanhelem"&lt;/a&gt;, "Kolekcja namiętności", debiut pani Śniadanko, okazała się książką znacznie przyjemniejszą i, co tu kryć, łatwiejszą do przyswojenia dla przeciętnej czytelniczki (tzn. mnie, ale mogę udawać, że prowadzę statystyki). Zastanawiam się teraz, czy łatwość przekazu jest równoznaczna z okrojoną ucztą intelektualną i znacznie uboższym strumieniem myśli przekazywanym czytelnikowi? Cóż, nawet jeśli lektura łatwiejsza ofiarowuje mniej, to na pewno skuteczniej, jako że "Ahatanhela" nie skończyłam, a "Kolekcję namiętności" jak najbardziej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ołesia, bohaterka "Kolekcji namiętności" jest przykładem galicyjskiej panienki na tropie miłości. Tylko nie wyobrażajcie sobie teraz ogromnego baneru z napisem "ukraińska Bridget Jones!", absolutnie tego nie róbcie. Ołesia nie ma problemu z tropieniem uczuć, nie czeka na księcia z bajki i w ogóle nie o tego typu literaturę się teraz rozchodzi. Ona po prostu rośnie, najzwyczajniej w świecie. A potem jest duża :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Podobnie, jak w swojej drugiej książce, także w "Kolekcji namiętności" Natalia Śniadanko przemyca szereg spostrzeżeń na temat zróżnicowanej, podzielonej Ukrainy pod płaszczykiem opowieści o dojrzewaniu uczuciowym Ołesi, a czyni to wdzięcznie, ironicznie i bardzo kobieco - cóż, tytuł "Kolekcja namiętności" mówi sam za siebie. Mniej dziwaczna i ponura Ukraina wyłania się z tej książki, nie odstrasza mnie tak, jak ta z prozy Oksany Zabużko czy całkowicie dla mnie niepojętej twórczości Andruchowycza. Tak, w bibliotece wybór literatury ukraińskiej jest wąski i taka też jest moja jej znajomość.&lt;br /&gt;Gdybym miała wybierać książkę na ukraiński rozbieg, właśnie "Kolekcja namiętności" poleciałaby na start, myślę, że mimo iście powalającej okładki także męska część publiczności dałaby radę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Także określiłabym "Kolekcję namiętności" jako swoisty przewodnik po galicyjskiej mentalności połączony z opowieścią o kolejnych namiętnościach Ołesi (tzn. o jej kolejnych miłościach i miłostkach, żeby nie było, że Natalia Śniadanko napisała książkę o namiętności do śledzi np.)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A w trakcie czytania udałam się mimochodem w podróż po własnej kolekcji namiętności, pewne zagrzebane historie sobie przypomniałam, nad niektórymi się uśmiechnęłam, nad innymi zdecydowanie nie i na koniec stwierdziłam, że ciekawe byłoby wysłuchanie cudzej kolekcji. Gdyby tylko trafić na interesującego gawędziarza...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2194136314729607673-6636445336258796252?l=liritio.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://liritio.blogspot.com/feeds/6636445336258796252/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://liritio.blogspot.com/2010/11/kolekcja-namietnosci-natalia-sniadanko.html#comment-form' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2194136314729607673/posts/default/6636445336258796252'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2194136314729607673/posts/default/6636445336258796252'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://liritio.blogspot.com/2010/11/kolekcja-namietnosci-natalia-sniadanko.html' title='&quot;Kolekcja namiętności&quot;, Natalia Śniadanko.'/><author><name>liritio</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10844189400380246041</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_QtooNre0Gg4/TVBD187_ciI/AAAAAAAAAG8/gL6fbSAx7ZU/s1600/72_389.jpg'/></author><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2194136314729607673.post-3917022573685322337</id><published>2010-11-17T16:36:00.000+01:00</published><updated>2010-11-17T16:40:35.151+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kryminał'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Wielka Brytania'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książka'/><title type='text'>"Chemia śmierci", Simon Beckett.</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://ebooks-imgs.connect.com/ebooks/product/400/000/000/000/000/047/137/400000000000000047137_s4.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 250px; height: 375px;" src="http://ebooks-imgs.connect.com/ebooks/product/400/000/000/000/000/047/137/400000000000000047137_s4.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;/a&gt;Nie było źle. Więcej, było na tyle dobrze, że zapamiętam nazwisko autora i przy najbliższej okazji pożyczę kolejną książkę o Davidzie Hunterze. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Powalona wrednym stworzeniem, potocznie zwanym chorobą, zakopałam się pod kocem i udawałam, że mnie nie ma. I jak bardzo nie byłabym oczarowana "Bel Ami" Maupassanta, uwierzcie, że nie jestem w stanie czytać dziewiętnastowiecznej prozy, kiedy wszystko mnie boli i przypominam sobie bardzo dokładnie, dlaczego nienawidzę chorować. Zdecydowanie, na listopadowe dogorywanie najlepsze są soczyste powieści kryminalne. Zagadka, detektyw i zły, zły szaleniec.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;David Hunter, który oczywiście skrywa bolesną przeszłość - jakże by inaczej - zamieszkał w Manham trzy lata temu, porzucając londyńską karierę antropologa sądowego i skazując się na zesłanie w profesji wiejskiego lekarza rodzinnego. Jednakże - jak w wielu książkach lubią nam przypominać - od przeszłości nie można uciec, więc kiedy dwójka chłopców znajduje zwłoki kobiety w stanie zaawansowanego rozkładu, kiedy ofiara okazuje się jedną z mieszkanek Manham, kiedy policjant prowadzący dochodzenie dowiaduje się o skrywanym zawodzie trzyletniego pana doktora, oczywistym jest, że już mamy nowego detektywa na starcie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak naprawdę "Chemia śmierci" nie poraża fabułą, gdzieś od połowy jest mocno oczywiste, kim okaże się na końcu Zły, Zły Szaleniec (chociaż prawdę mówiąc od początku miałam tylko dwa typy, z których prędko został tylko jeden). A dość proste rozwiązanie wcale mnie nie przekonało, motywy Złego, Złego były trochę naciągane, autor mógł pokusić się o głębsze rozpisanie postaci i odrobinę większe zaskoczenie czytelnika.  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A jednak, mimo pewnej płycizny psychologicznej, mimo utartych schematów, przeczytałam "Chemię śmierci" zaciekawiona dalszym ciągiem - chociaż przyznam, że wyszło trochę nierówno. Start książki jest świetny, rozwinięcie obniża lot, a zakończenie pikuje dziobem w glebę. &lt;br /&gt;Jedynie nieco wrażliwszym czytelnikom oraz czytelniczkom polecam odstawienie książki na czas posiłków, bowiem opisy larw, much i tego typu uroczych żyjątek stanowią pewną część obrazowania pracy Huntera, tytuł "Chemia śmierci" nie wziął się znikąd.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Także kończąc spontaniczny wpis na temat spontanicznie złapanej książki - mnie lektura nie skrzywdziła. Simon Beckett ma najwyraźniej talent do pisania, tylko mam nadzieję, że w kolejnych częściach doszlifował trochę kreatywne myślenie. &lt;br /&gt;A i tak, dajcie mi kobietę po przejściach (akurat trochę bzdurnych) i mężczyznę z przeszłością, Złego, Złego Szaleńca, ponurego policjanta i na dodatek to rozkoszne uczucie, które wzbudzają we mnie opowieści o małych miasteczkach z podejrzaną atmosferą ("Miasteczko Salem" S. Kinga, rewelacja), a będę szczęśliwa. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Okładka zagraniczna, bowiem polska wygląda paskudnie (w sumie jest przedrukiem jednego z angielskich wydań).&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2194136314729607673-3917022573685322337?l=liritio.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://liritio.blogspot.com/feeds/3917022573685322337/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://liritio.blogspot.com/2010/11/chemia-smierci-simon-beckett.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2194136314729607673/posts/default/3917022573685322337'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2194136314729607673/posts/default/3917022573685322337'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://liritio.blogspot.com/2010/11/chemia-smierci-simon-beckett.html' title='&quot;Chemia śmierci&quot;, Simon Beckett.'/><author><name>liritio</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10844189400380246041</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_QtooNre0Gg4/TVBD187_ciI/AAAAAAAAAG8/gL6fbSAx7ZU/s1600/72_389.jpg'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2194136314729607673.post-6957594549116938110</id><published>2010-11-15T13:03:00.004+01:00</published><updated>2010-11-15T13:25:31.490+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='prywatny cyrk'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='muzyka'/><title type='text'>"Where is the joy for the pirate's bride?"</title><content type='html'>Witam Was w ten piękny, słoneczny (w Warszawie) poniedziałek. Mnie dzień upływa na piciu kolejnych kaw, jako że odsypianie pracy się nie udało - nigdy się nie udaje - przy wtłaczaniu w siebie skrawków jakiejś wiedzy, której i tak nie wykorzystam po studiach. Jest pięknie, ale tylko za oknem. Od tego piękna dzieli mnie szybka (w razie potrzeby zbić...?).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Także dzisiejsze zniechęcenie dostanie podkład ze wspaniałego pana, Stinga oczywiście. Dzisiaj właśnie on jest najwspanialszy - jutro już ktoś inny. A pojutrze znowu Sting. I tak na okrągło.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;"The Pirate's Bride", Sting.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;object height="385" width="480"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/ImUOdSHQfHc?fs=1&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;rel=0"&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/ImUOdSHQfHc?fs=1&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;rel=0" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" height="385" width="480"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;A w międzyczasie staram się sklecić mądre zdanie na temat "Pożegnania z Afryką", ale opornie idzie. Może poprzestanę na napisaniu tylko zdania, odpuszczę sobie mądre?&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2194136314729607673-6957594549116938110?l=liritio.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://liritio.blogspot.com/feeds/6957594549116938110/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://liritio.blogspot.com/2010/11/where-is-joy-for-pirates-bride.html#comment-form' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2194136314729607673/posts/default/6957594549116938110'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2194136314729607673/posts/default/6957594549116938110'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://liritio.blogspot.com/2010/11/where-is-joy-for-pirates-bride.html' title='&quot;Where is the joy for the pirate&apos;s bride?&quot;'/><author><name>liritio</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10844189400380246041</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_QtooNre0Gg4/TVBD187_ciI/AAAAAAAAAG8/gL6fbSAx7ZU/s1600/72_389.jpg'/></author><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2194136314729607673.post-1893893666516123133</id><published>2010-11-11T22:53:00.005+01:00</published><updated>2010-11-11T23:08:26.345+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='dramat'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='USA'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='moje cuda'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='film'/><title type='text'>"The Merry Gentleman", reż. Michael Keaton.</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://pegasusnews.com/media/img/photos/2009/06/18/thumbs/merry_gentleman_poster.jpg.728x520_q85.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 250px; height: 324px;" src="http://pegasusnews.com/media/img/photos/2009/06/18/thumbs/merry_gentleman_poster.jpg.728x520_q85.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;/a&gt;Chciałabym, żeby wszyscy znali ten film. Jest mądry, cichy i piękny - a chociaż kilka kolorowych obrazków z kamery to rzecz mocno ulotna i błaha, takie trzy przymiotniki kwalifikują się także do opisywania siły i piękna natury. &lt;br /&gt;Ale nie, "The Merry Gentlman" nie budzi takich skojarzeń, po prostu naprawdę rzadko widuję podobne cuda w kinie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;O ile już wiecie, że niektóre filmy mi szumią, jak &lt;a href="http://liritio.blogspot.com/2010/09/map-of-sounds-of-tokyo-rez-isabel.html"&gt;"Map of the Sounds of Tokyo"&lt;/a&gt;, powiedziałabym, że "The Merry Gentleman" jest natychmiastowym skojarzeniem z ciszą. Kolejne kadry prowadzą nas przez kilka dni z kilkorgiem bohaterów, a chociaż w tle leci ścieżka dźwiękowa, chociaż prowadzone są dialogi, momentami miałam wrażenie, że scena, którą widzę, jest całkowicie cicha. Kiedy Frank stanął na krawędzi domu, było ciemno i padał drobny śnieg. Kiedy palili choinkę. Kiedy policjant Dave wypijał duszkiem kieliszek skłamanego wina... I tak dalej, kolejne sceny są ciszą, jakby ich ogólna kompozycja wytłumiała dźwięki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Podobnie jak &lt;a href="http://liritio.blogspot.com/2010/07/single-man-rez-tom-ford.html"&gt;"A Single Man"&lt;/a&gt; Toma Forda, także "The Merry Gentleman" składa się z kadrów będących wizualnymi perłami. Chociaż zawierają może więcej melancholii, a trochę mniej faktycznie dopracowanych w każdym szczególe ustawienia, scenografii i światła.&lt;br /&gt;Ale były momenty, kiedy po prostu chciało się zrobić pauzę i tylko patrzeć, chłonąć nastrój tego filmu przekazywany przez samą wizję. Spójrzcie chociażby na plakat.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://www.rowthree.com/wp-content/uploads/2009/03/themerrygentlemanmoviestill.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 500px; height: 227px;" src="http://www.rowthree.com/wp-content/uploads/2009/03/themerrygentlemanmoviestill.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Akcja "The Merry Gentleman" jest skąpa w wydarzenia, podobnie jak w słowa. Może dlatego, że trójka głównych i prawie jedynych bohaterów to &lt;span style="font-style:italic;"&gt;very private people&lt;/span&gt;, małomówni, nawet widza nie wpuszczą do swojego życia. &lt;br /&gt;Jest dokładnie tak, w głąb ich osobowości, przeszłości nie ma dostępu. Kim byli ci ludzie wcześniej, dlaczego żyją tak, a nie inaczej? Co czują, kiedy patrzą w lustro? Ich marzenia, obawy, wszystko ukryte. Ale nie myślcie, że przez to są płytcy, niezrozumiali czy szablonowi. Poznałam ich trochę w trakcie oglądania filmu, tak samo i Wy możecie ich poznać na tyle, na ile Wam pozwolą. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://blogs.commercialappeal.com/the_bloodshot_eye/merry%20gentleman/merrygentelman.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 402px; height: 250px;" src="http://blogs.commercialappeal.com/the_bloodshot_eye/merry%20gentleman/merrygentelman.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;/a&gt;Chociażby Alice (Kelly MacDonald) uciekła od męża, który ją bił. Znalazła pracę i mieszkanie w nowym mieście, gdzie czekała na śnieg. A potem kupiła choinkę. Kocha męża? Chyba nie. A dlaczego pozwalała się bić? Nie wiem.&lt;br /&gt;Albo taki Frank, jest płatnym mordercą, krawcem, od czasu do czasu podejmuje próby samobójcze. I nosi kaszkiet. Nieśmiały? A może tylko odzwyczajony od ludzi? Smutny? Nie, raczej rozczarowany sam sobą.&lt;br /&gt;Jeszcze Dave, policjant, alkoholik, rozwiedziony, z nadwagą, nałogowy palacz. Ogólnie nieprzyjemny, chociaż czasem się stara. Ten akurat opowiedziałby o sobie sporo, ale głównie kłamstwa, i wcale nie chcecie tego słuchać. &lt;br /&gt;Jest także mąż Alice, Michael, który odnajduje Boga. I koleżanka z loczkami, Diane, której życie jest nie takie, jakie by chciała. Oraz policyjny partner, Billy, jego główny wkład w dialog ogranicza się do stwierdzeń &lt;span style="font-style:italic;"&gt;"good for you"&lt;/span&gt;, ale o dziwo wyraża tym wiele.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://www.aceshowbiz.com/images/still/the_merry_gentleman03.jpg"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 373px; height: 250px;" src="http://www.aceshowbiz.com/images/still/the_merry_gentleman03.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;/a&gt;Michael Keaton zrobił dobrą robotę jako reżyser i świetną w roli Franka Logana. Aktor, który kojarzy mi się głównie ze stwierdzeniem, że był najlepszym Batmanem, pokazał się w tym filmie jako naprawdę dobry artysta, najwyraźniej niedoceniany. Nie kojarzę go z żadnej innej roli, w której musiałby się wykazać grą tak powściągliwą i subtelną, pełną niuansów. A tak właśnie zagrał Franka Logana, byłam pod wrażeniem jeszcze długo po napisach końcowych.&lt;br /&gt;Kelly MacDonald, ten uroczy akcent, aktorka również pomijana, mam wrażenie, a przecież świetna. Jeszcze nie widziałam jej w filmie, w którym byłaby niezaangażowana w swoją rolę, w którym pokazałaby się ze złej strony. A że dotychczas widywałam ją w rolach raczej drugoplanowych (idealna w "No Country for Old Men", równie dobra w "Gosford Parku" czy "Trainspotting"), szkoda tak wyważonego talentu na kreacje aktorskie przechodzące bez echa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"The Merry Gentleman" nie jest romansem, nie jest kryminałem, thrillerem, filmem obyczajowym... Jest zapisem spotkania pewnej trójki, klatka po klatce prowadzącym nas w ślad ich cichych kroków. &lt;br /&gt;I namawiam Was do pójścia w moje ślady, za nimi.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2194136314729607673-1893893666516123133?l=liritio.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://liritio.blogspot.com/feeds/1893893666516123133/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://liritio.blogspot.com/2010/11/merry-gentleman-rez-michael-keaton.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2194136314729607673/posts/default/1893893666516123133'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2194136314729607673/posts/default/1893893666516123133'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://liritio.blogspot.com/2010/11/merry-gentleman-rez-michael-keaton.html' title='&quot;The Merry Gentleman&quot;, reż. Michael Keaton.'/><author><name>liritio</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10844189400380246041</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_QtooNre0Gg4/TVBD187_ciI/AAAAAAAAAG8/gL6fbSAx7ZU/s1600/72_389.jpg'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2194136314729607673.post-4015168236514341889</id><published>2010-11-09T23:21:00.000+01:00</published><updated>2010-11-09T23:25:35.825+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='muzyka'/><title type='text'>"The long day is over".</title><content type='html'>Napisałam o pięknym filmie, ale niepięknie. Przeczytałam i skasowałam, jutro spróbuję ponownie.&lt;br /&gt;A świat wydaje się ciężki ostatnio. Niezgrabny jakby.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tymczasem cofam się do roku chyba 2003ego, w którym po raz pierwszy natknęłam się na tę panią i jej głos. Słucham kilkunastu jej piosenek od lat i nie pospolicieją, nie nudzą się.&lt;br /&gt;Nie wydała lepszej płyty, niż debiutancka &lt;span style="font-style: italic;"&gt;"Come Away With Me"&lt;/span&gt;. Chociaż &lt;span style="font-style: italic;"&gt;"Not Too Late"&lt;/span&gt; prawie się udało dorównać tej pierwszej.&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;&lt;br /&gt;Norah Jones, "The Long Day Is Over".&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Zamykamy oczy i kiwamy się. I szumi świat.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;object height="361" width="450"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/oow_ZVCAWxo?fs=1&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;rel=0"&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/oow_ZVCAWxo?fs=1&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;rel=0" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" height="361" width="450"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2194136314729607673-4015168236514341889?l=liritio.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://liritio.blogspot.com/feeds/4015168236514341889/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://liritio.blogspot.com/2010/11/long-day-is-over.html#comment-form' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2194136314729607673/posts/default/4015168236514341889'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2194136314729607673/posts/default/4015168236514341889'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://liritio.blogspot.com/2010/11/long-day-is-over.html' title='&quot;The long day is over&quot;.'/><author><name>liritio</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10844189400380246041</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_QtooNre0Gg4/TVBD187_ciI/AAAAAAAAAG8/gL6fbSAx7ZU/s1600/72_389.jpg'/></author><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2194136314729607673.post-2928320365838509317</id><published>2010-11-04T00:16:00.005+01:00</published><updated>2010-11-04T00:25:25.976+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Polska'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='opowiadania'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='muzyka'/><title type='text'>"Oprócz marzeń warto mieć papierosy", Juliusz Strachota.</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://www.lideria.pl/img_big/79263.jpg"&gt;&lt;img style="float: left; margin: 0pt 10px 10px 0pt; cursor: pointer; width: 231px; height: 400px;" src="http://www.lideria.pl/img_big/79263.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Tytuł mnie poderwał - wzięłam i pożyczyłam. No oczywiście, "oprócz marzeń warto mieć papierosy", cóż mogło poderwać mnie bardziej? Pożyczyłam, nawet mimo lekkich obaw ściskających mnie za szyjkę, obaw odnośnie słów "nowa proza polska" w prawym, górnym rogu. Ale pomyślałam, że podobno kto nie próbuje, ten nie żyje (czy jakoś tak, pomyślałam...).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I teraz siedzę, cmokam sobie policzkiem i bębnię palcami w moją biedną, tak już zabębnioną klawiaturę - cóż bowiem innego mi pozostało, skoro najwyraźniej mam umysł zbyt jałowy, żeby "nowa proza polska" zasiała w nim ziarno nowego kaganka polskiej literatury?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pecha mam lekkiego do polskich książek "nowej prozy" - że tak je wrzucę do jednego worka - tych mądrych (chociaż w teorii), nowatorskich, ambitnych i w ogóle "nowoprozowych"...&lt;br /&gt;Ciągle nie trafiam na te porażająco dobre, które mogłyby skraść mi cenny czas i zachwyt. Nie trafiam również na złe, które skutecznie przekonałyby mnie, że "nowa proza polska" w jakiejkolwiek odmianie jest zdecydowanie nie dla mnie i ja nie dla niej.&lt;br /&gt;Bowiem z krótkimi opowiadaniami - w sumie bardziej z krótkimi formami kolejnych to monologów "miłego" pana z Saskiej Kępy - pana Strachoty zapoznałam się bez wstrętu, natomiast chyba niewiele z nich pojęłam. Znaczy, każde zdanie z osoba jak najbardziej, ale może ogólna głębia mi umknęła?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nic to, nie każdy musi być mocno rozumny, wiem, ale jednak krótkie podsumowania naszej pięknej rzeczywistości wyszyły autorowi według mnie na jedno kopyto i uparcie negatywne. I to jak ukradkiem negatywne! Pisane, jakby autor puszczał oczko do czytelnika, przerysowując niektóre poglądy, dodając sytuacje nastrojem godne "Opowieści niesamowitych" E.A. Poe, wplatając różne myki, które niby zmieniały wymowę z krytycznej na pobłażliwą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Także teraz sobie bębniłam, zanim nie zaczęłam wystukiwania literek niniejszego tekstu. Styl J. Strachoty uważam za godny sympatii, uznaję jego talent do pisania, który w spójności tych krótkich opowiadanek widać. Powiedziałabym również, że ten pan obdarzony jest ciekawym spojrzeniem na świat i umie owo spojrzenie przekazać w sposób pociągający - dlaczego nie może z tych wszystkich zalet zrobić lepszego użytku?&lt;br /&gt;Bo książka "Oprócz marzeń warto mieć papierosy" zostawiła mnie w zawieszeniu między bębnieniem w klawiaturę, a wzruszeniem ramion i puszczeniem krótkiej lektury w niepamięć. Także nie wiem, warto, nie warto?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Może zamiast roztrząsać dalej tę kwestię napiszę Wam, że podczas tworzenia tego tekstu okazało się, że nie umiem napisać poprawnie imienia "Juliusz". Za każdym razem zjadam drugie "u" - najwyraźniej moje palce nie są w stanie odtańczyć tak skomplikowanego układu na klawiaturze. Nawet powoli, trzeci palec mi się blokuje nieładnie - chyba ukłonię się "Mistrzowi Klawiatury" :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A jeszcze, nadal podczas pisania, przypomniałam sobie, że przecież ta książka swoim tytułem od początku przypominała mi o jednej z radosnych piosenek sprzed kilku lat. Et voila, ostatnio bardzo muzykalna się na blogu zrobiłam, staram się walczyć z tą dziwaczną chęcią wstawiania tu muzyki, ale obawiam się, że wolę mam w tym względzie słabą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;object height="385" width="480"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/ldakolAPbLQ?fs=1&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;rel=0"&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/ldakolAPbLQ?fs=1&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;rel=0" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" height="385" width="480"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;I znowu jest ciemna noc. I chyba pada. I nigdy się nie nauczę długo w nocy spać.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2194136314729607673-2928320365838509317?l=liritio.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://liritio.blogspot.com/feeds/2928320365838509317/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://liritio.blogspot.com/2010/11/oprocz-marzen-warto-miec-papierosy.html#comment-form' title='Komentarze (7)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2194136314729607673/posts/default/2928320365838509317'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2194136314729607673/posts/default/2928320365838509317'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://liritio.blogspot.com/2010/11/oprocz-marzen-warto-miec-papierosy.html' title='&quot;Oprócz marzeń warto mieć papierosy&quot;, Juliusz Strachota.'/><author><name>liritio</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10844189400380246041</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_QtooNre0Gg4/TVBD187_ciI/AAAAAAAAAG8/gL6fbSAx7ZU/s1600/72_389.jpg'/></author><thr:total>7</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2194136314729607673.post-8284732581572292916</id><published>2010-11-01T13:52:00.002+01:00</published><updated>2011-10-23T20:51:54.310+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='dramat'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='film'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Francja'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='biografia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='muzyka'/><title type='text'>"Gainsbourg (Vie héroïque)", reż. Joann Sfar.</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://www.trailershut.com/movie-posters/Serge-Gainsbourg-vie-heroique-Movie-Poster.jpg"&gt;&lt;img style="float: left; margin: 0pt 10px 10px 0pt; cursor: pointer; width: 250px; height: 361px;" src="http://www.trailershut.com/movie-posters/Serge-Gainsbourg-vie-heroique-Movie-Poster.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Któż go nie zna? No dobrze, możliwe, że ja niespecjalnie. Chociaż "Je t'aime... moi non plus" oczywiście kojarzę. Podobnie jak "Dieu est un fumeur de havanes" czy "La javanaise".&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;Większych wrażeń na temat Gainsbourga było brak, może Rogera Vadima mi przypominał, może francuską wersję Leonarda Cohena. Film Sfara natomiast pokochałam od pierwszych scen, chociaż obraz jego bohatera trochę mi się wymienił. Na gorszy, co nie znaczy mniej interesujący.&lt;br /&gt;Jak by go podsumować? Wino w postaci papierosów, kobiety i śpiew, oraz niesamowity głos Douga Jones'a w roli Gęby.&lt;br /&gt;To może po kolei.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Papierosy i Gęba.&lt;/span&gt; Francuzi, muzycy, bogaci i biedni na salonach - oczywiście nikotyna w każdej scenie. I ten piękny dym... Rozumiem, papierosy śmierdzą - tak, trochę zabijam teraz romantyzm chwili - ale co z tego. Wąski dym z papierosa to wdzięczna sprawa, a nie pamiętam innego filmu, po którym aż tak bardzo chciało by się zapalić i tak elegancki dym wypuszczać w noc. Piszę jedynie o dymie, a mam na myśli całą wizualną część "Gainsbourga", która podpierała pełną abstrakcji i fantazji wariację Sfara na temat biografii. Nie nakręcił filmu przedstawiającego życie klatka po klatce - świat Gainsbourga był zlepkiem rzeczywistości i wyobraźni, Gainsbourga i jego Gęby.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://img.stopklatka.pl/film/44400/44489/g-8.jpg"&gt;&lt;img style="float: right; margin: 0pt 0pt 10px 10px; cursor: pointer; width: 375px; height: 250px;" src="http://img.stopklatka.pl/film/44400/44489/g-8.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Właśnie, Gęba. Doktor Faustus w wersji współczesnej albo życie francuskiego Żyda, który z pomocą swojej Gęby zmieniał się w iluzjonistę. Gęba jako wyobrażony przyjaciel małego Luciena/Serge'a, samotnego chłopca w czasie wojny, przypominała pociesznego ziemniaka. Aż pewnego dnia wybuchła, a w jej miejscu pojawił się doktor Strachulec (Strachus? Nie pamiętam dokładnie) z długimi palcami pianisty, którego wszyscy kochali mimo strasznego charakteru, ponieważ był elegancki. Tak o Strachulcu opowiadał mały Gainsbourg - a potem ze Strachulcem szedł przez życie. Gęba była głosem ciemniejszej strony jego charakteru i ostatecznie we dwoje zostali - Gainsbourg i Gęba forever.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Kobiety.&lt;/span&gt; Szalony facet z wizją, nieszczęśliwy artysta w męce tworzenia, bogaty piosenkarz, którego charyzma przesłaniała oczywistą brzydotę - do takich mężczyzn kobiety lgną jak ćmy do ognia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://img.stopklatka.pl/film/44400/44489/g-18.jpg"&gt;&lt;img style="float: left; margin: 0pt 10px 10px 0pt; cursor: pointer; width: 375px; height: 250px;" src="http://img.stopklatka.pl/film/44400/44489/g-18.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;A jaka galeria nazwisk, Greco, Bardot, Birkin to sam czubek góry usypanej z przeróżnych pań. Sfar zajął się głównie Jane Birkin pokazując ją jako jedyną "prawdziwą" miłość wśród kobiet Serge'a. Poza Jane, Gainsbourg kochał również rodziców i psa. A na koniec także córki.&lt;br /&gt;Letita Casta jako Bardot wyglądała jak powinna, ale zabrakło jej jakiejś tony wdzięku. Anna Mouglalis w roli Juliette Greco była fantastyczna, aczkolwiek epizodyczna (w pięć minut zdołała mnie uwieść i porzucić, brawa dla niej). Najwyraźniej pani Mouglalis dobrze wypada w rolach silnych charakterów, &lt;a href="http://liritio.blogspot.com/2010/05/coco-chanel-igor-strawinski-rez-jan.html"&gt;jej Coco Chanel&lt;/a&gt; była równie intrygująca.&lt;br /&gt;I Lucy Gordon, tak prawdziwa w roli Jane, jakby zdarła skórę z mojego wyobrażenia na jej temat i nosiła we wszystkich scenach. We dwójkę z Erikiem Elmosnino nie grali Gainsbourga i Birkin, oni byli tą sławną parą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wreszcie najważniejsze i najtrudniejsze, &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;śpiew&lt;/span&gt;. Myśląc o sławie Gainsbourga, kto by przypuścił, że w młodości pragnął malować? Całym sobą, niespełnionym marzeniem artysty. W filmie Sfara obrazy pochłania ogień wzniecony przez szał Gęby, a z popiołów ocalała gitara. Gitara, na której Lucien nie potrafił improwizować.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://img.stopklatka.pl/film/44400/44489/g-41.jpg"&gt;&lt;img style="float: right; margin: 0pt 0pt 10px 10px; cursor: pointer; width: 375px; height: 250px;" src="http://img.stopklatka.pl/film/44400/44489/g-41.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Czytałam, że "Gainsbourg" pierwotnie miał być musicalem - dobrze, że tak się nie stało, że z cyrku wyobraźni przełamanego z dramatyzmem sławy nie zrobili operetki w papierowych dekoracjach.&lt;br /&gt;Śpiewają jednak dużo, ale te piosenki nie trzymają konwencji opowiadania fragmentów scenariusza. Raczej są środkiem wyrazu atmosfery, a czasem po prostu są - jakby nie patrzeć Serge Gainsbourg był przede wszystkim muzykiem, a dopiero potem alkoholikiem, popielniczką i kobieciarzem.&lt;br /&gt;Co zabawne, o ile muzyka Gainsbourga nigdy mnie zbytnio nie porwała, jej wersja stworzona dla potrzeb filmu w wykonaniu chociażby Elmosnino wpadła mi w ucho i nie chce wypaść. Króciutka wersja "La javanaise" w duecie z Mouglalis w moim odczuciu przebija oryginał, chociaż zapewne zostałabym za to umiarkowanie zlinczowana w gronie fanów.&lt;br /&gt;A czarująca i figlarna wariacja "Je bois Intoxicated Man" w duecie Elmosnino plus Philippe Katerine jako Boris Vian skradła mi serce - teraz mam ochotę śpiewać "piję systematycznie" i przytupywać do dźwięków trąbki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;iframe src="http://www.youtube.com/embed/u1kHHu5J1yI" allowfullscreen="" frameborder="0" height="250" width="445"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Gainsbourg" zakończył się stwierdzeniem Sfara, że nie starał się pokazać rzeczywistości, ale swojego bohatera, którego kochał od dziecka przez szklany ekran. I fantazyjny "Gainsbourg" jako ilustracja wyobrażeń reżysera jest filmem znakomitym i (jedyne "ale") zabójczo długim.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;object height="250" width="416"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/KnGeS4esIvE?fs=1&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;rel=0"&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/KnGeS4esIvE?fs=1&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;rel=0" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" height="250" width="416"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2194136314729607673-8284732581572292916?l=liritio.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://liritio.blogspot.com/feeds/8284732581572292916/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://liritio.blogspot.com/2010/11/gainsbourg-vie-heroique-rez-joann-sfar.html#comment-form' title='Komentarze (8)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2194136314729607673/posts/default/8284732581572292916'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2194136314729607673/posts/default/8284732581572292916'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://liritio.blogspot.com/2010/11/gainsbourg-vie-heroique-rez-joann-sfar.html' title='&quot;Gainsbourg (Vie héroïque)&quot;, reż. Joann Sfar.'/><author><name>liritio</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10844189400380246041</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_QtooNre0Gg4/TVBD187_ciI/AAAAAAAAAG8/gL6fbSAx7ZU/s1600/72_389.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://img.youtube.com/vi/u1kHHu5J1yI/default.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>8</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2194136314729607673.post-2369072534891677821</id><published>2010-10-24T18:09:00.001+02:00</published><updated>2010-10-24T18:12:16.712+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Włochy'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='muzyka'/><title type='text'>Spadło na mnie.</title><content type='html'>Dzisiaj po raz kolejny wstawiając muzykę zamiast tekstu na jakikolwiek temat wcale nie idę na łatwiznę! O nie. To zupełnie co innego - wielkie uczucie mnie dopadło, co gorsza, do Włocha. Nazywa się Guido i mieszka w Bari. Adwokat, rozwiedziony, bezdzietny...&lt;br /&gt;Chociaż w sumie nie wiem czy adresatem tych wielkich uczuć powinnam uczynić bohatera, czy też jego twórcę i autora, Gianrico Carofiglio. Ten pan pisze prawnicze... eee, thrillery. Kryminały... Zawsze mam z tym problem. Nieważne, co dokładnie pisze, ważne jak. Genialnie, już dawno nie wpadłam w książkę z tego gatunku aż tak. Ostatnio chyba przy okazji &lt;a href="http://liritio.blogspot.com/2010/01/ostateczne-wyjscie-natsuo-kirino.html"&gt;Natsuo Kirino&lt;/a&gt;.&lt;br /&gt;Nie mogłam się oderwać od jego pierwszej książki, połknęłam drugą - nawet nie zauważyłam - teraz zagrzebałam się w trzeciej i bardzo szczęśliwa lecę naprzód. Szkoda tylko, że kolejnej nie ma. Na razie.&lt;br /&gt;W każdym razie, musicie mi wybaczyć, ale jestem zakochana w nastroju książek pana Carofiglio i miłość mnie pcha.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A ponieważ Guido i ja mamy podobne gusta, jego wspomnienie o Tracy Chapman stało się moim wspomnieniem. Kolejna pani, o której zapomniałam, głupia ja. Ale już wróciłam, może nie do całokształtu jej twórczości, ale na pewno do pierwszego albumu z 1988r.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;object height="385" width="480"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/O6475u0wEG0?fs=1&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;rel=0"&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/O6475u0wEG0?fs=1&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;rel=0" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" height="385" width="480"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;I dzisiaj pięknie pachniał wiatr - nie wiem, jak to zrobił w niedzielne popołudnie w centrum miasta, ale tak właśnie było.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2194136314729607673-2369072534891677821?l=liritio.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://liritio.blogspot.com/feeds/2369072534891677821/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://liritio.blogspot.com/2010/10/spado-na-mnie.html#comment-form' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2194136314729607673/posts/default/2369072534891677821'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2194136314729607673/posts/default/2369072534891677821'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://liritio.blogspot.com/2010/10/spado-na-mnie.html' title='Spadło na mnie.'/><author><name>liritio</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10844189400380246041</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_QtooNre0Gg4/TVBD187_ciI/AAAAAAAAAG8/gL6fbSAx7ZU/s1600/72_389.jpg'/></author><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2194136314729607673.post-2590092409029880132</id><published>2010-10-21T16:39:00.002+02:00</published><updated>2011-03-23T23:30:24.757+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='USA'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='sensacja'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Bruce Willis'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Morgan Freeman'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='komedia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='film'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='John Malkovich'/><title type='text'>"RED", reż. Robert Schwentke.</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://img.stopklatka.pl/dat/img/4e807e113443cad.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 250px; height: 369px;" src="http://img.stopklatka.pl/dat/img/4e807e113443cad.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;/a&gt;Chciałam, to poszłam. I dobrze wyszło.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Film jest cacy, a w nastroju przypomina mi wszelkiego rodzaju benefisy i tego typu szmery-bajery. Jakby czwórka gigantów kina, każdy w sumie z innej bajki, spotkała się na jednym planie i dobrze zabawiła. Jakby zrobili to poza swoją codzienną pracą, jakby właśnie z jakiejś okazji tak ich naszło na radosne "RED". I po tym epizodzie każdy wraca znowu do swojej bajeczki. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bruce Willis po roli ckliwego agenta CIA na emeryturze, Franka Mosesa, może już pójść na plan "Szklanej pułapki, część n-ta". Dowiódł (nie po raz pierwszy), że ma do siebie dystans, do swojego wieku i dotychczasowego dorobku filmowego - czekam na powrót do roli poważnego twardziela.&lt;br /&gt;I po raz kolejny przypomniał, za co się go kocha. Za wdzięk, uśmiech i ogólną zajebistość. Rzadko korzystam z tego słowa, ale myśląc o Willisie właśnie to bardzo kolokwialne określenie nasuwa się samo - facet jest zajebisty.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Helen Mirren pokazała się w białej kiecy i z Morganem Freemanem do pary tworzyli grupę NAJ - najmądrzejszych, najlepszych, najpoważniejszych... Nie ocierali się o śmieszność w swoich rolach (jak to się zdarza czasem chociażby Douglasowi), przeciwnie, zagrali dystyngowanie, lekko i pięknie, z cieniem uśmiechu w najdramatyczniejszych scenach. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://img.stopklatka.pl/film/43300/43326/g-2.jpg?20002609"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 375px; height: 250px;" src="http://img.stopklatka.pl/film/43300/43326/g-2.jpg?20002609" border="0" alt="" /&gt;&lt;/a&gt;I John Malkovich, którego doceniłam i momentalnie pokochałam co prawda niedawno, ale na zawsze. Z fryzurą a la mnich, z pluszową świnią pod pachą - przy okazji, świnia była przecudna - był fantastyczny (jak zwykle), przezabawny (jak czasem) i bardzo elegancko nie przyćmiewał reszty obsady (to tylko komentarz do mojej prywatnej teorii o aktorach, którzy kradną filmy, jak np. James McAvoy).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A na dokładkę dwójka "młodych", Mary-Louise Parker - miała świetną rolę Ruth w "Smażonych zielonych pomidorach", a potem chyba długo, długo nic - i Karl Urban, którego kojarzę jedynie jako Eomera. Oboje poważni, skupieni i całkiem nieźli na tle takich czterech talentów, a to już spory sukces. Dzięki ich rolom "RED" nie zamieniło się w całkowicie pusty i jedynie zabawny przerywnik od innych filmów, nie otarło się o granicę parodii na wysokim poziomie, a pozostało filmem akcji z kilkoma scenami prawie że dramatycznymi. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://img.stopklatka.pl/film/43300/43326/g-8.jpg?20002626"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 375px; height: 250px;" src="http://img.stopklatka.pl/film/43300/43326/g-8.jpg?20002626" border="0" alt="" /&gt;&lt;/a&gt;A, tak, zapomniałam napisać o czym jest ten wychwalany przeze mnie film. Już nadrabiam. &lt;br /&gt;O agentach CIA na emeryturze. O agentach CIA przed emeryturą. O nerwicach, wspomnieniach, romansach... O bliżej niesprecyzowanym facecie z Rosji i o zamachu na wiceprezydenta. Tak właściwie powinnam zacząć od informacji, że jest nakręcony na podstawie komiksu... No, to już wszystko wiecie :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oczywiście "RED" ma wady, zapewne ma nawet mnóstwo wad, ale co z tego? Nie jestem pewna czy w filmach tak lekkich, tak śmiesznych i pełnych uroku warto czepiać się niedociągnięć w efektach specjalnych czy logice fabuły. W każdym razie ja nie mam zamiaru, "RED" uważam za bardzo wdzięczną komedię sensacyjną, na której prawie popłakałam się ze śmiechu (nie raz, nie dwa). I mogę zgodnym (cóż... jednoosobowym) chórem zakrzyknąć, że chciałabym więcej takich!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2194136314729607673-2590092409029880132?l=liritio.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://liritio.blogspot.com/feeds/2590092409029880132/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://liritio.blogspot.com/2010/10/red-rez-robert-schwentke.html#comment-form' title='Komentarze (10)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2194136314729607673/posts/default/2590092409029880132'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2194136314729607673/posts/default/2590092409029880132'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://liritio.blogspot.com/2010/10/red-rez-robert-schwentke.html' title='&quot;RED&quot;, reż. Robert Schwentke.'/><author><name>liritio</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10844189400380246041</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_QtooNre0Gg4/TVBD187_ciI/AAAAAAAAAG8/gL6fbSAx7ZU/s1600/72_389.jpg'/></author><thr:total>10</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2194136314729607673.post-8491014847004472612</id><published>2010-10-18T20:42:00.000+02:00</published><updated>2010-10-18T20:46:01.509+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='wyzwanie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='prywatny cyrk'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='muzyka'/><title type='text'>"when your eyes throw light at mine, it's enough to change my mind..."</title><content type='html'>Zaczęłam pisać o jednej książce i się zniechęciłam. Zaczęłam pisać o filmie i się zamotałam. Poszłam na siłownię i prawie się wkręciłam w bieżnię. Zły dzień na inicjatywy, znaczy się.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale, wczoraj z błyskiem podziwu w prawym oku i wyrazem oniemienia w lewym przedzierałam się przez &lt;a href="http://panorama-kina.blogspot.com/2009/10/muzyka-filmowa.html"&gt;listę muzyki filmowej z blogu PANORAMA KINA&lt;/a&gt;. I natrafiłam na piosenkę, którą kiedyś przecież tak kochałam. I tak nieładnie o niej zapomniałam.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"I'm Easy" Keith Carradine. Był kiedyś jeden taki, który mi śpiewał i przygrywał sobie na gitarce. I to też śpiewał, ach, wspomnień czar.&lt;br /&gt;"Nashville" może nie jest filmem mojego życia, ale Altmana wychwalam pod niebiosa, nawet jeżeli tylko do lustra.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;object height="385" width="480"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/dYSc7QzWtt8?fs=1&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;rel=0"&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/dYSc7QzWtt8?fs=1&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;rel=0" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" height="385" width="480"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Z faktów najnowszych, dołączyłam się po raz kolejny do wyzwania, tym razem z &lt;a href="http://klasykaliteraturypopularnej.blogspot.com/"&gt;klasyki literatury&lt;/a&gt;. I po raz kolejny mam nadzieję na lepsze wyniki, niż w każdym wcześniejszym wyzwaniu - jestem taka antywyzwaniowa, ale czasem się staram.&lt;br /&gt;A powody były dwa - główny, znaczy brak terminu. I drugi, w końcu mam porządny motyw żeby zaspokoić swoje pragnienia napisania o Conradzie. A potem, w przypływie szalonego natchnienia, może uda się także o moim najwspanialszym Stendhalu i przeuroczym Wildzie. Klasyka to klasyka.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2194136314729607673-8491014847004472612?l=liritio.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://liritio.blogspot.com/feeds/8491014847004472612/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://liritio.blogspot.com/2010/10/when-your-eyes-throw-light-at-mine-its.html#comment-form' title='Komentarze (9)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2194136314729607673/posts/default/8491014847004472612'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2194136314729607673/posts/default/8491014847004472612'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://liritio.blogspot.com/2010/10/when-your-eyes-throw-light-at-mine-its.html' title='&quot;when your eyes throw light at mine, it&apos;s enough to change my mind...&quot;'/><author><name>liritio</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10844189400380246041</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_QtooNre0Gg4/TVBD187_ciI/AAAAAAAAAG8/gL6fbSAx7ZU/s1600/72_389.jpg'/></author><thr:total>9</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2194136314729607673.post-2061731059599582051</id><published>2010-10-14T18:33:00.000+02:00</published><updated>2010-10-18T20:49:10.947+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='powieść'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Wielka Brytania'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książka'/><title type='text'>"Howards End", E. M. Forster.</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://www.hillerleiturgia.com/51WXD4XG76L.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 250px; height: 398px;" src="http://www.hillerleiturgia.com/51WXD4XG76L.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;/a&gt;Zadziwiająca to książka, która miała być w moim przekonaniu męską wersją Jane Austen i guzik z pętelką z tego planu wyszedł.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Małgorzata Schlegel, chwilowo stara panna i jej siostra, Helena poznały Wilcoxów przypadkiem, a te dwie rodziny miały na swoje życie wpływ niemały. &lt;br /&gt;Dwie młode damy, mieszanka brytyjskich i niemieckich przodków, życie spędzały na szeroko rozumianym ukulturalnianiu się. Pieniądze, bodajże ze spadku, zapewniały im dostatnie życie i pozwalały unikać pracy. Bardzo pięknie. Młodsza, Helena, irytowała mnie swoim dziecinnym spojrzeniem na świat, w którym upierała się dostrzegać wyłącznie białe lub czarne. Wydawała mi się jakby odrobinę nawiedzoną istotą, która z nudów dorabia ideologie na wyrost do każdego zdarzenia. I ta upiorna egzaltacja...&lt;br /&gt;Małgorzata natomiast zbyt mało miała w sobie charakteru, żebym zakochała się w tej bohaterce, jak kilka razy już mi się zdarzyło wcześniej, przy innych lekturach. O ile filmowi bohaterowie zdobywają moje serce aż nazbyt często, gubię się potem w tych miłościach, książkowe postaci mają ze mną ciężką przeprawę, zanim przegryzą się przez grubą warstwę obojętności.&lt;br /&gt;Wracając do Małgorzaty, ostrych rysów brakowało postaci starszej panny Schlegel, chociaż jakby w czasie książki stawała się coraz bardziej "jakaś". &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A jednak, mimo, że żaden z bohaterów "Howards End" nie trafił w moje gusta, wszyscy pozostali mi raczej obojętni, czytałam książkę Forstera z dużym zainteresowaniem. Po kilku pierwszych stronach wprowadzających czytelnika w akcję, autor skupia się na dłuższy czas na kwestii społeczeństwa brytyjskiego. Na przykładach kolejnych bohaterów przedstawia różnorakie podejścia do kwestii kultury, pieniędzy, obcokrajowców, polityki i wreszcie domu. Bowiem tytuł "Howards End" jest nazwą ukochanego domu pani Wilcox, której testament stanie się niemałą zagwozdką dla reszty rodziny. &lt;br /&gt;Powiedziałabym, że "Howards End" to zapis ścierania się dwóch światów, dorobkiewiczów i tych eleganckich, "starych" pieniędzy klasy wyższej. Jest to także rzut oka na moment przedwojennych zmian w Anglii, na końcówkę wielkiego imperium. Ach, i co najciekawsze, liczne nawiązania do Niemiec, do opinii o tym kraju bez pryzmatu wojen, tak, ta część była czymś wcześniej przeze mnie niespotykanym. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Poleciłabym książkę Forstera w ciemno każdemu choć trochę zainteresowanemu historią, zagadnieniami społecznymi, ale także wielbicielkom Austen, od której zaczęłam dzisiejszy wpis. Bowiem "Howards End" jest także opowieścią o miłości, siostrzanej i małżeńskiej. O miłości niekoniecznie romantycznej, ale na pewno mądrej. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A ja znalazłam kolejnego pisarza, którego styl pisania pięknie trafia w moje gusta, oszczędny, elegancki, bez jakichkolwiek artystycznych zapędów. Pasujący do brytyjskiego pisarza żyjącego na przełomie XIX i XX wieku, tak właśnie. E. M. Forster pisze książkę, jakby rozmawiał z czytelnikiem, wtrąca swoje uwagi pod adresem zachowań swoich własnych postaci. Jego komentarze są zawsze trafne, żaden nie wydaje się niepotrzebny. &lt;br /&gt;I na kolejne książki Forstera mam ogromną ochotę. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ach tak, jeszcze film. No właśnie, o panu Ivorym i tak miałam niedługo pisać, może wcześniej zahaczę jeszcze o "Howards End" w jego reżyserii. Anthony Hopkins, Emma Thompson, Helena Bohnam-Carter i Vanessa Redgrave - obsada co najmniej zachęcająca.&lt;div class="blogger
